środa, 13 czerwca 2012

29. W kuchni


Harry wrócił od McGonagall godzinę później. Dyrektorka zgodziła się na ten szybki termin balu. Nie była nawet zdziwiona, gdy jej o tym mówił. Przez cały czas zachowywała się tak, jakby ta data była ustalona już dawno.
„Nawet szybko się zgodziła, jak na nią” – myślał później, wracając.
Teraz zostało mu tylko ogłosić tę informację w pokoju wspólnym. Postanowił, że powie także o konkursie na komentatora, bo sam przecież nie mógł być jednocześnie na trybunach i na boisku. Wszedł do środka. Impreza, tak jak przypuszczał, trwała nadal. Stanął na środku pokoju, podnosząc ręce i powiedział:
- Wybaczcie, że przerywam zabawę, ale mam pewne informacje, które chciałbym ogłosić.
W pokoju wspólnym zrobiło się cicho. Wszyscy spojrzeli na niego, a niektórzy zaczęli szeptać między sobą.
- Poszukujemy komentatora na najbliższe mecze. Chętni mogą zgłaszać się do mnie, albo bezpośrednio do McGonagall.
- Jak widać komentarze Pomyluny nie za bardzo przypadły do gustu pani dyrektor? – spytał ktoś spod okna.
- A były przecież takie zabawne – dodał ktoś inny.
I wszyscy ryknęli śmiechem.
- Może i tak, ale nie o to chodzi, żeby były zabawne tylko opisujące sytuację  na boisku, a nie na niebie – stwierdził Harry. – Ten dzisiejszy mecz komentowała Luna, bo do tej pory nie było nikogo, kto by się tego podjął. Dlatego czekam na wasze zgłoszenia. Najbliższy mecz między Puchonami a Krukonami mam komentować ja, ale niestety nie będę mógł tego robić po świętach, gdy my będziemy grać z Puchonami. A teraz druga sprawa. Prawdopodobnie nie będziecie z tego zadowoleni, ale taka był decyzja wszystkich nauczycieli. Mam przyjemność ogłosić, że w lutym klasa owutemowa będzie miała bal.
- Bal? Dlaczego tylko wy? – spytała jakaś Gryfonka z piątej klasy.
- To ma być bal pożegnalny dla siódmoklasistów.
- A co z młodszymi klasami? My mamy iść grzecznie spać, jak wy będziecie się bawić tak?
- Tak. Tylko zaproszone osoby z młodszych klas będą mogły w nim uczestniczyć. To wszystko, co chciałem ogłosić.
Odwrócił się i podszedł do fotela przy kominku, na którym siedziała Ginny. Słyszał zewsząd mruki i szepty niezadowolonych Gryfonów. Wiedział, że większość będzie niezadowolona, ale nie mógł nic na to poradzić. Przysiadł na oparciu fotela, zniżając głowę do Ginny i szepnął jej do ucha.
- Zapraszam cię na bal. Chcesz iść ze mną?
- A mogę się jeszcze zastanowić? Nie jestem pewna, czy chcę iść z nauczycielem – odwróciła lekko głowę, uśmiechając się tajemniczo.
- Jak nie chcesz, to spytam Parvati. Była ze mną na tamtym, podczas Turnieju Trójmagicznego, to może będzie chciała iść teraz... – powiedział i zaczął rozglądać się po pokoju wspólnym, udając, że kogoś szuka.
- Harry... – Ginny wyciągnęła rękę, łapiąc go za ramię – żartujesz, prawda?
- Przecież wiesz, że tak – odparł, śmiejąc się i spojrzał na nią – nie chcę iść z nikim innym tylko z tobą. - Objął ją, kładąc rękę na jej ramieniu.
- To dlaczego pytasz? Myślałam, że jak jesteśmy razem to wszystko jasne?
- Oczywiście, ale wiesz, chciałem zaprosić cię oficjalnie. Żebyś nie narzekała, że cię nie zapraszałem.
- Dzięki i oczywiście bardzo chętnie pójdę z tobą – odparła i uśmiechnęła się do niego.

Następnego dnia Harry i Ginny poszli do kuchni. Od dawna Harry obiecywał sobie, że pójdzie porozmawiać ze Zgredkiem, ale ostatnio nigdy nie miał na to czasu. Namówił też Ginny, żeby poszła z nim. Trochę się ociągała, twierdząc, że nie potrzebuje ochrony, nawet w postaci skrzatów domowych.
Harry poprowadził Ginny na dół przez salę wejściową i skręcił w boczne drzwi prowadzące do pokoju wspólnego Puchonów. Zeszli po stromych schodkach, a potem jasnym szerokim korytarzem ozdobionym różnymi obrazami, na których były głównie warzywa i owoce.
Ginny nigdy tu jeszcze nie była, więc bardzo zaskoczyło ją wejście do kuchni.  
- Skąd wiedziałeś jak się tu dostać? – spytała po drodze.
- Byłem tu cztery lata temu. Wtedy Zgredek zaczął tu pracować, a Hermiona próbowała namówić skrzaty do walki o swoje, pamiętasz?
- Tak, założyła to stowarzyszenie. Jak ono się nazywało? – spytała.
- WESZ. Dobrze, że już o nim zapomniała – stwierdził z przekąsem. – No, już jesteśmy na miejscu. 
Podeszli do obrazu z wielką misą z owocami. Harry połaskotał zieloną gruszkę która po chwili zmieniła się w klamkę. Otworzył drzwi i weszli do środka.
- Harry Potter, sir! Harry Potter! – od razu dobiegł ich piskliwy głos skrzata, który złapał Harry’ego za nogi.
- Zgredek! Miło mi znowu cię widzieć – Harry krzyknął na jego widok.
Skrzat oderwał się od Harry’ego i uśmiechnął się. Harry też spojrzał na niego. Zgredek wyglądał tak jak kiedyś. Ubrany w sweter od Rona, z czapkami Hermiony na głowie i z mnóstwem skarpetek na nogach. Jego oczy wielkości piłek tenisowych promieniały ze szczęścia.
- Harry Potter przyszedł do kuchni odwiedzić Zgredka! Zgredek chciał kiedyś odwiedzić wielmożnego pana, ale miał dużo pracy i nie mógł, ale za to sam Harry Potter do niego przyszedł!
- Tak Zgredku, przyszedłem, bo chcę cię o coś prosić.
- Zgredek zrobi wszystko, co w jego mocy, żeby pomóc Harry’emu Potterowi.
Ginny w tym czasie rozglądała się po kuchni. Stały tu cztery długie stoły, dokładnie tak jak w Wielkiej Sali, na końcu pomieszczenia było ogromne ceglane palenisko, a naokoło porozwieszane były różne rondla i garnki. Podeszli między stołami do kominka, przy którym stała chyba setka innych skrzatów ubranych w serwetki z godłem Hogwartu. Zgredek trajkotał bez przerwy.
- Zgredek dowiedział się od innych skrzatów, że Harry Potter został nauczycielem, ale nigdy nie widział Harry’ego Pottera przy stole nauczycielskim – skrzat spojrzał smutny na Harry’ego.
- Bo nadal jem posiłki przy stole Gryffindoru – odpowiedział Harry. – Przy tamtym stole siedziałem tylko na rozpoczęciu roku. Nie wiedziałeś?
- Niestety, Zgredek był wtedy zajęty opieką nad Mrużką.
- A co się stało? I gdzie ona teraz jest?
- W bocznym pokoiku, sir. To sypialnia dla skrzatów. Mrużka nadal dużo pije – powiedział skrzat a jego uszy lekko oklapły – ciągle wspomina swojego pana. Czy Harry Potter napiłby się czegoś? – spytał Zgredek, zmieniając temat, a skrzaty już niosły tacę z dzbankiem pełnym soku i ciasteczkami.
- Nie, dziękuję. Tak naprawdę przyszedłem tu tylko na chwilę. Zgredku to jest Ginny Weasley – powiedział Harry i podszedł do niej. – Wiem, że nie jestem twoim panem i nie mogę ci rozkazywać, ale chcę cię prosić, żebyś przychodził do niej jak będę zajęty w tym roku, a w przyszłym co jakiś czas ją odwiedzał jak mnie tu już nie będzie, dobrze?
- Dobrze, sir. Zgredek zrobi wszystko dla Harry’ego Pottera. Witam, szanowna panienko – Zgredek ukłonił się nisko, patrząc na Ginny i rozpłaszczając swój nos podobny do ołówka na podłodze – Zgredek cieszy się, że może poznać przyjaciół Harry’ego Pottera.
- Zgredku, nie jestem tylko przyjaciółką Harry’ego... – szepnęła Ginny, lekko się rumieniąc, gdy Harry objął ją delikatnie.
- To prawda, Zgredku – dodał Harry i spojrzał po skrzatach – a gdzie jest Stworek?
- Pan mnie wzywał?
Z tłumu skrzatów wyłonił się stary pomarszczony skrzat ubrany w brudną szmatę owiniętą wokół bioder.
- Tak, Stworku. Chciałbym żebyś przeniósł się stąd do Doliny Godryka. Od dzisiaj będziesz zajmował się tamtym domem.
- Zgredek to zrobi! – krzyknął drugi skrzat.
- Nie Zgredku, ty masz inne zadanie – Harry odwrócił się do niego – a ty Stworku wiesz, co masz robić. Niedługo się tam pojawię i sprawdzę co zrobiłeś.
- Jak pan sobie życzy – odparł skrzat i zniknął z głośnym trzaskiem.
- No, to wszystko ustalone – stwierdził Harry i zaczął kierować się do wyjścia. – Dziękuję Zgredku - zwrócił się do skrzata, już przy drzwiach. - Musimy już iść, bo ja mam jeszcze do zrobienia pracę domową z zielarstwa i sprawdzić wypociny drugoroczniaków o zastosowaniu smoczej krwi.
-  A ja odrobić pracę z transmutacji – dodała Ginny.
Pożegnali się ze skrzatami biorąc od nich trochę ciastek i wyszli. Gdy zamknęli za sobą drzwi Ginny zwróciła się do Harry’ego mrużąc lekko oczy.
- Naprawdę masz do zrobienia pracę domową?
- Nie, a ty?
- No mam...  – szepnęła, przytulając się do niego i przygryzając dolną wargę – nie odrobiłam pracy domowej z obrony przed czarną magią.
- W takim razie zapraszam do mojego gabinetu panno Weasley, musimy trochę nad tym popracować.
Po czym objął ją i zaprowadził na górę.

3 komentarze:

  1. Fajnie. Zgredek ma u pomóc i słusznie. Ciekawe co robi Stworek...

    OdpowiedzUsuń
  2. boskie ! najbardziej mi sie podobala ksama koncowka ale reszta fantastik!

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam zgredka! świetnie piszesz!!

    OdpowiedzUsuń