wtorek, 12 czerwca 2012

20. Pierwsze zajęcia


Rano obudził się piaskiem pod oczami, bo zasnął dopiero przed świtem. Rozejrzał się i zobaczył Rona stojącego przy jego łóżku.
- Harry, wstawaj! Zaraz będzie śniadanie. Zaczynamy zajęcia.
- Dobra, już wstaję. Zaczekaj chwilę, to pójdziemy razem.
- Tylko się pośpiesz, bo dziewczyny czekają na nas na dole, a w Wielkiej Sali już wszyscy na pewno zjedli.
Zeszli do pokoju wspólnego. Hermiona i Ginny stały przy portrecie Grubej Damy.
- To jak? Wszyscy gotowi na dzisiejszy dzień? – spytała Hermiona.
- Jasne. Jestem strasznie głodny – stwierdził Ron i wziął Hermionę za rękę.
Harry podszedł do Ginny, która patrzyła na niego podejrzliwie, ale nic nie powiedziała, tylko wzięła go pod ramię i wyszli na zewnątrz.
W Wielkiej Sali jak zawsze o tej porze było już wiele osób. Przy stole Gryfonów chodziła McGonagall, rozdając plany zajęć. Podeszła do nich i powiedziała:
- No, już jesteś Potter. Mam dla ciebie poszerzony plan, bo zawiera rozkład zajęć siódmego roku i plany nauczania obrony przed czarną magią. Jest tak ustawiony, żebyś miał normalne zajęcia, ale w niektórych przypadkach będziesz miał indywidualne zajęcia z niektórych przedmiotów.
- Dobrze pani profesor – odpowiedział, biorąc od niej pergamin.
McGonagall dała plany pozostałym i odeszła. Wszyscy spojrzeli po swoich planach.
- O nie! Mamy dziś Slughorna i Sprout, ale dopiero za godzinę – jęknął Ron. – A ty? – spojrzał na Harry’ego.
- Ja zaraz po śniadaniu zaczynam zajęcia z pierwszą klasą. Czuję, że nie będę miał łatwego roku.
- A kiedy masz obronę z moją klasą? – Ginny patrzyła na swój plan.
- Już jutro – westchnął. – Nie wiem jeszcze, co będę z wami robił, muszę porozmawiać z Lupinem.
Po czym wstał i poszedł do stołu nauczycielskiego.
- Harry, a śniadanie? Nic nie zjadłeś! – krzyknęła za nim Hemiona, ale on był już daleko.
Kiedy zabrzmiał dzwonek na pierwszą lekcję Harry miał pewne obawy, gdy wchodził do klasy obrony, gdzie czekali już na niego pierwszoroczni. Wiedział, że z nimi nie może zacząć od poważnych rzeczy, tylko od podstaw. Podszedł do biurka, popatrzył na siedzących przed nim uczniów i zaczął czytać listę. Wielu z nich miało przerażone miny, gdy patrzyli na Harry’ego.
- Jak już wiecie – zaczął – będę was w tym roku uczył obrony przed czarną magią. Będzie to także robił profesor Remus Lupin, kiedy ja będę zajęty nauką do swoich egzaminów. Zawsze jednak, kiedy będziecie chcieli mnie o coś zapytać między lekcjami, będziecie mogli to zrobić w gabinecie na pierwszym piętrze, w Wielkiej Sali, albo w pokoju wspólnym Gryfonów.
- Czy będziemy się uczyć zaklęć obronnych i rzucania uroków, panie profesorze? – spytał mały chłopiec o jasnych włosach, podnosząc rękę.
Harry spojrzał na niego i spytał:
- Jak masz na imię?
- Nazywam się Mark Cassidy.
- Nie, Mark. Tego będziecie się uczyć później. Na początku poznacie teorię obrony i różne stworzenia czarnomagiczne i jak z nimi postępować.
- A jak pan pokonał Sami-Wiecie-Kogo? – spytał inny.
- To nie jest tematem dzisiejszej lekcji. Może kiedyś wam opowiem. Teraz zajmiemy się obroną przed czarną magią i jak się bronić przed różnymi zaklęciami.
Po tych słowach Harry dał im do przeczytania książkę o samoobronie, a sam zaczął przechadzać się wśród ławek marząc o krótkim sam na sam z Ginny nad jeziorem.
Przed wyjściem z klasy na przerwę spojrzał na okno i zobaczył Hedwigę, która pukała lekko w szybę. Podszedł bliżej i wyciągnął rękę. Sowa sfrunęła do niego i usiadła mu na ramieniu wyciągając nóżkę, do której miała przywiązany mały pergamin.
- Co tam masz? – spytał.
Nie spodziewał się listu od nikogo. Rozwinął pergamin i od razu poznał pismo Ginny, która napisała:

Kochanie,
Wiem, że jesteś zajęty, dlatego piszę do Ciebie te kilka słów. Czy możemy się spotkać dzisiaj? Tęsknię za Tobą i czuję, że niedługo eksploduję ze smutku za Tobą, bo nie ma Cię koło mnie. Przecież ostatnio byliśmy zawsze razem, a teraz musimy być oddzielnie. Będę czekać na Ciebie przy drzwiach wejściowych przed obiadem.
Całuję Cię.
                                                                                 Twoja Ginny.

Włożył list do wewnętrznej kieszeni szaty i z uśmiechem na ustach poszedł szybkim krokiem do lochów, gdzie miały zacząć się lekcje eliksirów dla siódmoklasistów.
- Co się tak szczerzysz? – spytał Ron, gdy Harry wbiegł do klasy.
- Nic. Nieważne – odparł i zaczął grzebać w swojej torbie, bo do lochu wkroczył Slughorn i z radością powitał wszystkich obecnych.
- Jak miło znów was widzieć. Na dzisiejszej lekcji będziemy warzyć eliksir dobrze już wam znany i wiem, że niektórzy zażywali ten eliksir bez własnej wiedzy na poprzednim roku. Mam oczywiście na myśli amortencję.
Po tych słowach spojrzał na Rona, który miał okazję poznać jego moc na poprzednim roku, kiedy przez przypadek zjadł kociołki czekoladowe naszpikowane tym eliksirem. Chłopak zrobił się czerwony i odwrócił głowę, ale i tak Harry parsknął śmiechem. Pamiętał dobrze tę historię. Te kociołki były przeznaczone dla niego, a Ron po ich zażyciu nie dość, że zakochał się w Romildzie Vane, to po wypiciu antidotum podanego mu przez Slughorna i zatrutego miodu znalazł się w skrzydle szpitalnym. Ron spojrzał na niego wściekły, ale nic nie powiedział. Slughorn nadal kontynuował.
- Amortencja. To najsilniejszy eliksir miłosny, który, jak już wam mówiłem nie wzbudza prawdziwej miłości tylko powoduje silną obsesję. Kto mi powie, jaki składnik potrzebny do uwarzenia tego eliksiru jest najbardziej cenny i trudny do zdobycia?
Ręka Hermiony wystrzeliła w powietrze.
- Tak, panno... hmm, pani Weasley?
- Zamrożone jaja popiełków.
- Bardzo dobrze. Zarobiłaś właśnie dziesięć punktów dla Gryffindoru. A teraz otwórzcie wasze podręczniki na stronie pięćdziesiątej szóstej i spróbujcie uwarzyć ten eliksir. Tylko ostrożnie. Ponieważ nie mam tych jaj za dużo.
Wszyscy wyciągnęli podręczniki. Harry wyjął książkę, która należała do Ginny, bo jego nadal była schowana w Pokoju Życzeń. Poza tym wzbudzała zbyt wiele złych wspomnień, głównie z byłym nauczycielem eliksirów – Sewerusem Snapem.
Lekcja szybko minęła. Kiedy zadzwonił dzwon ogłaszający przerwę obiadową, Harry szybko spakował swoje rzeczy do plecaka i nie patrząc na nikogo wybiegł z klasy. Wbiegł na górę do sali wejściowej i zobaczył ją. Stała oparta o drzwi wpatrzona w Zakazany Las. Jej rude włosy delikatnie rozwiewał wiatr. Podszedł do niej od tyłu zakrywając jej oczy i szepcząc do ucha:
- Jesteś piękna, mi też ciebie brakuje.
Ginny odwróciła się do niego i pocałowała go. Wziął ją za rękę i wyprowadził na pusty dziedziniec.
Następnego dnia Ginny stała pod klasą przed pierwszymi zajęciami z obrony. Te lekcje mieli mieć z Krukonami, dlatego obok niej stała Luna.
- Wiesz, co będziemy dzisiaj robić? – spytała ją.
- Nie. Nic nie wiem. Harry nic mi nie mówił.
- Ty i tak na pewno będziesz miała dużo lżej od nas – powiedziała Jill.
- Nie byłabym tego taka pewna – stwierdziła i odwróciła się do drzwi, bo te w tej samej chwili otworzyły się i Harry zaprosił ich do środka.
Gdy już wszyscy usiedli, Harry rozejrzał się po klasie i powiedział:
- Na pewno zastanawiacie się, co będziemy robić i jak się macie do mnie zwracać.
W klasie zrobił się ruch, ale on próbował tego nie zauważyć.
- Nie będę udawał, że wielu z was mnie zna i niejedno już ze mną przeszli – spojrzał po wszystkich, aż doszedł do Luny, a potem zatrzymał dłużej wzrok na Ginny. – Nie oczekuję od was, że będziecie się do mnie zwracać „panie profesorze”, bo ja się nim nie czuję, poza tym jestem tylko rok starszy od was. Robię to tylko ze względu na Dumbledore’a, bo takie było jego ostatnie życzenie, które usłyszeliście na uczcie powitalnej. Po drugie, czułbym się głupio, gdyby ktoś z was tak do mnie powiedział.
Przerwał na chwilę spoglądając w okno, po czym zaczął znowu, przechadzając się po klasie.
- Jak wielu z was pamięta, trzy lata temu prowadziłem tajne nauczanie obrony zwane przez uczestników Gwardia Dumbledore’a. Nie chcę porównywać naszych zajęć do tamtych spotkań, bo nie jest to potrzebne. Wtedy były inne czasy, bo wtedy był jeszcze Voldemort, a Ministerstwo nie chciało uwierzyć w tę prawdę, że on powrócił. Teraz będziemy się opierać głównie na tym, że śmierciożercy nadal atakują bezbronnych – westchnął. - Jeśli zaatakuje was śmierciożerca nie macie czasu na zastanowienie się nad formułkami zaklęć. Musicie działać instynktownie. I ja spróbuję was tego nauczyć. Nie będziemy opierać się tylko na teorii i zaklęciach, ale także na różnych metodach rozpoznawania zagrożenia.
Przerwał, myśląc co dalej powiedzieć.
- P-panie profesorze... – zaczęła Ginny, podnosząc rękę, a Harry spojrzał na nią zaskoczony i zły.
- O co chodzi panno Weasley? – wycedził przez zęby.
- O nic, ja tylko sprawdzałam jak na to zareagujesz – odparła ze śmiechem.
- Takie żarty do niczego nie prowadzą. Gryffindor właśnie stracił pięć punktów za strojenie sobie żartów z nauczyciela.
- Za co? – spytała zaskoczona.
- Teraz jest lekcja, na żarty przyjdzie pora później.
- Ale...
- Żadnych ale, bo Gryffindor straci kolejne punkty. I nie kłóć się ze mną. – Pogroził jej palcem.
Wszyscy spojrzeli po sobie, zdziwieni, a Ginny spojrzała na Jill z miną „a nie mówiłam?” podczas, gdy Harry kontynuował.
- Nie będę nikogo faworyzował tylko ze względu na to, że znam go lepiej. Wszystkich będę traktować jednakowo. A teraz zaczniemy już naszą lekcję.
Ginny przez całą lekcję siedziała naburmuszona z założonymi rękami i wściekła na niego. Na koniec Harry zadał im pracę domową pod tytułem: „Po czym można rozpoznać, że zbliża się dementor i podaj najlepsze według ciebie sposoby na pozbycie się dementora” i powiedział:
- Macie mi to oddać na przyszłych zajęciach. I jeśli ktoś z was nie odrobi pracy domowej, to może zarobić karę. A nie chcecie chyba stracić kolejnych punktów, prawda? – a potem dodał – Ginny, zapraszam na chwilę do mnie.
Ginny spakowała swoje książki do torby i podeszła do niego z miną niesłusznie zbitego psa.
- Co to miało znaczyć? – spytał ją.
- To samo pytanie miałam zadać tobie – warknęła.
- Nie chcę cię karać i wiesz, jak zależy mi na tym, żeby Gryffindor nie stracił zbyt dużo punktów.
- To dlaczego to zrobiłeś?
- Dla przykładu.
- Co?! – krzyknęła. – I musiałeś ukarać akurat mnie? Dlaczego?
- Tylko ty zaczęłaś od „panie profesorze”. Nie ukarałbym cię, gdybyś nie zaczęła się śmiać.
- Ja naprawdę chciałam sprawdzić jak na to zareagujesz – spuściła głowę.
- A pamiętasz, jak w domu mówiłaś, że nie będziesz tak do mnie mówić? – dotknął delikatnie palcem jej brodę i podniósł do góry.
- No dobrze, przepraszam cię, nie chciałam cię wkurzyć.
- Nie wkurzyłaś mnie, bo ja nie potrafię się na ciebie gniewać. I mam nadzieję, że ty też – spojrzał na nią przepraszająco i przyciągnął do siebie.
- No, już dobrze – uderzyła go lekko ręką po ramieniu, uśmiechając się - ale następnym razem to ostrzeż mnie jak będziesz chciał coś takiego zrobić.
- W porządku, co prawda zastanawiałem się nad szlabanem, ale nie chciałem ci tego robić na początku roku.
- O szlabanie? Jak mogłeś? – spojrzała na niego zaskoczona, ale po chwili dodała z przymkniętymi oczami - chociaż chętnie spotkałabym się z tobą sam na sam.
- Pomyślę nad tym – odparł, śmiejąc się. - Ale później, bo teraz mam transmutację, a wiesz, że McGonagall nie lubi jak ktoś się spóźnia.
- Dobrze. A ja muszę iść na zielarstwo – dodała i oboje wyszli z klasy.

11 komentarzy:

  1. Nie no poprostu genialne było z tym profesorem

    OdpowiedzUsuń
  2. sam jesteś sztywny -.-
    a blog jest genialny ♥.♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytam od niedawna, natknełam się przypadkiem i nie mogę się oderwać, BRAWO dziewczyno :) Dobrze opisane.. jednak niektóre fragmenty zmienione, ale taki ''Hogwart po pokonaniu Voldemorta twoimi oczami''. Można się przyzwyczaić do twojej wersji. Dlatego, NAPISZ KSIĄŻKE! :>

    OdpowiedzUsuń
  4. Dlaczego Harry nie rozdaje planu zajęć skoro jest opiekunem gryfonów?

    OdpowiedzUsuń
  5. genialne!!! najlepsze z ,,panie profesorze" ale nie potrzebnie odjal punkty- ja bym tak nie zrobila ale to twoje opowiadanie i twoje pomysly ktore sa naprawde genialne

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten blog poleciła mi przyjaciółka, że jej za to podziękować. Jesteś świetna Asiu i daj się przekonać co do tej książki. Jestem bardzo zadowolona z tego, że Harry i Ginny są szczęśliwi.
    Pozdrawiam serdecznie♡♥♡♥:-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Matko... Jak ty napisałaś "Severusem"...
    (RĘCE MI OPADŁY, AŻ DO PODŁOGI).

    OdpowiedzUsuń
  8. Ej bo to z karaniem mega!!;p Hehehe lekko przegiął ale i tak jest słodki;p

    OdpowiedzUsuń