piątek, 22 czerwca 2012

110. Oczekiwana niespodzianka


Harry opadł na poduszki wpatrzony w drzwi, które zamknęły się za Ginny. Taka miła, urocza dziewczyna... Parsknął śmiechem. Wszystko można powiedzieć o Ginny, ale tym razem nie to, że jest miła. Raczej wściekła.
Wstał, przeciągnął się i podszedł do drzwi. Uchylił je i wystawił różdżkę. Z salonu słyszał grzechot klocków Teddy’ego i rozmowę dwóch kobiet: Andromeda przepraszała Ginny za to wtargnięcie o tak wczesnej porze. Mruknął cicho „Accio” i jego ubrania, które nadal leżały na schodach, posłusznie trafiły w jego ręce. Zamknął drzwi z powrotem i poszedł do łazienki. Po szybkim prysznicu i założeniu swetra i dżinsów, powolnym krokiem udał się na dół.
Teddy siedział na dywaniku przed kominkiem i z wielkiego pudła wygrzebywał kolorowe klocki, które układał w sobie tylko znaną budowlę. Harry zatrzymał się u stóp schodów, chwilę go obserwując, po czym zapytał:
- Co tam masz, mały?
Chłopiec poderwał główkę na dźwięk jego głosu i krzyknął:
- Wujek!
Podskoczył, rozsypując naokoło klocki i podbiegł do niego, wskakując mu na ręce i obejmując go za szyję.
- A na schodach były twoje rzeczy – powiedział niezadowolony – i nie pozwoliły mi iść na górę i powiedzieć cioci, że jestem. Przewróciłem się, ale nic mi się nie stało – dodał pewniejszym głosem.
- Już ich nie ma – mruknął Harry i usiadł na kanapie z Teddym na kolanach, który dalej mówił.
- Babcia na mnie nakrzyczała, ale przecież, żeby opiekować się ciocią to musiałem być blisko niej, prawda?
Harry pokiwał głową.
- Od dziś nie musisz, bo ja już się tym zajmę – powiedział i zerknął na stojącą w progu kuchni Ginny. Uśmiechała się ukradkiem znad kubka kawy.
- Śniadanie gotowe – oznajmiła.
- Ale ja chcę się bawić z wujkiem – jęknął Teddy. – Pobawisz się ze mną? – zapytał i chwycił Harry’ego za twarz, by wujek spojrzał na niego. – Ała! Ostre.
Ginny wróciła do kuchni, a na progu pojawiła się Andromeda.
- Nie, Teddy. Wujek dopiero wstał i na pewno jest głodny – zaczęła mu tłumaczyć.
- A mogę zjeść z wujkiem? Proszę... – Spojrzał na babcię.
- Ty już jadłeś w domu. I jeszcze chcesz?
- No nie... Ale chcę być z wujkiem...
- Ciocia też chce z nim być.
- Niee! – krzyknął i wtulił się w Harry’ego, a z oczek zaczęły płynąć łzy. – Ciocia ma wujka cały czas a ja nie!
- Wujek już nigdzie nie wyjeżdża, jeszcze zdążysz się nacieszyć.
- Babcia ma rację – wtrącił się Harry. – Poza tym ciocia Ginny pewnie chce mi opowiedzieć, co się działo, gdy mnie nie było. Wróciłem późno i jeszcze nic mi nie powiedziała, wiesz?
- A ciocia nie może tego powiedzieć teraz?
- Nie, Teddy – odezwała się Ginny, która ponownie do nich wyszła. – Dorośli mają swoje tajemnice i dzieci nie powinny o tym wiedzieć.
Teddy popatrzył niezadowolony na dorosłych.
- Zabawki możesz zostawić tutaj. – Ginny wskazała na dywan przed kominkiem. – Jak wrócisz, to będziesz mógł dalej się bawić.
- A wy nie będziecie się nimi bawić? – zapytał Teddy.
- Nie – odparł Harry ze śmiechem. – Ale jak chcesz to rzucę na klocki zaklęcie nietykalności. Jak wrócisz, to będziesz wiedział, czy ktoś je ruszał.
- To super! – wykrzyknął i pocałował Harry’ego w policzek, lekko się krzywiąc. – Wujek, ale ty drapiesz!
- Wujkowi rośnie broda – mruknęła Ginny.
- Teddy, pora na nas. – Andromeda wyciągnęła do niego rękę. – Później tu wrócimy.
- No dobrze... – jęknął i zsunął się z kolan Harry’ego. – To cześć!
Chwycił babcię za rękę, Andromeda wrzuciła garść proszku Fiuu do kominka i zniknęli.
Harry odetchnął. Na szczęście Teddy ominął wrażliwy temat leżących na schodach jego ubrań. Wstał i poszedł do kuchni. Ginny ustawiała na stole grzanki i jajecznicę. W kubku parowała gorąca kawa.
- Nie ma to jak domowe śniadanie – mruknął i objął ją. – Dziękuję.
- Nie masz dość po dzisiejszym poranku? – zapytała, natychmiast poddając się delikatnej pieszczocie, gdy Harry wtulił ją w siebie.
- Chcę nadrobić stracony czas... – wyszeptał, delikatnie przygryzając płatek jej ucha.
- Będziesz miał na to jeszcze dużo czasu. Teraz zjedz, bo coś czuję, że niedługo znowu może ktoś nam przeszkodzić.
- Kto? – Harry natychmiast się odsunął. Ginny odwróciła się. – Przecież jeszcze nikt nie wie, że wróciłem, prawda?
Usiadł za stołem i nałożył na talerz porcję jajecznicy.
- No... – zawahała się i usiadła naprzeciwko niego. – Zanim zszedłeś na dół, zajrzała przez kominek Hermiona i od razu poznała, że wróciłeś.
Harry z trudem przełknął kęs tosta.
- Jak?
- Gdy mieszkałam u nich, Hermiona poznała większość moich humorów, o których ty jeszcze nie wiesz – mruknęła, gdy dostrzegła jego spojrzenie, i upiła łyk kawy.
- Ginny, kochanie! – Z salonu usłyszeli głos Molly Weasley. – Jesteś w domu?
Harry spojrzał na nią i potrząsnął głową.
- Jakby co, to mnie jeszcze nie ma – szepnął.
- W porządku. Jedz. – Wstała, machając do niego ręką.
- Ginny!
- Już idę, mamo! – krzyknęła i wyszła do salonu.
Mama przyglądała się jej z uwagą.
- Kochanie, ty jeszcze w szlafroku? Już prawie południe.
- Wczoraj miałam ciężki dzień – mruknęła i uklękła przed kominkiem. – Dopiero wstałam i miałam zjeść śniadanie. Czy coś się stało?
- Czy coś musi się stać, by matka zajrzała do własnej córki?
- Ależ oczywiście, że nie – żachnęła się Ginny. – Tak pytam, po prostu mnie zaskoczyłaś.
- Martwiłam się. Nie odzywasz się...
- Mamo – jęknęła. – Wiesz, że zbliża się koniec sezonu i teraz dużo trenujemy. A wczoraj miałam naprawdę ciężki mecz.
Mama pokiwała głową ze zrozumieniem.
- A miałaś jakieś wiadomości od Harry’ego?
Ginny westchnęła. Co ma teraz powiedzieć? Zerknęła w bok, gdzie Harry wystawił głowę i podsłuchiwał całą rozmowę.
- Nie, ale teraz ma egzaminy i pewnie się uczy.
- Mam nadzieję, że wróci niedługo – powiedziała Molly. – Może wreszcie się uśmiechniesz.
- Mamo! – krzyknęła z wyrzutem. – Kiedy ja się nie uśmiechałam?
- Dość często... Widzę jak uciekasz myślami gdzieś daleko, gdy przychodzisz do nas na obiad... No i, gdy ciebie nie ma, bo masz treningi albo mecze...
- Bo wtedy staram się skupić na grze – odparła.
- A propos obiadu. Może wpadniesz dzisiaj do Nory? Będą Ron i Hermiona, Fred i George, może Percy...
Ginny odwróciła głowę w stronę kuchni, udając, że się zastanawia, a w rzeczywistości sprawdzała, co o tym myśli Harry. Może on chce spędzić ten dzień tylko z nią?
- To jak? Przyjdziesz? – dopytywała się mama.
Harry podniósł kciuk do góry i kiwnął głową, a ona spojrzała na matkę.
- No dobrze. Ale tak na chwilę.

Kiedy aportowali się w ogródku Nory, Ginny wcisnęła rękę pod ramię Harry’ego i podeszli pod drzwi. Nie zdążyli zapukać, gdy ze środka usłyszeli zduszony okrzyk, a potem drzwi się otwarły i w progu pojawiła się Molly.
- Harry, kochaneczku! – wykrzyknęła i uściskała go serdecznie. – Już jesteś?
- Wróciłem wczoraj w nocy – odparł z uśmiechem.
- W nocy? Pewnie jesteś zmęczony! Ginny – fuknęła na nią – czemu nie powiedziałaś? Nie nalegałabym...
- Chcieliśmy zrobić wam niespodziankę – mruknęła. – I dlatego będziemy krótko. Poza tym wieczorem ma do nas przyjść jeszcze Teddy, żeby pobawić się z wujkiem.
- Rozumiem.
Z salonu wybiegł Ron a za nim Hermiona. Uścisnęli się z Harrym na powitanie.
- Harry!
- Wreszcie jesteś, stary!
- Dobrze was widzieć i dzięki Hermiono za przygarnięcie tej tutaj – szepnął Harry do Hermiony, ale niestety Ginny go usłyszała.
- „Tej tutaj”? – Szturchnęła go w ramię. – Po tylu latach zostałam „Tą tutaj”?!
- Nie to miałem na myśli... – zaczął się tłumaczyć.
Hermiona nachyliła się do niej i szepnęła:
- Nie było go trzy lata, to zapomniał, jak masz na imię...
- Już ja mu przypomnę! – warknęła i parsknęła śmiechem, gdy Harry z ostrego spojrzenia jakie rzucił Hermionie, zrobił potulną minkę.
- Harry, ktoś do ciebie z ministerstwa. – Podeszła do nich pani Weasley. – Czeka w kuchennym kominku.
- Co? Teraz? – Harry przeklął. – Dobrze, zaraz sprawdzę, o co chodzi.
Wszedł do kuchni. Z kominka wystawała głowa Marka.
- Co się dzieje? – warknął, zanim ten zdążył coś powiedzieć. – Miałem mieć kilka dni wolnego.
- Wiem stary, ale Laughter nalegał, żebyś był. Cały czas ciągnie się sprawa tych zniknięć i potrzebujemy pomysłów, bo jak na razie jesteśmy dwa kroki za tamtymi.
- A sprawdziliście Azkaban? Jakieś ślady?
- Nic nie ma... ale mamy naciski od samego ministra. To on nalegał, by coś z tym zrobić.
- I to nie może zaczekać, tak?
- No nie...
- Kingsley... – Harry zamyślił się. Będzie musiał z nim pogadać. – Dobrze, przyjdę.
- Wiem, że nie jest ci to na rękę, ale Shacklebolt naprawdę nalegał.
- Jasne – mruknął Harry.
Pyknęło i Mark zniknął. Harry odwrócił się. W wejściu stała Ginny z założonymi rękami na piersiach.
- Musisz iść – stwierdziła sucho.
- Mnie to też się nie podoba – syknął. – Prawdopodobnie wrócę wieczorem.
Podszedł do niej i uścisnął mocno, całując ją w czoło.
- Tak chciałbym zostać z tobą...
- Ale łapanie śmierciożerców jest ważniejsze ode mnie – warknęła. – No trudno. Od tylu lat próbuję się do tego przyzwyczaić i jakoś mi to nie wychodzi.
- Ty jesteś ważniejsza...
- Tak tylko mówisz – mruknęła i odepchnęła go. – Idź już. Jakoś cię wytłumaczę.
Pocałował ją jeszcze raz, tym razem w usta, wyszedł na zewnątrz i deportował się.

Tak mijały im kolejne dni. Harry większość czasu spędzał w ministerstwie, a Ginny na treningach i ostatnich meczach w sezonie. Czasami zdarzało się, że spotykali się na stadionie, na którym grała, gdy Harry patrolował pobliskie wrzosowisko.
Nieraz Harry wracał do domu zmęczony i wściekły, bo nic nie przynosiło zamierzonych efektów w schwytaniu przestępców. Po pewnym czasie Ginny już z daleka, gdy aportował się przed furtką, wiedziała w jakim jest humorze i po prostu przestała go pytać „Co tam słychać?”, by jeszcze bardziej go nie denerwować. Najgorzej było, gdy któregoś dnia w „Proroku Codziennym” pojawił się artykuł Skeeter o porwaniu jakiejś ważnej osobistości z ministerstwa. Oczywiście oskarżyła w nim aurorów o nieudolność i bezczynność i dała do zrozumienia, że minister jest w największym niebezpieczeństwie. Wrócił wtedy jeszcze bardziej wściekły i tuż po kolacji zniknął w gabinecie, nie zapytawszy uprzednio, co u niej. Dopiero późnym wieczorem przeprosił ją za to i wysłuchał jej narzekań na ostatnie treningi, które robią się coraz bardziej wyczerpujące, a ona najchętniej spałaby po nich cały dzień, a przynajmniej kilka godzin.

Czas mijał. Październik zamienił się w listopad, a listopad w grudzień, przynosząc szarugę i pluchę.
Ginny czuła się coraz gorzej. Choć odczuwała głód, odrzucały ją nawet gotowane ziemniaki i pieczone kurczaki. Starała się jeść, ale prawie natychmiast wszystko zwracała. Starała się to ukrywać przed Harrym, ale nudności nachodziły ją nieoczekiwanie. Tak było i tego dnia. Szykowała właśnie dla niego śniadanie. Przygotowała tosty i kawę, ale gdy poczuła jej zapach, natychmiast zrobiło jej się niedobrze.
Harry zatrzymał się w progu kuchni, gdy Ginny z ręką na ustach przebiegła obok niego i zamknęła się w łazience.
- Ginny, wszystko w porządku? – zapytał zaniepokojony.
- Chyba tak – jęknęła, jednak po chwili znowu zwymiotowała.
- Co ci jest? – spytał, gdy wyszła, ocierając usta ręką.
- Nie wiem. Męczy mnie to już od jakiegoś czasu. Pewnie to jakieś zatrucie. Pójdę przed treningiem do naszego uzdrowiciela, to może mi przepisze jakiś eliksir na niestrawność.
Wziął ją pod ramię, podszedł do stołu i posadził na krześle, a sam zajął się przygotowaniem posiłku.
- Zjesz coś? – zapytał zanim ugryzł się w język, a Ginny potrząsnęła głową. – Napijesz się?
- Może wody – jęknęła. – I nie przejmuj się tak mną – dodała, gdy podał jej szklankę. – Zrób sobie coś do jedzenia i idź do pracy.
- Może powinienem zostać z tobą? Może bym ci w czymś pomógł?
- Nie musisz, naprawdę – zaprotestowała i wypiła kilka łyków. – Już mi lepiej.
- Jesteś pewna?
- Jasne.
- To dobrze. Ale natychmiast powiadom mnie, co z tobą, jak będziesz coś wiedzieć.
- W porządku.
Pocałował ją w czoło i wyszedł.

Ginny spędziła u uzdrowiciela kilka godzin. Zrobili jej mnóstwo badań i wkrótce miała już dość. Na dodatek teraz siedziała w gabinecie piętnaście minut i czekała na wyniki. Wreszcie doczekała się na uzdrowiciela. Zasiadł za biurkiem całkowicie skoncentrowany na jej karcie i zapisanych na niej danych.
- Pani Potter... – urwał i kilka razy stuknął różdżką w pergamin.
Ginny spojrzała na niego krzywo. Niech on wreszcie powie, co jej dolega, pomyślała, bo znowu zaczyna się jej zbierać na wymioty.
- Wygląda, że wszystko jest w porządku. Nawet lepiej, ale radziłbym przestać grać w quidditcha przez następne kilka miesięcy.
- Co? Zrezygnować z quidditcha? Ale następny sezon... – jęknęła. Co teraz powie Gwenog? Przecież tyle planowały po nowym roku. Miały opracować nową taktykę... Chciała zaprotestować, ale zaniemówiła, gdy usłyszała kolejne zdanie uzdrowiciela:
- Obawiam się, że to nie będzie dobre dla dziecka. Tak, dziecka – powtórzył i uśmiechnął się. – I – zerknął z powrotem do notatek – jeśli się nie mylę, to drugi miesiąc. Gratuluję. Przekazuję panią do wspaniałego uzdrowiciela, który będzie prowadził pani ciążę aż do porodu. Teraz proszę dużo odpoczywać i dobrze się odżywiać, a wszystko będzie dobrze.
Ginny kiwnęła głową i wyszła z gabinetu. Natychmiast deportowała się do domu. Czuła taką euforię, że gdyby nie sufit pewnie wylewitowałaby pod niebo. Spodziewa się dziecka! Tak długo na to czekała.
Położyła się na kanapie przed kominkiem, w którym huczał wesoło ogień. Mimowolnie dotknęła brzucha. Wiedziała, że to jeszcze za wcześnie, żeby coś poczuć, ale świadomość, że tam w środku rośnie mała istotka, która jest częścią Harry’ego i może będzie do niego podobna, sprawiła, że ogarnęła ją wszechobejmująca czułość, ciepło bijące z serca objęło ją całą, a z oczu pociekły jej łzy.
W tej samej chwili rozległ się stuk w drzwi, które rozwarły się na oścież, i w progu stanął Harry.
- Ginny! – zawołał.
Rozpoznała po głosie, że jest zdenerwowany. Wstała z kanapy i spojrzała na niego z delikatnym uśmiechem.
- Jestem tutaj – mruknęła. Nadal trzymała rękę na brzuchu.
Harry dostrzegł, że płacze. Natychmiast znalazł się przy niej.
- Ginny, kochanie, co się stało? Tak się denerwowałem, że nie mogłem usiedzieć w ministerstwie i wróciłem wcześniej. Co powiedział uzdrowiciel?
- Harry... – szepnęła, a z oczu popłynęły kolejne łzy. – Jestem w ciąży.
- W ciąży... – powtórzył. Powoli do niego docierało to, co powiedziała. Widziała, jak rozszerzają mu się źrenice z radości.
- Tak, Harry. Za siedem miesięcy pojawi się wśród nas następny Potter.
Stał chwilę oniemiały, po czym chwycił ją w ramiona i odtańczył z nią dziki taniec.
- Daj spokój, wariacie! – zaśmiała się.
- Jestem wariatem! – wykrzyknął i zaczął ją zachłannie całować. – Kocham cię!
Szczęście i radość eksplodowało w nim z siłą małej bomby. Przed nimi siedem miesięcy oczekiwania na nowego członka rodziny... A już niedługo podzielą się tą wiadomością z najbliższymi...

6 komentarzy:

  1. Cudo.Nareszcie mały Potter :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super, że Harry i Ginny zostaną rodzicami :)
    \ Szysza^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak!
    Nie mogłam się doczekać aż w końcu będą rodzicami! :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Nareszcie Ginny i Harry rodzicami:*****

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam Twojego bloga. Sama nie potrafiłabym wymyślić czegoś TAKIEGO. 😊 Zazdroszczę Ci takiego talentu. Powinnaś napisać wszystkie te opowiadania w jednej książce. Jeśli tak zrobisz będę pierwszą osobą która ją kupi. 😍 Proszę pisz dalej!

    Fanka Harry'ego Pottera ❤

    OdpowiedzUsuń
  6. Podziwiam cię

    OdpowiedzUsuń