poniedziałek, 11 czerwca 2012

6. Powiedz, że on żyje...


Tymczasem Ginny też się szykowała, ale do ucieczki z domu. Słyszała całą rozmowę rodziców, dlatego postanowiła, że ucieknie tej nocy. Co prawda, nie wiedziała gdzie ma się schować w Londynie, ale stwierdziła, że zacznie od Dziurawego Kotła. Pakowała plecak i płakała. Musiała tam być, przecież Harry na pewno byłby przy niej. Tylko jak stąd się urwać, kiedy mama zawsze tak późno chodziła spać?
Położyła się do łóżka. Mama zajrzała później do niej.
- Ginny, śpisz? – Zapytała cicho.
- Nie mamo. Nie śpię. Myślę, co oni teraz robią. Może Harry też o mnie myśli, w tej chwili.
- Może... Nie wiem. Słyszałaś, że tata idzie wesprzeć Lupina w walce? Tak jak wszyscy z Zakonu?
- Tak, słyszałam, byłam cały czas przy oknie, jak rozmawialiście. – Odwróciła się do matki. – Mamo, co ma zrobić człowiek, który wie, że najbliższa jemu osoba może umrzeć?
- Nie wiem kochanie. Ja też się martwię o nich wszystkich. Prawie cała nasza rodzina będzie walczyć.
- Boję się. O wszystko. To chyba ostatnia tak spokojna noc.
- Tak, chyba ostatnia. Jutro może być gorąco. Ale teraz przestań już nad tym myśleć i idź spać. Jest późno. Dobranoc.
- Dobranoc mamo. – Odpowiedziała i odwróciła się.
Pani Weasley wyszła. Gdy zamknęły się drzwi Ginny odczekała chwilę, a kiedy nie słyszała już chodzącej matki, wstała i ubrała się. Wzięła plecak i zeszła na dół do kuchni. Na stole położyła list pożegnalny. Chciała użyć kominka, bo nie umiała się jeszcze teleportować. Wzięła garść proszku fiuu z pojemniczka stojącego na gzymsie i wrzuciła go do ognia. Płomienie zmieniły się w szmaragdowozielone, a ona weszła w nie i krzyknęła:
- Dziurawy Kocioł!
W chwili, gdy zaczęła wirować w płomieniach, zobaczyła jeszcze wbiegającą do kuchni matkę krzyczącą:
- Nie! Ginewro Weasley, wracaj! – Ale było już za późno. Przerażona pani Weasley usiadła przy stole i zaczęła płakać. Chwilę później wbiegł jej mąż.
- Molly, co się stało?
- Ginny uciekła. Nie zdążyłam jej powstrzymać.
- A co to za kartka?
- Jaka kartka?
- Ta, która tu leży. – Pan Weasley wskazał pergamin leżący na stole.
- Arturze, to list od Ginny. – Odparła łamiącym się głosem, gdy po niego sięgnęła. – Przeczytaj, bo ja nie potrafię.
Pan Weasley zaczął czytać:

Kochani rodzice,
Wybaczcie mi, ale musiałam to zrobić. Musiałam tam pójść, żeby być blisko Harry’ego i tego wszystkiego, co tam się wydarzy. Kocham Go, i nic już mnie nie powstrzyma. Nie szukajcie mnie. Jutro może być już po wszystkim. Wiem, co to znaczy walczyć ze Śmierciożercami, dlatego chcę tam być. Kocham was, ale Harry’ego także.
                                                              Wasza Ginny.

- No i stało się. Wszystkie nasze dzieci poszły na wojnę z Sam-Wiesz-Kim. Ty też idziesz. Ja pójdę z tobą. Wiem gdzie jest Ginny. Usłyszałam jej krzyk przed zniknięciem w kominku. Muszę ją powstrzymać.
 Kiedy Ginny znalazła się w Dziurawym Kotle, stwierdziła, że w środku nikogo nie ma. Było ciemno. Nagle usłyszała za sobą jakiś ruch, podskoczyła i rozejrzała się. W drzwiach stał przygarbiony, bezzębny staruszek. To był Tom – właściciel pubu.
- Kim jesteś i czego szukasz? – Zapytał.
- Jestem Ginny Weasley i chciałabym wynająć pokój. Na razie na jedną noc. A potem zobaczymy.
- Tu jest niebezpiecznie. Nie wiesz, że wszędzie po okolicy krążą Śmierciożercy?
- Wiem, ale po prostu musiałam tu przyjść. Muszę być na miejscu, gdy to wszystko się wydarzy. Tam będą moi przyjaciele i rodzina. Dlatego chcę być blisko nich.
- Dobrze, idź do pokoju nr 10. Tam będzie ci wygodnie. Ginny weszła na górę. W pokoju położyła się na łóżko i natychmiast zasnęła.
Następnego dnia obudziła się, gdy słońce było już wysoko. Rozejrzała się i zobaczyła, że na krześle obok niej siedzi mama.
- Mamo, co ty tu robisz? Przecież mieliście mnie nie szukać. Skąd wiedziałaś, że tu jestem?
- Słyszałam jak krzyknęłaś „Dziurawy Kocioł” w kuchni. A tutaj dowiedziałam się od Toma, w którym pokoju jesteś.
- Czy już coś wiadomo? Zaczęło się?
- Tak Ginny, tylko się nie denerwuj. Harry dostał się do Sama-Wiesz-Kogo i walczy o życie. Inni walczą ze Śmierciożercami.
- Skąd wiesz? I gdzie oni są? Muszę tam pójść! – Zerwała się na równe nogi.
- Nie. Stąd już się nie ruszysz. Obiecuję ci to. Tata powiedział, że jak się to wszystko skończy da nam znać. Wybacz mi Ginny, to, co muszę zrobić, ale to dla twojego dobra. – Dodała, i wyciągając różdżkę krzyknęła – Incarcerous! – Pojawiły się cienkie liny, które ciasno oplotły dziewczynę od stóp do głowy.
- Mamo, nie poznaję cię! Dlaczego to zrobiłaś? – Ginny patrzyła na matkę zdziwionym i przerażonym wzrokiem.
- Musiałam to dla ciebie zrobić. Nie chcę, abyś zrobiła coś głupiego. A wiem, że jak ktoś kogoś kocha to może coś takiego zrobić.
- Powiedz, chociaż gdzie oni są. – Błagała Ginny.
- Są na przedmieściach Londynu.
- Mamo wypuść mnie. Daj mi tam pójść. Chcę go zobaczyć. Błagam.
- Widzę, że z tobą nie wygram. W porządku, ale obiecaj, że nie będziesz się wtrącać do ich walki.
- Dobrze, obiecuję.
- I, że będziesz mnie słuchać.
- Obiecuję.
- I nie uciekniesz już więcej.
- Obiecuję. Chodźmy już. – Mówiła niecierpliwie.
- Dobrze. Złap mnie mocno za rękę, będziemy się teleportować. – Rozwiązała córkę, a Ginny podeszła do matki i złapała ją. Zamknęła oczy, a po chwili poczuła, jakby ktoś przepychał ją przez małą dziurkę. Gdy to ustąpiło, usłyszała głos matki:
- Ginny, jesteśmy na miejscu.
Otworzyła oczy i rozejrzała się. Były na jakimś polu. Niedaleko były jakieś ruiny, wśród których krążyli ludzie. To byli członkowie Zakonu Feniksa, aurorzy i Śmierciożercy. Było słychać krzyki rzucanych zaklęć i uroków z każdej strony. Zastanawiała się gdzie jest Harry i inni z Gwardii Dumbledore’a. Wiedziała, że zwołali wszystkich.
I nagle zobaczyła jak Kingsley niesie kogoś na rękach. Wpatrywała się w bezwładną postać leżącą na ramionach wysokiego czarodzieja, który kroczył w ich kierunku. I poznała, kogo on niesie. To był Harry. Zaczęła płakać. To znaczyło, że Voldemort wygrał i go zabił. Upadła na kolana, załamując ręce. Zaczęła krzyczeć:
- Nie! Tylko nie on!
Pani Weasley schyliła się do niej.
- Ginny, co ci jest?
- Mamo, powiedz, że on żyje. Powiedz, że to nie prawda, że Sama-Wiesz-Kto go zabił, proszę. – Prosiła przez łzy, płynące jej po policzkach.
Pani Weasley przytuliła córkę do siebie, i zwróciła się do Kingsleya:
- Co się stało?
- Harry zabił Sama-Wiesz-Kogo, ale ta walka go wykończyła, a Śmierciożercy rzucili na niego zaklęcie Cruciatus, prawdopodobnie żeby się zemścić.
- No i co z nim? – Spytała wskazując na leżącego Harry’ego.
- Żyje, ale potrzebuje pomocy. Musimy szybko przetransportować go do szpitala. Cruciatus rzucone przez trzy osoby może zabić. To cud, że oddycha.
- Trzech Śmierciożerców? On musi natychmiast znaleźć się w szpitalu! – Krzyknęła przerażona pani Weasley.
- Idę z wami. Mamo mogę? – Spytała Ginny.
- Dobrze. Wszyscy idziemy.

13 komentarzy:

  1. To mi się podoba. Akcja się rozwija.

    OdpowiedzUsuń
  2. O Bosz,super blog ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmm...no fajnie,fajnie..
    Ale nie trzymasz się szczegółów z ksiązki.!
    Nie wiem,jak innym ale mi to przeszkadza..
    Zobaczymy,co będzie później.

    OdpowiedzUsuń
  4. ja dopiero odkryłam twojego bloga i trochę mi przeszkadza ż nie trzymasz się szczegółów z książki ale rozdział nawet fajny:P

    OdpowiedzUsuń
  5. Trochę dziwnie mi się to czyta... Też mi to przeszkadza, że nie trzymasz się szczegółów z książki ale tak to blog jest spoko :) Zapraszam na moje Dramione - http://dramione-expecto-patronum.blogspot.com ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakieś dziwne trochę...
    A w ogóle te opowiadania są bardzo sztuczne i bardzo szybko dzieje się akcja

    OdpowiedzUsuń
  7. Jest to nierealne... nawet w 1% nie przypomina książki. Rozumiem, że jest to tylko opowiadanie no ale bez przesady.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie wiem po co dodajecie komentarze typu,,Nie trzymasz się książki" O Bosz ! To jej opowiadanie i ona decyduje tym !

    Pozdrawiam Marti Madd

    OdpowiedzUsuń
  9. No ja rozumiem że mama chce ją chronić ale no troszkę przesadza jak dla mnie;/

    OdpowiedzUsuń
  10. Opko AU, mówi wam to coś? XD
    cursed sociopath

    OdpowiedzUsuń