środa, 13 czerwca 2012

33. "Jak wy to sobie wyobrażacie?..."


Harry obudził się nad ranem, czując jak drętwieje mu ręka. Otworzył oczy i uśmiechnął się. Ginny leżała na jego ręku wtulona w niego z lekkim uśmiechem na ustach. Nie chciał się poruszyć, bo mógłby ją obudzić. Wiedział, że i tak w końcu będzie musiał to zrobić, bo musi wrócić do pokoju Freda i George’a zanim reszta wstanie, ale patrząc na nią uznał, że to „w końcu” może jeszcze poczekać.
Spojrzał w okno, wsłuchując się w miarowy oddech Ginny. Na dworze śnieg sypał tak gęsto, że nie było widać nic poza nim.
Przypomniał sobie święta z zeszłego roku. Wtedy też sypał śnieg i był mróz. Gdyby nie miał swetrów pani Weasley, które otrzymywał od niej na każde święta w poprzednich latach, nie wiedziałby jak przetrwać tamtą zimę. Tylko, że wtedy spędzał je samotnie, bo musiał ukrywać się przed Voldemortem i śmierciożercami szukając kolejnych horkruksów. Wrócił pamięcią do tamtych dni.
Ukrywali się w jakimś lesie, śpiąc w namiocie pożyczonym od taty Rona, tym samym, w którym spali na Mistrzostwach Świata trzy lata wcześniej.
Przypomniał sobie rozmowę, jaką odbył z Ronem i Hermioną dzień przed świętami, prawie się z nimi kłócąc, że powinni wrócić do Nory, bo oni nie chcieli go opuścić.
Siedzieli przy stole w kuchni, ogrzewając ręce gorącymi kubkami z herbatą.
- Ron, tam jest twoja rodzina, a święta spędza się z rodziną, a nie z najbardziej poszukiwanym przez śmierciożerców mieszańcem  – powiedział, cedząc przez zęby ostatnie trzy wyrazy.
- Ale ty też należysz do rodziny – żachnął się Ron.
- Nie. Ja nie mam rodziny, zapomniałeś? Moją całą rodzinę wymordował Voldemort i teraz jestem sam! – krzyknął, uderzając pięścią w stół i odwrócił głowę.
- Harry, nie mów tak! – Hermiona złapała go za rękę – przecież wiesz, że rodzice Rona przyjęli cię do rodziny już dawno i traktują jak kolejnego syna. Jeśli tam pójdziesz zobaczysz się z Ginny...
- Nie mogę... wiesz, że właśnie dlatego nie mogę... – pokręcił głową. – Wybacz Ron. – Spojrzał na niego. – Kocham twoją rodzinę, ale... to nie są moi rodzice... czy Syriusz... To ich muszę pomścić. A ty Hermiono niedługo będziesz w tej rodzinie, więc też powinnaś tam być.
- Zrobiłbyś Ginny największy prezent, gdybyś jednak... – głos Hermiony lekko drżał, gdy próbowała go przekonać.
- Proszę... nie kończ... – Opuścił głowę, nie mógł tego słuchać. – Wiecie, że nie mogę ich narażać. A Ginny... nie jesteśmy teraz razem i nie chcę robić jej nadziei. Ona jest wolna, może robić co chce, a ja... – głos mu się łamał, gdy to mówił.
Przed oczami pojawił mu się wtedy obraz Ginny ubranej w białą suknię wychodzącą za mąż za jakiegoś wysokiego nieznajomego. Pokręcił głową, jakby chciał wymazać z umysłu to, co zobaczył.
- Złóżcie ode mnie wszystkim życzenia i... przeproście, że nie będzie mnie z wami.
Pamiętał, że po tych słowach wstał, odstawił kubek i wyszedł na zewnątrz. Musiał ochłonąć. Zimny wiatr uderzył go w twarz. Nie chciał im pokazać, jak bardzo cierpi, gdy mówi o Ginny. Bardzo chciał być wtedy z nią, ale...
- Harry, nie możemy cię zostawić tutaj samego! – dobiegł go z namiotu głos Rona. – A jeśli śmierciożercy cię tu znajdą?
Próbowali potem jeszcze go przekonywać, ale on był nieugięty. Nie mógł wtedy wrócić. Jeszcze nie. Wiedział, że gdyby to zrobił, wszyscy znaleźliby się w ogromnym  niebezpieczeństwie. A tego by nie zniósł.  Po tej rozmowie ledwo doszedł do siebie, bo słowa Hermiony „...zobaczysz się z Ginny” brzmiały mu w uszach przez kolejne dni. Za każdym razem, gdy zamykał oczy widział ją przed sobą, tak, jakby prosiła: „Harry, wróć do mnie”. Gdy Ron i Hermiona wrócili dwa dni później, Hermiona powiedziała mu, że Ginny przez całe święta nie chciała o niczym innym rozmawiać tylko o nim.
Ginny przekręciła się na drugi bok, mrucząc coś pod nosem. Otoczył ją ciasno ramionami, przyciągając do siebie, zmuszając przy tym swą odrętwiałą rękę do ruchu. Ukrył twarz w jej włosach i zamknął oczy wracając do tamtych wspomnień. Zdał sobie sprawę, że pod powiekami ma łzy.
„Moja dziewczynka... Gdyby coś ci się wtedy stało... Nigdy bym sobie tego nie wybaczył”. To samo myślał dwa miesiące temu, gdy Ginny została porwana. Teraz nadal są w niebezpieczeństwie, bo przecież Lucjusz Malfoy, czy Bellatriks Lestrange nie dadzą im spokoju. Westchnął i opuścił wolną rękę na jej biodro, głaszcząc ją delikatnie. W odpowiedzi Ginny zaczęła się kręcić, mrucząc coś cicho. Powoli budziła się ze snu.
- Nic już nas nie rozdzieli – wymamrotał, łapiąc ją za rękę.
- Harry? – usłyszał cichy szept.
- Dzień dobry – odparł, otrząsając się ze swych myśli.
- Trzeba już wstawać? – spytała, odwracając się do niego. Ziewnęła, a chwilę później zaczęła się przeciągać. 
- Ty nie musisz. Jesteś przecież u siebie. Tylko ja muszę wstać i wrócić do pokoju Freda i George’a, zanim ktoś się zorientuje, że byłem u ciebie.
- A oni wiedzą, że tu jesteś?
- Niestety tak. Wiesz, że przed twoimi braćmi nic się nie ukryje.
Uśmiechnęła się krzywo, wtulając się mocniej w niego.
- Mam złe przeczucia – szepnęła.
Wstali razem. Harry szybko wciągnął na siebie dżinsy i koszulę, a Ginny sweterek. Podeszli do drzwi. Ginny przysunęła się do niego i pocałowała go.
- Zobaczymy się na śniadaniu – szepnął, odwzajemniając pocałunek. – A potem porozmawiam z twoją matką o naszych planach.
Otworzył drzwi i wyszedł. Na schodach obejrzał się. Ginny patrzyła za nim, stojąc oparta o ścianę.  

Kolejny dzień przyniósł zamieć i nikt nie wychodził na zewnątrz. Po śniadaniu Fred, George  i Ginny powyciągali pudła z dekoracjami świątecznymi i przystrajali dom w różne świecidełka i kolorowe łańcuchy. Bliźniacy mieli wspaniałą zabawę, kiedy Fred wyciągnął bardzo długi łańcuch i zaczął oplatać nim Ginny. W tym samym momencie do pokoju wszedł Harry.
- Widzieliście Rona i Hermionę? –spytał.
- Pojechali do rodziców Hermiony – powiedział Fred.
- W taką pogodę? A co tu się dzieje? – spytał zdziwiony, rozglądając się po salonie.
- Mamy nową choinkę! – krzyknął George, łapiąc drugi koniec łańcucha i zaczął krążyć wokół Harry’ego.
- Co robicie? – Ginny stała przerażona, nie mogąc się ruszyć.
- Musimy przywiązać nasze gołąbeczki – stwierdził Fred.
- Bo nie mogą żyć bez siebie – dodał George, śmiejąc się.
- Nie, Fred, George,  proszę, mieliśmy ubrać choinkę, a nie nas – Ginny próbowała się wyplątać, ale oni nie dawali za wygraną.
- Mieliście nikomu nie mówić! – krzyknął Harry. – Wypuście mnie. Muszę iść do waszej matki.
- A po co musisz do niej iść? Nikomu nie powiedzieliśmy.
- Nie wasza sprawa.
- Chcieliśmy się tylko pobawić, ale widzę, że wam nie jest do śmiechu.
- A zresztą przecież to prawda, że nie możecie żyć bez siebie.
Nie zdążył im odpowiedzieć, bo z kuchni usłyszeli brzęk upadających garnków i talerzy, a po chwili do salonu weszła pani Weasley. Nie wyglądała na zadowoloną.
- Chłopcy uspokójcie się! I wy macie dwadzieścia lat? – Machnęła różdżką, a łańcuch oplatający Ginny i Harry’ego opadł na podłogę. – Zachowujecie się jak małe dzieci.
- Przecież są święta – żachnął się Fred.
- A w święta każdy staje się dzieckiem.
- Nigdy nie cieszyłaś się ze świąt, mamo?
-  Cieszyłam się, gdy były spokojniejsze czasy, ale teraz nie jest mi wcale do śmiechu. Macie natychmiast zrobić tu porządek. Harry, kochaneczku, mógłbyś pomóc mi w kuchni? – pani Weasley podeszła do niego.
- Oczywiście pani Weasley. Chciałbym z panią porozmawiać.
- Ginny, ciebie też chciałabym prosić.
Ginny spojrzała na Harry’ego. Czyżby mama dowiedziała się jednak o ich tajemnicy?
Weszli do kuchni. Na podłodze leżały rozbite talerze i garnki. Pani Weasley machnęła różdżką, a wszystkie naczynia powróciły na swoje miejsca już naprawione. Przy stole siedział Remus. Harry spojrzał na niego zdziwiony, ale nic nie powiedział. Usiedli przy stole, a pani Weasley spojrzała na nich:
- Doszły do mnie pewne informacje o waszych planach na święta. Podobno chcecie iść pojutrze do Doliny Godryka. To prawda?
- Tak. O tym właśnie chciałem porozmawiać – odparł Harry, spoglądając na Remusa. Domyślił się, co się stało z talerzami, i że to on powiedział przed chwilą o tym pani Weasley.
- Jak wy to sobie wyobrażacie? – pani Weasley stała oparta o oparcie krzesła, wpatrując się w Harry’ego. – Przecież śmierciożercy mogą was tam zaatakować!
- Molly – Remus odezwał się cicho, zanim Harry zdążył jej odpowiedzieć, a pani Weasley spojrzała na niego – Harry ma prawo iść do Doliny, przecież tam jest jego prawdziwy dom.
- Ale... dlaczego Ginny ma też tam iść?
- Ja chcę tam iść, mamo – szepnęła Ginny, podnosząc wzrok na matkę. – Nie jesteśmy już dziećmi.
- Nie, nie jesteście, ale po tym, co się tobie stało dwa miesiące temu w szkole... – pani Weasley pokręciła głową.
- Nic nam nie będzie. Przecież wszystko dobrze się skończyło.
- Ale o mały włos nie byłoby. A jaką macie pewność, że ich tam nie będzie? – pani Weasley nie odrywała wzroku od Harry’ego.
- Nikt nie ma pewności. Nie wiemy nawet czy tutaj jesteśmy bezpieczni.
- Tonks powiedziała mi, że sama pójdzie sprawdzić, czy tam jest bezpiecznie – powiedział Remus – tak, więc będziemy wiedzieć, a wtedy ja z nimi pójdę.
- W porządku. Możecie iść. Ale jak chcecie się tam dostać?
- Teleportujemy się – odparł Harry.
- Ale jak? Przecież Ginny jeszcze nie ma prawa!
- Użyjemy teleportacji łącznej. Ja mam, więc... pomogę jej się tam dostać – stwierdził Harry.
- No dobrze. – Pani Weasley westchnęła. – Remusie, dziękuję ci, że chcesz iść z nimi.
- Ależ nie ma sprawy.
- A co do was – wskazała palcem na Ginny i Harry’ego - to pomóżcie Fredowi i George’owi w ubieraniu domu. I żadnych kłótni, bo mogę się jeszcze zastanowić i was tam nie puścić.
- Dobrze mamo – odparła Ginny, uśmiechając się. – I dziękujemy.
Wyszli z kuchni i odetchnęli. Harry spojrzał na nią.
- Mam nadzieję, że nie gniewasz się za to, że Remus z nami idzie?
- Dlaczego miałabym się gniewać?
- Bo to był mój pomysł. O tym właśnie z nim wczoraj rozmawiałem. Wiedziałem, że twoja mama nie będzie zachwycona tym, że chcemy iść sami do Doliny, dlatego poprosiłem go o to.
- Nie ma sprawy.
Przytulili się do siebie i poszli do salonu.

3 komentarze:

  1. Genialnie! Idą razem! Na pewno tam się coś wydarzy tylko nie mam pojęcia co...

    OdpowiedzUsuń
  2. Piszesz coraz lepiej! <3 Jest duża różnica miedzy rozd. 1 a tym

    OdpowiedzUsuń