niedziela, 17 czerwca 2012

84. Jak przetrwać rozłąkę


Harry spojrzał na ośnieżone wzgórza. Rzadko tu bywał o tej porze roku. Wyjątkiem były święta, ale te minęły już jakiś czas temu.
Cały dzisiejszy dzień spędził w archiwum Biura, przeszukując stare dokumenty. Po kilku godzinach miał dość. To było jak szukanie igły w stogu siana. Nigdzie nie było nazwy Wężowe Wzgórze, tak jakby nigdy nie istniało. Wiedział jednak, że nie może się poddawać. To musi gdzieś być.
Odetchnął świeżym powietrzem. Na ten wieczór miał o tym zapomnieć. I tak czekało go wspominanie dawnych czasów, bo ma wyjaśnić Weasleyom, co wydarzyło się dwa lata temu.
Owinął się szczelniej peleryną, gdy zimny wiatr powiał od strony pola i spojrzał w stronę Nory. W kuchni i w salonie paliło się światło. Czekają na niego.
Nagle ktoś klepnął go w ramię.
- Cześć Harry! – krzyknął Ron. – Czemu nie wchodzisz do środka? Jest strasznie zimno, a mama na pewno już się niepokoi.
- Właśnie miałem wejść – odparł. – A ty co? Dopiero wracasz z pracy?
- Jak widać. Fred i George nie dają mi odpocząć. Kochani bracia – dodał ironicznie.
Przeszli przez bramę i weszli na podwórko.
- A jak Hermiona? – zapytał Harry, dochodząc do drzwi.
- Już lepiej. Zresztą sam zobaczysz.
Zapukali i w tej samej chwili drzwi otworzyły się. Stała w nich Hermiona z poważną miną. Ron wszedł pierwszy i pocałował ją w policzek.
- Zobacz, kogo spotkałem po drodze – powiedział.
- Cześć Harry – mruknęła, witając się z nim. – Wchodź, zaraz coś będzie do zjedzenia.
Odwróciła się i poszła do salonu. Harry spojrzał za nią, a potem zerknął na Rona. „To ma być lepiej?”, zapytał bezgłośnie. Ron pokiwał głową w prawo i w lewo.
- Wiemy, co się stało – powiedział Ron, zmieniając temat i usiadł przy stole. Harry zrobił to samo. – Tata powiedział nam o ataku na pociąg, a potem... że widział się z tobą i że u Ginny wszystko okej. A następnie zaczął nas wypytywać. Powiedzieliśmy mu wszystko, no może nie o horkruksach – w tym momencie ściszył głos – ale o całej reszcie. Więc się nie przejmuj. Malfoy zawsze był gnidą i niestety to się nigdy nie zmieni – zakończył.
- Dzięki Ron – Harry kiwnął głową – ale muszę...
Urwał, gdy spojrzał na drzwi. W progu stali państwo Weasley.
- Harry – powiedziała Molly, podchodząc do niego – nic nie musisz tłumaczyć.
- Może, ale muszę was przeprosić.
Wstał i odwrócił się do niej i do Artura, który stanął obok.
- Przeprosić? Za co? – zapytał Artur.
- Przeze mnie nie macie łatwego życia. Od lat. Jestem wam naprawdę wdzięczny za przygarnięcie mnie do waszej rodziny. Tu zawsze czułem się jak w domu. I za to wam dziękuję. Ale przez to byliście w największym niebezpieczeństwie. A od kiedy związałem się z waszą córką, Ginny jest w ciągłym zagrożeniu. Wiem, że jej nigdy się nie odwdzięczę.  – Opuścił głowę, kręcąc nią. - Ostatnio za każdym razem, gdy coś się dzieje ma to związek ze mną i śmierciożercami. Dopóki się to nie skończy, za każdym razem będę winny wam przeprosiny.
- Daj spokój, Harry – powiedział Ron, stając obok niego i kładąc rękę na jego ramieniu. – To nie jest twoja wina, że się na ciebie uwzięli.
- Wiemy, że ty nigdy nie miałeś lekko – dodała Molly, przytulając go do siebie, a Harry poczuł się, jak mały chłopiec w ramionach matki. – Ale w końcu los musi się odmienić... I będziecie wreszcie szczęśliwi.
- Mam nadzieję... – westchnął. – Mam nadzieję.
----- 
W pokoju wspólnym Gryffindoru panowała cisza. Wszyscy mieszkańcy tej wieży prawdopodobnie już spali.
Nagle portret zasłaniający wejście odsunął się, wpuszczając do środka młodą kobietę, która rozejrzała się po pustych fotelach i wbiegła na schody prowadzące do dormitoriów dziewcząt. Pod szatą starała się ukryć flakonik z jakimś dziwnym eliksirem.
Kilka minut później do środka weszła inna. Szła powoli, zagubiona we własnych myślach. Obeszła puste fotele, by w końcu usiąść na jednym z nich przy samym kominku. Podciągnęła nogi do góry, opierając stopy o siedzenie i kładąc głowę na kolanach. Blask ognia odbijał się w jej brązowych oczach.
W głowie szumiały jej słowa Knighta. „Mam cię przekonać? Nie wystarczy, że zginęła twoja rodzina?” Teraz zrozumiała słowa Harry’ego, gdy mówił jej o śmierci rodziny Jill. Śmierciożercy nie tylko ją obserwują. Jest ich marionetką, a Knight ma grać członka rodziny i odpowiednio pociągać za sznurki. Pozostawało tylko pytanie, czy to ona ma być ich ofiarą? Jill przebywała najczęściej z nią. „Ona nie jest głupia, dowie się szybko, co zamierzamy.” Tak, na pewno o nią im chodzi. Zadrżała. Czy powinna powiedzieć o tym Harry’emu? Wyprostowała się z mocnym postanowieniem. Nie. Nic mu nie powie. Nie jest małą dziewczynką, nie musi ze wszystkim lecieć do niego, czy do rodziców. Jakoś sobie poradzi.
Wstała i ruszyła na schody.
Weszła do dormitorium i rozejrzała się. Jill siedziała po turecku na swoim łóżku. Nadal była w szkolnych szatach. W ręku trzymała małą butelkę, wpatrując się w nią tępym wzrokiem. Ginny z trudem przełknęła ślinę. Nie mogła rozpoznać eliksiru. Czy to mogła być trucizna dla niej?
- I co wujek chciał? – zapytała, starając się, aby jej głos brzmiał spokojnie.
Jill podniosła głowę i spojrzała na nią.
- Nigdy nie nazywaj go wujkiem w mojej obecności – warknęła. – Nie wiem, co ciotka w nim widziała.
Ginny wyjęła piżamę, przebrała się i usiadła na swoim łóżku, obserwując Jill. Dziewczyna nie ruszyła się.
- To co chciał? – zapytała.
- To samo, co na pewno McGonagall od ciebie. Pytał się, czy wszystko w porządku i dał mi ten eliksir. – Podniosła rękę, w której miała butelkę. – To eliksir spokoju – dodała, widząc spojrzenie Ginny. – Zastanawiam się, czy go pić. Od śmierci rodziców, prawie codziennie go zażywam, ale po nim czuję się strasznie otępiała.
- To nie pij. Nikt cię przecież nie zmusza – mruknęła Ginny, moszcząc się na łóżku i ukrywając ulgę, że to nie dla niej. – To może powodować uzależnienie. Możemy jutro sprawdzić w bibliotece, czy mam rację, jak chcesz. A teraz wybacz. Miałyśmy dziś ciężki dzień, a jutro czeka nas kolejny, więc chciałabym już iść spać. Dobranoc.
- Masz rację! – krzyknęła Jill, klepiąc się ręką w czoło, jakby dopiero teraz dotarło do niej, co ona powiedziała. – To Knight zmusza mnie do tego. I po tym wszystkim jestem coraz bardziej mu uległa!
Ginny przekręciła się do niej i oparła się na łokciu.
- Jill, nie ma takiego eliksiru. Tak działa Imperius.
- A co, jeśli jest? – spytała cicho. – Może to jakiś nowy wynalazek eliksirowarów? Coś, co można nazwać Płynnym Imperiusem?
Ginny zaschło w gardle.
- Niemożliwe – wychrypiała przerażona.
- Możemy to sprawdzić, jak chcesz. W bibliotece na pewno coś znajdziemy.
- Nie wiem, czy będziemy miały na to czas... – Ginny zadrżała, mając wrażenie, że Jill chciała powiedzieć coś innego.
- Ale sama przed chwilą powiedziałaś...
- Idź spać Jill. Dobranoc.
Odwróciła się na drugi bok. Poczuła łzy pod powiekami i zamrugała, by je odpędzić. Czy to możliwe, że Jill właśnie powiedziała jej o tajemniczym eliksirze, który naszykował dla niej Knight?
-------- 
Poszukiwania Harry’ego na temat Wężowego Wzgórza trwały bezustannie. Czuł, że jego czas kurczy się w zastraszającym tempie, więc na ile mógł, nasilał swoją pracę. I choć nie znajdował nic konkretnego, szukał dalej, poświęcając na to cały swój wolny czas. Robards nie zgodził się na wyłączenie go z licznych misji, podczas których patrolowali miasteczka przed możliwymi atakami, więc uczestniczył w nich, a po powrocie zostawał w Biurze. Przychodził o świcie, jako pierwszy, a wychodził ostatni. Gdyby nie Tim, który prawie siłą wyciągał go stamtąd, pewnie by tam zanocował. Tłumaczył się wciąż jednym, że nie ma po co wracać do domu, bo tam czekają na niego tylko puste ściany, a tu ma zbyt wiele do zrobienia, żeby mógł sobie pozwolić na odrobinę wytchnienia.
Następnego dnia po tamtych wydarzeniach w „Proroku Codziennym” ukazał się obszerny artykuł Skeeter o akcji aurorów na trasie Ekspresu Hogwart i późniejszym przesłuchaniu. Jak zwykle to on stał się głównym bohaterem reportażu. Nie wiadomo skąd Rita wiedziała o zachowaniu Scabiora i wszystkim, co wtedy powiedział Harry’emu. Najgorsze było jednak to, że opisała zmyśloną historyjkę, jak to Harry Potter rzucił się na nic niepodejrzewającego mężczyznę i kilku aurorów musiało go od niego odciągać.
Artur robił, co było w jego mocy, aby namówić Harry’ego do wpadnięcia do Nory, choć ten wiele razy odmawiał. Nie chodziło o to, że nie chciał. Kochał ten dom. Z Nory zawsze miał najlepsze wspomnienia, tylko teraz to wiązało się z innymi jego uczuciami.
Kiedy w końcu zgadzał się i pojawiał na niedzielnym obiedzie, Molly na jego widok krzyczała: „Harry, ty marniejesz w oczach!” i nie pozwalała mu ruszyć się od stołu, gdy nie zjadł potrójnej dokładki.
W chwilach, gdy spoglądał w oczy Molly Weasley, które miały taki sam odcień brązu, co oczy Ginny, z trudem łapał oddech. Nie poprawiało to jego nastroju.
Codzienne rozmowy ze sobą przez lusterko przestały wystarczać zarówno Harry’emu jak i Ginny. Choć słyszeli swoje głosy, szepcząc sobie czułe słówka, zmieniające się w bardzo intymne, to wzmacniały one coraz większą tęsknotę za sobą.
Po zakończeniu tych rozmów rzucali się w wir własnych zajęć, aby o tym nie myśleć; Harry zakopując się w dokumentach, a Ginny, jeśli nie siedziała w bibliotece nad książkami, to organizowała treningi quidditcha, a czasami po prostu zabierała miotłę i sama wychodziła na boisko.
Wiele razy, będąc w Norze, Harry słyszał z ust Molly:
- Przemęczasz się, kochaneczku. Ponad dwunastogodzinne zmiany przez sześć dni w tygodniu kiedyś cię wykończą.
- To mi pomaga – odpowiadał za każdym razem i starał się jak mógł, uciec przed jej troskliwym spojrzeniem.
Dołączał wtedy do Rona i Hermiony i pod pretekstem dowiedzenia się o ich problemach, unikał kolejnych pytań o swoją pracę.
Po wielu nieudanych próbach odnalezienia istotnych dla niego informacji, na temat Wężowego Wzgórza, poprosił o pomoc Hermionę. Oczywiście nie mógł jej powiedzieć zbyt wiele, bo obowiązywała go tajemnica, więc zrzucił to na zwykłą ciekawość. Pamiętał jej zdolności w wyszukiwaniu w bibliotece potrzebnych rzeczy, więc miał nadzieję, że wskaże mu jakieś rozwiązanie.
- Spróbuj zaklęcia przywołującego – zasugerowała, gdy powiedział jej o swoim problemie, którejś niedzieli.
- Już próbowałem – odparł. – Niestety nic z tego. Albo jest to zabezpieczone, tak jak niegdyś horkruksy, albo rzeczywiście tego nie ma.
- A może... – zamyśliła się – spotkałbyś się z kimś z Wydziału Zwierząt z Departamentu Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami? Możliwe, że ta nazwa pochodzi od zamieszkujących tam węży. Jak chcesz to popytam, może ktoś zetknął się już z tym określeniem.
- Byłbym ci wdzięczny – powiedział.
Hermiona spojrzała na niego badawczo.
- Harry, po co ci ta wiedza? – spytała. – Nigdy nie interesowały cię magiczne zwierzęta. W szkole robiliśmy to wszystko dla Hagrida, ale teraz? Przecież nie ma to związku z twoją pracą.
- Nawet nie wiesz, jak dużo – mruknął.
- Ma? – zapytała zaskoczona. – Kiedy usłyszałeś ten termin? Wtedy na przesłuchaniu?
Harry kiwnął głową. Hermiona chwyciła go za rękę.
- Jesteś przemęczony – szepnęła po dłuższej chwili, przyglądając się jego twarzy. – Wiem, że w ten sposób próbujesz uciec przed myśleniem o przyszłości, ale to cię wykańcza. Kiedy ostatnio porządnie się wyspałeś?
Przewrócił oczami na te słowa. Przecież to samo mówiła Molly. Przeczuwał, że to jej nowy sposób na przekazanie mu, że wszyscy się o niego martwią. Skoro nie chciał słuchać jej, to może posłucha przyjaciółki.
- Nic mi nie jest – warknął. – Zresztą... ty tego nie zrozumiesz.
- Dlaczego tak uważasz?
Zdjął okulary i przetarł oczy. Przełknął ślinę i spojrzał w kominek.
- Ty i Ron zawsze byliście razem – powiedział cicho, zakładając okulary z powrotem. – Wspieracie się wzajemnie w trudnych chwilach i nigdy nie rozstawaliście się na dłużej niż kilka dni.
- Ginny – kiwnęła głową ze zrozumieniem – to dlatego...
- Tak. A odpocznę dopiero wtedy, gdy to wszystko się skończy.
------- 
Ginny zasunęła zasłony na łóżku, ukrywając się przed natrętnymi spojrzeniami, rzuciła zaklęcia uciszające, aby nikt nie usłyszał, co będzie się działo i wyjęła dwukierunkowe lusterko.
Nadszedł czas, w którym Harry kontaktował się z nią. Chwilę potem go zobaczyła.
- Dobry wieczór, kochanie – szepnął, dotykając dłonią ust i przesyłając jej całusa.
Jego ręka, jak zawsze w takiej chwili, spoczęła na lusterku.
- Cześć – mruknęła. – Jak minął ci dzisiejszy dzień? Mam nadzieję, że nie siedziałeś w pracy przez cały czas?
- Nie – odparł. – Byłem w Norze i... Zaraz... – zawahał się zaskoczony jej słowami - a skąd ty wiesz, jak pracuję? – zapytał.
- Od Hermiony. Rano dostałam od niej list. Wreszcie się otworzyła i opowiedziała mi o wszystkim. Poza tym widzę, że jesteś zmęczony. I cieszę się, że wreszcie poszedłeś do rodziców. Co u nich słychać?
- To, co zwykle. Mama zamartwiała się, że nic nie jem. A co u ciebie? – pospiesznie chciał zmienić temat.
- Trenowałam.
- Cały dzień, tak? – Zmrużył oczy, przyglądając się jej twarzy.
Oparła się plecami o ścianę, położyła lusterko na kocu między nogami, a ręce wplotła we włosy.
- Nie, tylko... kilka godzin. Za tydzień mamy mecz i...
- Wyciskasz z innych siódme poty, żeby wygrać – wpadł jej w słowo, a ona kiwnęła lekko głową. – Domyślam się, że drużyna przeklina cię za plecami.
- Nie wiem. Nie obchodzi mnie to.
Zamilkli. Obserwowali nawzajem swoje twarze. Ginny objęła się ramionami, kuląc się na łóżku. Harry przeczesał palcami włosy i z trudem powiedział:
- Chciałbym przytulić cię do siebie i być tam z tobą.
- Jesteś. Każdego dnia mam pod poduszką twoje zdjęcie i to lusterko...
- Ale ja chcę być tam naprawdę.
Ginny przełknęła ślinę. To było coś, co ona chciała mu powiedzieć.
- Harry... – jęknęła. – Nawet nie wiesz, jak tęsknię za tobą... za wszystkim. Za porankami, kiedy budzę się u twego boku... za normalnym życiem... Nie potrafię żyć bez ciebie... Dlaczego to jest takie trudne?
Harry zdjął okulary i przetarł oczy.
- Przetrwamy, a potem... wszystko będzie dla nas. Będziemy razem. Ale teraz... – urwał. Nie wiedział, jak jej powiedzieć, że przez najbliższe kilka dni nie będzie mógł się z nią kontaktować. – Ginny... – zaczął cicho.
Położył lusterko na stole i Ginny zorientowała się, że jest w kuchni w Dolinie. Z prawej strony dostrzegła stary pergamin, a po lewej prawie pustą butelkę piwa kremowego. Musiał ją opróżnić przed kilkoma minutami. Coś go gryzło, a ona nie potrafiła mu pomóc. Zobaczyła, jak oparł łokcie o blat, chowając twarz w dłoniach. Czekała cierpliwie na to, co powie, choć przeczuwała, że nie ma dla niej dobrych wieści. W końcu otarł twarz, założył okulary i spojrzał na nią.
- Nie będzie mnie przez najbliższe kilka dni – powiedział sucho. – Nie biorę ze sobą lusterka, więc... nie będziemy się kontaktować. Jak wrócę to się odezwę.
- W porządku – odparła, przeczuwając, że to nie wszystko.
- Nie wiem, co mnie czeka, ale jeśli w „Proroku” zobaczysz jakąkolwiek wzmiankę o mnie, pamiętaj, że wszystko, co robię, robię dla lepszej przyszłości, że jesteś dla mnie najważniejsza i że cię kocham.
Wielka gula zaczęła formować się w jej gardle, gdy mówił te słowa.
- Wiem, Harry – szepnęła, słysząc delikatne drżenie w swym głosie. – Wiem – powtórzyła mocniej. – Będę czekać cierpliwie.
Harry przyłożył palec do lusterka i zaczął powoli po nim rysować. Ginny miała wrażenie, że dotyka jej ust, powiek, czoła. Domyślała się, że niedługo przerwie się połączenie, tym bardziej, gdy powiedział:
- Dobranoc, moja mała dziewczynko. Śpij dobrze. Niech ci się przyśni nasza wspólna przyszłość...
- Dobranoc... – szepnęła, po czym dodała słowa, które on nie raz mówił jej: – uważaj na siebie i pamiętaj, że czekam na ciebie. Kocham cię.
- Ja też.
Połączenie zerwało się.
Ginny położyła się, przykrywając się kocami. Schowała pod poduszkę lusterko, jednocześnie wyciągając zdjęcie z ostatnich świąt, na którym Harry trzyma ją w swoich ramionach, śmiejąc się do obiektywu.
Wpatrywała się w nie długo, aż w końcu słodki sen otulił jej zmysły.
Znalazła się w słabo oświetlonym pomieszczeniu. Kiedy jej oczy przystosowały się do ciemności, rozpoznała sypialnię w Dolinie Godryka. Na bocznej szafce paliła się niewielka świeczka, a jej blask padał na nich, leżących w łóżku, mocno ze sobą splecionych. Cienki koc okrywał ich ciała.
Harry leżał na niej, przygniatając ją do posłania i gładząc ją po policzku. Powolnym ruchem odgarniał kosmyki włosów z jej czoła i twarzy, leniwie całując ją w ramię.
W tym momencie czuła się bezpiecznie, dobrze, wolna od lęków i od wszystkich zdrowych rozsądków, racjonalnego życia…
- Harry – jęknęła, wyginając się pod ciężarem jego ciała.
On nie przestawał całować każdego skrawka jej skóry, powodując u niej dreszcze po każdym dotyku. Wplotła palce w jego włosy i przyciągnęła jego usta do swoich.
- Kocham cię – wyszeptał.
Chciała, żeby nie przestawał, ale coś dziwnego działo się wokół nich. Jakaś ciemna mgła otuliła ich i poczuła, że Harry znika, oddala się od niej.
- Nie odchodź... – prosiła. – Zostań! – krzyknęła, gdy zniknął.
Ktoś z drugiej strony trzymał ją za ramię i potrząsał mocno.
- Ginny! Wstawaj!
Szum rozsuwanych zasłon nad jej głową i pierwsze promienie wiosennego słońca padające na jej twarz, wyrwały ją z błogiego snu.
- Co jest? – jęknęła, przekręcając się na drugi bok, chroniąc oczy przed światłem. – Chcę tu zostać – mruknęła. Chciała pozostać w tej pozycji, aż do jego powrotu...
- Wiesz, która jest godzina? – spytała Jill, a gdy nie zareagowała, dodała: – zaraz zaczynają się zajęcia!
- Co?! – krzyknęła i zerwała się z łóżka. – Zaraz?
Podbiegła do szafy i wyciągnęła swoją szatę szkolną, a potem wskoczyła do łazienki.
- Masz dwadzieścia minut. I nie myśl o śniadaniu, bo rzeczywiście nie zdążymy! – zawołała za nią Jill.
- Ale ja jestem głodna! – Ginny wysunęła głowę na zewnątrz.
- Przyniosłam ci kilka grzanek, więc będziesz miała, co przegryźć przed pierwszą lekcją - wskazała na jej szafkę.
- Dzięki Jill. – Ginny złapała jednego tosta, spoglądając na koleżankę z wdzięcznością. – To co mamy pierwsze?
- Transmutacja.
- O nie! McGonagall nas zabije, jeśli się spóźnimy!
Chwyciła swoją torbę i pociągnęła Jill do wyjścia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz