piątek, 22 czerwca 2012

111. Skąd się biorą dzieci?


Stała na środku ciemnego ponurego pomieszczenia, otoczona przez kilkanaście złowrogich postaci w czarnych szatach. W ramionach tuliła niemowlę, które cichutko kwiliło. Otulała ją niewielka mgiełka, resztki rzuconego Zaklęcia Tarczy, która rozpłynęła się, gdy ktoś z kręgu zaśmiał się, a ona osunęła się na kolana, zmuszona zaklęciem, obok pogruchotanego ciała swojego męża, a dziecko zapłakało. Wtedy poczuła ogromny ból, kiedy drugie zaklęcie uderzyło ją w plecy a inna postać wyrwała maleństwo z jej rąk. Zawyła: „Nie!”, wyciągając za nim ręce, i upadła twarzą na ziemię w rozbłysku zielonego światła.

Harry przygarnął Ginny do siebie. Od dłuższego czasu próbował obudzić ją z jakiegoś koszmaru. Nadal mamrotała przez sen, choć jeszcze niedawno krzyczała „Nie!”
Wreszcie otworzyła oczy, przestraszona. Dopiero po chwili zorientowała się, że Harry ją obejmuje i delikatnie nią potrząsa.
- Ginny – szepnął. – Nic ci nie jest?
Odgarnął jej włosy i pocałował ją w czoło. Odetchnęła. Zarzuciła mu ręce na szyję i wtuliła się w niego mocniej. Nie była pewna, czy chce mówić, co jej się śniło.
- To był koszmar – wykrztusiła w końcu łamiącym się głosem, który przeszedł w szloch.
- Już w porządku... – Pogładził ją po policzku. – Jestem przy tobie...
- Nie mówiłbyś tak, gdybyś widział to co ja – mruknęła przez łzy.
- Coś z dzieckiem?
Mimowolnie dotknęła brzucha.
- Nie... Tak... Sama nie wiem – szepnęła. – Ale od kilku dni, kiedy wychodzisz do ministerstwa, ogarnia mnie lęk, że coś się stanie. Uzdrowiciel mówił mi, że to normalne, gdy czuję niepokój, i niedługo mi to przejdzie...
- Może powinnaś porozmawiać z mamą – zaproponował. – Będziesz wiedziała lepiej...
- Nie... Zaczekam – zaprotestowała. – Obiecaliśmy przecież sobie, że zaczekamy z tą informacją do świąt, a to już niedługo...
- Tydzień – mruknął. – Ale jeśli by ci to pomogło...
- Teraz pomoże mi tylko jedno, gdy przestaniesz o tym mówić – warknęła. Wyplątała się z jego objęć i wstała. – Muszę iść do łazienki – oznajmiła. – I dobrze by było, gdybyś przygotował mi coś do jedzenia, najlepiej jajecznicę z serem. Tylko dużo sera... Jestem strasznie głodna.
I zamknęła się w łazience. Harry zerknął na zegarek. Ledwo dochodziła piąta. Przetarł oczy i wstał. Lepiej nie drażnić „potwora”. Parsknął śmiechem. Coś czuł, że to dopiero początek jej zmian nastroju. I nie mylił się.
Zeszła ubrana w dżinsy i bluzę. Podeszła do niego tak cicho, że zorientował się, że jest obok, dopiero, gdy objęła go ramionami i przyłożyła głowę do jego pleców.
- Dziękuję – wyszeptała.
Odwrócił się do niej. Miał wielką ochotę przylgnąć do niej i zaciągnąć ją z powrotem na górę, ale bał się, że to zaszkodzi dziecku. Ginny zrozumiała to jego spojrzenie i wsunęła ręce pod jego koszulkę. Zamruczał jak zadowolony kocur, gdy ściągnęła ją z niego i odrzuciła za siebie.
W jednej chwili znaleźli się na kanapie w salonie. Chciał zapytać, czy jest zupełnie pewna tego, co chcą zrobić, ale ona zamknęła mu usta drapieżnym pocałunkiem. Ułożyła się wygodnie na plecach, przyciągając go mocno do siebie. Podciągnął jej bluzę do góry, odsunął spodnie, by mieć lepszy dostęp, po czym przyłożył głowę poniżej jej brzucha i pocałował wrażliwe miejsce. Uśmiechnęła się do niego i pogładziła go po włosach, jakby tym chciała mu powiedzieć: „Tak, Harry, to tam rośnie nasze maleństwo, cząstka ciebie i mnie.”
Podciągnął się na rękach, by być bliżej niej. Przygarnęła go mocniej do siebie, objęła go nogami i wkrótce spletli się w jedno, zatracając się w miłosnym uniesieniu.

Po wyjściu Harry’ego do ministerstwa, Ginny deportowała się na Pokątną. Małe białe gwiazdki sypały się z nieba, kleiły się jej do płaszcza i włosów. Czuła się szczęśliwa i miała wrażenie, że mijający ją ludzie widzą to szczęście w jej oczach.
O dziwo nie czuła mdłości od rana i teraz spokojnie wdychała zapachy z pobliskich sklepów, gdzie inne czarownice przygotowywały świąteczne potrawy. Przystanęła na chwilę na środku ulicy i rozejrzała się. Była zaskoczona feerią barw, jaka ją otaczała. Usiadła na małej ławeczce przy jakimś sklepie, zajadając morelę za morelą. Po prostu nie mogła się powstrzymać.
Przypomniała sobie, co czuła rok temu. Ten potworny smutek i niepewność, że Harry’ego nie będzie. Wszystko widziała w szarych barwach, dzwoneczki, które zamiast dzwonić drażniły jej myśli, teraz wydawały taką przyjemną melodyjkę, jakby i one cieszyły się razem z nią. Potrząsnęła głową. Nie może porównywać obu okresów do siebie. To zupełnie co innego.
Wstała, użyła zaklęcia usuwającego na pustą torebkę po morelach, i skierowała się w stronę banku Gringotta. Musiała wyciągnąć ze wspólnej skrytki trochę pieniędzy. Ponieważ bała się, że zjeżdżając magicznym wózkiem do skarbca znowu zrobi jej się niedobrze, poprosiła Gryfka, który od lat zajmował się ich skarbcem, by sam przyniósł jej tyle ile potrzebowała. Czekała przy ladzie i obserwując jak pozostałe gobliny sprawdzały przyniesione złoto i wielkie drogocenne kamienie, rozmyślała nad tym, co kiedyś opowiedział jej Harry, gdy musiał się tu włamać, a Gryfek mu pomógł. Goblin nigdy nie przyznał się do znajomości z Harrym z czasów ostatniej wojny. Ale czego można by się spodziewać po goblinie?
Po kilku minutach mały goblin stuknął pełną sakiewką o blat i powiedział grubym głosem:
- Oto pani pieniądze, pani Potter. Czy pomóc w czymś jeszcze?
- Wymień mi kilka galeonów na te dziwne mugolskie pieniądze, bo muszę tam zrobić zakupy.
- Oczywiście, proszę pani, proszę. – Podał jej kilka dziwnie wyglądających papierków.
- Dziękuję Gryfku. To wszystko.
Pożegnała się, chowając sakiewkę pod szatę i wyszła.
Schodząc po schodach zastanawiała się gdzie musi iść i co kupić, by przygotować te potrawy, o które prosiła ją mama.
Przez ułamek sekundy jej wzrok padł na ciemną, krętą ulicę Śmiertelnego Nokturnu. Coś się tam poruszyło. Wzdrygnęła się. Otuliła się mocniej płaszczem i ruszyła w stronę sklepu Madame Malkin.  
- Ginny!
Poskoczyła zaskoczona i odwróciła się. Pokątną biegła ku niej Hermiona.
- Ginny! Dobrze, że cię znalazłam.
Uścisnęły się na powitanie.
- Witaj, Hermiono. Co cię tak zaniepokoiło?
- Nic, nic – wysapała Hermiona. – Może wejdziesz do nas? Jest strasznie zimno, a ty pewnie już zmarzłaś.
- Dopiero wyszłam z Gringotta i miałam zrobić świąteczne zakupy. Hermiono, czy coś się stało? Dawno nie widziałam cię tak zdenerwowanej.
Zatrzymały się pod jakimś sklepem.
- Wszystko już w porządku. Po prostu zdenerwowałam się, bo nie zastałam cię w domu.
- Hermiono, robisz się gorsza od Harry’ego z dawnych czasów – skomentowała jej zachowanie. – Dlaczego miałabym nie wychodzić z domu? Zbliżają się święta, muszę zrobić zakupy!
- Wiem, wiem – przytaknęła Hermiona. – Ale zawsze wychodziłyśmy razem – mruknęła obrażona.
- A kiedy miałabym kupić niespodziankę dla ciebie, jeśli ciągle jesteś ze mną? – zapytała.
Hermiona pokiwała głową.
- No tak, masz rację – przyznała.
- Ale skoro już jesteś, to pomożesz mi w zakupach – oznajmiła Ginny. – Potrzebuję paru drobiazgów do przygotowania ciasta i innych potraw, a to, jak wiadomo, musimy załatwić po mugolskiej stronie. A kogo innego mogłabym o to prosić, jak nie ciebie? Harry’ego nawet hipogryfem nie zaciągnęłabym na zakupy.
- Rona też nie.
Zaśmiały się jednocześnie.
- To co? Szalony wypad do mugolskiego Londynu?
- Jasne!
Ze śmiechem na ustach ruszyły do Dziurawego Kotła, którym przeszły na Charing Cross Road.
Dość szybko udało się im załatwić wszystkie potrzebne rzeczy. Wracały już z powrotem, objuczone torbami, gdy przechodząc obok sklepu z ciuszkami dla maluchów Ginny znieruchomiała i zapatrzyła się w dekoracje. Nie mogła się na nie napatrzyć. To wszystko było takie piękne. W głowie zaczęła od razu ubierać maleństwo w te maleńkie sukienki, bluzeczki i spodenki. Szybko jednak otrząsnęła się z tych wizji. Hermiona nie może o tym jeszcze wiedzieć! Musi wytrzymać jeszcze kilka dni, zanim jej o tym powie, ale tak ją korciło, by oznajmić całemu światu, że spodziewa się dziecka!
- Ginny, stało się coś? – zapytała Hermiona, biorąc ją pod ramię. – Tak nagle zamilkłaś.
- Co... – Ginny pokręciła głową i zerknęła z uwagą na bratową. Miała nadzieję, że Hermiona nie wyczytała nic z jej twarzy. – Nic się nie stało. Zamyśliłam się.
- To chodź, podobno jesteś strasznie głodna. Zaraz zrobimy sobie coś do jedzenia u nas na Pokątnej i tam zaczekamy na naszych mężów.

W świąteczny poranek Harry obudził się pierwszy. Ginny leżała do niego tyłem, plecami wtulona w jego pierś. Oddychała swobodnie. Był pewny, że tym razem nie śniły jej się żadne koszmary.
Nie otwierając oczu, zsunął dłonie na jej brzuch i uśmiechnął się. Znalazł to, czego szukał. Od kilku dni zasypiali i budzili się w tej pozycji, mocno do siebie przytuleni, a ona zawsze trzymała ręce właśnie tam; na podbrzuszu. Otworzył oczy. Ręką wymacał na swojej szafce swoje okulary i założył je na nos. Na szafce po stronie Ginny, obok jej różdżki, stała miseczka z kawałkami marchewki i morelami, które zjadała bez przerwy, oraz szklanka z wodą. „Tak na wszelki wypadek, gdy zrobię się głodna w nocy”, powiedziała któregoś wieczoru, gdy kładli się spać.  Tylko to było oznaką, że potrzebuje więcej jeść, bo w środku rozkwita w niej nowe życie. Nie, nie tylko to. Ginny była ostatnio taka radosna i rozpromieniona, jakby całą sobą chciała oznajmić wszystkim, że rośnie w niej dziecko. Przytulił ją do siebie i pocałował delikatnie w kark. Już dzisiaj powiedzą o tym całej rodzinie.
Wstał ostrożnie, by jej nie obudzić i wyszedł z sypialni. Chciał przygotować dla niej niespodziankę. Od dłuższego czasu analizował w myślach wszystkie za i przeciw. Tak dawno go nie wzywał, bo nie był im potrzebny. I wreszcie zdecydował się, że zrobi to dziś, jako dodatkowy prezent. Zszedł powoli na dół, starając się nie zrobić żadnego hałasu, choć miał wrażenie, że każdy jego krok na schodach jest dobrze słyszalny w całym domu.
Dopiero w kuchni, z dala od sypialni, pozwolił sobie na głośniejsze westchnienie. Oparł się plecami o szafkę pod oknem i powiedział:
- Stworek.
Rozległ się donośny trzask, który w ciszy budzącego się poranka brzmiał niczym wystrzał, i tuż przy nogach Harry’ego pojawiły się dwa domowe skrzaty. Jeden prawie nagi, z brudną przepaską zawiązaną wokół bioder, a drugi w brązowym swetrze i czapce na głowie. Ten ostatni podbiegł do niego i objął go za nogi. Jego głowa znalazła się poniżej jego pasa.
- Harry Potter, sir! Taki długi czas!
- Witaj Zgredku.
- Pan mnie wzywał? – zakrakał drugi i skłonił się nisko.
- Tak, Stworku. Potrzebuję waszej pomocy, a raczej uważam, że moja żona będzie jej potrzebować w najbliższym czasie. Ginny spodziewa się dziecka...
- Dzieci? Będziemy opiekować się potomkami Harry’ego Pottera? – zapiał Zgredek.
- Jeszcze nie...
- Harry, co tu robisz? Dopiero świta. – W pomieszczeniu rozległ się zaspany głos Ginny.
Harry uniósł głowę. Ginny stała w progu z ręką na ustach, ukrywając ziewnięcie.
- Myślałam, że poleżymy dzisiaj dłużej – mruknęła. – U rodziców mamy być dopiero w południe.
Harry doskoczył do niej, wymijając po drodze skrzaty.
- Wiem, kochanie, ale chciałem zrobić ci niespodziankę. Idź się jeszcze połóż. Ja zaraz do ciebie wrócę.
- A co oni tu robią? – zapytała, gdy dostrzegła skrzaty, które próbował ukryć za swoimi plecami. – Po co ich wzywałeś?
Położył dłonie na jej ramionach i lekko popchnął do tyłu.
- Wytłumaczę ci za chwilę, dobrze? Wracaj do łóżka. – Pocałował ją dość namiętnie, popychając w głąb salonu. – Daj mi chwilkę – szepnął.
 Ginny zmarszczyła brwi i odeszła. Zaczynała rozumieć o co w tym chodzi. Weszła na górę i zamknęła się w łazience.
Harry pojawił się w sypialni po kilku minutach, gdy Ginny siedziała już przy toaletce i rozczesywała włosy. Robiła to z taką zajadłością, jakby były bardzo rozczochrane i to one zrobiły jej coś na złość a nie on. Widział w lustrze jej odbicie; była zła i tylko leżąca na toaletce różdżka oznaczała, że powstrzymywała się przed rzuceniem na niego jakiejś klątwy.
- Dlaczego wezwałeś Stworka? I Zgredka? – syknęła przez zęby, zanim zdążył zamknąć za sobą drzwi i podejść bliżej. – Uważasz, że sobie nie radzę w domu?
- Jesteś wspaniałą gospodynią – powiedział, stając za nią. Położył dłonie na jej ramionach i zaczął je delikatnie masować. – Ale wiem, że niedługo przyda ci się ich pomoc.
- Do czego? – warknęła.
- Jesteś w ciąży...
Odrzuciła szczotkę i odwróciła się do niego.
- I co z tego? Moja mama była siedem razy i musiała sobie radzić sama, bez pomocy skrzatów domowych.
- No właśnie. Musiała. A dlaczego ty też musisz, skoro twój mąż odziedziczył w spadku jednego, a drugi zrobi dla niego wszystko? Ty będziesz decydować do czego będą potrzebni. Jeśli będziesz chciała coś zrobić, ani Stworek ani Zgredek nie będą cię w tym wyręczać. Dopiero wtedy, gdy uznasz, że ich pomoc jest niezbędna, zrobią to za ciebie.
Dostrzegł, że z jej twarzy powoli znika wściekłość i pojawia się zupełnie coś innego. Zrozumienie?
- Moja mama wiele lat marzyła, by mieć w domu takiego skrzata... – szepnęła. Patrzyła nieprzytomnie gdzieś ponad jego ramieniem. Zapewne myślała o swoim dzieciństwie. – Nigdy nie mówiła o tym głośno, wiesz, jaka jest drażliwa na punkcie braku... – urwała, po czym zmieniła tok zdania. – Wiedziała, że to jest zarezerwowane tylko dla bogatych rodzin, takich jak Malfoyowie... – Wzdrygnęła się. – Ja chyba nauczyłam się od niej tej samowystarczalności i nie czuję potrzeby...
Harry uklęknął przy niej i chwycił jej dłonie.
- Wiem – mruknął. – Ale chcę byś miała całkowity komfort i nie musiała się męczyć. Czy nie wystarczająco już wycierpiałaś do tej pory? I wiem, że to wszystko przeze mnie... – Ginny uwolniła jedną rękę i dotknęła jego policzka. Chciała coś powiedzieć, ale on potrząsnął głową. – Nie zaprzeczaj, bo to prawda. Nigdy się nie odwdzięczę ani tobie ani całej twojej rodzinie za to, co było moim udziałem i co wszyscy przeżyliśmy – westchnął i położył głowę na jej kolanach.
- Nie wracajmy do tego – powiedziała cicho i pogłaskała go po policzku. – Przeszło, minęło. Spodziewamy się dziecka... Teraz to powinno zaprzątać nasze myśli. O, właśnie – uśmiechnęła się, gdy zaburczało jej w brzuchu. – Jestem głodna – mruknęła, mrużąc oczy.
W tej samej chwili usłyszeli ciche pukanie i do środka weszły dwa skrzaty, każdy z tacą wypełnioną po brzegi.
Harry stanął na nogi, a za nim Ginny.
- Śniadanie do łóżka dla pani – oznajmił Zgredek.
- I dla pana – dodał Stworek.
- Dziękujemy – mruknął Harry.
Skrzaty zaczekały, aż oboje usiądą po swoich stronach łóżka, opierając się o poduszki, podały im tace ze śniadaniem, po czym wyszły.
- Nadal uważasz, że to był zły pomysł? – zapytał czule, obejmując ją jedną ręką, a drugą sięgnął po tosta ze swojej tacy.
- Niee... – mruknęła, zajadając ze smakiem ciepłą grzankę z serem i przygryzając ją morelą. – Ale powinieneś mnie najpierw uprzedzić... – powiedziała lekko obrażonym głosem.
- To miał być dla ciebie prezent...
- Nawet, jeśli nie chciałeś przebywać ze Stworkiem pod jednym dachem? – Rzuciła mu zaskoczone spojrzenie.
- Nie zapominaj, że mimo wszystko, Stworek wiele lat temu pomógł mi wydostać się z beznadziejnej sytuacji...
Ginny z trudem przełknęła ślinę, gdy to sobie uświadomiła.
- Tak, pamiętam...
Harry chwilę obserwował jej pusty wzrok, którym zapewne widziała tamte wydarzenia. Przytulił ją mocniej, a ona położyła głowę na jego ramieniu.
- Jeśli sobie tego nie życzysz odeślę obu z powrotem do Hogwartu...
- Nie... I dziękuję ci. – Uniosła lekko głowę i namiętnie go pocałowała.

Świąteczne rodzinne spotkanie powoli dobiegało końca. Wśród zebranych w salonie członków rodziny Weasleyów panowało przyjemne rozluźnienie; Teddy i Victoire biegali dookoła zebranej rodziny, zabawiani przez bliźniaków, Percy omawiał z ojcem jakieś zawiłe aspekty działania ministerstwa w sprawie mugoli, a Hermiona, Fleur i Molly rozprawiały w kuchni o nowych przepisach i ciuchach. Tylko Ginny siedziała w kącie wtulona w Harry’ego i pogryzała co chwila jakieś smakołyki. Nadszedł wreszcie moment, kiedy mieli przekazać wszystkim tę radosną dla nich nowinę.
Ginny ścisnęła Harry’ego za ramię.
- Mama chyba się domyśla – szepnęła mu do ucha.
- Nic dziwnego, skoro zjadłaś prawie cały słoik korniszonów – mruknął ze śmiechem, wskazując brodą na prawie puste naczynie w jej rękach.
Rzeczywiście. Od razu, gdy tylko znaleźli się w Norze Ginny znalazła w spiżarni wielki słoik z korniszonami i teraz zajadała się nimi z apetytem.
- Pewnie szykowała je na obiad, a ja tak nieostrożnie zagarnęłam je dla siebie. Może mi kiedyś przebaczy – mruknęła pod nosem i ugryzła kolejnego ogórka. Harry zaśmiał się głośno i wycelował w słoik różdżką, który natychmiast zapełnił się kolejną porcją tych zielonych przysmaków jego żony.
- Z czego się śmiejecie? – zapytał Ron, przystając obok nich.
- Ginny obawia się reakcji waszej matki na pewną sytuację – powiedział głośno i wstał. Ginny chwyciła go za rękę i stanęła obok niego. – Proszę was wszystkich o uwagę. – Wszystkie twarze zwróciły się na niego, a w salonie zapadła cisza. Nawet Teddy przystanął obok babci i wpatrzył się zaskoczony w wujka, a Victoire poruszyła się na kolanach taty. – Wraz z Ginny chcielibyśmy poinformować, że w przyszłym roku, w lipcu... – zerknął na żonę, a ona kiwnęła głową, potwierdzając – będziemy rodzicami...
- Ginny! – wykrzyknęła Molly i podbiegła do niej. Obie kobiety uściskały się wzajemnie. – Tak się cieszę, że będę miała kolejną wnuczkę!
- Albo wnuka – dodał Artur, który podszedł bliżej i uścisnął rękę Harry’emu. – Moje gratulacje.
- Wiedziałam! – wykrzyknęła Hermiona, podnosząc do góry rękę w geście zwycięstwa. Stanęła przy Ronie, który był w lekkim szoku i klepnęła go w plecy.  – Mówiłam ci, że oni coś ukrywają? No i masz!
Mężczyzna kiwnął powoli głową.
- Moje gratulacje – mruknął Ron, wyciągając rękę ku Harry’emu.
- Wreszcie nasza kołyska się do czegoś przyda! – wykrzyknęli bliźniacy.
Powoli każdy podszedł do nich i złożył gratulacje. Ginny spojrzała na Hermionę.
- Nie gniewasz się na mnie, Hermiono? – spytała cicho, obejmując swoją największą przyjaciółkę.
- A za co miałabym się gniewać? – obruszyła się Hermiona. – Jestem szczęśliwa razem z wami.
- Ale wiesz, w końcu ja pierwsza będę mieć dziecko, a ty tak długo czekasz i miałaś już prawie...
- Nie mów nic więcej, proszę – przerwała jej. – Mimo że minęło już tyle lat, to wspomnienie nadal boli... – Hermiona otarła oczy, w których pojawiły się łzy. – Poza tym staramy się z Ronem od jakiegoś czasu... – Zamilkła, jakby powiedziała za dużo. Ginny oplotła ją ramionami. – Ale teraz chcę się cieszyć, że będę ciocią dla waszego maleństwa. Wiesz, dawno nie widziałam takiego uśmiechu na twarzy Harry’ego... Jest naprawdę szczęśliwy.
- Wiem – potwierdziła.
- Wujek, wujek, a babcia powiedziała, że będziesz miał dzidziusia!
Teddy podbiegł do Harry’ego i wskoczył mu na ręce. Harry opadł z powrotem na kanapę.
- A skąd go weźmiesz? Ze sklepu?
Wokoło rozległy się pojedyncze śmiechy. Harry zamknął oczy, modląc się w duchu o pomoc. Poczuł, że kanapa obok niego lekko się obniżyła i usłyszał głos Ginny.
- Nie, Teddy. Dzidziuś rośnie u mnie w brzuszku.
Otworzył oczy. Ginny siedziała obok z ręką na brzuchu, a Teddy przyglądał się jej uważnie.
- A jak potem z niego wyjdzie? – dopytywał się maluch, patrząc to na ciocię to na wujka. – Bo jak urośnie to będzie mu tam strasznie ciasno.
- Nie wiem, Teddy – powiedział Harry, a Teddy spojrzał na Fleur, która trzymała w ramionach śpiącą Victoire.
- Uzdrowiciel pomaga mu się wydostać... Przecina brzuch i dziecko wychodzi.
- Aha. – Teddy pokiwał główką, a potem lekko się zatrząsł. - To będzie ciocię bolało, prawda?
- Troszeczkę – powiedziała Molly.
- Wujek, a jak dzidziuś dostał się do środka?
Harry wzniósł oczy do nieba. „O to też musiał zapytać?”, pomyślał. Gdzieś z boku usłyszał chichot Hermiony. Czemu ona się nie odzywa?
- No, kawalerze – podeszła do nich Andromeda – mali chłopcy powinni iść spać. Widzisz, Victoire już śpi.
- Bo ona jest mała, a ja nie – naburmuszył się chłopiec, krzyżując ramiona.
- Co nie znaczy, że nie powinieneś iść spać. Pożegnaj się z wujkiem i ciocią, i idziemy.
- No dobrze... – jęknął i zsunął się z kolan Harry’ego. – Wujek, a powiesz mi jutro?
- Kiedyś może ci powiem – mruknął, całując małego w czoło i oddając Ginny, która też go pocałowała. – Dobranoc.
- Pa! – krzyknął Teddy do pozostałych i razem z babcią zniknął w szmaragdowych płomieniach.

10 komentarzy:

  1. - A skąd go weźmiesz? Ze sklepu?
    - Wujek, a jak dzidziuś dostał się do środka?
    Świetne!!! tak zaczęłam sie śmiać, że rodzice patrzyli na mnie jak na kogoś chorego psychicznie... A warto dodać,że była 11 w nocy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taak... U mnie było identycznie tylko była północ ;D

      Usuń
  2. SUPER PISZESZ!:)))

    Tutaj jest trochę podobny blog o "Harrym Potterze", proszę Was
    WEJDŹCIE ---> POCZYTAJCIE ----> ZOSTAWCIE KOMENTARZ

    Jeśli nie będzie przynajmniej 3 komentarzy blog zostanie usunięty!

    Link do bloga:
    http://prawdziwahistoriafredaihermiony.blox.pl/html

    OdpowiedzUsuń
  3. Hahah genialne Asiu ! Uśmiałam się tak, że mamę obudziłam i wg połowe domu. ;D Pozdrawiam
    Wampirka Julcia

    OdpowiedzUsuń
  4. Jezu, nadal nie mogę przestać się chichrać!
    ,,-Wujek, a jak dzidziuś dostał się do środka?'' - to już całkowicie mnie rozbroiło!!! :D xD

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziewczyno ty to masz talent!!! Dawno żaden blog o Harrym tak mi się podobał!!! Po prostu szał!!! Ps. mnie jak zaczęłam się śmiać to chyba pół osiedla słyszało:P

    OdpowiedzUsuń
  6. "Wujek, a jak dzidziuś dostał się do środka?"-rozwaliło mnie kompletnie!
    Śmiałam się jak nie normalna:D
    Jesteś po prostu genialna Asiu!

    OdpowiedzUsuń
  7. najlepsze było A skąd go weźmiesz? Ze sklepu?

    OdpowiedzUsuń
  8. "Wujek, a jak dzidziuś dostał się do środka?A skąd go weźmiesz? Ze sklepu?"
    rozbroił mnie mały kawaler

    OdpowiedzUsuń