wtorek, 12 czerwca 2012

21. U Hagrida


Pierwsze tygodnie nauki bardzo szybko im minęły. Harry i Ginny rzadko się w tym czasie widywali. Najczęściej spotykali się wieczorami w pokoju wspólnym, gdy Harry się uczył, obsztorcowywany przez Hermionę, albo sprawdzał prace domowe młodszych klas w swoim gabinecie. Wtedy mieli jedyną możliwość bycia ze sobą sam na sam. W ciągu dnia nie mogli się spotykać, bo on albo omawiał z Lupinem tematy kolejnych zajęć, albo mieli własne zajęcia z innych przedmiotów.
Spotykali się tylko na zajęciach z obrony, gdzie Ginny była najlepsza ze wszystkich uczniów, czym zyskiwała sobie dodatkowe punkty, które straciła u niego na pierwszej lekcji.
Siódmy rok nauki obrony przed czarną magią prowadził Lupin, tylko w czasie pełni Harry miał przerabiać materiał pozostawiony i omówiony wcześniej. Obaj bowiem stwierdzili, że tak będzie najlepiej, bo w tym czasie Harry zajmie się nauką innych przedmiotów do owutemów.
W ostatnią sobotę września Harry zaplanował pierwszy trening i wybór nowego ścigającego. Kiedy obudził się w sobotę rano i spojrzał w okno z radością stwierdził, że pogoda jest idealna do gry. Świeciło słońce, a niebo było prawie bezchmurne. Wstał i zobaczył, że Rona nie ma już w dormitorium. Ubrał się i nie czekając już na nikogo poszedł do Wielkiej Sali na śniadanie. Podszedł do stołu Gryfonów, gdzie siedzieli już wszyscy członkowie drużyny i przyjaciele.
- Gotowi na dzisiejszy trening? – spytał, klepiąc Rona po plecach.
- Tak. Siadaj. Idziesz dzisiaj do Hagrida? – Ron spojrzał w górę na niego. – Bo my z Hermioną to planujemy.
- Wiesz, jak nie lubię sobót bez możliwości pogadania z nim – wtrąciła Hermiona.
- Jasne – odparł i usiadł obok. – Stęskniłem się za nim, a dzisiaj mam wreszcie wolną sobotę. Mam nadzieję, że Ginny też z nami pójdzie. O, już idzie – dodał, patrząc w stronę wejścia.
- Cześć! – Ginny podeszła do nich i pocałowała Harry’ego w policzek. – To co dzisiaj robimy po treningu?
- Idziemy do Hagrida. Idziesz z nami?
- Bardzo chętnie. A ty masz wolne popołudnie? – spytała, patrząc na Harry’ego i siadając obok. – Myślałam, że masz do sprawdzenia prace trzecich klas.
- Mam, ale mogę to zrobić jeszcze jutro. Poza tym kiedyś muszę odpocząć i spędzić ten wolny dzień z tobą, hmm? – Wyciągnął rękę i objął ją w pasie. – Zjedz coś, bo za chwilę mamy trening.
- Tak jest kapitanie – szepnęła, sięgając jedną ręką po tost, a drugą lekko salutując.
Na stadionie była już grupa chętnych do załapania się do drużyny. Wśród zebranych byli także Dean z Seamusem i Jill – koleżanka Ginny.
- A co ona tu robi? – spytał Harry, patrząc na Ginny.
- Prosiła mnie o to. Namówiłam ją, żeby sama się zgłosiła. Mam nadzieję, że się nie gniewasz?
- No dobra, zobaczymy – mruknął, a głośno krzyknął: – Ron, naszykuj się do obrony! Zaczynamy sprawdzanie chętnych.
Trening szybko minął. Ostatecznie do drużyny została wybrana Jill, bo podczas mini-meczu okazało się, że najbardziej współgra z pozostałymi ścigającymi, czyli Ginny i Demelzą. Dean, po krótkiej i ostrej wymianie zdań z Harrym, został rezerwowym.
Po skończonym treningu w szatni, ustalili jeszcze, że w przyszłą sobotę będzie następny trening i wszyscy wyszli. Została tylko Ginny i Ron.
- I co? cieszysz się, że w drużynie jest ta twoja koleżanka? – Harry podszedł do Ginny i objął ją.
- Dziękuję ci – pocałowała go.
- Ona była naprawdę najlepsza z nich wszystkich, ale zobaczymy jak jej pójdzie na pierwszym meczu. Mógłbym wybrać Deana, ale nie mam ochoty na kłótnie w drużynie.
- Rozumiem cię. Nie miałabym ochoty z nim grać.
- Idziemy, czy będziecie tak stać? Hermiona czeka na zewnątrz – przerwał im Ron, który przestępował z nogi na nogę przy drzwiach i patrzył na nich. – Chyba po raz setny przeczytała ten swój podręcznik do numerologii.
- Już idziemy.
Chatka gajowego stała jak dawniej pod lasem. Mimo, że ponad rok temu spłonęła po ucieczce śmierciożerców i rzucanych przez nich zaklęć, teraz była cała. Hagrid odbudował ją własnymi rękami niekiedy pomagając sobie czarami.
Kiedy dotarli do domku, z lasu wybiegł do nich Kieł skacząc na Harry’ego i próbując wylizać mu twarz, a za nim Hagrid.
- Cześć dzieciaki! – zawołał, gdy ich zobaczył. – Wchodźcie, wchodźcie. Zaraz zrobię herbatki – i otworzył drzwi, wpuszczając ich do środka.
Wszyscy usiedli naokoło stołu, a Hagrid podszedł do kominka i zawiesił czajnik nad ogniem.
- Właśnie wróciłem od Graupka. Często teraz do niego chodzę. Nie to co wy, dawno was u mnie nie było. Myślałem, że zapomnieliście, gdzie jest moja chałupka.
- Przepraszamy Hagridzie, ale wiesz, ostatnio mamy tyle nauki przed owutemami... – Hermiona zaczęła ich usprawiedliwiać.
- Przecież wiem. Nie mam o to do was pretensji, szczególnie do ciebie Harry – powiedział Hagrid, patrząc na chłopaka. – Teraz to masz tyle na głowie, co?
- Ależ Hagridzie, brakowało mi ciebie i twoich ciasteczek – odparł Harry, biorąc jedno. – A poza tym mam wreszcie wolną sobotę.
- No tak. Tobie należy się teraz odpoczynek – odparł olbrzym stawiając kubki wielkości cebrzyków na stole. – Cholibka, Harry, wiesz co? Jak usłyszałem, że w tym roku ty masz zostać nowym nauczycielem obrony przed czarną magią, to nie wiedziałem, co powiedzieć. Mało kto się na to godzi.
- Wiesz, że gdyby to nie było ostatnie życzenie Dumbledore’a na pewno bym się nie zgodził. Zrobiłem to wyłącznie ze względu na jego pamięć.
- To był wspaniały człowiek, Dumbledore. Szkoda tylko, że nie dożył tego dnia, kiedy Sam-Wiesz-Kto w końcu został pokonany. I to w dodatku przez ciebie.
- Taak... – Harry westchnął. – Ostatnio tak mi go brakuje.
- Jasne. McGonagall to jednak nie to samo, co on – Ron musiał się wtrącić.
- No tak, ale to także ją Dumbledore ustanowił nowym dyrektorem i nie masz tu nic do gadania – Hermiona warknęła, patrząc na niego.
- Czy wy zawsze musicie się kłócić? – Ginny wstała i podeszła do Harry’ego, siadając mu na kolanach, patrząc na swojego brata i szwagierkę. – Mam czasami tego dość.
- Ja to znosiłem przez siedem lat i chyba się już do tego przyzwyczaiłem – Harry zaczął się śmiać i spojrzał na Ginny. – Już mnie to nie dziwi.
- Tylko bez kłótni, proszę - Hagrid przerwał ich rozmowę. - Zastanawia mnie tylko, jak to się stało, że wy dwoje się pobraliście?
- Wiesz, mówią, że przeciwieństwa się przyciągają – zaczął powoli Harry, patrząc na przyjaciół, ale Hermiona spojrzała na niego zła.
- No nie, Harry ty też? – odwróciła się od nich i wyjrzała przez okno.
- Co, ja też? Przepraszam, ja tylko żartowałem – powiedział zakłopotany i spojrzał na Rona – co jej się stało? – szepnął.
- Nie wiem. Ostatnio ma złe dni. Czepia się o wszystko.
- Hermiono, co się dzieje?
- O nic, dajcie mi spokój! – i wybiegła z chatki.
- Hermiono! – krzyknął Ron i wybiegł za nią.
Wszyscy wyszli na zewnątrz. Ron przytulał Hermionę na grządce z dyniami, a Harry stał obok. Nie chciał im przeszkadzać.
- A gdzie jest Hardodziob, Hagridzie? – spytała Ginny, rozglądając się, bo nie chciała słuchać ich rozmowy. – Dawno go nie widziałam.
- Na pewno poleciał gdzieś. Ale wróci. Dobrze mu u mnie, ale czasami musi rozprostować skrzydła.
- Pewnie tęskni za Syriuszem – stwierdziła cicho i spojrzała na Harry’ego. Nie chciała żeby to usłyszał.
Hagrid spojrzał na nią z zaciekawieniem i powiedział:
- A ty? Jakoś nigdy nie widziałem cię z nimi – wskazał głową w kierunku trójki przyjaciół. – Zawsze przychodzili do mnie sami.
- Zaręczyliśmy się w wakacje. Ja z Harrym – dodała, lekko się rumieniąc.
Olbrzym spojrzał zaskoczony i podszedł do Harry’ego, klepiąc go po plecach, tak, że ten prawie wylądował na kupie kompostu.
- Gratulacje Harry! – krzyknął. – Kiedy zamierzałeś mi o tym powiedzieć? Kiedy wasze dzieci tu przyjdą, co?
- Ależ nie – Harry pokręcił głową, prostując się. – Wiesz, tyle się działo ostatnio...
- Przecież wiem, ale mam nadzieję, że chociaż zaprosicie mnie na ślub. A kiedy on będzie?
- Mamy jeszcze czas – stwierdził i popatrzył na Ginny, która w tym czasie podeszła do Hermiony. – Oczywiście, że będziesz zaproszony - dodał. – Nie może tam ciebie zabraknąć.
Spojrzeli w kierunku pozostałych. Teraz Ginny przytulała Hermionę, a Ron stał z boku. Nie potrafił jej pocieszyć. Hermiona wtuliła się w Ginny i zaczęła się jej żalić.
- Hermiono, co się dzieje? Czy między wami się nie układa? – spytała Ginny.
- Nie, wszystko w porządku.
- To co jest? Nie widziałam cię nigdy płaczącej.
- Chodźmy stąd. Nie chcę płakać przy nich – Hermiona wskazała na Rona i resztę.
- Dobrze, przejdźmy się.
Ginny wzięła Hermionę za rękę i poszły skrajem Zakazanego Lasu, a Ron podszedł do Harry’ego i Hagrida.
- Nie rozumiem dziewczyn – stwierdził, kręcąc głową. – Nie wiem o co jej chodzi. Rano była w dobrym humorze, a teraz... – spojrzał za nimi.
- Przejdzie jej – Hagrid próbował go przekonać.
- No tak, ale co ja mam zrobić?
- Nie wiem – zaczął Harry – porozmawiaj z nią, może przytul. To ty jesteś jej mężem, nie ja.
Tymczasem Hermiona i Ginny szły powoli w cieniu drzew.
- Powiedz mi, co się dzieje – Ginny spojrzała na dziewczynę.
- Nic. Wszystko w porządku.
- To czemu płaczesz?
Zatrzymały się i spojrzały w sobie w oczy.
- Zazdroszczę wam, to wszystko. Nigdy bym się nie spodziewała, że Harry będzie taki czuły i opiekuńczy do ciebie. Kiedy usiadłaś mu na kolanach i on patrzył na ciebie, to czułam szczęście bijące od was.
- A Ron? On taki nie jest?
- Przed chwilą pierwszy raz od dłuższego czasu mnie przytulił, na tej grządce u Hagrida.
- Nie wierzę. Co prawda dawno nie widziałam was razem, ale to dlatego, że my chcieliśmy być sami i chowaliśmy się przed wszystkimi.
- Niestety, to prawda – Hermiona spojrzała w stronę chatki Hagrida. – Harry miał rację mówiąc, że przeciwieństwa się przyciągają. Jesteśmy inni, ale kochamy się i nie możemy żyć bez siebie.
- To porozmawiaj z nim. To wam pomoże. Ja pamiętam naszą rozmowę, którą odbyliśmy jeszcze w Norze. Wszystko sobie wtedy wyjaśniliśmy.
- W porządku.
- A teraz chodź. Widzę, że Harry nas woła. Trzeba wracać, bo już późno.
Wróciły pod chatkę. Ron podszedł do nich i przytulił Hermionę do siebie.
- Przepraszam cię. Jestem nieczułym draniem, ale mam nadzieję, że to się zmieni pod twoim okiem.
- Dobrze - odparła Hermiona.
Ginny spojrzała na Harry’ego, który spytał:
- Wszystko w porządku?
- Tak. Wy sobie pogadaliście i my.
- Noc już się zbliża – wtrącił Hagrid – a wy nie powinniście być tak późno poza zamkiem.
- Są ze mną, a z nauczycielem można – stwierdził Harry.
- Tak, ale ty też jesteś uczniem.
- Dobra, już koniec – Harry spojrzał na Rona i Hermionę. – Jak chcecie to dam wam wolny gabinet i tam sobie pogadacie, ale nie dzisiaj. Dziś jest mój.
- Dzięki Harry, ale jakoś sobie poradzimy – odparł Ron i pożegnawszy się z Hagridem wszyscy wrócili do zamku.

4 komentarze:

  1. No to idę do kolejnego postu bo nie mogę rozładowac napięcia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się Levasse

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też. Uważam, że to co piszesz jest o wiele lepsze od ósmej części. Naprawdę powinnaś pomyśleć o wydaniu książki. Ja na twoim miejscu zaczęłabym już szukać wydawcy. Nawet nie szukać, będą się bić, żeby opublikować ten tekst.Jestem twoją wielką fanką i cię bardzo podziwiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj Hermiona biedactwo moje!:( Ale Ginny ją pocieszyła więc mam nadzieje że już będzie z nią lepiej!:))

    OdpowiedzUsuń