sobota, 16 czerwca 2012

67. Na peronie


Ginny obserwowała całe zajście z góry. Gdy Harry wyszedł za śmierciożercą, serce podskoczyło jej do gardła. Jednak to, że szedł za, a nie przed nim trochę ją uspokoiło. Już wiedziała. Harry użył jakiegoś zaklęcia, żeby podporządkować sobie tego człowieka, a teraz go pilnował. Patrzyła, jak śmierciożerca znika za bramą, a potem jak Harry wita się z Ronem. Westchnęła. Sama chciałaby się z nim przywitać. Zobaczyła, że Harry chwilę rozmawia z Ronem i Hermioną, a potem odchodzi od nich. Zaraz będzie tutaj. I rzeczywiście. Nie minęła chwila, gdy usłyszała tuż obok siebie pyknięcie zwiastujące aportację i zobaczyła Harry’ego. Zdjęła z siebie pelerynę-niewidkę i podała mu ją.
- Gotowa na spotkanie z rodziną? – spytał, podchodząc do niej.
- Z-z rodziną? – wyjąkała. Nie wierzyła własnym uszom. Tak o tym marzyła.
- Oczywiście. A myślisz, że po co wysłałem tego człowieka do diabła? Chciałem dać ci możliwość spotkania się z rodzicami przed jutrzejszym wyjazdem do Hogwartu.
- Dziękuję. – Rzuciła mu się na szyję, obsypując go pocałunkami. – Od momentu, gdy się tu pojawiliśmy, tak o tym marzyłam.
- Wiem, kochanie. Wiem.

Słońce chowało się za wzgórzem, gdy stanęli na drodze prowadzącej do Nory. Przeszli przez bramę i weszli na podwórko. W kurniku cicho gdakały kury, gnomy biegały wśród trawy w ogrodzie, ale oni wytężali słuch, próbując usłyszeć co dzieje się w domu. Jednak w środku panowała cisza. Harry chwycił jedną ręką dłoń Ginny, a drugą zastukał w drzwi.
Z wewnątrz usłyszeli czyjś zduszony okrzyk, a potem czyjeś kroki. Drzwi otworzyły się. W progu stała Hermiona.
- Nareszcie jesteście. Już myślałam, że coś wam się stało.
- Jak widać wszystko z nami w porządku – powiedział Harry, wpuszczając Ginny do środka.
Hermiona zamknęła za nimi drzwi, a Harry rozejrzał się po kuchni. Nie było śladu po dzisiejszych wydarzeniach.
- Gdzie są wszyscy? – spytała Ginny, spoglądając na Hermionę.
- Tata jeszcze w pracy, my z Ronem siedzimy w salonie i czekamy na was, a mama... – urwała, gdy spojrzała na schody.
Na górze stała Molly Weasley i patrzyła na przybyłych. Zeszła powoli na dół, nie odrywając od nich wzroku.
- Ginny... Harry... To naprawdę wy? – spytała drżącym głosem.
Opadła na najbliższe krzesło, trzymając się za serce. W oczach miała łzy.
- Tak, mamo. – Ginny podeszła do matki, ukucnęła przy niej i chwyciła ją za dłonie. Harry stanął za nią i oparł ręce na jej ramionach. – Chciałam się z wami zobaczyć przed jutrzejszym wyjazdem i przy okazji zabrać moje rzeczy.
- Dzięki Bogu, żyjecie – powiedziała Molly, ocierając łzy. Odetchnęła uspokajająco. Wstała i chwyciła Ginny i Harry’ego w objęcia. – Tyle dziwnych i strasznych rzeczy o was piszą...
- Mamo, mówiłem ci, że to brednie – powiedział Ron, który wyszedł z salonu.
Ginny wyplątała się z objęć matki i podbiegła do brata.
- Ron!
- Witaj siostrzyczko – powiedział i przytulił ją do siebie.
- A gdzie jest... – pani Weasley rozejrzała się po kuchni, zajrzała do salonu, a potem wyjrzała przez okno.
- Jeśli mówisz o tym śmierciożercy, który nas pilnował, to już się tu nie pojawi – przerwał jej Ron.
- O czym ty mówisz? Jaki śmierciożerca? – Molly spojrzała zaskoczona na swojego syna.
- Nie ma o czym mówić. Dzięki Harry’emu już go nie ma – kiwnął głową w jego stronę.
- Na razie bym się nie cieszył – mruknął Harry. – Nie wiem jak zrozumiał wyrażenie: „wynoś się stąd do diabła”. Mam nadzieję, że nie sprowadzi tu swoich koleżków.
- Mam wrażenie, że będzie trochę nad tym myślał – stwierdziła Hermiona. – I przynajmniej na tę noc mamy spokój.
Molly podeszła do Harry’ego i ponownie chwyciła go w objęcia, jednak on miał tę świadomość, że na to nie zasługuje.
- Nigdy ci się nie odwdzięczymy – powiedziała, a gdy go wypuściła, spojrzała z troską na niego i Ginny i dodała: – na pewno jesteście głodni. Zaraz będzie kolacja. Hermiono pomóż mi, a wy siadajcie tutaj. – Wskazała na krzesła najbliżej.
- Mamo, ja też ci pomogę! – wykrzyknęła Ginny i podbiegła do niej.
Molly pokręciła głową.
- Nie, Ginny, usiądź. – Uścisnęła ją za rękę, nie spuszczając wzroku z niej i Harry’ego. – Nie mogę się na was napatrzyć. Tyle tygodni bez żadnych wieści... a teraz jesteście tutaj...
Odwróciła się od nich i poszła do spiżarni, a oni spojrzeli na siebie. Domyślili się, że chce przed nimi ukryć twarz. Wróciła chwilę później, niosąc wszystkie smakołyki, jakie tylko znalazła i razem z Hermioną zaczęła przygotowywać posiłek.
Kolacja była jednocześnie powitalną i pożegnalną. Wszyscy cieszyli się z powrotu Ginny i Harry’ego, a jednocześnie żegnali Ginny przed wyjazdem do Hogwartu. Pani Weasley nie odstępowała ich na krok. Wyczuwała, że od jutra znowu nie będzie ich widzieć.
- Zostaniecie na noc? – spytał Ron, który siedział obok Harry’ego.
- Raczej nie. Powinniśmy stąd odejść – mruknął Harry. – Mam wrażenie, że śmierciożercy już wiedzą, co tu się wydarzyło. Nie chcę was narażać...
Ginny wsunęła rękę pod jego ramię.
- Harry, proszę... zostańmy. Tylko na tę jedną noc...
Spojrzał na nią. Patrzyła na niego tak błagalnym wzrokiem, że nie mógł jej odmówić. Objął ją ramieniem i już zamierzał coś powiedzieć, gdy odezwała się Hermiona:
- Jedna noc nic nie zmieni, Harry – stwierdziła. – Jeśli śmierciożercy wiedzą, że tu jesteś, to tak czy inaczej tu trafią.
- Hermiona ma rację – mruknął Ron, kiwając głową.
- A zresztą, czy tego właśnie nie chciałeś? – spytała ostro Hermiona. – Ujawnić się?
Harry spiorunował ją wzrokiem, zwłaszcza, że pani Weasley spojrzała na niego badawczo.
- Możesz nie mówić tego tak głośno? – syknął.
Ginny przymknęła oczy. „Czy oni nie mają innych tematów?”, pomyślała, odwracając głowę i udając, że zainteresowało ją coś za oknem.
W tej samej chwili drzwi do ogrodu otworzyły się i w progu stanął pan Weasley.
- Molly, co tu się... – urwał, gdy jego wzrok padł na siedzącą przy stole córkę i Harry’ego. – Jak...? Skąd... wy tutaj?
- Cześć tato.
- Arturze, usiądź. – Molly podeszła do męża i pomogła mu zdjąć pelerynę. – Ginny jutro wyjeżdża do Hogwartu i chciała wziąć swoje rzeczy.
- A ten... jak mu tam, ten śmierciożerca... gdzie on jest? – spytał Artur, ściskając swoją córkę i podając rękę Harry’emu.
- Skąd wiesz, że to był śmierciożerca? – zapytał Ron.
- W Biurze Aurorów aż huczy. Wszyscy wiedzieli, co tu się stało i nadal dzieje.
- I nic nie zrobili? – spytał oburzony.
- Wiesz, że to nie jest takie proste. Czasami mam wrażenie, że Sam-Wiesz-Kto znowu się odrodził i wszyscy się boją o siebie i swoje rodziny. Ja wiem tylko to, co uda mi się podsłuchać, przechodząc obok Kwatery, lub jeśli któryś z aurorów ze mną porozmawia. A pro po, Harry. – Spojrzał na niego. – Rozmawiałem dzisiaj z Timem Crosbym. Nie wiedzieliśmy jak się z tobą skontaktować, ale gdy powiedziałem, że na pewno jutro będziesz na King’s Cross stwierdził, że będzie czekał na ciebie na peronie. On ci wszystko wyjaśni.
- W porządku – odparł Harry. – Mam w związku z tym prośbę. – Popatrzył po wszystkich. – Nie wiem, co będzie się jutro działo, dlatego dla waszego bezpieczeństwa tylko ja odprowadzę Ginny na pociąg.

Harry stał w pokoju Ginny oparty plecami o zamknięte drzwi. Przypominał sobie, jak kilka miesięcy wcześniej, podczas Bożego Narodzenia, musiał się tu zakradać, żeby spędzić jedną noc razem z nią, a dzisiaj... pokój Ginny stał się ich wspólnym pokojem. Podszedł do stojącego przy szafie kufra i wziął leżący na wierzchu list.
- Ginewra Weasley Potter – przeczytał cicho, opuszkami palców gładząc napisane zielonym atramentem litery. – Pewnie McGonagall zastanawiała się, które z nazwisk tu napisać i w końcu dała oba – mruknął, uśmiechając się pod nosem.
Odłożył list z powrotem na to samo miejsce i podszedł do okna. Chwilę patrzył w ciemność, a potem odwrócił się, oparł plecami o parapet i z założonymi rękami na piersiach czekał na powrót Ginny z łazienki, zastanawiając się jaką zrobić jej niespodziankę na tę ostatnią noc.
Ginny wyszła z wanny całkiem odprężona. Zakładając koszulę nocną i susząc ręcznikiem włosy, próbowała zdefiniować swoje uczucia. Czuła szczęście, bo mogła zobaczyć rodziców, Rona i Hermionę, czuła miłość do Harry’ego, który czekał na nią w pokoju, ale czuła także strach przed zbliżającą się samotnością i obawę, co będzie się dalej z nimi działo.
Wysuszyła różdżką włosy, rzuciła ostatnie spojrzenie w lustro i wyszła z łazienki. W domu panowała cisza. Pewnie wszyscy już spali. Podeszła do swojego pokoju i otworzyła drzwi. Widok, który ujrzała, bardzo ją zaskoczył. Cały pokój tonął w blasku świec, stały dokładnie wszędzie. Ich ciepłe światło otulało delikatnie wszystkie sprzęty. Weszła do środka, nieprzytomnym wzrokiem rozglądając się dookoła. Drzwi zamknęły się za nią z cichym stukiem, a potem poczuła obejmujące ją w pasie ręce.
- Podoba ci się?
- Nawet nie wiesz jak bardzo.
Delikatne, wilgotne usta Harry’ego wędrowały powoli po jej szyi i ramionach, a jego ręce błądzące po jej brzuchu sprawiły, że przeszedł ją dreszcz. Położyła ręce na jego dłoniach, próbując się uwolnić z jego objęć, ale on przycisnął ją mocniej do siebie. Odchyliła więc głowę do tyłu i przytuliła się plecami do jego klatki piersiowej.
- Chciałabym, żeby ta noc nigdy się nie skończyła... – wymruczała. – Jak pomyślę, że jutro...
- Cii... Nie myśl teraz o tym...
Harry rozluźnił ucisk i odwrócił ją przodem do siebie. Przez chwilę patrzył jej w oczy, a jego dłonie delikatnie pieściły jej ramiona.
Świat za drzwiami zniknął, skurczył się, czas odmierzany był uderzeniami ich serc, a przestrzeń, jakakolwiek była pomiędzy nimi i tak zdawała się być zbyt wielka. Dłonie Harry’ego, wiedzione jakby własnym rozumem, ujęły twarz Ginny i uniosły ją w górę. Ich wargi spotkały się w pół drogi... Przez chwilę Harry pieścił usta Ginny samym tylko oddechem, by za chwilę zawładnąć nimi z zapamiętaniem. Wkrótce dołączył do nich język, który obrysowywał ich kształt, a potem natarczywie wdarł się do środka, zmuszając Ginny do pogłębienia pocałunku. Ginny nie umiała pozostawać obojętną... Jej ręce zaczęły błądzić po plecach Harry’ego, po klatce piersiowej, z delikatnością i czułością gładziły każdy fragment jego ciała. Harry przyciągnął ją do siebie, tak, że teraz każdym skrawkiem skóry mógł czuć ją całą, cieszyć się dotykiem i ciepłem. Jedną ręką objął ją w pasie, a drugą wplótł w jej włosy. Ten dotyk sprawił, że przez ciało Ginny ponownie przebiegł elektryzujący dreszcz.
Uniósł ją, podszedł do łóżka i posadził na swoich kolanach. Ginny odchyliła do tyłu głowę. Korzystając z tego Harry przylgnął wargami do jej szyi. Usta i język rozpoczęły namiętną wędrówkę, na przemian całując i drażniąc wrażliwą na dotyk skórę.
Serce waliło Ginny jak oszalałe, drżała pod każdym jego dotykiem. Wtuliła się w jego ramiona i czuła jak lęk o przyszłość odchodzi... Harry popatrzył chwilę na nią i ponownie zaczął całować. Na początku delikatnie, spokojnie... potem szybciej, namiętniej...  Ułożył ją na miękkim łóżku, a jego dłonie zaczęły błądzić po całym jej ciele...
Ginny dawno nie przeżyła czegoś takiego, dawno nie czuła tak pochłaniającej przyjemności... Zarzuciła mu ręce na szyję, przyciągając jego twarz do swojej. Pragnęła, żeby ta chwila nigdy się skończyła i by było tak zawsze. Nie chciała, żeby nadszedł nowy dzień, chociaż wiedziała, że jest to nieuniknione. I wiedziała też, że od jutra będzie miała co wspominać i za czym tęsknić.
Rano obudził ją czuły dotyk jego ręki na policzku, który delikatnie schodził niżej, po jej szyi aż na plecy. Uwielbiała ten sposób budzenia. Uchyliła lekko powieki. Harry siedział na skraju łóżka i uśmiechał się. Zamruczała cicho, przekręcając głowę w stronę okna.
- Nie chcę jeszcze wstawać... Tu mi jest tak dobrze...
- Dzień dobry, pani kapitan – szepnął, nachylając się do niej i całując ją w policzek.
- Kapitan? – spytała zaskoczona, podnosząc się na łóżku i patrząc na niego. – Ja?
- Mam wspaniałego następcę w drużynie – powiedział, obejmując ją ramieniem.
- Skąd wiesz?
Wyciągnął rękę, pokazując jej znaczek.
- Kilka minut temu McGonagall przysłała go dla ciebie.
W tej samej chwili usłyszeli pukanie do drzwi i głos pani Weasley:
- Harry, Ginny... śniadanie. Musicie się pospieszyć, bo nie zdążycie na pociąg.
A potem oddalające się kroki na schodach.
- Czemu nie weszła do środka? – zapytała, patrząc na drzwi. – Zablokowałeś drzwi zaklęciem?
Harry przyciągnął ją do siebie bliżej i posadził na kolanach.
- Gdy spałaś, wyszedłem na chwilę do łazienki i wpadłem na nią. Powiedziałem jej, że chcemy się pożegnać... i żeby nam nie przeszkadzała.
- Naprawdę zostało tak niewiele czasu? – spytała, przymykając oczy.
- Wiem o czym myślisz – mruknął, odgarniając jej włosy. – Niestety. Za niecałe trzy godziny wsiądziesz do pociągu i...
- Nie kończ – przerwała mu, kładąc rękę na jego ustach.

Na peron dotarli piętnaście minut przed jedenastą. Harry pomógł Ginny wstawić kufer do najbliższego wagonu, a potem odsunęli się trochę z dala od ciekawskich spojrzeń.  Harry stanął za Ginny i przytulił ją do siebie. Tym sposobem miał dobry widok na to, co dzieje się na peronie i przy okazji mógł wśród tłumu wyszukiwać Tima.
- Nie chcę jechać do Hogwartu – szepnęła. – Tak krótko byliśmy razem...
- Zobaczymy się w święta – mruknął.
- To dopiero za cztery miesiące – jęknęła. – A przez ten czas...
- Nie będziesz miała czasu na nic – przerwał jej. – Będziesz uczyć się do owutemów. Poza tym McGonagall zrobiła cię kapitanem drużyny i będziesz musiała rozplanować treningi. Z chęcią zobaczyłbym cię w akcji...
- Boże... – westchnęła. – Gdzie ja znajdę szukającego? Nikt nie będzie się z tobą równać. Byłeś najlepszy...
- Poradzisz sobie.
Odwróciła się do niego. Podniosła rękę i delikatnie dotykała jego ust, policzków, czoła. Chciała dotykiem zapamiętać jego twarz. On chwycił jej rękę i pocałował w dłoń, a potem lekko się schylił i pocałował jeszcze raz, ale tym razem w usta.
- Jak ja nienawidzę pożegnań z tobą. – Po policzku Ginny spłynęła jedna łza. Harry starł ją kciukiem, a ona  przytuliła się do jego dłoni. – To takie trudne. Tak chciałam pożegnać się z tobą z uśmiechem...
- Ginny... To tylko cztery miesiące. Pamiętasz jak szybko minął tamten rok, kiedy... – urwał, gdy zobaczył jej minę.
- Uważasz, że to było szybko?
Harry pokręcił głową.
- Nie. Przepraszam.
Chwilę stali w ciszy, patrząc na siebie. Z daleka usłyszeli gwizdek ostrzegawczy i trzask zamykanych drzwi. Podeszli do pociągu, Ginny weszła do środka i z korytarza wyjrzała przez okno, wyciągając do niego rękę.
- Ginny!
Z drugiego końca wagonu usłyszeli krzyk Jill. Spojrzeli na siebie z westchnieniem. Już  nie będą sami.
- Dzięki Bogu, jesteś. Cześć Harry! – Jill przepchnęła się przez tłum dzieciaków, żegnających się z rodzicami. – Razem z Luną zastanawiałyśmy się czy będziecie. Tyle różnych bzdur się naczytałam w „Proroku” na wasz temat, że pod koniec wakacji już miałam dość. Jesteśmy z Luną w następnym wagonie – dodała, wskazując kciukiem przez ramię.
- Jill... – Ginny pokręciła głową. – Możesz zostawić nas samych? Zaraz do was dojdę – poprosiła.
- Oczywiście. Przepraszam. – Podniosła ręce i odeszła.
Harry chwycił Ginny za rękę i szepnął:
- Uważaj na siebie i trzymaj się blisko dziewczyn.
- Wiesz, tak naprawdę chciałabym powiedzieć, że nie jadę, zostaję z tobą, albo może... – zawahała się chwilę, a potem krzyknęła: – Harry, jedź ze mną! Przecież ty też tęsknisz za Hogwartem!
- Wiesz, że nie mogę... – Pokręcił głową.
- Wiem – kiwnęła głową ze smutkiem. Wychyliła się mocniej do niego, próbując pocałować go ostatni raz. – Bądź ostrożny. Nie chcę czytać o tobie w „Proroku”...
Ekspres Hogwart powoli ruszał z peronu dziewięć i trzy czwarte. Harry szedł chwilę, trzymając ją za rękę, lecz gdy pociąg zaczął nabierać prędkości, puścił ją i pozostał z podniesioną ręką, machając i patrząc za Ginny, aż pociąg zniknął za zakrętem.
Już miał się odwrócić, gdy poczuł, że ktoś wbija mu różdżkę w kręgosłup.
- No i mam cię, Potter – wysyczał mu do ucha jakiś głos. Aż za dobrze go znał. Bellatriks Lestrange.
- Czego chcesz?
- Jakie to było słodkie... Aż mi się rzygać chciało – wycedziła przez zęby.
- Czego chcesz? – ponowił pytanie.
- Niezła sztuczka, Potter. Nie wiedziałam, że jesteś zdolny do rzucania Zaklęć Niewybaczalnych. Rabastan o wszystkim mi powiedział.
- No i co z tego? Teraz chcesz mnie zabić? Na oczach wszystkich?
- O nie. Nie teraz. Z chęcią bym się zabawiła, ale Lucjusz ma co do ciebie inne plany.
Serce podskoczyło Harry’emu do gardła. Dziękował niebiosom, że Ginny tego nie widzi i  modlił się w duchu, żeby wreszcie pojawił się Tim.
- Co z ciebie za auror? – spytała szyderczo. – Dać się złapać na bezpiecznym peronie. Widać nic się nie zmieniłeś. Bohater od siedmiu boleści – prychnęła. – Liczysz tylko na to, że ktoś cię uratuje. To takie żałosne.
- Skąd wiesz, że nie ma tu żadnego aurora?
- Takie ckliwe pożegnanie miałby ktoś obserwować? – zaśmiała się ironicznie.
- Harry? Jesteś tu? – W tej samej chwili doszedł ich głos Tima.
- Spotkamy się jeszcze, Potter i uważaj na tę swoją małą – Bellatriks syknęła mu do ucha i, zanim zdążył się obrócić, zniknęła.

5 komentarzy: