poniedziałek, 11 czerwca 2012

9. Przebudzenie


Następnego dnia, a był to koniec drugiego tygodnia pobytu w szpitalu, Harry wreszcie się obudził. Otworzył oczy i rozejrzał się po pomieszczeniu, w którym się znajdował. Wszystko było zamazane, bo nie miał okularów. Próbował podnieść rękę, żeby po nie sięgnąć, ale nie mógł, bo poczuł, że jest przywiązany do łóżka. Przekręcił głowę i zobaczył, że na pobliskim łóżku leży ktoś z długimi, rudymi włosami. Po chwili podeszła do niego uzdrowicielka:
- Witaj Harry. Nazywam się Mary Watkins, i jestem uzdrowicielką. – Odezwała się do niego. – Wszyscy się ucieszą, że wreszcie się obudziłeś. Wybacz nam te więzy, ale musieliśmy cię przywiązać, bo ostatnio rzucałeś się na łóżku i prawie z niego spadłeś. – Mówiąc to szarpnęła swoją różdżką, a liny opadły.
Harry podniósł się, założył okulary i zapytał:
- Gdzie jestem? I co się stało?
- Jesteś w szpitalu Świętego Munga. Pokonałeś Sam-Wiesz-Kogo, ale Śmierciożercy rzucili na ciebie zaklęcie Cruciatus. Przyjaciele przynieśli cię od razu do nas.
- Jak długo tu leżę?
- Jesteś tu już dwa tygodnie.
- Aż tyle? – Opadł na poduszki.
- Tak, ale widzę, że już wszystko w porządku. Wiele osób przychodziło ciebie odwiedzić, ale tylko jedna nie chciała cię opuścić i właściwie zamieszkała obok ciebie. Spójrz. – Wskazała ręką w kierunku łóżka, na którym, jak zaczął się domyślać, leżała Ginny. – Teraz śpi. Nie budźmy jej. Ona najbardziej się ucieszy.
- Ginny… – Westchnął. – Nic jej nie jest?
- Nic. Jest tylko zmęczona. Nie spała od kilku dni czekając aż się obudzisz.
- Kochana dziewczyna… - Harry nie odrywał od niej wzroku.
- Muszę cię o coś zapytać. – Harry odwrócił głowę w stronę uzdrowicielki. - Wiem, to może być trudne, ale co pamiętasz?
- Pamiętam tylko, że zabiłem Voldemorta. – Uzdrowicielka syknęła na dźwięk tego nazwiska, ale on mówił dalej. – I zaklęcie Cruciatus rzucone przez Śmierciożerców. Potem już nic nie pamiętam.
- Tak, bo straciłeś przytomność. To naprawdę cud, że przeżyłeś i nie postradałeś zmysłów. Obawialiśmy się tego. Muszę jeszcze wrócić do tego, dlaczego cię przywiązaliśmy. Wczoraj przestraszyłeś nas, a najbardziej Ginny, rzucając się na nas i krzycząc coś takiego: „Zostaw ją. Masz mnie”. Wiesz może, dlaczego to krzyczałeś? Przypominasz to sobie?
- Tak, chyba tak. Ale nie jestem w stanie teraz o tym mówić. I nie mogę się ruszyć. Czuję, jakby wszystko ważyło tonę.
- Bo jesteś osłabiony. Tyle dni w śpiączce… Tam w rogu jest łazienka. Jak poczujesz się lepiej będziesz mógł się w niej odświeżyć. Ja pójdę teraz powiadomić rodzinę Ginny i twoich przyjaciół, że się obudziłeś. Zostaniesz u nas jeszcze kilka dni na obserwacji, a potem cię wypuścimy.
- Dobrze. Dziękuję. – Odpowiedział i odwrócił głowę. Nie chciał, żeby uzdrowicielka zobaczyła, że ma łzy w oczach.
Bo prawda była taka, że gdy krzyczał tamte słowa, widział Ginny uwięzioną i torturowaną przez Voldemorta. I nadal miał to przed oczami, tak, jakby to wydarzyło się przed chwilą, naprawdę.
Uzdrowicielka wyszła, a on wstał i pomału poszedł do łazienki. Oparł się o umywalkę i spojrzał w lustro. Zobaczył w odbiciu bladą, nieogoloną twarz zmęczonego chłopaka, z burzą potarganych czarnych włosów opadających mu na czoło, na którym jaśniała blizna w kształcie błyskawicy.
- Nie mogę w to uwierzyć. Przeżyłem i jestem tu dwa tygodnie, a Ginny była przy mnie kilka dni. – Przemył twarz wodą i wziął prysznic. Kiedy wyszedł z łazienki, stwierdził, że Ginny nadal śpi. Podszedł do niej, dotknął jej włosów i zaczął szeptać: - Moja dziewczynka. Kochasz mnie? Na pewno. Ja nadal cię kocham. Tyle się wydarzyło. Tak się martwiłem, że Voldemort cię dopadł, że jesteś w niebezpieczeństwie. Na szczęście to był tylko straszny sen. Koszmar, który na szczęście okazał się nieprawdą. Dziękuję ci, że jesteś tutaj i cieszę się, że widzę cię całą i zdrową. Teraz leżysz tu spokojnie i śpisz. Śpij kochanie. Jestem przy tobie.
Siedział na łóżku Ginny przez długi czas. Nie wiedział jak długo, ale gdy usłyszał, że do drzwi ktoś się zbliża, wstał i wrócił do siebie. Poznał ich głosy. To była rodzina Weasleyów. Pani Weasley od razu podeszła do niego i uścisnęła go.
- Harry, jak dobrze, że już się obudziłeś. Tak się martwiliśmy. Jak się czujesz?
- W porządku. Czy wiadomo, kto zginął w czasie tej walki?
- Tak. – Hermiona spojrzała smutnie na niego. – Tylko nie wiń się za to. Podczas, gdy byłeś w ruinach i walczyłeś z V-Voldemortem – zająknęła się - śmierciożercy zabili Neville’a i Szalonookiego. Próbowali nas też zabić, ale kiedy zobaczyli, że ich pan nie żyje, uciekli.
- A reszta z Zakonu i Gwardii?
- Wszyscy żyją. Spotkasz się z nimi już w sobotę.
- A co się wydarzyło później, gdy zginął Voldemort? – Harry patrzył na przyjaciół, którzy siedzieli obok.
- Chłopie, wiesz ile straciłeś? – Ron rzucił się na przyjaciela. –Wszędzie była impreza. I to jaka!
- Ron, daj Harry’emu spokój. Jest zmęczony i osłabiony. – Hermiona powstrzymywała chłopaka – a poza tym będzie miał jeszcze okazję poszaleć na naszym weselu. – Mówiąc to uśmiechnęła się i spojrzała na leżącą obok Ginny.
- A co z nią?
- Śpi. Nie budźmy jej. Wiem, od uzdrowicielki, że nie spała kilka dni.
- Ginny jest przy tobie od samego początku. Od momentu, gdy Kingsley przyniósł cię tutaj, do szpitala.
- Co!? – Harry aż podskoczył.
- Tak. Nie chciała opuścić twojego łóżka. Bardzo to przeżyła. Myślała, że nie żyjesz.
- Wszyscy tak myśleliśmy…
- A potem cały czas miała nadzieję, że się obudzisz.
- Nie powinna była tu siedzieć. A poza tym przepraszam was. – Harry spuścił wzrok.
- Za co ty nas przepraszasz?
- Wiem, że wczoraj przestraszyłem Ginny i prawdopodobnie także i was. Miałem koszmar, że Voldemort złapał Ginny i torturuje ją na moich oczach, a ja nie mogłem się ruszyć. To było straszne. – Schował twarz w dłoniach.
- Harry przestań. Przecież wszystko jest w porządku. Voldemort zginął, a Śmierciożercy uciekli, gdy zobaczyli, że ich pan został zabity przez ciebie.
- No tak. Powinienem być szczęśliwy, że wszystko się udało. I nie mówcie jej na razie o tym, dobrze?
- W porządku. Dajmy sobie z tym spokój. Musisz szybko stąd wyjść, bo w sobotę jest nasz ślub, a ty masz być naszym drużbą. Pamiętasz? – Ron miał dosyć wspominania tamtych wydarzeń i chciał wrócić do teraźniejszości.
- Tak, pamiętam. Ginny ma być druhną, prawda?
- Tak. – Odparła Hermiona. – Wszystko jest już gotowe. Czekaliśmy tylko na ciebie.
- Dziękuję wam, ale nie wiem, kiedy wyjdę. Mam tu zostać kilka dni na obserwacji.
- Jak będziesz się dobrze czuł to wypuszczą cię w piątek.
- Skąd wiecie?
- Rozmawiałam z uzdrowicielką przed przyjściem tutaj. – Powiedziała pani Weasley.
Po chwili usłyszeli jakiś szmer od strony łóżka Ginny. Wszyscy odwrócili głowy w tamtym kierunku. Pani Weasley podeszła do córki.
- Ginny? Obudź się. Harry już nie śpi.
- Co? Harry! – Krzyknęła spojrzawszy na chłopaka i wybiegła z sali. Za nią wybiegła Hermiona.
- Ginny, co się stało?
- Nie mogę tam być. Nie powinien mnie widzieć w takim stanie. Z potarganymi włosami, i z czerwonymi oczami od płaczu…
- Nie przejmuj się. – Od drzwi dobiegł je głos Harry’ego. – Nie uciekaj ode mnie. Ja też strasznie wyglądam. Nie czesałem się przecież dwa tygodnie. – I zaczął się śmiać.
Ginny patrząc na niego uśmiechnęła się krzywo i podeszła do drzwi.
- To nie jest śmieszne. Wracaj do łóżka. Jesteś jeszcze słaby. Nie powinieneś jeszcze wstawać.
- Czuję się już dużo lepiej, bo jesteście blisko mnie i nic wam nie jest.
- Ginny ma rację. Wracaj do łóżka. – Podszedł do nich Ron i złapał Harry’ego pod ramię, bo pod Harrym ugięły się kolana.
- Harry, co ci jest? – Spytała Ginny.
- Nic. Zakręciło mi się w głowie. Dzięki Ron. – Zwrócił się do przyjaciela i wrócili do łóżka.
- A nie mówiłam? Jesteś osłabiony.
- Naprawdę nic mi nie jest. To tylko lekkie zawroty głowy. – Dodał kładąc się z powrotem.

14 komentarzy:

  1. Super! Trzyma w napięciu do ostatniej chwili.

    OdpowiedzUsuń
  2. nie roumiem jak mozna zostawić zmarłych Freda i Hedwigę a uśmiercić Nevilla!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak... Czytajac ten blog będę dziwnie sie czuł z myślą że Nevil nie żyje :'(

      Usuń
    2. nie no niech nevil już se nie zyje chociaż bardzo go lubiłam ale nie ch przywróci freda i hedwige plisss

      Usuń
  3. Ten komiks jest świetny!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Co jak co, ale uśmiercenia Neville'a Ci nie wybaczę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też! Jak mogłaś!? ;(

      Usuń
  5. no nie uśmierciłaś Neville'a nie wybacze ci tego:(
    ale troche ten rozdział ckliwy ♥
    ale blog fajny:D

    OdpowiedzUsuń
  6. super blog! ale szkoda że uśmierciłaś nevilla :( ale z drugiej strony fajnie, że żyją Fred i Hedwiga :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Moglas zostawic nevilaa. Kto teraz bedzie uczył zielarstwa? :( :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  8. Szkoda Nevila;/ Aaa gdzie przytulasy? buziaki? Czekam nio w koncu sie obudzil!!

    OdpowiedzUsuń
  9. nevile niwzyje jest cool
    szkoda mi szalonookiego

    OdpowiedzUsuń