sobota, 16 czerwca 2012

65. Opowieść Hermiony


Na tej plaży zostali kilka dni. Szum fal uderzających o brzeg i delikatny wiatr poruszający gałęziami drzew uspokajał ich po ostatnich wydarzeniach. Ginny biegała boso po mokrym piasku, ciesząc się jak mała dziewczynka, a wiatr pieścił jej włosy, bawił się zwiewną białą sukienką. Zawsze chciała wyjechać z rodzicami nad morze, lecz za każdym razem, gdy im o tym wspominała jak była mała, słyszała od nich różne wymówki, które zrozumiała później. Przecież wychować siedmioro dzieci przy skromnej pensji jej ojca nie było łatwo.
Harry siedział zamyślony w wejściu do namiotu i obserwował ją. Kochał w niej tę naturalność, tę radość, którą ukazywała, mimo że wiedziała, że nie jest tu dla nich bezpiecznie.
On sam myślał o tym, co się wydarzyło. W Dolinie nie było żadnego śmierciożercy. Czy to trochę nie zaskakujące, skoro chcą go dopaść? Niepokoiły go też słowa Artura. „Pod żadnym pozorem nie wracajcie i nie odpowiadajcie”. Czyżby ktoś ze śmierciożerców został w Norze, żeby kontrolować jej mieszkańców? A może tylko ich śledzą?
Podniósł głowę i rozejrzał się. Plaża była pusta, tak jak wtedy, gdy pojawili się na niej pierwszego dnia. Z rozgrzanym do niemożliwości paskiem, teraz przyjaźnie bardzo ciepłym, zsypującym się ze stóp miękko, pieszczotliwie i z leniwie podchodzącym do brzegu morzem. Coś tu jednak było nie tak. Pusta plaża w środku sezonu? Gdzie się podziali wszyscy ludzie, którzy powinni tu się wylegiwać?
Był pewny, że zaklęcia antymugolskie nadal działały, ale przecież rzucił je tylko na mały skrawek ziemi, a plaża ciągnęła się wiele mil wzdłuż lądu. Jego zaklęcia nie mogły przecież rozciągnąć się na całe wybrzeże.
Wstał i podszedł do Ginny. Wygrzebywała z piasku muszelki i opłukiwała je w falach.
- Powinniśmy stąd odejść – powiedział.
- Dlaczego? – spytała, podnosząc głowę i spoglądając na niego. – Tutaj mamy wreszcie spokój, nikt nam nie przeszkadza...
- Jest połowa sierpnia, piękna pogoda i nie ma tu żadnych ludzi. Nie uważasz, że to dziwne?
- Nawet o tym nie pomyślałam. – Wstała i rozejrzała się. – Rzeczywiście. To nienaturalne.
- Właśnie, a ja cały czas mam wrażenie, że ktoś nas obserwuje.
- Obserwuje? – krzyknęła, a w jej głosie można było wyczuć strach. – Ale zaklęcia, które rzuciłeś na nas, działają?
- Tak.
- To skąd by wiedzieli, że tu jesteśmy? Jeśli zaklęcia zawodzące działają, to...
Coś poruszyło się w lesie za nimi. Ginny podskoczyła, przysuwając się do niego bliżej. Obrócili się w tamtą stronę, a Harry wyciągnął różdżkę. Z lasu wyskoczył zając, strzygąc uszami. Gdy zniknął w zaroślach po drugiej stronie namiotu, Harry chwycił Ginny za rękę i pociągnął ją do środka.
- To znak, żebyśmy deportowali się dzisiaj – powiedział stanowczo.
Ginny kiwnęła głową.
- Tylko zróbmy to pod peleryną, dobrze? – poprosiła.
- Dobrze.
Sam miał to zaproponować, więc cieszył się, że to wyszło z jej ust.
Szybko się spakowali, złożyli namiot i pół godziny później Harry zarzucił na siebie i Ginny pelerynę-niewidkę i zniknęli.
Od tamtej pory nie przebywali w jednym miejscu dłużej niż dwa dni. Czasami ukrywali się w lesie, czasami na jakimś odludziu, osłonięci krzakami i tylko z daleka widzieli światła miast tętniące życiem.
Tydzień przed końcem wakacji zamieszkali na małej wysepce na środku jakiegoś jeziora. Wyspa porośnięta gęstą, szmaragdową trawą i krzewami dzikich róż, dawała możliwość ukrycia się w jej zaroślach. Z drugiej strony jeziora widać było stały ląd otoczony lasem, dalej pola i drogę.
W tym miejscu, po zjedzonej kolacji, Ginny postanowiła, że powie Harry’emu to, o czym myślała od dawna. Stała w kuchni i robiła herbatę.
- Harry... – zaczęła.
- Taak? – Spojrzał na nią trochę nieprzytomnym wzrokiem, odrywając się od czytania starego „Proroka”, którego znalazł w plecaku.
- Myślisz, że będę mogła wrócić do Hogwartu?
Harry wyprostował się w fotelu.
- Tak, ja też o tym myślałem. Tylko niestety zanim tam wrócisz, musimy dostać się do Nory, bo tam zostały wszystkie twoje szkolne rzeczy.
- Do Nory? – spytała zaskoczona, odstawiając czajnik. – Ale pamiętasz, co powiedział tata po ślubie? Żebyśmy nie wracali.
- Pamiętam i to nie daje mi spokoju. – Złożył gazetę i odłożył ją na stolik. – Dlatego zanim tam się zjawimy trzeba będzie wszystko sprawdzić i opracować jakiś plan.
Ginny podeszła do niego, podała mu kubek i usiadła mu na kolanach.
- Nie obawiasz się, że tam mogą być jacyś śmierciożercy, którzy czekają na nas?
- Jestem prawie pewny, że tak jest, dlatego lepiej się upewnić. Musimy też sprawdzić, co się dzieje.
 Następnego dnia pojawili się na porośniętym trawą i omiatanym wiatrem wzgórzu. 
- Na razie nie będziemy rozstawiać namiotu, wolę na razie się nie ujawniać, no i stąd będziemy mieli idealny widok – powiedział Harry.
- Na co?
Odwrócił ją w drugą stronę. U podnóża dostrzegli wysokie żywopłoty i drzewa w sadzie, otaczające przygarbiony domek.
- Nora! – wykrzyknęła Ginny, rzucając mu się w ramiona. – Jakie to dziwne uczucie. Jesteśmy tak blisko, a jednak tak daleko, bo nie możemy tam iść. O, spójrz! – Wskazała na podwórko. – Czy to nie mama? Chyba wyszła nakarmić kurczaki.
Rzeczywiście z domu wyszła pulchna kobieta, która podeszła do kurnika z boku budynku. Tuż za nią wyszedł jakiś mężczyzna.
- Tak, to ona. Pytanie, kim jest ten człowiek?
Harry sięgnął do plecaka i wyciągnął z niego omnikulary. Przekręcił gałkę i obserwował kręcącego się po całym podwórku mężczyznę. To był Mike, auror, który sprawdzał zabezpieczenia w dniu ślubu. „Co on tu robi?”, pomyślał. W tej samej chwili z domu wyszli Ron i Hermiona. Ron podszedł do matki, chwilę rozmawiali, po czym wszyscy troje uścisnęli się na pożegnanie. Pani Weasley wróciła do domu, a Ron z Hermioną wyszli za ogrodzenie i zniknęli.
- Gdzie oni poszli? – spytała Ginny. – To byli Ron i Hermiona, prawda?
- Tak. – Zerknął na zegarek. – Jest wcześnie. Możliwe, że poszli do ministerstwa. Hermiona miała szukać pracy po naszym ślubie. Jutro spróbuję z nimi porozmawiać.
- Jak? Chcesz się ujawnić? Przy tym człowieku?
Mike kręcił się przy ogrodzeniu. Stał do nich tyłem i Harry nie mógł dostrzec, co rzeczywiście on robi.
- To jest Mike z Biura Aurorów i nie przypominam sobie, żeby Robards planował dalszą kontrolę po naszym ślubie... – powiedział, zamyślając się. Auror po kilku minutach wszedł z powrotem do kuchni, ginąc im z oczu. – No to teraz pozostaje nam tylko czekać.
Przez resztę dnia nic konkretnego się nie wydarzyło. Ani Mike, ani pani Weasley nie wychodzili na zewnątrz. Harry rozstawił namiot z drugiej strony wzgórza, podczas, gdy Ginny obserwowała Norę. Po południu Mike wyszedł ponownie na zewnątrz i czekał, aż wrócą Ron i Hermiona, a późnym wieczorem pan Weasley. A gdy się pojawiali odprowadzał ich do domu. Wyglądało to prawie, jak areszt domowy, a wszyscy musieli mu się tłumaczyć, co robili.
Harry postanowił wieczorem, że musi porozmawiać z domownikami Nory jak najszybciej i następnego dnia wcielił to postanowienie w życie.
Harry aportował się rano przy bramie Nory, skąd wszyscy domownicy i goście deportowali się do swoich domów lub pracy. Stał pod peleryną-niewidką i patrzył w stronę kuchni. Najchętniej wszedłby do środka, oszołomił Mike’a, bo już nie umiał mówić na niego „auror” i przywitał się ze wszystkimi. Jednak najpierw musiał się przekonać, jaka jest prawda. Przez tylne drzwi wyszli Ron i Hermiona. Odsunął się w bok. Nie chciał, żeby na razie na niego wpadli. Gdy przechodzili obok, usłyszał fragment ich rozmowy.
- Ciekawe, co dzieje się z Harrym i Ginny. Już nie wiem, co mówić mamie, gdy widzę ją w dawnym pokoju Ginny – powiedział Ron.
- Wczoraj widziałam jak pakowała jej kufer do szkoły. To takie smutne – westchnęła Hermiona. – W jaki sposób Ginny mogłaby tam wrócić, gdy nie ma z nimi kontaktu? Nawet list z Hogwartu przyszedł tutaj.
- Widziałem. Brakuje mi rozmów z Harrym – westchnął. – On by wiedział, co robić w tej sytuacji – mruknął, wskazując brodą na stojącego przy drzwiach mężczyznę, który wyszedł za nimi. – Pokręcił głową. – No dobra. Idziesz do ministerstwa?
- Tak – odparła. – Widzimy się wieczorem?
- Jasne.
Pocałowali się na pożegnanie i Ron zniknął z cichym pyknięciem. Harry stanął blisko Hermiony i delikatnie chwycił ją za szatę. Hermiona spojrzała w stronę domu, obróciła się w miejscu i znikła. Harry deportował się wraz z nią.
Pojawili się w wąskiej alejce. Hermiona ruszyła w kierunku głównej ulicy, gdzie, jak Harry pamiętał, znajdowało się wejście do ministerstwa. Nie mógł dopuścić, żeby ona tam dotarła.
- Hermiono... – szepnął.
Hermiona zatrzymała się na moment, pokręciła głową i ruszyła dalej.
- Hermiono... – Tym razem powiedział to głośniej, klepiąc ją w ramię.
Hermiona podskoczyła i krzyknęła zaskoczona:
- Harry?!
- Cicho! – syknął, powstrzymując ją, bo chciała się odwrócić. – Tak, to ja, ale nie zdradź mnie, że tu jestem. Na razie idź prosto i nie odwracaj się. Chciałbym z tobą porozmawiać.
- Ale chyba nie tutaj? – spytała przerażona.
- Nie, nie tutaj. Zabiorę cię tam.
- Jesteś sam? A gdzie Ginny?
- W tej chwili to nieważne. Pójdziesz ze mną?
- Tak. Daj mi tylko pięć minut.
- Dobrze, tylko pospiesz się. Nie chcę zostawiać Ginny samej na tak długo.
- W porządku.  Zaraz wracam.
I pobiegła w stronę głównej ulicy. Rzeczywiście wróciła po pięciu minutach, choć dla Harry’ego wydawało się dłużej. Każda minuta była dla niego cenna, bo jeśli w tym czasie coś by się stało Ginny... Dostrzegł, że Hermiona trzymała w ręku najnowszy numer „Proroka”. 
- Harry, jesteś tu? – szepnęła.
Harry nie odpowiedział, tylko chwycił ją za rękę i obrócił się w miejscu. Jak dotrą na miejsce będą mieli czas na tłumaczenie.
Ginny od rana nie mogła sobie znaleźć miejsca. Od chwili, gdy Harry poszedł sprowadzić Hermionę coś nie dawało jej spokoju. Wiedziała, że Harry stoi przy bramie pod peleryną i czeka na odpowiedni moment. Jednak to, że go nie widziała przyprawiało ją prawie o rozstrój  żołądka. Gdy zniknął Ron, a tuż za nim Hermiona zamarła na chwilę. Przekonanie Hermiony, że to on, nie powinno zabrać Harry’emu dużo czasu.
Przez kilka minut obserwowała kręcącego się przy bramie do ogrodu Mike’a, a gdy ten wszedł do domu, Ginny wróciła do namiotu. Posłała łóżko, posprzątała...
„Co się ze mną dzieje?”, pomyślała. „Jeśli teraz tak się denerwuję, gdy nie ma Harry’ego tylko kilka minut, to co będzie za kilka dni? Gdy od września nie będę go widzieć?”
Nagle za namiotem coś głośno huknęło. Ginny zerknęła na fałszoskop. Nie poruszał się. Obróciła się w miejscu, wyciągając różdżkę i stanęła z nią w pogotowiu, wpatrując się w wejście do namiotu. Jedna część płótna odsłoniła się i po chwili pojawiła się tam głowa Hermiony, a potem cała Hermiona.
- Hermiona!
- Ginny!
Wykrzyknęły obie i rzuciły się sobie w ramiona.
- Jak dobrze zobaczyć znajomą twarz – powiedziała Ginny z westchnieniem ulgi.
- A ja to co? – spytał Harry, zdejmując z siebie pelerynę-niewidkę. – Nieznajomy?
- Nie. – Podeszła do niego i pocałowała go w policzek. – Ciebie mam cały czas, a Hermiony nie widziałam przecież od kilku tygodni, prawda? I dobrze, że już jesteś – dodała, przytulając się mocno do niego.
Harry pocałował ją w czoło, po czym zwrócił się do Hermiony.
- Witamy cię w namiastce naszego domu, Hermiono.
- Cieszę się, że widzę was całych i zdrowych – powiedziała Hermiona, patrząc na nich i uśmiechając się lekko.
Usiadła w jednym z foteli, Ginny obok niej, w drugim, a Harry na łóżku.
- Wybacz mi te przebieranki, ale wiesz... w tej sytuacji... – zaczął Harry.
- Rozumiem – odparła Hermiona, machając ręką w geście uspokojenia. – Nie musisz się tłumaczyć.
- Opowiadaj, co tu się dzieje – powiedziała Ginny. – Od wczoraj obserwujemy Norę i...
- Od wczoraj? – Hermiona patrzyła to na nią, to na Harry’ego.
- Tak – odparł Harry. – I zauważyłem, że Mike...
- Mike? Ty go znasz? – Hermiona spytała zaskoczona.
- Tak. Jest aurorem, a przynajmniej tak do wczoraj myślałem, i to on sprawdzał zabezpieczenia przed ślubem, nie pamiętasz?
- Nie... – Hermiona pokręciła głową, namyślając się chwilę. – Aurorzy byli na waszym ślubie? – spytała, a gdy Harry kiwnął głową, dodała: – pamiętam całą uroczystość, atak i waszą ucieczkę po ostrzeżeniu Colina, ale aurorów nie pamiętam, tak jak nie pamiętam od kiedy ten Mike tu jest. Mam wrażenie, że on tu jest od waszego zniknięcia.
Ginny i Harry spojrzeli na siebie.
- Myślicie, że rzucili na nas jakieś zaklęcie modyfikujące pamięć? Albo Imperius?
Oboje kiwnęli głowami.
- Na to wygląda – mruknął posępnie Harry. – No dobrze, potem pomyślimy, co z tym zrobić. Teraz powiedz, co pamiętasz i co się działo od tamtego czasu.
Hermiona usiadła wyprostowana w fotelu.
- Gdy uciekliście śmierciożercy wpadli pod resztki namiotu i zaczęła się walka. Dwóch złapało Colina, bo nie zdążyliśmy go przenieść w bezpieczniejsze miejsce, i torturowali go na naszych oczach. A w końcu zabili.
Ginny spojrzała na Harry’ego; widziała na jego twarzy zgrozę, którą i ona czuła, słuchając opowiadania Hermiony.
- W ten sposób chcieli wymusić na nas informację, dokąd uciekliście – ciągnęła dalej. – Kilku przeszukało Norę, a reszta pilnowała nas. Jeśli, jak mówisz, byli tam aurorzy, to albo wszyscy zginęli, albo przeszli na stronę śmierciożerców. Trwało to bardzo długo. Brali każdego z nas po kolei i torturowali. Nikt jednak im nic o was nie powiedział. Możliwe, że właśnie wtedy rzucili na nas te zaklęcia modyfikujące pamięć. Następnego dnia okazało się, że wszyscy was szukają. W „Proroku” codziennie ukazuje się informacja, że jesteś poszukiwany. Przez pierwszy tydzień była na pierwszej stronie, potem przenieśli na drugą. Masz – rzuciła mu egzemplarz, który przyniosła, gdy czekał ukryty pod ministerstwem. – Dzisiaj na pewno też jest. Pod takim pretekstem was poszukują.
Ginny podeszła do Harry’ego, a on rozwinął gazetę, przewrócił ją na drugą stronę i od razu zobaczył wielki nagłówek:

NAJMŁODSZA CÓRKA ARTURA I MOLLY WEASLEY ZAGINĘŁA!
HARRY POTTER POSZUKIWANY W SPRAWIE PORWANIA GINEWRY WEASLEY.

- CO? Porwania? - Ginny wydała z siebie okrzyk oburzenia.
- Tylko ci, którzy byli na ślubie i ci, którzy was znają, a nie mogli wtedy tam być, wiedzą jaka jest prawda. Artur prawie nie wychodzi z biura, a Molly z twojego pokoju, Ginny.
- Biedni rodzice... – jęknęła Ginny, kręcąc głową.
- Pewnie aurorzy pilnują go w biurze, w końcu jest na tym samym piętrze co Kwatera Główna – mruknął Harry. – A Mike pilnuje was tutaj. I jestem pewny, że kontaktuje się ze śmierciożercami. A co z Doliną Godryka? Tam też ktoś jest?
- Tego nie wiem. Czemu pytasz?
- Niedługo zamierzam się ujawnić i chcę wrócić do domu – powiedział.
- O czym ty mówisz? – Ginny spojrzała na niego przerażona.
- Inaczej śmierciożercy nie odpuszczą, a tym sposobem odciągnę stąd tę kontrolę.
- Harry... chyba nie zamierzasz się poddać? A co ze mną? Z nami?
Nie odpowiedział. Czuł, że i tak za dużo powiedział.
- Czyli to prawda – powiedziała pustym głosem. – Będziesz mieszkał w Dolinie, kiedy ja wyjadę do Hogwartu, prawda? Żeby im się wystawić.
Jego milczenie było zbyt wymowne.
- Dlaczego?
- Tak będzie najlepiej.
- Dla kogo?
Chwycił ją za rękę i uścisnął.
- Gdy wyjedziesz, będziesz bezpieczniejsza. A jeśli już mówimy o Hogwarcie, wiadomo, co ze szkołą? – zapytał, zwracając się do Hermiony.
- Nic nie wiemy. „Prorok” milczy na ten temat, i nikt nie kontaktował się z nami. Tylko w zeszłym tygodniu przyszedł dla ciebie list – Hermiona spojrzała na Ginny, która uwolniła rękę z uścisku Harry’ego i poszła do kuchni. – Mama już cię spakowała. Pewnie brakuje niektórych książek, ale to da się załatwić już w trakcie szkoły.
Ginny kiwnęła głową i spojrzała na Harry’ego. Siedział ze spuszczoną głową, ukrytą w rękach.. Miała wrażenie, że słyszy jego myśli. Zresztą, to co powiedział przed chwilą... potwierdziło jej przypuszczenia sprzed ślubu, że on się wystawi, ochraniając ją i resztę.
- Pierwszy września jest pojutrze – powiedział cicho. – Dlatego jutro musimy wyciągnąć z domu wszystkie rzeczy Ginny.
- Ale jak? Nie zapomniałeś o kimś? – zapytała Hermiona.
Harry podniósł głowę i spojrzał na nią.
- Mike’a trzeba na ten czas unieszkodliwić. I do tego potrzebna mi jest pomoc... twoja i Rona.
- Mogę porozmawiać z Ronem, tylko skąd będziesz wiedzieć, że go przekonałam? – spytała.
- Jak go znam, zgodzi się szybko, a wtedy wystrzelisz z różdżki zielone iskry. Wystarczy, jak jutro oszołomicie tego człowieka. Ja zajmę się resztą.

12 komentarzy:

  1. Ekstra blog :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Hahahahahaha XDD // Zuza.

      Usuń
  3. zajebiste =D tera przydałby sie tylko film do tego co napisałaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. genialny pomysł :D ♥

      Usuń
  4. Aurorzy szybciej daliby sie zabić niż dołączyć do śmierciożerców!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Opowiadanie jest napisane na 6! Tylko jeden twój błąd mnie rozbawił: "Z rozgrzanym do niemożliwości paskiem...", ale poza tym SUPER!

    OdpowiedzUsuń
  6. Harry terrorysta i porywacz śmieszne hahahahahaha!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń