niedziela, 17 czerwca 2012

78. Święta


Minęła północ, gdy stanął przed bramą Nory. Był wykończony. Już zapomniał, że Jill jest taka gadatliwa. Ale nie tylko to sprawiało, że czuł się zmęczony. Obawiał się, że ta historia ma drugie dno i nie potrafił przestać o tym myśleć. Na dodatek, gdy wychodzili, na zewnątrz czekała na nich Rita Skeeter, próbując wyciągnąć wiadomości dla czytelników „Proroka”. Starał się ochronić Jill, ale, co z tego wyniknie w jutrzejszym wydaniu, przerażało go najbardziej. Rita może wymyśleć „niesamowitą historię”. Skrzywił się na samą myśl.
Wiedział, że czeka go powiadomienie o wszystkim Ginny. W końcu to była jej koleżanka. Miał jednak nadzieję, że już śpi i uda mu się zaczekać z tym do rana.
W kuchni paliło się światło. Czyli Molly jeszcze nie śpi. Czyżby Artur był jeszcze w pracy?
Podszedł bliżej, zapukał i chwilę później usłyszał zza drzwi głos pani Weasley.
- Kto tam?
- Harry.
Drzwi otworzyły się i w progu pojawiła się niska, pulchna kobieta. Uśmiechnęła się na jego widok. Nadal trudno było mu myśleć o niej, jak o matce, ale w jej spojrzeniu było tyle troski, jakby patrzyła na swojego syna, a nie na chłopaka, który od kilku lat sprawiał jej tyle kłopotów i bólu.
- Och, Harry, nareszcie. Ciężki dzień? – zapytała, wpuszczając go do środka.
- Bardzo.
Wszedł do kuchni i opadł na krzesło przy kuchennym stole. Przeczesał palcami włosy, które były mokre od padającego śniegu i wciągnął cudowny zapach wydobywający się ze stojącego na piecu garnka. Poczuł, że jego żołądek domaga się zainteresowania.
- Ktoś chyba jest głodny – powiedziała Molly z uśmiechem i stuknęła różdżką w stojący na kuchni garnek, który natychmiast uniósł się w powietrze, podfrunął do Harry’ego i zawisł, jakby oczekując na dalsze rozkazy.
Pani Weasley machnęła różdżką ponownie, przywołując z szafki talerz, który podstawił się pod garnkiem i gorąca zupa wlała się do niego.
- Dziękuję – mruknął i zajął się pałaszowaniem posiłku.
Molly odesłała różdżką garnek z powrotem na kuchnię i usiadła naprzeciw Harry’ego.
- Mam nadzieję, że nie będą zmuszać cię do pracy w święta. To taki rodzinny czas.
- Ja też – Harry przełknął ostatnią porcję zupy i odłożył łyżkę na talerz – ale wiedzą, gdzie mają mnie szukać, w razie czego.
Rozsiadł się wygodniej, opierając się o oparcie. O jego nogi otarł się rudy kot Hermiony, więc poklepał się po nogach i Krzywołap wskoczył mu na kolana, układając się wygodnie. Harry podrapał go odruchowo za uchem, na co kot zamruczał radośnie.
- Przez tyle czasu było spokojnie... żadnych informacji... – szepnęła Molly.
- Były, tylko, że Biuro starało się to ukrywać – wpadł jej w słowo Harry. – Ale tym razem to się raczej nie uda. Zginęło zbyt wielu czarodziejów. „Prorok” już węszy, a Skeeter, gdyby mogła, to by podzieliła się na kilka części – warknął. – A, gdy tylko mnie zobaczyła, ech... szkoda słów.
Pokręcił głową niezadowolony. Nie chciał tego wspominać, a Molly nie musi o tym wiedzieć. I tak w jutrzejszym wydaniu będą zdjęcia jego osłaniającego przerażoną Jill i komentarz Rity, że Harry Potter nie chciał odpowiadać na jej pytania, albo, co gorsza, że znalazł sobie nową dziewczynę. Wpatrzył się w ciemność za oknem, nie przerywając płynącego potoku swoich myśli.
- Pewnie jesteś zmęczony – powiedziała pani Weasley. – Ginny na pewno już śpi. Chciała na ciebie zaczekać, ale nakłoniłam ją, żeby się położyła. Jest w swoim dawnym pokoju.
- W takim razie pójdę do niej – powiedział, wstając.
Krzywołap zeskoczył z jego kolan i wymknął się do ogrodu.
- Dobranoc, Harry. Ja jeszcze tu posiedzę.
- Dobranoc, Molly.
Wychodząc zauważył, że spojrzała ze smutkiem na zegar rodzinny.
Wspiął się na górę i wszedł do sypialni. Starał się zachowywać, jak najciszej, żeby nie obudzić Ginny. Leżała tyłem do wejścia, a jej włosy rozrzucone były po całej poduszce.
Zdjął z siebie wierzchnie ubranie i w koszulce i bokserkach usiadł pochylony na skraju łóżka, tyłem do niej. Oparł łokcie o kolana i opierając na dłoniach głowę, zamyślił się.
Ginny przekręciła się na drugi bok, spojrzała na jego plecy i szepnęła:
- Harry, to ty?
- Czemu nie śpisz? – zapytał, nie odwracając się – już późno.
- Czekam na ciebie.
Przysunęła się bliżej niego i uklękła za nim, siadając na stopach. Przytuliła się do jego pleców, obejmując go ramionami.
- Połóż się – mruknęła.
- Za chwilę.
- Co się stało? Jesteś strasznie spięty.
Podniosła się, położyła mu dłonie na ramionach i zaczęła masować mu kark. Harry przełknął ślinę. Może to jest odpowiedni moment, żeby jej o tym powiedzieć? Będzie chyba lepiej, gdy dowie się o tym od niego, a nie jutro z „Proroka”.
- Byłem u Jill.
Ginny znieruchomiała na moment. Całkowicie się rozbudziła.
- Jill? Jill Wailey? – spytała drżącym głosem.
- Tak. Jak dobrze znasz ją i jej rodzinę?
- Wiem, że ma młodszego brata, a rodzice... są czarodziejami czystej krwi... Tata pracuje w ministerstwie...
- Już nie. Rodzice i brat nie żyją.
- O nie... – jęknęła. – A ona?
- Żyje. Gdy ją zobaczyłem, była w szoku i trzymała w ramionach swojego martwego brata.
- O Boże... Gdzie ona teraz jest?
- Wraz z innym aurorem odstawiłem ją w bezpieczne miejsce. Dlatego wróciłem tak późno.
- Rozumiem.
Ginny odsunęła się od niego i usiadła skulona po drugiej stronie łóżka. Harry wdrapał się za nią, by usiąść obok.
- Zapomniałem już, jaka jest gadatliwa. Nawet ta strata nie utemperowała jej języka – zaśmiał się cicho. – Przez cały czas nie odstępowała mnie na krok, a potem wystraszona, przeprosiła mnie i stwierdziła, że ją zabijesz. Możesz mi powiedzieć, o co jej chodziło?
Tym razem to Ginny zachichotała.
- Tylko nie bierz tego do siebie.
- Co? Dlaczego?
- Bo to wszystko jest właśnie przez ciebie – odparła.
Usiadła wygodniej. Harry przyciągnął ją do siebie i przesunął tak, że usiadła pomiędzy jego nogami, opierając się plecami o jego tors. Mocne ramiona otoczyły ją, a ciepły oddech lekko drażnił jej ucho. Chociaż było ciemno i nie widziała jego twarzy, przeczuwała, że jest zaskoczony.
- To takie głupie... Aż dziwne, że Jill o tym pamięta. To było tak dawno... – Zamyśliła się chwilę, wracając myślami do tamtych czasów. – Kiedyś, na pierwszym roku w Hogwarcie, pokłóciłam się z nią. Pokłóciłyśmy się o chłopaków. Między innymi padło twoje nazwisko.
- Co?
- Tak, tylko nie zapominaj, że miałyśmy wówczas ledwie jedenaście lat, a ty dopiero co uratowałeś mi życie. Wtedy po raz pierwszy powiedziałam Jill, że cię kocham. Oczywiście uznała to za niezły żart, ale ja byłam tak wściekła, że wykrzyczałam jej, że jeszcze się przekona i, że zabiję ją, jeśli się wtrąci i będzie próbowała odbić mi chłopaka. Wtedy miałam na myśli tylko ciebie – chwyciła go za ręce, wciskając się bardziej pod jego ramię – ale ponieważ czułam, że z tobą nie będzie tak łatwo, posłuchałam Hermiony i chodziłam z innymi i ta groźba przeniosła się na nich. Po jakimś czasie zapomniałam o tym i myślałam, że Jill też o tym zapomniała. Jednak, jak słyszę, tak się nie stało.
Harry chwycił ją mocniej w talii i spytał:
- Nie było ze mną łatwo, tak?
Zmieniła pozycję i usiadła do niego bokiem. Spojrzała na niego wilkiem.
- Czyżbyś zapomniał o tłumie fanek, które się za tobą uganiały? Ale to nie dlatego było trudno. Ty nie miałeś w głowie nic oprócz Sam-Wiesz-Kogo i nie zwracałeś uwagi na inne dziewczyny. Jedynym wyjątkiem była tylko Cho, prawda?
Kiwnął głową.
- A potem pojawiła się w moich myślach taka ruda osóbka, która zawróciła mi w głowie tak bardzo, że do tej pory nie widzę nic oprócz niej – dodał.
Przycisnął ją mocniej i pocałował w czubek głowy. Ginny nie odpowiedziała. Poczuła wyrzuty sumienia, bo przed oczami pojawiła się samotna Jill.
- Co teraz będzie z Jill? Kiedy będzie pogrzeb? – zapytała.
- Jest dorosła, wie, że powinna uważać. A pogrzeb ma odbyć się dwa dni po świętach.
- Zabierzesz mnie do niej? W takiej chwili będzie potrzebować kogoś, kto ją pocieszy.
- Dobrze, zabiorę. A teraz czas spać. Już późno.
Harry odsunął się w bok, pozwalając jej położyć się na boku i nakrył ją kołdrą. Sam wsunął się za nią, objął ją i przytulił do jej pleców.
- A co ze świętami? Nikt nie powinien być sam. Może zaprośmy ją do nas?
- No nie wiem – mruknął Harry. – Niepokoi mnie to wszystko. Dlaczego śmierciożercy nic jej nie zrobili? To nie jest w ich stylu. A może...
Zamilkł. Właśnie uświadomił sobie coś okropnego.
- Co masz na myśli? Harry?
- Oni ją obserwują. Możliwe, że jest pod działaniem Imperiusa i zmusili ją do opowiedzenia mi tej bajeczki. Pomyśl, gdyby tu trafiła wszyscy znaleźlibyśmy się w ogromnym niebezpieczeństwie...
- Chyba żartujesz? Sam powiedziałeś, że była w szoku.
- To jej tylko pomogło. Nie jest świadoma tego, co z nią zrobili.
- Harry – jęknęła – jesteś zmęczony i wygadujesz głupoty. Wyśpij się. Jutro spojrzysz na to świeżym okiem. – Chwyciła jego rękę, splatając palce z własnymi, przyciągnęła do ust i pocałowała. – Dobranoc, Harry.
- Mam nadzieję, że się mylę – mruknął, a gdy Ginny szturchnęła go łokciem, dodał: – Dobranoc, Ginny.

Kolejny dzień rozpoczął się zaskakująco spokojnie, jeśli nie liczyć fajerwerków na zewnątrz Nory i ogromnej kłótni, która rozpętała się chwilę potem pomiędzy bliźniakami i panią Weasley na schodach, a potem w kuchni.
Harry nie spodziewał się takiej pobudki. Jęknął niezadowolony, przekręcił się na drugi bok i otworzył oczy. Patrzył wprost na zamknięte oczy Ginny. Byli tak blisko, że prawie stykali się nosami. Musnął wargami sam jego czubek. Ginny mruknęła coś niezrozumiale, podniosła rękę, żeby odgonić natręta i podrapała się po nosie, po czym odwróciła się na drugi bok. Harry uśmiechnął się, przetarł oczy i wstał. W nogach łóżka zobaczył pękatą skarpetę. Prezenty. Zaczeka z tym, aż Ginny się obudzi. Po jej stronie też leżała sterta paczek. Przeciągnął się i poszedł do łazienki.
Gdy wrócił z powrotem, Ginny już nie spała. Siedziała na łóżku i przeglądała swoje prezenty.
- Hej! Czemu na mnie nie zaczekałaś? – zapytał z udawanym niezadowoleniem.
- Harry, jakie to piękne! – krzyknęła, gdy tylko zamknął za sobą drzwi.
Nie zważając na jego minę i udając, że nie usłyszała jego pytania kontynuowała oglądanie prezentu od niego.
Miedzy palcami trzymała misternie robiony srebrny łańcuszek, na którym wisiało maleńkie serduszko, mieniące się wszystkimi barwami tęczy. Harry podszedł do niej i wyjął łańcuszek z jej dłoni. Ginny podniosła włosy do góry, pozwalając mu założyć łańcuszek. Gdy już go zapiął, wyciągnęła rękę i chwytając go za szyję, przyciągnęła jego głowę do siebie.
- Dziękuję – szepnęła.
Ich usta złączyły się w jedno. Przez dłuższą chwilę trwali spleceni ze sobą, w końcu Ginny oderwała się od niego i spojrzała na okno, którego prawie połowa była oblepiona śniegiem.
- Zaspaliśmy na świąteczne śniadanie? - spytała.
- No... zaraz będzie raczej świąteczny obiad – mruknął. – Ale bym się tak tym nie przejmował. Twoja mama wie, że wróciłem wczoraj dość późno i na pewno wyjaśniła reszcie, że jeszcze śpimy.
- To dobrze, ale lepiej już wstańmy. Tonks i Lupin mieli dzisiaj przyjść z maleństwem. Już nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę twojego chrześniaka – zakończyła z naciskiem akcentując ostatnie dwa wyrazy.
- Skąd wiesz?
- Od Hermiony.
Harry nie odpowiedział. Mógł się tego spodziewać, przecież obie nie miały przed sobą żadnych tajemnic, a Ginny potrafiła wyciągnąć wszystko z każdego.
- A propos Hermiony – dodała, cały czas go obserwując – napisała mi ostatnio o jakiejś niespodziance. Wiesz może, o co jej chodzi?
- Nie. – Pokręcił głową zaskoczony. Pierwszy raz o tym usłyszał. – Wczoraj ci tego nie zdradziła?
- No nie. Powiedziała tylko „później” i jak dotąd cisza.
- Może chcą to ogłosić dzisiaj – powiedział i zaczął grzebać w stercie swoich prezentów.
Wśród paczek znalazł ręcznie robiony sweter od pani Weasley. Gdy Ginny wyjęła swój, okazało się, że ma prawie identyczny: oba swetry były zielone, tylko napisy były różne. Na swetrze Harry’ego widniał napis: „rodzinny auror” a na Ginny: „żona aurora”. Gdy założyli je na siebie, parsknęli śmiechem.
- No nie, tym razem przesadziła - jęknęła Ginny, kręcąc głową.
- No cóż, chyba nikt ma o tym nie zapominać – mruknął z uśmiechem.
Kika minut później zeszli na dół. Cała rodzina siedziała już przy stole i jadła świąteczny obiad. Tylko Molly kręciła się między kuchnią a stołem, stawiając kolejne nakrycia z ulubionymi potrawami. Co jakiś czas zerkała na ośnieżone podwórko za oknem.
Harry wyczuł, że jest zaniepokojona. Spojrzał pytająco na Rona, odsuwając najbliższe krzesło dla Ginny, po czym usiadł między nią a Ronem.
- Tonks i Lupin się spóźniają – mruknął Ron, nachylając się do niego. – Mieli być pół godziny temu.
- Myśli, że coś im się stało?
- Może...
Nagle Molly zatrzymała się w pół kroku i krzyknęła:
- Och! Już są, już są! – Odwróciła się do rodziny i przystawiła palec do ust. - Tylko macie być cicho, bo mały Ted śpi.
Podeszła do drzwi. Zanim zdążyli zapukać, otworzyła je i wpuściła młodych rodziców do środka. Tonks promieniała. Choć nie miała, tak jak zwykle, różowych włosów, tylko krótko przycięte brązowe, była szczęśliwa. Teddy rzeczywiście spał w objęciach swojej mamy, która trzymała go mocno, przytulając do piersi. Remus kroczył dumnie za nimi, popychając przed sobą dziecięcy wózek. Zewsząd było słychać ciche westchnienia zebranych przy stole dziewcząt. Fleur trzymała rękę Billa i uśmiechała się. Bill kiwał głową.
- Przepraszamy bardzo za spóźnienie, Molly – szepnął Remus. – Ale to wszystko wina Teddy’ego.
Gdy tylko to powiedział Tonks spojrzała na niego spode łba.
- Przed wyjściem nie chciał nic zjeść. Marudził i w końcu zasnął – wyjaśniła.
- No i oczywiście nie chciał się ubrać – dodał Lupin.
- Chyba ma to po tatusiu – stwierdziła Dora, uśmiechając się pod nosem.
- Jak chcesz go położyć, to w saloniku jest odpowiednie miejsce – powiedziała Molly zwracając się do Tonks. – Teddy’emu będzie wygodnie, a wy sobie odpoczniecie. A w razie czego będziecie mieć niedaleko.
- Dzięki, Molly.
Remus wstawił wózek do salonu, a Tonks położyła do niego swój „tobołek”, po czym usiedli przy stole.
Po zjedzonym posiłku wszyscy przenieśli się do salonu. Panowie rozsiedli się na krzesłach i fotelach przy kominku, a panie otoczyły stojący w kącie wózek. Ginny nie mogła oderwać wzroku od Teddy’ego i, choć nie chciała się przyznać, nawet przed samą sobą, myślała o tym, jak wyglądałoby dziecko w jej ramionach.
Teddy nadal spał. Nie przeszkadzał mu gwar rozmów, które toczyli mężczyźni o ostatnich wydarzeniach. Miał zwinięte rączki w piąstki, a maleńkie usta poruszały się, jakby przez sen jadł coś dobrego. Mama zdjęła mu czapeczkę, odsłaniając ciemne włoski, które, gdy tylko zostały odgarnięte z czółka, zmieniły kolor na blond. Uśmiechnął się przez sen.
- Czy chcecie go potrzymać? – spytała Tonks.
Ginny bez zastanowienia kiwnęła głową. Obok niej Hermiona zrobiła to samo. Tonks wskazała na kanapę i powiedziała:
- Usiądźcie tam, będzie wam wygodniej.
Wzięła na ręce swojego synka i podeszła do nich.
- To która pierwsza? – spytała z uśmiechem. – Ginny? Dobrze. Tę rękę włóż pod jego plecki – zaczęła instruować ją, jak ma go trzymać, aby nie zrobić mu krzywdy – o tak... a drugą pod główkę. Bardzo dobrze.
Ginny czuła, jak jej dłonie się trzęsą. Pierwszy raz miała na rękach coś tak małego i bezbronnego. Teddy przyłożył do niej główkę, rączkę kładąc na jej piersi. To było takie przyjemne. Zerknęła na Harry’ego. Uśmiechnął się do niej z jakimś nieodgadnionym wyrazem na twarzy.

2 komentarze:

  1. Uwielbiam Cię! Masz super blog, a ta końcówka z Teddym mnie wzruszyła. Na każde słowo się uśmiechałam. To takie urocze. :)

    OdpowiedzUsuń