niedziela, 24 czerwca 2012

131. Wspomnienia


Hermiona odgarnęła włosy z twarzy i ponownie ułożyła głowę na ramieniu Rona, który leżał wyciągnięty na jej łóżku i spał. Cóż, była północ, a on został u niej, bo, jak powiedział jej wcześniej, nie chciał wracać na Grimmauld Place, ani tym bardziej na Pokątną.
Od jego przybycia minęło dobrych kilka godzin i uświadomiła sobie, że cieszy się z tego. Jeszcze w sobotę rano najchętniej zabiłaby go z zimną krwią, teraz miała nadzieję, że już tak zostanie.
Cały dzień spędzili tutaj. Nie, nie tylko w łóżku, czy jej pokoju. Wzięła go na spacer do małego ogródka za domem i po okolicy, a wieczorem zjedli całkiem miłą kolację z jej rodzicami, choć matka rzucała co jakiś czas niespokojne spojrzenie na Rona.
Przez cały czas rozmawiali o wszystkim. O braku zrozumienia dla drugiej osoby, utracie dziecka, które chyba najbardziej ich rozdzieliło, i najbliższych, na których zawsze mogli polegać – na Harrym i Ginny, którzy wielokrotnie próbowali przekonać ich, że to miłość powinna być najważniejsza i pokazywali swoim życiem, że to naprawdę się opłaca.
Wsparła się na łokciu i przyjrzała się mu uważniej. W szkole i podczas polowania na horkruksy, wiele razy zastanawiała się, dlaczego wybrała jego, a nie Harry’ego. Może dlatego, że Harry był związany z Ginny? To pewnie też. Ale Harry zawsze był dla niej jak brat, którego zawsze chciała mieć i wiedziała, że zawsze może się do niego zwrócić, jeśli będzie czegokolwiek potrzebowała. A Ron? Nigdy nie był inteligentny ani sprytny, nigdy nie lubił książek, tak jak ona. Był arogancki, nieuprzejmy i bezmyślny, ale... Zawsze pojawiało się to „ale”, gdy o nim myślała.
Przypomniała sobie ich pierwszy raz. To było po kolejnej kłótni na Grimmauld Place przed ich wyprawą do ministerstwa. Harry nie mógł tego znieść i wyszedł z kuchni, zostawiając ich i plany budynku. Warknęła wściekle na Rona, jak może być taki nieczuły, a on w odpowiedzi chwycił ją mocno za ramiona, przyparł do pobliskiej ściany i zaczął ostro całować. A potem... wszystko potoczyło się tak szybko... Skończyli na kanapie w pustym salonie, bo Harry spał od kilku dni w dawnym pokoju Syriusza. Następnego dnia próbowała unikać ich obu, choć to było naprawdę trudne, biorąc pod uwagę fakt, że przez najbliższe miesiące byli na siebie skazani; Rona, bo bała się kolejnej agresji tego typu z jego strony, bardzo przyjemnej musiała w duchu przyznać, i Harry’ego, przed którym było jej wstyd, gdy spytał ją, co się stało wieczorem między nią a Ronem i czemu nadal jest na niego wściekła. Potrząsnęła gwałtownie głową, pąsowiejąc na twarzy. Widziała w jego oczach najpierw zrozumienie, a potem smutek, gdy odwrócił się i wyszedł zgarbiony. Domyśliła się, że poczuł w tamtej chwili, jak bardzo jest samotny, bo nie ma obok siebie Ginny.
Podobnie było, kiedy powiedziała mu o zaręczynach i szybkim ślubie. Spojrzał tylko na nią przybity i zapytał, czy jest absolutnie pewna, że tego chce. I jeśli tak, to życzy im obojgu szczęścia.
Ciepły oddech Rona owiał jej skórę na szyi i poczuła jego dłoń poniżej pleców. Spojrzała na niego. Uśmiechał się przez sen. Ostrożnie, by go nie obudzić, wyswobodziła się z jego objęć i wstała. Podeszła do okna i usiadła na parapecie, podciągając kolana pod brodę.
Czy naprawdę musieli się tak spieszyć z tym ślubem? Wtedy była pewna, że tak. I jeśli miałaby być szczera, nigdy tego nie żałowała.
A przez ostatnie kilka miesięcy? Zapytał cienki głosik w jej głowie. Westchnęła. No tak. Ale nawet, gdy spotykała się z Wiktorem w tajemnicy przed wszystkimi, nie myślała, jaką przykrość robi tym swoim najbliższym, a zwłaszcza Ronowi. Ona, była kujonka, która całą wiedzę czerpała z książek, nie dostrzegała uczuć innych. W książkach nie pisali, jak je rozpoznawać i teraz ponosiła tego konsekwencje.
Kiedy dowiedziała się, że jest w ciąży była przerażona. Nie była na to gotowa. Miała dopiero dziewiętnaście lat, co ona wiedziała o macierzyństwie? Zupełnie nic. Nawet książki, które znalazła w różnych księgarniach jej nie pomogły.
Przez kolejne lata po stracie dziecka, uczyła się na nowo swoich uczuć i powoli zaczęła poznawać uczucia Rona. To przez nią zaczął pić, był rozgoryczony i przestał się nią interesować.
Gdy rok temu dowiedziała się, że Ginny oczekuje dziecka, poczuła jak zazdrość zżera ją od środka. Powiedziała jej, że cieszy się z ich szczęścia i że ona i Ron też się starają, ale to było wierutne kłamstwo, bo od miesięcy nie sypiali ze sobą. Unikała potem spotkań z przyjaciółką, jak tylko mogła, najbardziej odcinając się od Potterów po narodzinach małego Jamesa, by nie patrzeć jak młoda mama trzyma dziecko w ramionach. Pomagały jej w tym spotkania z Wiktorem i niestety ostre słowa Ginny o zerwaniu jakichkolwiek kontaktów z Bułgarem. Przez tę kłótnię straciła wszystko.
Otarła łzy, które płynęły jej po policzkach.
Miała nadzieję, że po tym porozumieniu z Ronem są na dobrej drodze do pojednania z pozostałą rodziną.
Wróciła z powrotem do łóżka i wsunęła się pod kołdrę. Ron zamruczał coś pod nosem i przyciągnął ją do siebie. Czuła jak pieści ją dłonią wzdłuż pleców i delikatnie liże ją po ramieniu i szyi.
- Ron... – zaczęła.
- Mmm... – mruknął pytająco, składając soczysty pocałunek na jej wargach.
Oddała pocałunek i na kilka minut zatraciła się w namiętności, gdy pieścił ją w najbardziej intymnych miejscach.
- Ron... – zaczęła znowu, lekko go odpychając – chciałabym iść jutro do Harry’ego i Ginny.
Ron odsunął się na drugi koniec łóżka i jęknął.
- Po co?
Podciągnęła się na rękach i oparła się brodą o jego klatkę piersiową, patrząc mu w oczy.
- Powinieneś im podziękować i przeprosić, nie uważasz? Za to, że ci pomogli. Poza tym ja sama muszę ich przeprosić.
- Ale już jutro? – Odchylił głowę z taką siłą, że uderzył nią o ścianę za sobą. – Auu... – jęknął, rozcierając potylicę. – Myślałem, że jutro zaczniemy szukać dla nas domu, w jakiejś wiosce, gdzie czarodzieje i mugole mieszkają razem... Wiesz, Tintworth, Mould-on-the-Wold, albo gdzieś indziej...
- To może zaczekać. Ron, nie brakuje ci ich? Twojego przyjaciela i jedynej siostry?
Ron zmarszczył brwi.
- Do wczoraj u nich mieszkałem, bo musiałem być pod stałą kontrolą Harry’ego... – mruknął kwaśno. – Więc nie.
Przekręciła się na plecy i oparła się głową o jego pierś, wpatrując się w ciemny sufit. Ron poprawił pościel i objął ją w pół jedną ręką a drugą zaczął bawić się jej włosami.
- A ja za nimi tęsknię. Nawet za małym Jamesem. Jest taki słodki...
- I już nie jesteś zazdrosna, że to nie twoje... nasze dziecko?
- Może trochę, ale już się z tym pogodziłam, bo wierzę, że kiedyś ja też będę miała to szczęście i mam nadzieję, że mi w tym pomożesz. – Odwróciła się z powrotem do niego, przygryzając dolną wargę.
- Taka jesteś pewna? – zapytał, chwytając ją za biodra i przyciskając do siebie. – A co z Krumem?
- Ron – warknęła. – Nie zaczynaj na nowo. Krum to przeszłość.
- A jeśli wróci?
- Przestań – syknęła. – On nie wróci. Nie po tym, co powiedziałam, a raczej wykrzyczałam tamtej nocy... – urwała i dziękowała w duchu, że jest ciemno i Ron nie widzi jej zarumienionej twarzy.
Ron chrząknął nieprzekonany, ale nie naciskał.
- A wracając do Harry’ego i Ginny, to co robimy?
- Wyślijmy do nich rano Świstoświnkę i chodźmy na Grimmauld Place – poprosiła.
------
Ginny przekręciła się na drugi bok, przeciągając się, i otworzyła oczy. Harry’ego nie było w łóżku. Zmarszczyła brwi. Czyżby został wezwany do ministerstwa? Przecież miał mieć wolny weekend.
Podniosła się na łokciach, próbując wychwycić jakieś dźwięki z pokoiku dziecięcego. James powinien już dawno zacząć płakać z głodu lub przez mokrą pieluchę. Nic jednak nie słyszała.
Wstała, nałożyła na siebie szlafrok i przeszła korytarzem do drugiego pokoju.
Harry siedział w fotelu, trzymając na kolanach Jamesa i karmił go butelką. Maluch zerkał co chwila na tatę, bawiąc się swoimi rączkami, a Harry opowiadał mu jakąś historię.
Stanęła na progu i wsłuchała się w jego spokojny głos. Opowiadał o roku, gdy ukrywał się przed śmierciożercami i Voldemortem.
- Wiele razy, gdy widziałem razem wujka Rona i ciocię Hermionę tęskniłem za twoją mamusią – usłyszała. – Miałem wielką ochotę rzucić to wszystko i wrócić do niej. Jednak przypominałem sobie wtedy, że jestem poszukiwany przez Voldemorta i jego sługusów i naraziłbym wszystkich na ogromne niebezpieczeństwo.
Ginny zrobiła jeden krok do środka.
- Nie masz przyjemniejszych historii? – zapytała z niesmakiem.
James zareagował natychmiast, przestając ssać smoka i odwracając do niej główkę. Harry też spojrzał na nią.
- Mama przyszła? – zapytał pieszczotliwie.
Ginny podeszła bliżej, usiadła na podłodze u stóp Harry’ego i chwyciła małą rączkę wyciągniętą do niej.
- Długo nie śpicie? – spytała. – Dobrze się tata sprawił, nie licząc tego opowiadania?
- Pielucha zmieniona, jeśli o to pytasz – odparł urażony Harry – i nie śpimy może z pół godzinki, prawda? Nie chcieliśmy cię budzić.
- A Ron wrócił?
- Z tego, co wiem, to nie. Pewnie został u Hermiony na noc.
Ginny poruszyła się niespokojnie.
- Nie boisz się... – zaczęła.
- Że się pozabijają? – dokończył ze śmiechem. – Jestem pewny, że nie. Zbyt wiele razy stałem obok, gdy się kłócili. Różnie to się kończyło, ale ostatecznie dochodzili do porozumienia. Sama dobrze o tym wiesz, bo wiele z tych kłótni rozgrywało się przed całym pokojem wspólnym. Zobaczysz, że wpadną dziś do nas na obiad, szczęśliwi i pogodzeni.
- Obyś miał rację – mruknęła. – A skoro tak dobrze idzie ci z Jamesem i mamusia tu nie jest potrzebna, to idę pod prysznic.
Wstała. Harry odstawił butelkę z mlekiem na stolik i chwycił ją za rękę.
- Zaczekaj – mruknął. – Tatusiowi też przyda się prysznic. Przywołam tylko Zgredka, dobrze?
- Czekam w takim razie w łazience – szepnęła tajemniczo i wyszła.

Resztę przedpołudnia spędzili w salonie, zabawiając Jamesa na różne sposoby. Ginny nakładała na siebie pelerynę-niewidkę, którą ściągała, krzycząc „A kuku!”, a mały, siedzący na kolanach Harry’ego, piał z radości, gdy mama znikała i po chwili się pojawiała. Potem Harry wyczarował kolorowe obłoczki, wstał i kręcił się w kółko, trzymając malucha pod brzuszkiem i podnosił go w górę i w dół tak, żeby James latał w powietrzu pomiędzy nimi i próbował je złapać.
Nie dane im było długo cieszyć się wspólną zabawą. W południe usłyszeli pukanie w okno i Harry oddał Jamesa Ginny i podszedł otworzyć. Do środka wleciały dwie sowy. W jednej, mniejszej, rozpoznali Świstoświnkę, a druga była zupełnie im obca. Harry odebrał list od sóweczki Rona, która zaćwierkała z radością i zaczęła krążyć nad jego głową, a druga zahukała z godnością, zrzuciła swoją przesyłkę u stóp Ginny i wyleciała.
Ginny przywołała pergamin, a Harry rozwinął swój i zaczął się śmiać.
- A nie mówiłem? – zawołał. – Ron i Hermiona się pogodzili i napisali, że później do nas wpadną. Myślę, że... – urwał, gdy zobaczył bladą twarz Ginny.
- Harry... – Wyciągnęła do niego drugi pergamin. – To od Deana.
James wyciągnął rączki, by go chwycić, ale Harry był szybszy. Przeszedł przez pokój szybkimi krokami i wziął list z jej ręki.

Ginny.
Nie posłuchałaś mnie. Nie rozwiodłaś się z Potterem, tak jak prosiłem, więc oboje wkrótce pożałujecie tej decyzji.
Spalenie Waszego domu to była tylko przygrywka i świetna zabawa, zwłaszcza, że wreszcie zdobyłem część Twojej bielizny, Ginny. Do tej pory delektuję się Twoim zapachem. Jest niesamowity. Mam nadzieję, że niedługo będę mógł poczuć go na Tobie.
Potter, pilnuj swoich bachorów, zwłaszcza tego starszego – to pół wilkołak, prawda? Syn naszego dawnego profesora Lupina, jak mniemam, a Twój chrześniak. Tak, to także wiem. Słyszałem, że wilkołaki nadal mają na niego chrapkę.
D. T.

P.S. To jeszcze nie koniec.


Harry zmiął pergamin w ręku i spojrzał na Ginny, która tuliła do siebie płaczącego Jamesa.
- Czyli to od początku był on! – wykrzyknął. – W tym liście właściwie się do tego przyznał! Niech go tylko dopadnę! – warknął, grożąc pięścią w nieokreślonym kierunku. – To szaleniec!
- Harry, a Teddy? – jęknęła Ginny.
- Chyba zaproponuję pani Tonks przeniesienie się do nas. Tu jest wystarczająco dużo miejsca, więc wszyscy się zmieścimy. Dobrze będzie mieć ich na oku.
W tej samej chwili rozległ się dźwięk dzwonka, a chwilę potem usłyszeli na schodach tupot małych nóżek.
- Porozmawiamy o tym później – powiedział Harry, chowając pergamin do kieszeni spodni.
- Wujek! – krzyknął Teddy, wbiegając do salonu.
Chłopiec przebiegł przez pokój, potknął się o zwichrzony dywan i upadł tuż przy stopach Harry’ego. Mężczyzna pomógł mu wstać i podniósł do góry, czochrając mu włoski.
- Cześć smyku. Gdzie babcia?
- Zgredek zaprosił ją do kuchni, a ja przybiegłem do was – odparł malec.
- To znaczy, że zaraz będzie obiad. Ginny, pomóc ci znieść łóżeczko? – zapytał żonę.
- Dzięki, ale na dole jest kojec, a ten szkrab pewnie teraz nie zaśnie, więc trochę się w nim pobawi.
Harry kiwnął głową i ścisnął ją za rękę. Słyszał, jak jej głos lekko drży.
Razem wyszli na korytarz i zeszli do kuchni, w której czekała na nich pani Tonks.
- Dzień dobry – przywitali się ze starszą panią.
- Witajcie. Teddy, myłeś rączki?
- Babciu – jęknął w odpowiedzi, ale gdy zobaczył jej ostry wzrok, opuścił główkę, zsunął się z ramion Harry’ego i wybiegł z powrotem.
- Usiądźcie – powiedziała pani Tonks, zwracając się do Potterów. – Chcę wykorzystać moment, gdy nie ma tu Teddy’ego i z wami porozmawiać.
Ginny położyła Jamesa w kojcu, dając mu plastikową książeczkę, którą maluch od razu wziął do buzi, i usiadła obok Harry’ego.
- Od jakiegoś czasu zauważyłam, że ktoś kręci się w pobliżu mojego domu – zaczęła wyjaśniać Andromeda. – Mam złe przeczucie, że to ludzie, których szukacie od miesięcy – zwróciła się do Harry’ego. – Wczoraj Teddy powiedział mi, że jakiś obcy, który stał przy furtce zawołał go, ale on nauczony po tamtym... – urwała, po czym zakończyła – przybiegł do mnie z krzykiem. Powiedział mi, że tamten był w czarnym płaszczu z kapturem, a gdy wybiegłam, by rzucić na niego zaklęcie, zniknął – dodała, gdy Harry chciał o to zapytać.
- Rozumiem – pokiwał głową. – Pani Tonks... Powiadomię ministerstwo o całej sprawie i poproszę, by ktoś tam poszedł i sprawdził okolicę. Poza tym chciałbym, żeby pani i Teddy zamieszkali z nami.
Andromeda kiwnęła głową.
- O to właśnie chciałam was prosić. Co prawda mam złe wspomnienia z tym domem – westchnęła, rozglądając się – ale tak będzie najlepiej dla nas wszystkich.
- Zamieszkamy z wujkiem i ciocią? – Od progu zabrzmiał cienki głosik Teddy’ego, drżący od nadmiaru emocji. – Naprawdę?
Dorośli spojrzeli na niego. Miał tak rozpromienioną buzię, jakby dostał obiecany prezent na dużo przed gwiazdką.
- Tak, skarbie – odparła babcia.
Chłopiec przebiegł przez kuchnię i wspiął się na kolana wujka.
- A moje zabawki? Przecież nie będę bawić się tymi grzechotkami Jamesa – jęknął.
- Myślę, że Zgredek już je rozpakowuje w twoim pokoiku na górze – powiedział Harry, uśmiechając się ponad jego główką do pani Tonks, która kiwała głową. – A niedługo przyjdą ciocia Hermiona i wujek Ron, więc siadaj do stołu i zjedz obiad, a potem się pobawimy.
Posadził chłopca na krześle obok siebie i nałożył mu porcję ziemniaków i kurczaka.
- To super! – wykrzyknął Teddy. – A polatamy potem na miotle?
- Niestety to nie będzie możliwe, Teddy – odezwała się Ginny. – Ten dom nie ma ogródka, a naokoło nas mieszkają mugole. Poza tym pogoda nie zachęca do zabawy na dworze...
- Szkoda – mruknął chłopiec, grzebiąc widelcem w talerzu.
- Harry, Ginny!
Na górze rozległy się dwa głosy i wkrótce do kuchni weszła Hermiona a za nią Ron, prowadzeni przez Zgredka.
- Harry Potter, sir, Zgredek przygotował pokoje dla panicza Teddy’ego i pani Tonks. Czy dla przyjaciół i rodziny Harry’ego Pottera i pani Ginewry też ma przygotować?
Hermiona zatrzymała się w progu, widząc niespokojne spojrzenia, jakie rzucali sobie Ginny z Harrym i pokręciła głową.
- Dziękujemy Zgredku, ale my nie zostaniemy tu na noc – powiedziała. – Chcieliśmy tylko powiedzieć wam, że wczoraj doszło między nami do porozumienia.
- Chyba do czegoś więcej, kochanie – mruknął Ron, obejmując ją ramieniem i całując ją w policzek.
- Hej, nie przy dziecku – syknął Harry, szczerząc zęby i mierzwiąc włosy siedzącemu obok niego Teddy’emu.
- To gdzie teraz mieszkacie? – zapytała Ginny, wstając i podchodząc do brata i przyjaciółki, by się z nimi przywitać.
- Chwilowo u rodziców Hermiony – powiedział Ron, siadając przy stole i biorąc sobie porcję kurczaka. Hermiona usiadła obok niego. – Ale jutro zamierzamy poszukać sobie własnego domu. Wiecie jak to jest, wszędzie dobrze, ale najlepiej u siebie...
- To prawda – Potterowie kiwnęli głowami.
- A na Pokątną nie zamierzamy na razie wracać, no chyba, że po resztę rzeczy.
Harry wstał. Wszyscy na niego spojrzeli.
- Jedz, Teddy, a ja pójdę powiadomić Biuro o całej sprawie. Jak wrócę wszystko ma być zjedzone – powiedział.
- Wujku....
- Jedz, jedz. Zaraz wracam.
Musnął policzek Ginny i opuścił pomieszczenie.
- Chyba nie o nas? – zapytał zaniepokojony Ron, patrząc za oddalającym się Harrym i na stojącą u jego boku siostrę.
- Po co miałby mówić o nas? – prychnęła Hermiona i zwróciła się do Ginny – co się dzieje?
Kobieta potrząsnęła głową i podeszła do kąta, w którym stał kojec. Wzięła Jamesa na ręce i posadziła go na biodrze. Maluch zacisnął rączkę na jej włosach i położył główkę na jej ramieniu.
Pani Tonks odchrząknęła i wstała, stwierdzając, że musi sprawdzić rozpakowywanie rzeczy, po czym skinęła na Teddy’ego i wzięła go ze sobą, by zostawić w kuchni przyjaciół.
Gdy Ginny została sama z Weasleyami, usiadła ciężko przy stole, wyciągnęła różdżkę i zaczęła lewitować różne przedmioty stojące na stole, ku wielkiej uciesze Jamesa.
- Dean się odezwał... – szepnęła po dłuższej chwili. – I ktoś obserwuje dom pani Tonks, dlatego ona i Teddy wprowadzają się do nas.
- Cały czas nie rozumiem, czego on od was chce – mruknął Ron. – Przecież wydawało się, że pogodził się z tym już dawno. Z tego, co pamiętam był na waszym ślubie.
- Bo był – przyznała Ginny. – Ale wtedy był jeszcze, że tak powiem, swój.
- Co chcesz przez to powiedzieć? – zapytała Hermiona.
- Prawdopodobnie jest pod zaklęciem Confundus albo Imperius, choć bardziej skłaniałbym się do tego drugiego – mruknął Harry, który pojawił się w kuchni. – Bardzo silnym w dodatku, bo nie pomogła terapia w świętym Mungu kilka miesięcy temu.
Cała trójka obserwowała go, gdy wszedł do środka i usiadł obok Ginny. James oderwał się od mamy i wyciągnął do niego rączki, a Harry wziął go i posadził na swoich kolanach.
- Zrobili mu pranie mózgu? – Ron pokręcił głową.
- To obrzydliwe! – wykrzyknęła Hermiona.
- Raczej do tego nie doszło – stwierdził Harry – ale jest niepoczytalny i niebezpieczny. Może to skutki tych zaklęć. Dziś przysłał do nas list, w którym się przyznaje, że był wraz z tymi, którzy spalili nasz dom w Dolinie miesiąc temu... – Ginny chrząknęła na te słowa i Harry zrozumiał to, jako ostrzeżenie by nie mówił o „trofeum” Deana. – W liście ujawnił też, że wie kim jest Teddy i ostrzegał, choć ciężko nazwać to ostrzeżeniem, że wilkołaki nadal na niego polują... Co może znaczyć, że współpracuje ze śmierciożercami, którzy uniknęli Azkabanu.
Po tych słowach zapanowała cisza. Ginny przywołała z szafki butelkę i mleko i podała Jamesowi, wciąż siedzącemu na kolanach Harry’ego.

6 komentarzy:

  1. Boje się czytając to...:3 Ale jest super! :D xD

    OdpowiedzUsuń
  2. No i znowu pisze że zjedli kolacje z rodcicami jak oni UMARLI !!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rodzice Hermiony nie umarli. Skąd Ci to w ogóle przyszło do głowy?

      Usuń
    2. Przepraszam, ale nie mogę się powstrzymać. Nie powinno pisać się "pisze", ponieważ oznacza to, że np. coś tam stoi i PISZE. Poprawna forma to "jest napisane".
      Naprawdę przepraszam, ale błędy językowe, rażą mnie w oczy...

      Usuń
  3. Rodzice Hermiony nie umarli tylko w ostatniej części Hp żuciła na nich zaklęcie zapomnienia

    OdpowiedzUsuń
  4. Rzuciła przez "rz" naprawdę rażą mnie takie błędy...
    Jesteś świetna, Asiu, jak zwykle zresztą<3<3

    OdpowiedzUsuń