sobota, 16 czerwca 2012

58. Wszystko kiedyś się kończy...


W ciągu następnego tygodnia odbywały się ostatnie zajęcia kończące rok szkolny. Harry za każdym razem, gdy miał lekcje z obrony przed czarną magią dziękował i żegnał się ze wszystkimi jako nauczyciel. Tak samo chciał zrobić z szóstą klasą, choć wiedział, że z niektórymi żegnać się nie musi.
Ginny nie mogła doczekać się wakacji. Nie tylko dlatego, że wszystko wraz ze ślubem się zmieni, ale też dlatego, że będzie miała wreszcie Harry’ego tylko dla siebie.
We wtorek, tuż przed ostatnimi w tym roku zajęciami z obrony, Ginny spokojnym krokiem wyszła z Wielkiej Sali, kierując się na pierwsze piętro. U szczytu marmurowych schodów stała grupa Ślizgonów z jej rocznika. Jeszcze z daleka słyszała ich śmiechy.
- Patrzcie, kto tu idzie – mruknęła Diana Bobson, krzyżując ręce na piersiach.
- Hej, Weasley! Czy w przyszłości zaczniesz używać wałka? Bo, jak widać różdżka ci nie jest potrzebna! – krzyknął Harper.
Ci, którzy stali najbliżej zarechotali z uciechy. Wyminęła ich bez słowa i ruszyła korytarzem.
Gdy stanęła pod klasą, podeszła do niej Jill i podała jej kolorowe czasopismo.
- Powinnaś o tym wiedzieć – szepnęła. – Pewnie o to im chodzi.
- Co masz na myśli?
Jill pokręciła głową i wskazała na gazetę. Ginny rozwinęła magazyn. Był to najnowszy numer tygodnika „Czarownica”. Przerzuciła kilka stron i znalazła niewielkie zdjęcie Harry’ego, zdobiące krótki artykuł zatytułowany: HARRY POTTER USIDLONY?

Chłopiec tak niezwykły jakim jest Harry Potter ma bardzo zazdrosną dziewczynę, o czym przekonali się ostatnio świadkowie obserwujący ich rozmowę.
„To nie była rozmowa”, mówi jedna z uczennic piątej klasy, która pragnie pozostać anonimowa, „ale krzyk jednej strony, a mianowicie narzeczonej Pottera, Ginewry Weasley. Nie pozwoliła mu dojść do słowa. Potter po tym wszystkim wyglądał, jak zbity pies.”
„To była zwykła scena zazdrości!” dodaje nasza rozmówczyni. „Gdyby wyjęła różdżkę na pewno poleciałyby iskry, a on nie miałby szans na obronę!”
Jak wielu naszych czytelników pamięta, kilka lat temu wielką miłością Harry’ego Pottera była dziewczyna pochodząca z mugolskiej rodziny, Hermiona Granger. Jednak, gdy okazało się, że panna Granger odtrąciła jego uczucia, wybierając najpierw Wiktora Kruma, a potem jego przyjaciela, Potter starał się odnaleźć miłość gdzie indziej.
„Wokół niego zawsze kręciło się wiele dziewczyn, ale to dopiero Ginewra owinęła go sobie wokół palca.”
Okazuje się, że panna Weasley od lat podkochiwała się skrycie w Harrym Potterze. Czyżby wykorzystała pomysł Hermiony Granger sprzed lat i użyła wobec niego napoju miłosnego? A może wykorzystała do tego zaklęcie Imperius?
Jak to się stało, że Potter, który nie bał się walczyć z Sami-Wiecie-Kim, dał się tak łatwo podejść? Wszyscy wiemy, że eliksiry miłosne są zakazane w Hogwarcie, a użycie zaklęcia Imperius jest karane przez Ministerstwo Magii.
Miejmy nadzieję, że ta sprawa szybko zostanie zbadana. Bo w końcu niejedna kobieta chciałaby mieć u swojego boku faceta, który będzie na każde jej skinienie.

- Ginny, wszystko w porządku? – Jill ścisnęła ją za ramię.
- Co za brednie! – zaśmiała się, ale jej do śmiechu wcale nie było.
Złożyła gazetę i wsadziła ją do torby. „A więc Harry miał rację”, pomyślała. „Czy on już to widział?” Czuła na sobie spojrzenia ślizgonów. Podniosła głowę i uśmiechnęła się ironicznie do nich. „Tylko nie dać się sprowokować” powtarzała sobie w myślach.
W tej samej chwili drzwi klasy otworzyły się i Harry wpuścił ich do środka. Podszedł do biurka i rozejrzał się po twarzach siedzących przed nim szóstoklasistów. W końcu spojrzał na Ginny. Była blada i uśmiechała się, ale nie do niego. Ten uśmiech był jakiś wymuszony, jak grymas i co chwila odwracała od niego wzrok.
„Czyżby coś się stało? Może jest zła, bo nie poszedł z nią razem na śniadanie? Nie, to chyba nie o to chodzi, ale na pewno jest zdenerwowana.”
Odwrócił od niej wzrok i zaczął lekcję.
- Dzisiaj jest ostatnia nasza lekcja, więc nie będę was zanudzał. Tu są wasze ostatnie prace z zaklęć niewybaczalnych. Colin, możesz je rozdać – podał mu pergaminy. – Jestem zadowolony. Postaraliście się. A teraz cieszcie się z wolnego czasu. Koniec zajęć.
Wszyscy na te słowa poderwali się ze swoich miejsc i zaczęli szybko wychodzić, jakby w obawie, że Harry się rozmyśli. Tylko Ginny siedziała bez ruchu na swoim miejscu i patrzyła na Harry’ego, który przy biurku zbierał swoje materiały.
- Ginny, zostajesz? – spytała Jill, która już szykowała się do opuszczenia klasy.
- Tak. Muszę mu to pokazać. Zobaczymy się na zielarstwie.
Harry podniósł głowę, gdy usłyszał skrzypnięcie drzwi. W pomieszczeniu już nikogo nie było oprócz Ginny. Machnął różdżką w kierunku drzwi, mruknął „Muffliato”, a potem spojrzał na nią.
- Coś się stało? – spytał. – Kto cię tak zdenerwował?
- Rita – mruknęła.
Wstała i powoli podeszła do niego.
- Rita? Jaka Rita?
- A ile znasz reporterek o tym imieniu? – spytała ironicznie.
- Myślałem, że już to sobie wyjaśniliśmy. Jesteś...
- Nie chodzi mi o tamto, tylko o to – przerwała mu i wyciągnęła gazetę z torby. – Powiedz, że to tylko zły sen, błagam – jęknęła ze łzami w oczach, przytulając się ostrożnie do niego.
On wyjął z jej rąk gazetę i zaczął czytać. Gdy skończył uderzył pięścią w stół.
- Tym razem przesadziła!
- Tylko nic z tym nie zrobisz. Poza tym miałeś rację. Widzisz, co ona ze mnie zrobiła? Jędzę! I jeśli jutro nie dostanę wyjca od mamy, to na pewno będzie mnóstwo od czytelników.
Na chwilę zapanowała cisza. Harry czytał artykuł po raz kolejny. Mimowolnie przypomniało mu się, co napisała Skeeter cztery lata temu i jakie listy dostała potem Hermiona.
- A ja kocham tę Jędzę, wiesz? – powiedział z uśmiechem, obejmując ją ręką. – I nie przejmuj się. Jeśli tak będzie, od razu wrzuć wszystko do kominka.
- A ministerstwo?
- Przecież nie używałaś Imperiusa, prawda? – Ginny pokręciła głową. – A gdybyś użyła, już dawno by o tym wiedzieli, więc nie masz czym się przejmować.
- A co z resztą?
- Jaką resztą?
- No eliksir miłosny, i tak dalej...
- Ona rozwija tamten artykuł sprzed czterech lat! Wtedy oskarżyła o to Hermionę, a teraz... – zawahał się. – Słuchaj, a może... ty wykorzystałaś to w stosunku do Michaela lub Deana, co? Bo skąd Skeeter by o tym wiedziała? Nie skarżyli się?
- Ja? Nigdy nie posunęłabym się do czegoś takiego! To, że przyjaźnię się z Hermioną nie znaczy, że...
- Przecież wiem, że nie warzysz eliksirów miłosnych. – Harry zaczął się śmiać. –Żartowałem.
- Co?! – Uderzyła go w ramię. – Jak możesz! Ja tu się przejmuję, a ty sobie żartujesz?
Harry kiwnął głową, cały czas się śmiejąc. Chwycił ją za rękę i przyciągnął do siebie, zamykając jej usta pocałunkiem. To było takie uspokajające. Wszystkie mroczne myśli gdzieś uleciały. Zarzuciła mu ręce na szyję, rozchylając usta i odwzajemniając pocałunek, pragnąc poczuć więcej czułości jakiej zawsze pragnęła i nie raz już od niego otrzymała.
Nagle oboje podskoczyli, gdy usłyszeli dźwięk dzwonka.
- To na przerwę – mruknął Harry, spoglądając na zegarek.
- Muszę iść – szepnęła. – Czeka mnie ostatnia lekcja ze Sprout.
- A ja mam ostatnią transmutację w tym roku. McGonagall zażyczyła sobie ostatnio, żebym był, więc nie mam wyjścia...
Ociągając się i nadal się całując, powoli opuścili klasę.
Transmutacja powoli dobiegała końca. Tak naprawdę nikt z siódmoklasistów nie miał na nią ochoty i właściwie cała lekcja minęła na wspominaniu i omawianiu przyszłości. Gdy w końcu zabrzmiał dzwonek, nawet McGonagall miała łzy w oczach, nie mówiąc o wszystkich dziewczynach, którym zabrakło chusteczek. Gdy wszyscy zaczęli opuszczać klasę McGonagall zawołała na Harry’ego:
- Potter, proszę na chwilę do mnie!
Ron i Hermiona mruknęli coś podobnego do: „będziemy w Wielkiej Sali” i wyszli, a Harry podszedł ostrożnie do biurka, jakby z obawą, że dostanie szlaban.
Dyrektorka odczekała, aż w klasie zostaną sami, po czym powiedziała:
- Jutro jest uczta kończąca ten rok szkolny i mam do ciebie prośbę.
- Jaką, pani profesor? – spytał podejrzliwie.
Coś mu mówiło, że nie spędzi tej uczty u boku Ginny i przyjaciół.
- Chciałabym, żebyś usiadł razem z innymi nauczycielami.
- A muszę? – jęknął. – Sama pani wie, że nie byłem dobrym nauczycielem...
- Ale nim byłeś...
- Bo tego chciał profesor Dumbledore w swoim testamencie – wpadł jej w słowo Harry.
- Tak. I wiem, że najmłodsi bardzo lubili zajęcia z tobą i wiem też, że dzięki tobie piątoklasiści zdali sumy z obrony przed czarną magią.
Gdyby był młodszy to by się zaczerwienił, zaskoczony tymi słowami McGonagall.
- Naprawdę pani tak myśli? Dziękuję.
- Naprawdę tak myślę. I dlatego oczekuję cię jutro, na uczcie, przy stole nauczycielskim.
- W porządku.
Kiwnął głową i, gdy już miał wyjść, usłyszał jeszcze jej cichy głos:
- Powodzenia, Harry i gratulacje z okazji ślubu.

Ostatni dzień szkoły prawie wszyscy spędzali na błoniach, wylegując się nad jeziorem i ciesząc się z pięknej pogody. Byli jednak tacy, którzy woleli wykorzystać ten dzień na spakowanie swoich rzeczy.
Jednym z nich był Harry, który z żalem siedział w swoim gabinecie i zbierał swoje rzeczy. Zaglądał do wszystkich szuflad wyciągając stare pergaminy i książki, by po chwili odłożyć je z powrotem na to samo miejsce. Nie chciał opuszczać Hogwartu. To był jego pierwszy, prawdziwy dom. Ale czy tak nie jest zawsze? Wszystko kiedyś się kończy. Dzieci odchodzą od rodziców i zakładają własny dom, własne rodziny... kończy się okres dzieciństwa, a zaczyna się rzeczywistość i muszą wydorośleć...
Te smętne myśli przerwał trzask otwieranych drzwi i do środka wbiegła Ginny.
- Harry, co robisz?
- A nie widać? Pakuję się.
- Chodź na błonia! – krzyknęła, stając przed biurkiem i wyciągając mu z rąk podręcznik. – Jest taka piękna pogoda. Jeszcze zdążysz się spakować! Wyjazd jest jutro, a ja chcę się tobą nacieszyć, skoro na uczcie pożegnalnej nie będę miała takiej szansy.
- No dobrze. – Harry spojrzał w okno. – Miałem iść do Hagrida, a spacer dobrze mi zrobi.
Chwyciła go pod ramię i opuścili gabinet. Gdy dochodzili do chatki, z lasu wyłoniła się przysadzista postać gajowego Hogwartu, a tuż za nim przybiegł Kieł, który gdy tylko ujrzał Harry’ego, rzucił się na niego, próbując wylizać mu twarz.
- Cześć dzieciaki! – zawołał Hagrid i zaprosił ich do środka.
Usiedli przy stole, a Kieł położył swój łeb na kolanach Harry’ego, jak zwykle śliniąc mu całą szatę.
- Ron i Hermiona byli tu wczoraj – mruknął Hagrid, stawiając na stole dwa kubki z sokiem z mlecza i spoglądając na Harry’ego. – Już spakowani?
Harry pokręcił głową.
- Ciężko stąd odchodzić, co?
- Nawet nie wiesz, jak ciężko – mruknął Harry.
- A wy przyszliście się pożegnać ze starym Hagridem, co?
- Nie, chcieliśmy tylko się z tobą zobaczyć, Hagridzie, bo dawno nas u ciebie nie było – powiedział Harry.
- I przecież nie żegnamy się na zawsze, prawda? - spytała Ginny, podchodząc do niego i klepiąc go po łokciu, bo wyżej już nie mogła. – Ja będę tu jeszcze w przyszłym roku. No i chyba będziesz na naszym weselu, co?
- Oczywiście, że będę. Nie mógłbym tego przegapić, co nie? Za bardzo się z wami związałem. Pamiętam was sprzed lat. Wasze początki w tej szkole. Wtedy jeszcze byliście we trójkę. – Spojrzał na Harry'ego. Widać było, że naszło go na wspomnienia. – Wszystko potrafiliście wyciągnąć z człowieka. A zwłaszcza ty, chłopie – Hagrid klepnął Harry'ego po plecach, tak, że ten rąbnął nosem w stół. – Nic dziwnego, że będziesz aurorem. Tylko tacy jak ty są w tym dobrzy. Ciebie też pamiętam – dodał, spoglądając na Ginny. – Jak kręciłaś się po błoniach z nadzieją, że dostaniesz od niego zdjęcie z autografem. – Hagrid wskazał brodą na Harry'ego i zaczął się śmiać.
- To były stare czasy, Hagridzie. Teraz mam go na wyłączność i nie muszę go szukać – powiedziała Ginny, przysunęła krzesło bliżej Harry'ego i usiadła, wsuwając rękę pod jego ramię.
Z twarzy Hagrida zniknął uśmiech. Przez chwilę patrzył na nich i w końcu rzekł:
- Dużo oboje przeszliście. Za dużo, cholibka. – Westchnął. – Ale kiedyś się to skończy i będziecie mieli spokój. Może nie tak szybko, jakbyście chcieli, ale sobie poradzicie.

Wielka Sala, jak co roku, była przybrana w kolory czerwieni i złota: Gryffindor po raz kolejny zajął pierwsze miejsce w klasyfikacji domów Hogwartu. Uczta powoli dobiegała końca. Wszyscy z niecierpliwością oczekiwali zakończenia i co chwila spoglądali na stół nauczycielski z nadzieją, że McGonagall wstanie i powie ostatnie słowa na zakończenie roku.
Harry grzebał w swoim talerzu, spoglądając na stół Gryfonów. Tam panował największy gwar. Z chęcią by się przyłączył do przyjaciół i razem z nimi świętował zdobycie Pucharu Domów, gdyby nie musiał siedzieć wśród nauczycieli. Widział, jak Ginny co chwilę zerka na niego i uśmiecha się, dodając mu otuchy.
- Co ty taki smutny? Jak zakończenie roku? – spytał Remus, który siedział obok.
- W porządku. Choć to dziwne uczucie wiedzieć, że już tu nigdy nie wrócę. A co u ciebie i Tonks?
- Och, Dora jest u swojej matki – mruknął Remus, a gdy Harry spojrzał zaskoczony, dodał: – Dora jest w ciąży.
- To wspaniale! Gratulacje!
- Dzięki – odparł.
Harry jednak zauważył, że Lupin nie ma zbyt zadowolonej miny i już chciał go o to zapytać, gdy w tej samej chwili wstała McGonagall. W Wielkiej Sali zapanowała cisza.
- Kolejny rok dobiegł końca. I po raz kolejny puchar należy do was, Gryfoni. Gratuluję wam. Jako dawny opiekun tego domu jestem z was dumna. A teraz zwracam się do was siódmoklasiści. Kiedyś z tego miejsca przemawiał do was profesor Dumbledore, a teraz ja muszę to zrobić. Kiepsko mi idzie z przemówieniami, więc wybaczcie mi te słowa. Postaram się was nie zanudzić.  Dla niektórych z was to był ciężki rok. – Popatrzyła na stół Gryfonów, a potem spojrzała na Harry'ego. – Zamyka się pewien rozdział waszego życia. Kończy się okres szkoły, beztroski, a zaczyna dorosłość w jej najgłębszym wydaniu. Wielu z was musiało dorosnąć dużo wcześniej niż tego chcieli. – Jej wzrok przez chwilę ponownie spoczął na Harrym. Głos McGonagall niósł się po całej sali, ale Harry miał wrażenie, że dyrektorka mówi te słowa tylko do niego, a nie do całej szkoły. – Przeżywałam z wami, choć o tym nie wiedzieliście, wszystkie zwycięstwa i porażki. Teraz opuszczacie mury tej szkoły i zaczynacie własne życie. Chcę życzyć wam powodzenia. Nie wiem, co czeka was w przyszłości, ale zapamiętajcie te słowa, które już kiedyś wypowiedział profesor Dumbledore: „To nasze wybory decydują kim jesteśmy. Dlatego zawsze, gdy będziecie musieli wybierać między tym, co dobre, a tym, co łatwe, dobrze się zastanówcie.”

8 komentarzy:

  1. oooo, piękne przemówienie!

    OdpowiedzUsuń
  2. nie no popłakałam się..nienawidze zakończeń-.-

    OdpowiedzUsuń
  3. :ccccccccccccccccccccccccccccccccccccc

    OdpowiedzUsuń
  4. CHOLERA PŁACZE !!! :CCCCCCCC Nigdy nie zastanawiałam sie jak będzie wyglądał ostatni dzień Harrego i jego przyjaciół w Hogwarcie ale teraz jestem pewna że moja książka od razu byłaby calusieńka mokra!!! :CCCC

    OdpowiedzUsuń
  5. popłakałam się już 5 minut temu i nie mogę przestać to jest takie wzruszające!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. To takie wzruszające. Nie mogę przestać płakać. Na tej przemowie poryczałam się i czuję się jakbym to ja opuszczała Hogwart jako siódmoklasistka. Potrafisz wzbudzić we mnie takie emocje że ciągle płaczę. A jak Bellatriks porwała Ginny i Harry za nią krzyczał to tak samo się popłakałam. Kocham Cię i twój blogspot. Nie no znowu płaczę. Wyobrażam sobie co czuje Harry Ron I Hermiona oraz inni owutemiacy. Kocham to. ;'* :'(

    OdpowiedzUsuń
  7. Śliczne ������ ciągle płaczę, a czytam to już 5 raz...

    OdpowiedzUsuń
  8. Śliczne ślicznie

    OdpowiedzUsuń