sobota, 16 czerwca 2012

56. Rewelacje Rity...


Tereny Hogwartu coraz bardziej przyciągały wzrok swoimi zielonymi trawnikami, pogoda była wspaniała, ale nikt się z tego nie cieszył. Piątoklasiści i siódmoklasiści zaczęli przygotowywać się do zaliczeń sumów i owutemów. Także Harry, który z egzaminów był zwolniony nie miał czasu na odpoczynek.
Przyjaciele z jego rocznika ciągle biegali do biblioteki po nowe książki, większość miała tego wszystkiego dość i po trosze zazdrościli Harry’emu, który w tym czasie przygotowywał testy dla młodszych klas, żeby sprawdzić czego się od niego nauczyli przez ten rok. Chętnie sam by się zamienił i razem z nimi uczył się do owutemów, ale w zamian za to podtrzymywał na duchu piątoklasistów przed nadchodzącymi sumami.
- Nie macie się czego obawiać na sumach – powiedział Harry podczas jednej z lekcji. – Zrobiliście naprawdę duże postępy.
- Ale przecież na egzaminie nie będzie takiej luźnej atmosfery, jak na lekcji – stwierdził Douglas Abney z Hufflepuffu, a po klasie rozszedł się pomruk potakiwania.
- Wiem, ale jestem pewny, że sobie poradzicie. Pamiętajcie tylko, żeby nie ściągać. Żadnych samopoprawiających piór, czy jakichkolwiek oszustw. Będę blisko was, żeby dodać wam otuchy. Wiem jak to jest, bo zbyt dobrze pamiętam własne sumy – dodał, przypominając sobie ostatni egzamin z historii magii, na którym notabene, zemdlał.
I tak zaczęły się egzaminy. Harry, jako nauczyciel musiał pilnować poszczególne klasy. Gdy obserwował piątoklasistów na egzaminie praktycznym z obrony przed czarną magią, przekonywał się, że nie był takim złym nauczycielem i jednak ich czegoś nauczył. 
Następnego dnia, przechodząc miedzy stolikami podczas egzaminu z zaklęć, dostrzegł w ostatnim rzędzie ciemnowłosą dziewczynę. To była Romilda Vane, która dwa lata temu dała mu pudełko czekoladowych kociołków naszpikowanych eliksirem miłosnym. Gdy obok niej przechodził opuściła głowę, udając, że jest zajęta odpowiadaniem na pytania egzaminacyjne, ale jednak coś go w niej zaniepokoiło. Nie, nie obawiał się kolejnego eliksiru miłosnego, ale w jej oczach dostrzegł dziwny błysk. Nie podobało mu się to.
Kilka dni później, ostatniego dnia egzaminów, wchodząc do Wielkiej Sali na śniadanie, Harry zerknął na sufit: było ponuro szare. Od strony Hogsmeade nadciągała burza. W okna uderzały ciężkie krople deszczu, co chwila nad lasem przetaczał się grzmot, a magiczny sufit przecinał zygzak błyskawicy. Stwierdził, że on sam ma takie same samopoczucie, gdy przechodził obok poszczególnych stołów i widział jak twarze wszystkich obracały się ku niemu. Niektórzy ukrywali się za gazetami, chichocząc cicho. Nie poprawiło mu to nastroju. Cieszył się tylko z jednego: po dzisiejszych egzaminach będzie mógł wreszcie odpocząć.
Przy stole Gryfonów było już kilka osób, wśród których siedział także Ron, jedząc jajka na bekonie. Przeglądał z wielkim zainteresowaniem najnowszego „Proroka Codziennego”.
- Umarł ktoś, kogo znamy? – spytał Harry, stając nad Ronem, który zaskoczony podskoczył gwałtownie, rozlewając sok z dyni na gazetę.
- Na Merlina, Harry! Nie strasz mnie!
Ron złożył gazetę, kładąc ją na swojej torbie, a Harry usiadł obok niego, przyciągając do siebie talerz z tostami. Przygryzając grzankę chwycił leżącego „Proroka”. W tej samej chwili podbiegła do niego Hermiona i wyrwała mu gazetę z ręki.
- Harry, nie! – krzyknęła.
- Hermiono! Chciałem go właśnie poczytać – stwierdził oburzony.
- Właśnie dowiedziałam się... co w nim jest. Nie będziesz zadowolony.
- Ja właśnie to czytałem – mruknął Ron.
- O czym wy mówicie? – Harry spojrzał zaskoczony na Rona i Hermionę. – Coś o mnie, tak?
Hermiona próbowała schować gazetę, ale Harry wyciągnął rękę w jej stronę.
- Dawaj.
Wręczyła mu ją z niechęcią. Rozłożył „Proroka” i na dole pierwszej strony zobaczył dwa zdjęcia: swoje i tak dobrze mu znanej czarownicy szczerzącej zęby w uśmiechu, z blond włosami i w ozdobionych maleńkimi diamencikami okularach. Nad nimi widniał nagłówek:

BIOGRAFIA HARRY’EGO POTTERA
pióra Rity Skeeter.

-         Że co? – krzyknął. – Jak ona śmie!
Odłożył niedojedzony tost na talerz i powstrzymując mdłości, zaczął czytać.

Już  na początku lipca ukaże się biografia, na którą wielu naszych czytelników czeka z wielką niecierpliwością. Jaki jest naprawdę Chłopiec, Który Przeżył? Czy skrywa jakieś tajemnice? Czy w Departamencie Tajemnic rzeczywiście była przechowywana przepowiednia, która wyznaczała Pottera na Wybrańca? Co tak naprawdę wydarzyło się w tę noc, kiedy pokonał Sami-Wiecie-Kogo? Jak udało mu się przeżyć to spotkanie i wiele innych, które podobno miały miejsce? Czy blizna, która często dawała o sobie znać, była tylko brzydką pamiątką po zabójczej klątwie, czy czymś więcej?
Na te i inne pytania znajdziemy odpowiedzi w biografii Harry Potter – Bohater czy Ofiara?
Wywiad z autorką przeprowadziła nasza stała recenzentka Betty Braithwaite. (zob. s. 8)

Harry szybko przerzucił kilka stron „Proroka” i znalazł stronę ósmą.

Dwa lata temu przeprowadzałam wywiad z Ritą przed wydaniem innej, jakże intrygującej i szokującej biografii Albusa Dumbledore’a. Gdy spotkałyśmy się ponownie kilka dni temu autorka powitała mnie równie serdecznie jak poprzednio.
Betty Braithwaite. Czy możesz porównać obie te książki do siebie?
Rita Skeeter. Obie książki mają ze sobą wiele wspólnego. Co prawda w poprzedniej książce poświęciłam tylko jeden rozdział relacji Dumbledore – Potter, to w tej oczywiście odwróciłam tę relację i opisałam ich zależność od strony Pottera.
BB. Czy w takim razie rozwiniesz temat kontaktów Pottera z Dumbledore’em?
RS. O, nie tyle rozwinę, co dokładnie opiszę ich relacje. Nie mogę powiedzieć co naprawdę napisałam oprócz tego, że Dumbledore będzie pojawiał się w niej dużo częściej niż tylko w jednym rozdziale... po prostu przeczytajcie...
BB. A jak udało Ci się zdobyć te wszystkie cenne informacje, skoro wiadomo, że Chłopiec, Który Przeżył unika  kontaktów z prasą?
RS. Och, to dla mnie żaden problem. Od naszego spotkania, klika lat temu, kiedy Potter był jednym z zawodników w Turnieju Trójmagicznym łączą nas silne więzi. Mogę nawet powiedzieć, że mam  u niego wyłączność, bo przecież rok później udzielił mi, i tylko mi, tego słynnego wywiadu, w którym ogłosił powrót Sami-Wiecie-Kogo.
BB. Wielu naszych czytelników wspomina na pewno pamiętne relacje ze Szkoły Magii i Czarodziejstwa nie tyle w „Proroku”, ale także w „Czarownicy”...
RS (śmiech). Oczywiście nie mogło zabraknąć rozterek okresu dojrzewania i temu poświęciłam jeden z rozdziałów. Wiadomo, że Potter w swoim młodym życiu miał wiele dziewczyn... Powiem tylko tyle, że gdy jedna go odtrącała, on rzucał się w ramiona drugiej. Jedna z nich opowiedziała mi takie rzeczy, że... Ach, prawie zdradziłam najciekawszy z fragmentów.
BB. Czy możesz zdradzić naszym czytelnikom kim jest owa „tajemnicza dziewczyna”?
RS. Nie teraz. Oczywiście po wydaniu książki wszystko stanie się jasne...
BB. Wróćmy do spraw, które przez ostatnie lata zaprzątały głowę wielu osób, a mianowicie Sam-Wiesz-Kto.
RS. Tak. To najtrudniej było wyciągnąć z Pottera. No cóż... Niewielu z jego znajomych chce opowiadać o tych wydarzeniach. Jedno jest pewne, że Potter zawsze stając z Sami-Wiecie-Kim twarzą w twarz był sam. I jedynymi świadkami byli zwolennicy Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać, a mianowicie śmierciożercy. Co się wtedy działo i jak Potterowi za każdym razem udawało się wychodzić z tego spotkania? To już tajemnica mojej książki.

Tak zakończyła się nasza rozmowa. Wielu wątków nie udało nam się omówić, ale mam nadzieję, że  zasiałyśmy ziarno ciekawości. Nie ma wątpliwości, że książka wywoła burzę i zasieje niepewność w tych wszystkich, którzy zawsze popierali Pottera. Pozostaje nam teraz tylko czekać na wydanie tej fascynującej biografii.

Harry złożył gazetę, powstrzymując się przed zwymiotowaniem. Wściekłość rozsadzała mu wnętrzności po tym, co przeczytał.
- Wredna, stara jędza! Skąd ona to wszystko wie? – krzyknął.
- Harry, uspokój się – mruknęła Hermiona. – Znasz jej metody. Pamiętasz, co pisała o tobie i o mnie w czwartej klasie?
- Niestety – kiwnął głową.
- A teraz próbuje to wszystko rozwinąć.
- Próbuje? – spytał ironicznie. – Już to rozwinęła! I to w dodatku nieźle jej wyszło! Na całą książkę!
- Wiem, Harry...
W głowie tłukły mu się urywane zdania z artykułu: ...Dumbledore będzie pojawiał się w niej dużo częściej niż tylko w jednym rozdziale... miał wiele dziewczyn... gdy jedna go odtrącała, rzucał się w ramiona drugiej... Jedna z nich opowiedziała mi takie rzeczy...
- Czy Ginny już to widziała? – spytał po chwili.
- Nie jestem pewna – mruknęła Hermiona, kręcąc głową.
- A ja tak. – Nad ich głowami rozległ się donośny głos Ginny.
- Oj, przeczuwam kłopoty – jęknął Ron.
Harry odwrócił się do niej. Stała przed nim z rękami wspartymi na biodrach, i gdyby wzrokiem umiała zabijać, to już by nie żył.
- Czy to prawda? – spytała, patrząc na niego.
- Chyba nie wierzysz w te bzdury?
- Harry, czy to prawda? – powtórzyła, mocniej akcentując ostatnie słowo.
- Co masz na myśli? – Udawał, że nie wie, o który fragment z wywiadu jej chodzi.
- Bardzo dobrze wiesz, co mam na myśli: „...Potter w swoim życiu miał wiele dziewczyn...” – zacytowała, prawie sycząc.
Kilka osób przy sąsiednim stole patrzyło z zaciekawieniem na tę scenę. Gdzieś z boku usłyszał chichot. Zerknął tam i dostrzegł Romildę Vane zasłaniającą się gazetą. Już wiedział, kim jest ta „tajemnicza dziewczyna”, która dostarczyła Ricie opowieści i co znaczyły te dziwne błyski w jej oczach.
- Możemy stąd wyjść? – spytał cicho, chwytając ją za rękę.
Ginny wyszarpnęła ją z uścisku.
- Chcę usłyszeć prawdę – warknęła.
- Usłyszysz, gdy tylko stąd wyjdziemy.
Ginny odwróciła się na pięcie, zarzucając swoimi długimi, rudymi włosami, uderzając go nimi po twarzy. Nie czekając na niego ruszyła do wyjścia, a Harry wstał i poszedł za nią.
Przechodząc przez salę wyjściową i kierując się w kierunku marmurowych schodów, Ginny przygryzła wargę, powstrzymując się od śmiechu. W sumie tak miało być. Chciała zobaczyć jego minę, gdy zacznie robić mu wyrzuty. Była pewna, że Harry zaraz zacznie się tłumaczyć. Niech tylko wejdą do niego do gabinetu. Wtedy mu powie, co o tym naprawdę myśli, bo nie wierzyła w te bzdury. A Rita Skeeter już dawno zatruła mu życie.
W ciszy doszli do jego gabinetu. Harry wyminął ją, chwycił za nadgarstek i wciągnął do pokoju. Ginny starała się zachować wściekłą minę, którą miała wcześniej.
- Co to miało być, Ginny? – spytał, gdy zamknął drzwi.
Ginny uwolniła rękę i odsunęła się od niego.
- Ty się jeszcze pytasz? – warknęła. – Co Skeeter miała na myśli, pisząc, że miałeś wiele dziewczyn?
- To są wymysły Rity, która zawsze szukała sensacji na mój temat. Zapomniałaś, co ona wypisywała podczas Turnieju? Że Hermiona jest moją dziewczyną. Rok później dowiedziała się, że chodzę z Cho i z pewnością to podchwyciła. Jej wiele nie potrzeba.
- Jakoś mnie to nie przekonuje – mruknęła, opuszczając głowę. Nie chciała, żeby dostrzegł w jej oczach cień uśmiechu.
- Czyżbyś była zazdrosna?
Podszedł do niej i pogłaskał ją po policzku.
- Ja? Ja miałabym być zazdrosna? – prychnęła. – Niby o co?
- A co według ciebie miał znaczyć twój krzyk w Wielkiej Sali?
Za oknem rozległ się donośny grzmot. Burza była już nad zamkiem.
Ginny poczuła, że Harry popycha ją do tyłu. Cofnęła się o krok, trafiając na ścianę. Położył ręce po jej bokach, blokując wszelkie ruchy.
- Myślałem, że mnie znasz. Nikogo, poza Cho, nie miałem. Zresztą wiesz, że byłem z Cho bardzo krótko, bo po tym jak zdradziła nas ta jej przyjaciółka, to ze sobą zerwaliśmy. A potem... – urwał. Aż za dobrze pamiętał jaki był zazdrosny, gdy całowała się z Deanem, a nie z nim. Ale to nie jest czas, żeby o tym mówić. Podniósł jej podbródek do góry i wpatrzył się w jej brązowe oczy. – Ty jesteś teraz dla mnie najważniejsza.
Ginny przygryzła wargę. Nie spodziewała się takiego wyznania. Dobrze wiedziała, że był z Cho. Ona zresztą była wtedy z Michaelem, żeby jakoś stłumić w sobie uczucie do niego, które i tak wybuchło rok później i trwa nadal.
- Wiem – szepnęła. – Przepraszam.
- Za co?
- Za to, że zrobiłam taką scenę. Myślisz, że Rita dowiedziała się o naszym ślubie?
- O ślubie wiedzą tylko najbliżsi. Ale na pewno wie, że jesteśmy razem. Nie wiem, co planuje i nie chcę wiedzieć. Nic mnie to nie obchodzi. Ale jeśli informatorka Rity była akurat w Wielkiej Sali, a domyślam się, że była... – pomyślał o Romildzie – to z  pewnością będzie miała ciekawy temat.
- Była?! – krzyknęła oburzona. – I nic mi nie powiedziałeś? Która to?
Odtrąciła jego ręce i skierowała się do drzwi. Harry złapał ją za ramię.
- Ginny, uspokój się. To tylko przypuszczenie.
- Wystarczy – burknęła, wyciągając różdżkę. – Chcę coś jej zrobić! Która to?
- Nie – powiedział stanowczo.
Przyciągnął ją do siebie. Byli teraz bardzo blisko siebie. Przysunął się bliżej i czule ją pocałował, powolnym ruchem wplatając palce w jej włosy. Poczuł jak Ginny obejmuje go w pasie, a jej wargi chętnie rozchylają się dla niego.
- Muszę już iść – powiedziała, odsuwając się chwilę później od niego. Chciałaby tu zostać, ale czekały ją zajęcia.
- Nadal jesteś zła? – spytał, nie puszczając jej ręki.
Nie odpowiedziała. Pokręciła tylko głową. Podeszła do drzwi, ciągnąc go za sobą i położyła wolną rękę na klamce.
- Zaraz mam zajęcia z zielarstwa, a ty chyba też coś masz, prawda? Musisz iść do Wielkiej Sali na ostatni egzamin.
- Nie musisz mi przypominać – mruknął. – Masz rację. Ale jutro...
- Co jutro?
Podszedł bliżej.
- Jutro na balu mi nie uciekniesz.

4 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. No akcja niezła. Przez chwile myślałam że na prawde strzeliła mu focha :-)

      Usuń
  2. Fajny rozdział widać ze Ginny i Harry się bardzo kochają.

    OdpowiedzUsuń
  3. Super akcja Ginny śmieję się do tej pory ;D

    OdpowiedzUsuń