wtorek, 19 czerwca 2012

93. Nie ma to jak rodzina


Długo siedzieli w ciszy. Za oknem niebo ciemniało, zapowiadając zbliżającą się noc. Na suficie zapaliły się lampy, rzucając na nich złote światło. Ginny ułożyła się wygodniej, kładąc głowę na jego kolanach.
- Na długo tu zostaniesz? – spytała cicho.
W jej głosie wyraźnie można było wyczuć, że nie chce słyszeć innej odpowiedzi, jak to, że będzie blisko.
Odgarnął jej włosy z twarzy i uśmiechnął się.
- Chyba się ode mnie nie uwolnisz – mruknął tajemniczo, a ona natychmiast poderwała się i usiadła na stopach, bokiem do niego.
- Jak to?
- Dostałem polecenie służbowe i od poniedziałku zapewniam Hogwartowi dodatkową ochronę, tak jak kiedyś Tonks i inni aurorzy – odparł.
- To cudownie! – wykrzyknęła i uklękła na łóżku. Rzuciła mu się na szyję, kładąc głowę na ramieniu. – Czy to znaczy, że możemy być wreszcie rodziną? – szepnęła mu do ucha.
- Chyba tak – przytaknął i bez zastanowienia chwycił ją w talii, sadzając ją sobie na kolanach.
Objął ją, a Ginny przybrawszy wygodną pozycję, przytuliła się do niego. Niby to przez przypadek ich usta złączyły się i z niewinnego całusa, pocałunek bardzo szybko przemienił się w pożądliwy i namiętny. Jedna z rąk Harry’ego wplotła się w jej włosy, a druga bez większego celu przesuwała się po jej boku, co jakiś czas zjeżdżając niżej na biodro.
- Powinnaś chyba jeszcze odpoczywać... – mruknął cicho.
- Ale mi tak jest dobrze... – szepnęła, obejmując go rękami i przysuwając się bliżej, gdy zaczął się obracać. – Nie ruszaj się, proszę...
On jednak odwrócił się i ostrożnie ułożył ją z powrotem na łóżku. Oparł się na rękach położonych po obu stronach jej głowy, pochylając się nad nią. Okulary zsunęły mu się z nosa, gdy Ginny przyciągnęła go za szyję do siebie, więc ściągnęła je, szepcząc:
- One nie będą ci teraz potrzebne...
Miała go właśnie pocałować, kiedy nagle drzwi za nimi zaskrzypiały cicho i oboje podskoczyli. Całkowicie zapomnieli, że są w skrzydle szpitalnym Hogwartu, obok w gabinecie jest Pomfrey i ktoś może zaraz tu wejść. Harry’emu osunęły się ręce i opadł na nią, na co oboje parsknęli śmiechem.
Ginny podniosła się na łokciach i spojrzała ponad jego ramieniem, natychmiast pąsowiejąc na twarzy na widok gromadki ludzi stojących w progu. Harry szybko założył okulary i odwrócił się, siadając na brzegu łóżka.
W progu stała prawie cała rodzina Weasleyów na czele z Molly. Tuż za matką szli bliźniacy, szczerząc do nich zęby, a za nimi Ron z Hermioną. Harry zauważył, że Ron nie ma zbyt uradowanej miny, pewnie nadal ma żal do niego za wszystko, co się stało z Ginny, a Hermiona z trudem powstrzymuje go przed rzuceniem jakichś klątw.
Harry objął Ginny, która też się podniosła i położyła głowę na jego ramieniu.
Molly podeszła do nich, a reszta rozsiadła się wokół łóżka. Harry poczuł się prawie jak w Norze.
- Ginny, córeczko, wszystko w porządku? – spytała mama. – A ty Harry?
- A nie widać? – odpowiedziała pytaniem Ginny. – Nic nam nie jest.
- Tak się martwiliśmy...
- Mamo... – jęknął Fred, przewracając oczami – tata mówił, żebyś się tak nie przejmowała.
- Ginny ma tu najlepszą opiekę – dodał George, śmiejąc się i mrugając do Harry’ego.
- Hej! – krzyknęła Ginny, dźgając George’a w ramię. – Widziałam to!
- I co? Źle ci? – spytał Fred.
- Oczywiście, że nie... – mruknęła, wciskając rękę pod ramię Harry’ego.
Pani Weasley cały czas patrzyła z troską na córkę i zięcia, jakby się powstrzymywała przed wyściskaniem ich obojga.
- Mieliśmy wystrzelić dwa pudełka Wściekłej Pożogi Deluxe, ale mama... – zaczął Fred.
- Chcieliście rozpętać tu piekło! – wykrzyknęła Molly. – Tak jak kilka lat temu, prawda?
- Dzieciaki miałyby radochę...
- A przecież jest z czego się cieszyć...
Po drugiej stronie Hermiona zerkała niepewnie to na Rona to na Harry’ego i Ginny.
- Coś się stało Hermiono? – zapytał Harry.
- Nie – pokręciła głową – cieszę się, że nic wam nie jest.
- Tylko, że tego nie widać – powiedziała Ginny, wysuwając się do niej. – Pokłóciliście się, czy co? – szepnęła dyskretnie, tak by Ron nie usłyszał. – Znowu?
Hermiona potrząsnęła głową.
- Nie teraz... kiedyś ci powiem...
- No okej – mruknęła Ginny – nie chcesz, nie mów. Ale nie wywiniesz mi się tak łatwo.
Hermiona kiwnęła na zgodę i spojrzała na Rona i Harry’ego, którzy sztyletowali się spojrzeniami. Ginny też to zauważyła.
- Hej – szturchnęła Harry’ego w bok – co się dzieje?
- Twój kochany braciszek uważa, że to wszystko, co ci się stało do tej pory, to moja wina – syknął w odpowiedzi.
- A nie jest? – warknął Ron. – Gdyby nie ty, nie porwaliby jej, nie byłaby torturowana i na pewno by tu nie leżała! – wyrzucił z siebie.
- Co?! – wrzasnęła Ginny. – Jak możesz? To nie jest wina Harry’ego, tylko tych drani, przez których to się stało. Kiedyś to był Sam-Wiesz-Kto, a teraz... – urwała, uświadamiając sobie, że teraz zamieszana była jedna z jej koleżanek, co sprawiło, że poczuła się dużo gorzej.
- A nie mówiłam? – zapytała Hermiona. – Teraz rozumiesz o co mi chodzi, Ginny. Do niego nie dociera fakt, że Harry, za każdym razem, gdy coś się z tobą działo, szalał z niepokoju, zapominał o swoim bezpieczeństwie i starał się jak mógł, by cię wyciągnąć.
Harry odwrócił się, spoglądając na bliźniaków, którzy wyciągnęli spod szaty jedno z pudełek i udawał, że nie słyszy tego, co mówi Hermiona. Ginny ścisnęła go mocniej za ramię.
- Kochany jesteś, wiesz? – szepnęła mu do ucha.
Uśmiechnął się i zobaczył, że George wyciągnął fajerwerk i już miał stuknąć weń różdżką, gdy Molly wyrwała mu go z ręki, krzycząc:
- Zapominasz się młody człowieku!
- Co tu się dzieje? To jest szpital! – Ze swojego gabinetu wyszła Pomfrey. – Panna Weasley... – urwała, gdy spojrzała na Ginny i Harry’ego – pani Potter musi jeszcze odpoczywać!
- Nic mi nie jest – żachnęła się Ginny.
- To ja decyduję, co jest lepsze dla ciebie, a nie ty, bo tak się składa, że to ja tu jestem pielęgniarką i teraz moje zdanie się liczy – powiedziała ostro Pomfrey. – Natychmiast do łóżka i wypij to.
Postawiła na bocznej szafce eliksir i czarkę, a gdy się odwróciła, spojrzała na panią Weasley.
- Och, Molly, nie wiedziałam, że ty też tu jesteś – mruknęła przepraszająco.
- Nie ma sprawy, Poppy – odparła Molly. Obrzuciła wzrokiem swoje dzieci i Hermionę i dodała: – Ginny potrzebuje spokoju. A ty – zwróciła się do niej – połóż się. Jak chcesz to Harry z tobą zostanie.
Ginny położyła się niechętnie, patrząc z wyczekiwaniem na Harry’ego. On kiwnął głową i powiedział:
- Zostanę przy tobie aż zaśniesz.
- Z nami zobaczysz się jutro – szepnęła Molly, ściskając córkę i poprawiając niepotrzebnie pościel.
- Mieszkamy Pod Trzema Miotłami – mruknęła niezadowolona Hermiona.
- Roniaczek nadal nie może oderwać wzroku od Rosmerty i dlatego Hermiona jest zła – wyjaśnił cicho Fred, tak by usłyszeli to tylko Harry i Ginny, którzy natychmiast parsknęli śmiechem. – Jutro się przekonacie.
- Myślę, że też jutro uda nam się trochę ich wystrzelić – szepnął George, wskazując z czułością na fajerwerki.
Pożegnali się z nimi, pod srogim wzrokiem Pomfrey i Molly, i w końcu zostali sami.
Harry sięgnął po czarkę, ale Ginny go powstrzymała.
- Nie chcę tego... – wyszeptała, chwyciła za przód jego bluzy i przyciągnęła go do siebie. – Chcę ciebie... Oni nam w czymś przeszkodzili, prawda? Kocham cię...
Chwyciła go za głowę, zacisnęła palce na włosach, by nie mógł nawet drgnąć i wpiła się w usta. On lekko zszokowany jej gwałtownością, oddał pocałunek, traktując jej wargi tak samo, jak ona jego. Całowali się tak zachłannie, jakby wszystkie dni, tygodnie i miesiące rozłąki przelali w tę jedną chwilę.  
Harry mruknął coś niezrozumiałego, gdy puściła jego głowę, pozwalając mu odsunąć się nieco, by mógł wpić się w jej szyję.
- Kocham cię... – powtórzyła, a jej głos zadrżał lekko.
- Ja też, ale Pomfrey ma rację... – mruknął nieprzekonująco, kiedy uniósł głowę, spoglądając na nią. – Naprawdę powinnaś to wypić. Nie wyglądasz najlepiej...
- Chcesz mnie uśpić...
- Chcę byś nabrała sił, bo jutro przyjdzie nam się zmierzyć ponownie z twoimi braćmi, a sama dobrze wiesz, na co stać Freda i George’a. Minęło dopiero dwanaście godzin od twojej ucieczki, więc...
Ginny jęknęła, ale poddała się. Usiadła posłusznie, a Harry nalał eliksiru do czarki i podał jej. Wypiła duszkiem całą zawartość i położyła się z powrotem, chwytając jego dłoń. Nie minęła minuta, jak zasnęła.
Harry odstawił kubek na szafkę. Trzymał ją mocno za rękę jeszcze długo, dopóki ponownie nie wyszła Pomfrey i wyrzuciła go ze skrzydła, nakazując mu, by też się położył i odpoczął.

Następnego dnia Ginny obudziło jasne, prawie białe światło. Otworzyła oczy i natychmiast je zamknęła, bo blask był oślepiający. Gdy ponownie je otworzyła i rozejrzała się, dostrzegła Harry’ego stojącego obok gabinetu Pomfrey. Cicho ze sobą rozmawiali. Uśmiechnęła się. Czy nie tego właśnie się spodziewała?
- Harry?
Podszedł do niej natychmiast.
- Jak się czujesz? Gotowa na dzisiejszy dzień?
Usiadł bokiem na łóżku, opierając się jedną ręką po jej drugiej stronie.
- Jasne – odparła. Podniosła się i od razu chwyciła się za brzuch, by stłumić wydobywające się z niego burczenie. – I chyba jestem głodna – dodała.
- Oczywiście, że jesteś. – Harry zaśmiał się. – Proszę.
Wziął z szafki tacę pełną jedzenia i położył ją Ginny na kolanach.
- Poprosiłem Zgredka, aby przyniósł ci tutaj śniadanie, a Mrużka przyniosła twoje rzeczy, bo te, które miałaś już się nie nadają do noszenia.
Wskazał na kupkę ubrań w nogach jej łóżka.
- Nie musiałeś. Przecież mogłam sama to zrobić, a potem zejść do Wielkiej Sali... – żachnęła się.
- Nie chciałem, żebyś spotkała się z kimkolwiek, poza tym obiecałem twojej mamie, że zaprowadzę cię stąd bezpośrednio do Hogsmeade.
- Wszystko sobie obmyśliłeś, co? – zapytała, sięgając po grzankę.
- Po prostu... – zająknął się, rozglądając się po pomieszczeniu, jakby szukał natchnienia – wiesz... – wyglądało na to, że nie bardzo wiedział, jak to powiedzieć.
- Hej, pierwszy raz widzę, że brakuje ci słów – powiedziała, spoglądając na niego znad kubka i wypijając łyk herbaty. – Nadal się o mnie martwisz, tak? – A gdy kiwnął głową, dodała: – daj spokój! Nie jestem małą dziewczynką.
- Wiem, że nie jesteś – potwierdził. – Tylko po tym, jak okazało się, że Jill – oboje wzdrygnęli się, na to imię – przeszła na złą stronę, zastanawiam się czy w szkole nie ma innych, którzy byli pod wpływem Imperiusa.
Ginny westchnęła.
- Mógłbyś przestać – powiedziała niezadowolona. – Już ich tu nie ma. Jej i Knighta. Hogwart jest wolny... – urwała, gdy dostrzegła jego spojrzenie. – Co, nie jest?
- Jest, jest – odparł niepewnie. – A przynajmniej przekonam się o tym w najbliższym czasie.
Ginny zamknęła oczy, powstrzymując się przed nakrzyczeniem na niego. Ale on właśnie taki jest, kiedy chodzi o śmierciożerców, powiedziała sobie w myślach. Przełknęła kolejnego tosta i, spoglądając na niego, spytała:
- To co zaplanowałeś na dzisiaj?
- Zabieram cię stąd na weekend – odparł, z radością witając zmianę tematu. – W Hogsmeade spotkamy się z naszą rodziną, którą miałaś okazję widzieć wczoraj, a potem... – przymknął powieki, jakby się nad czymś zastanawiał – potem, czeka cię niespodzianka.
- Na weekend? – zapytała zaskoczona. – Niespodzianka? Harry, co ci chodzi po głowie?
- Już niedługo się przekonasz. Szykuj się. Zaraz wyruszamy.
Wstał, zabierając od niej tacę i odwrócił się. Ginny wyskoczyła z łóżka i rzuciła mu się od tyłu na szyję.
- Dziękuję ci... Za wszystko.
Jakiś czas później schodząc po marmurowych schodach usłyszeli gwar dochodzący z Wielkiej Sali. Kilku uczniów przebiegło obok nich, by wejść do środka, inni już z niej wybiegali i kierowali się na błonia. Pogoda, jak zauważyła Ginny, była cudowna. Słońce oświetlało okolicę, zwiastując po raz pierwszy wiosnę. Ciepłe powietrze napływało przez otwarte drzwi wejściowe. Chcieli przejść niezauważeni przez salę wejściową, ale przy drzwiach otoczyła ich drużyna Gryfonów i znajomi z klasy Ginny.
- Ginny! Wróciłaś!
- Słyszeliśmy, co się stało. Jesteś cała?
- Tak...
- To prawda, że Knight jest śmierciożercą?
- A Jill jest w Azkabanie?
- Tak... i nie, ale...
- Kiedy wracasz na dobre?
- Nadal będziesz w drużynie?
Zasypali ją pytaniami, nie pozwalając jej wypowiedzieć się do końca. Harry odsunął się nieznacznie w bok i wpatrzył się w Zakazany Las i okolicę. Zapomniał, że dzisiaj jest sobota i śniadanie jest później, a potem zwykle wszyscy mają wolne.
Pierwsze wiosenne słońce dawało przyjemne ciepło, więc uczniowie pościągali ciepłe peleryny i porozsiadali się nad jeziorem. Wiatr niósł ich śmiechy do zamku. Harry uśmiechnął się i zaczął wspominać dawne czasy.
Kiedyś sam chodził różnymi ścieżkami, nie zawsze legalnie, w głąb puszczy, uczył się wraz z Ronem i Hermioną pod bukiem nad brzegiem jeziora, a rok temu... spędzał w cieniu lasu upojne chwile razem z Ginny...
To były cudowne czasy, pomyślał i westchnął.  
- Wspominasz?
Usłyszał za plecami głos Ginny i odwrócił się. Była sama.
- Tak. Możemy iść? Bo Molly będzie się niepokoić.
- Oczywiście.
Objął ją ramieniem i ruszyli drogą do wrót. Ginny spojrzała w stronę stadionu, na którym latało kilka osób.
- Wiesz – szepnęła – właśnie uświadomiłam sobie, że przez Jill rozwaliła mi się drużyna. Nie mam jednej ścigającej, ja dawno nie trenowałam i chyba po raz pierwszy od lat, Gryfoni przegrają.
- Poradzisz sobie. – Też spojrzał z utęsknieniem na stadion. – Nie masz jakichś rezerwowych? Chętni na pewno się znajdą.
- No nie wiem – mruknęła. – Nawet nie wiesz, jak było trudno na początku roku. Nikt nie był na tyle dobry na sprawdzianach. Zresztą, jak nowy może zgrać się w trzy tygodnie z pozostałymi?
Tak rozmawiając doszli do wioski. Tu czekała ich niespodzianka, która zaskoczyła ich oboje.
Fred i George wystrzelili w powietrze chyba całość zapasów jakie mieli, a nie tylko dwa pudełka fajerwerków. Huk był tak potężny, że zadzwoniły szyby w pobliskich oknach. Na niebie i wokół nich pojawiły się różnokolorowe zwierzęta, te zwykłe, ale także i te magiczne.
Czarny Rogogon rzygnął ogniem tuż przy nich i machnął ogonem, potrącając przebiegające obok prosiaczki. Ginny zaśmiała się.
- One są cudowne! – wykrzyknęła, okręcając się wokół własnej osi.
- Dzięki, siostra!
Nagle pojawili się bliźniacy.
- Mama jest wściekła, czeka na was w pubie, a my zmywamy się na Pokątną, bo nie chcemy zarobić jakiejś kary – powiedział George.
- Choć mogłaby dać spokój, bo nie jesteśmy już małymi dziećmi – dodał niezadowolony Fred. – Jakbyśmy nadal mieli dziesięć lat. – Pokręcił głową.
- Chłopaki, ale obiecaliście mi coś... – zaczął Harry, patrząc na nich wymownie.
- Daj znać, jak się trochę uspokoi.
- Zjawimy się pewnie na obiedzie – stwierdził Fred, zerkając w stronę Trzech Mioteł. – I wtedy... no wiesz...
Harry kiwnął głową, szczerząc zęby.
- W porządku.
- Hej! O czym wy mówicie? – spytała Ginny.
Nikt jej nie odpowiedział. 
- Oho, czas na nas, Fred – mruknął ostrzegawczo George.
Główną ulicą szła pani Weasley, oganiając się przed latającymi wokół niej ognistymi ptaszkami.
- Masz rację, George. Na razie kochani.
Okręcili się w miejscu i zniknęli.
- Nie wiem, co z nich wyrosło – usłyszeli głos Molly, która podeszła do nich. – Tylko żarty im w głowie. A co z wami? Już się martwiłam, że...
Oboje wymienili porozumiewawcze spojrzenia.
- Mamo... – jęknęła Ginny. – Zachowujesz się, jakbyśmy nadal mieli pięć lat. Nie jesteśmy dziećmi.
- Wiem, wiem... – Molly spojrzała na drogę wiodącą do Hogwartu, jakby się nad czymś zastanawiała. – To po prostu dlatego, że was kocham. Ale kiedyś, jak już sama będziesz mieć potomstwo, przekonasz się, że to cały czas są małe dzieci i potrzebują twojej opieki.
- No jasne – mruknęła, przewracając oczami. – Nasze dzieci, będą miały dużo luzu, prawda Harry?
Kiwnął głową.
- To się okaże – powiedziała Molly, kiwając palcem. – Jeszcze się przekonacie, że wychowanie dzieci nie jest takie proste.
- Oczywiście, a Fred i George są tego najlepszym przykładem – stwierdziła Ginny. – No dobra, ale może ktoś mi wreszcie powie, co jest grane? Gdzie mnie zabieracie?
Harry poruszył lekko głową w lewo i w prawo.
- Zaraz zobaczysz – powiedziała mama. – Nie byłoby niespodzianki, gdybyś już teraz wiedziała o wszystkim, prawda? – Ginny kiwnęła głową ze zrozumieniem. – No to złap Harry’ego za rękę i znikajmy. Ron i Hermiona już tam na nas czekają.
Ginny odwróciła się, spoglądając na niego z miną: „to wszystko twoja sprawka, tak?”, wcisnęła dłoń pod jego ramię, a chwilę potem już ich nie było.

2 komentarze:

  1. Rodzice myślą że śpię, podczas czytania tego rozdziału mało nie wybuchłam śmiechem. I tak już ledwo się powstrzymałam. Kocham tego bloga. Jest wspaniały. Asiu jesteś wielka

    OdpowiedzUsuń
  2. Jesteś niesamowita nigdy nie czytałem książek w wieku 15 lat bo teraz tyle mam widziałem w telewizji Harrego później oglądałem resztę jego części na Internecie i od razu zacząłem szukać kolejnej części gdy dowiedziałem się że owy film ma wyjść około w 2020-21 było mi smutno do tego prawdopodobnie będą grać inni aktorzy zacząłem szukać informacji na ten temat i później o Ginny od razu mi się spodobała i tak znalazłem się tutaj po przeczytaniu 1 rozdziału. Spodobało mi się i tak się wkręciłem że jestem aż tu po przeczytaniu tego mam zamiar kupić Harrego Pottera i tym razem go przeczytać a wszystko dzięki tobie jesteś niesamowita mam nadzieję że to czytasz:)

    OdpowiedzUsuń