środa, 13 czerwca 2012

34. Cudowny dzień w Dolinie z przykrym zakończeniem


W dniu wyjazdu do Doliny Godryka śnieg przestał padać, pozostawiając po sobie tylko wielkie zaspy w ogrodzie, a zza chmur delikatnie prześwitywało słońce. Po świątecznym śniadaniu Harry i Ginny ubrani w ciepłe swetry i płaszcze szykowali się w kuchni do opuszczenia Nory. Pani Weasley podeszła do nich.
- Weźcie to – powiedziała, podając Harry’emu pakunek. - To kanapki, żebyście mieli co jeść, jak tam będziecie.
- Ale tam jest Stworek... – szepnęła Ginny.
- Stworek? Ten stary skrzat? – spytała.
- Tak.
- Na Stworka raczej bym nie liczył – powiedział Remus, wchodząc do kuchni, a wszyscy spojrzeli na niego. – Harry, Tonks była tam wczoraj i powiedziała mi, że jak na razie jest bezpiecznie.
- To dobrze – odparł Harry i chowając do plecaka paczkę, którą odebrał od pani Weasley, dodał - dziękujemy. Wrócimy wieczorem.
- Tylko ubierzcie się ciepło, bo jest straszny mróz, a tam prawdopodobnie nie będzie rozpalonego kominka.
- Dobrze mamo, nie jesteśmy dziećmi – Ginny próbowała pozbyć się matki. – Bo w ogóle tam nie pójdziemy, jak będziemy się w takim tempie wybierać.
- Dobrze, już dobrze. Idźcie. Tylko uważajcie na siebie. – Pani Weasley podeszła do nich bliżej i uścisnęła ich na pożegnanie.
- Będziemy na kolacji – dodał jeszcze Harry.
Wyszli do ogródka opatuleni szalikami i płaszczami, bo zima była naprawdę ostra.
- Złap mnie mocno za rękę, będziemy się teleportować – powiedział Harry, a Ginny przytuliła się mocno do niego.
- Jesteście gotowi? – podszedł do nich Lupin. – Dawno mnie tam nie było. Oczywiście nie będę wam przeszkadzał – dodał.
Harry spojrzał na Ginny, uśmiechając się, a potem zwrócił się do Remusa i powiedział:
- Przecież wiesz, że nie będziesz.
- Dzięki – uśmiechnął się wilkołak. – A poza tym Molly chce, żeby ktoś miał was na oku, w razie czego.
- Nie jesteśmy już dziećmi – żachnęła się Ginny.
- Nie, nie jesteście, ale wiesz, że twoja mama martwi się o ciebie po tym co się stało.
- Przecież wszystko dobrze się skończyło.
- Ginny, daj już spokój. Bo rzeczywiście tam nie pójdziemy, jak będziesz się teraz kłócić – wtrącił Harry.
- Wcale się nie kłócę.
Harry spojrzał na nią ostro i Ginny już się nie odezwała. A po chwili już ich nie było.
W Dolinie Godryka wszystko wyglądało jak na kartce świątecznej. Cała dolina była pełna śniegu, przez który ciężko się było przedostać. Było tak jasno, że gdy się tam pojawili Ginny musiała na chwilę zmrużyć oczy, żeby przyzwyczaić wzrok do słońca, które odbijało się od tej bieli.
Rozejrzała się. Przed nimi stał dwupiętrowy budynek z małym gankiem i ogródkiem, który w tej chwili cały był ukryty pod śniegiem. Domek otoczony żywopłotem i prawie całkowicie obrośnięty bluszczem, na którym delikatnie lśnił śnieg, wyglądał tak magicznie, że wszyscy na chwilę wstrzymali oddech patrząc na niego. Z prawej strony i z tyłu domu rozciągał się wielki las. Przeszli przez małą furtkę i skierowali się do wejścia.
- Chodź, zaprowadzę cię do środka. – Harry chwycił Ginny za rękę i pociągnął w tamtą stronę. – Musisz zobaczyć go od wewnątrz. Co prawda, jak ostatnim razem tu byłem, nie zdążyłem posprzątać, ale mam nadzieję, że Stworek się tym zajął. Wtedy chciałem jak najszybciej z tobą porozmawiać.
- No tak. Ostatnim razem byłeś tu jak walczyłeś ze śmierciożercami? W sierpniu, prawda?
- Tak. Przed twoimi urodzinami.
- Jak tu pięknie – szepnęła, przytulając się do Harry’ego, gdy stanęli na ganku i zaczęła rozglądać się po okolicy  – to tu mieszkali twoi rodzice?
- Tak. Wiele razy zastanawiałem się, jak to się stało, że dom stoi cały. Pamiętam, jak Hagrid opowiadał mi, że gdy mnie z niego wyciągał po napaści Voldemorta i śmierci moich rodziców zostały tu tylko ruiny.
- To jakim cudem teraz jest cały? – spytała.
- Nie wiem – odparł.
Weszli do środka, otrzepując się ze śniegu. Harry zajrzał do salonu. Było posprzątane, ale nigdzie nie było widać Stworka, a w kominku nie palił się ogień.
„Gdzie jest ten skrzat?” – pomyślał. – „Zachowuje się jak dawniej za czasów Grimmauld Place, gdy Syriusz był jego panem. Remus miał rację, że na niego liczyć nie można.”
- Ale ja wiem, dlaczego jest cały – podszedł do nich Lupin. - To dzięki mnie i Syriuszowi. Tak właściwie, to głównie dzięki mnie.
- Ale jak? Kiedy? – Harry spojrzał zaskoczony na mężczyznę.
- Po ucieczce Syriusza i moim odejściu ze szkoły. Dumbledore mnie do tego namówił. Wiedział, że kiedyś będziesz chciał tu wrócić. Każdy kiedyś wraca do gniazda – dodał, gdy napotkał zaskoczoną twarz Harry’ego.
- Dumbledore? Ale dlaczego nikt mi o tym nie powiedział? Ani ty, ani Syriusz?
- Dumbledore nam zabronił. Jak ci mówiłem, tylko on o tym wiedział i chciał ci to powiedzieć, ale nie zdążył. – Lupin zamyślił się i zaczął przechadzać się po pomieszczeniach. – Znałem ten dom jak swój, każdy kąt. Byłem tu tak często, że prawie nie wracałem do siebie do domu. Pewnie myślisz, dlaczego? – spytał, patrząc na Harry’ego. – Po prostu twoi rodzice nie chcieli mnie wypuścić – westchnął. – Twój ojciec wiedział, że jak zostanę sam podczas przemiany, to mógłbym zrobić sobie, albo co gorsza komuś, krzywdę. Syriusz myślał tak samo. Obaj byliśmy tu częstymi gośćmi.
- Gdzie to się działo? – spytał Harry.
- Wasza piwnica to był pokój moich przemian. Był tak urządzony, i tak zabezpieczony czarami, żeby nie było słychać odgłosów dochodzących ze środka.
- I nie baliście się? – spytała przerażona Ginny – przecież na górze była Lily z małym Harrym?
- Na pewno każdy się bał. Ja wiele razy mówiłem Jamesowi, w jakim niebezpieczeństwie mogą się wszyscy znaleźć, gdybym wymknął się spod ich  kontroli. Do tej pory dziękuję losowi, że nic się nikomu nie stało.
Przerwał opowiadanie, wchodząc do salonu i kucając przy kominku, żeby rozpalić ogień.
- Po moim odejściu ze szkoły mieszkałem tu przez rok, aż do reaktywacji Zakonu Feniksa i odbudowywałem kawałek po kawałku. To tutaj Syriusz mnie odnalazł po powrocie Voldemorta i mnie ostrzegł – ciągnął dalej prostując się i odwracając się do nich. - Jest prawie tak samo, jak przed tamtą nocą. Prawie, bo twój pokój na piętrze trochę odmieniłem.
Weszli na górę do pokoju Harry’ego. Remus rozejrzał się po pokoju i zaczął opisywać wygląd tego pokoju sprzed lat. Podszedł do przeciwległej ściany i powiedział.
- Tutaj  stało twoje łóżeczko, a pod tamtą ścianą kołyska i fotel dla twojej mamy, w którym siadała, kiedy miała cię uśpić. Była taka szczęśliwa trzymając ciebie na rękach. James także. Uwielbiał patrzeć, jak Lily śpiewała ci kołysanki.
Harry zamknął oczy ukrywając łzy, a Ginny przytuliła się do niego słuchając opowiadania.
- A tutaj była ich sypialnia. – Przeszli do drugiego pokoju. – Wiem, że ty często tutaj z nimi spałeś, gdy nie mogłeś zasnąć. Pamiętam, jak kiedyś Lily zasnęła  z tobą w fotelu. James wziął ciebie z jej rąk, włożył do łóżeczka, a potem podniósł Lily i zaniósł do sypialni. Ech... – westchnął. – To były czasy. Z jednej strony spokojne, a z drugiej... Oni wiedzieli, że Voldemort na nich poluje. 
- Ale, dlaczego...
- Dlaczego nie powiedziałem ci później? – dokończył za Harry’ego. – Bo ja byłem nadal zajęty szpiegowaniem wilkołaków, a ty poszukiwaniem horkruksów. Po prostu nasze drogi znowu się rozeszły. Słyszałem od Molly, że tu przyszedłeś, ale sam nie wiedziałem jak ci to powiedzieć. Wiem, że byłeś zaskoczony, gdy zobaczyłeś dom w takim stanie. – Harry kiwnął głową. – Ze zgliszczy udało mi się wyciągnąć i ocalić tylko tych kilka zdjęć, które poustawiałem na dole, na kominku.
- Widziałem. Wiele razy nie mogłem oderwać od nich wzroku – stwierdził Harry.
- James i Lily mieli ich całą masę, ale niestety większość zaginęła.
- A grób?
- No tak. To właśnie zrobił Syriusz. To on ich pochował i wyczarował ten pomnik. Był przy tym, jak Hagrid zabierał cię na polecenie Dumbledore’a do mugoli. Wyciągnął ich ciała z gruzów, a potem poszedł szukać Glizdogona – westchnął. – Dalszą historię Syriusza już znasz.
Harry przytaknął.
- Przepraszam, że ci to mówię. Ale powinieneś znać historię swojego domu, no i wracają wspomnienia, gdy tutaj jestem.
- Nie masz za co przepraszać. Nie wiem, jak ci się za to odwdzięczę, za to wszystko. Dziękuję. – Harry podał mu rękę.
- To była przyjemność tutaj wrócić.
Ginny odeszła na chwilę od nich, żeby rozejrzeć się po domu, a Harry wyszedł na zewnątrz i skierował się na skraj lasu. Po tym, co opowiedział Remus, chciał być chwilę sam. Podszedł do nagrobka, odśnieżył napis na płycie i usiadł obok na kamieniu.
- Tak mi was brakuje – powiedział przez łzy wpatrzony w nagrobek.
Kilka minut później Ginny zauważyła jego zniknięcie.
- Gdzie jest Harry? – spytała, wchodząc do kuchni, gdzie Lupin szykował dla nich posiłek.
- Jest przy grobie Lily i Jamesa – odpowiedział Lupin, wyglądając przez okno. – Lepiej niech wraca, bo zamarznie na tym mrozie, a ja przygotuję kanapki.
- Dobrze, pójdę po niego.
Wyszła z domu i powoli, jak na to pozwalał śnieg i ślady pozostawione przez Harry’ego, podeszła do niego, zatrzymując się w odległości kilku stóp. Zawahała się. Nie wiedziała co ma zrobić, ani co powiedzieć. Pierwszy raz zobaczyła, że Harry płacze. Poczuła się tak, jakby wtargnęła w jego prywatną sferę. Twarz miał schowaną w dłoniach. Stała tak, w ciszy, tylko patrzyła na niego.
- Harry? – spytała cicho po chwili, kładąc rękę na jego ramieniu – brakuje ci ich, prawda?
- Tak – odparł. Podniósł głowę, ocierając oczy rękawem i pociągając nosem. – Wiele razy zastanawiałem się, jakby to było, gdyby żyli. Nadal byśmy tu mieszkali, ja nie walczyłbym z Voldemortem i śmierciożercami...
- Ale w wakacje nie mieszkałbyś z nami – przerwała mu Ginny. – I nie jestem pewna, czy bylibyśmy razem. Może nasza historia inaczej by się potoczyła...
- Może... – Harry odwrócił od niej głowę. – Nie wiem nawet, czy miałbym takich przyjaciół jak Ron i Hermiona. Ech... przepraszam cię – spojrzał na nią.
- Za co? – Ginny usiadła mu na kolanach. – Nie masz za co przepraszać. Według mnie to normalne, każdy na twoim miejscu by płakał w takim momencie.
- Wiem, ale gdyby żyli i my bylibyśmy razem, to może w tej chwili przedstawiałbym im ciebie, a tak...
- A dlaczego nie możesz tego zrobić? Zrób to.
- Mamo, tato, to jest moja narzeczona Ginny Weasley, Ginny to są moi rodzice – mówiąc to wskazał ręką na grób i po chwili dodał – widzisz, jak to głupio brzmi?
- Wcale nie. Wiem, że oni nie podejdą do nas i nie uściskają, ale przynajmniej czuję, że naprawdę wchodzę do twojej rodziny.
- Dziękuję ci – szepnął, całując ją i przytulając do siebie.
- Chodźmy stąd, bo jest strasznie zimno – powiedziała Ginny otulając się szczelniej płaszczem po chwili ciszy, jaka zapadła. – Remus czeka na nas z kanapkami.
- Dobrze.
Wstali i skierowali się do domu.
Po krótkim posiłku poszli na spacer z Remusem. Szli przez las, który był pokryty białym puchem. Słońce próbowało przebić się przez korony drzew, ale i tak panował tu lekki mrok, bo drzewa rosły dość gęsto i stanowiły przyjemną ochronę przed mroźnym wiatrem.
- Tymi ścieżkami James i Lily zabierali Harry’ego na spacery. Zwykle chodzili tym lasem, aż do rzeki – powiedział Lupin.
- Rzeczywiście dużo wiesz o okolicy. Nie ma tu mugoli? – Ginny szła blisko niego, chcąc dowiedzieć się jak najwięcej, a Harry szedł z tyłu. Za dużo już się nasłuchał o tej strasznej nocy i o rodzicach i nie chciał tego słuchać. Ale ich głosy dochodziły do niego.
- Są. Ale po drugiej stronie rzeki i jeziora. Co prawda, po ataku Voldemorta zjawiła się ich tu cała masa ciekawskich, jakby nie było nic innego do oglądania. Hagrid zabrał Harry’ego, a potem pojawili się amnezjatorzy i aurorzy, którzy musieli  zmodyfikować pamięć tym wszystkim mugolom.  Z tego co wiem, to w pobliskiej wiosce nadal krążą pogłoski o tym co się tutaj wydarzyło.
- Nadal? A jeżeli ktoś to pamięta?
- Wątpię. Ministerstwo Magii o to zadbało, żeby nikt się o tym nie dowiedział.
- To skąd te pogłoski? – spytał Harry zrównując się z nimi.
- Wiesz, przez tyle lat nic się tu nie działo, a tu nagle ktoś zaczyna remontować zgliszcza. Kiedyś słyszałem, jak mówili, że w tym domu straszy – Lupin zamyślił się. – Pewnie słyszeli odgłosy moich przemian.
Przez chwilę szli w zupełnej ciszy. Robiło się coraz ciemniej. Zaczął padać śnieg. Ginny zatrzymała się rozglądając wokoło, a Harry i Lupin szli dalej.  Nagle Harry poczuł, że w tył głowy uderzyła go wielka kula śniegu. Zatrzymał się odwracając głowę do tyłu.
- Co jest? – spytał i zobaczył zwijającą się ze śmiechu Ginny. Schylił się po małą porcję śniegu i zaczął iść w jej kierunku.
- Złap mnie! - krzyknęła, uciekając przed nim między drzewa.
- A co mi dasz jak cię złapię? – krzyknął, biegnąc za nią i ugniatając śnieg robiąc śnieżkę.
- A co byś chciał?- spytała, śmiejąc się i wyglądając zza drzewa.
- Zobaczysz jak cię złapię - zaśmiał się.
Lupin nie brał udziału w tej zabawie tylko odszedł dalej, a oni uganiali się między drzewami. Ginny uciekała przed nim wśród drzew, a on gonił ją nie wysilając się zbytnio. Nie chciał jej złapać, jeszcze nie teraz, a ona o tym wiedziała, czuła to. Obojgu podobało się to śniegowe szaleństwo. Biegając wśród drzew, cieszyli się niczym dzieci. Zapomnieli, że wszędzie może czaić się niebezpieczeństwo, że w każdej chwili mogą zaatakować ich śmierciożercy. Kiedy stawali po przeciwnych stronach drzewa, spoglądając na siebie zza niego, widzieli w swoich oczach radość i szczęście. W pewnej chwili Ginny zwolniła, a on wiedział, że chce by ją już złapał. Pochwycił ją tuż przy drzewie, zatrzymując ją wykonał delikatny ruch by wymusić jej odwrócenie się, jednocześnie opierając ją o pień drzewa. Stał tuż przy niej i patrzył w jej roześmiane oczy. Stali tak przez chwilę, uśmiechając się i emanując radością.
- Mam cię leśna rusałko - powiedział, przerywając ich milczenie.
- I co teraz ze mną zrobisz? - spytała, patrząc na niego przekornie.
Położył dłoń na jej zmarzniętym, czerwonym policzku. Spojrzał na nią z delikatnym uśmiechem. Przysunął się bliżej i pchnął lekko.
- Muszę cię trochę ostudzić.
Zachwiała się, łapiąc go za płaszcz i pociągnęła za sobą. Przewrócili się oboje w wielką zaspę śnieżną i zaczęli się śmiać.
- Harry, zimno mi – Ginny szepnęła po chwili.
- Chcesz wracać do domu, żeby się ogrzać?
- Nie. To nie przez śnieg.
I nagle Harry też to poczuł. Przerażające zimno przenikające na wskroś, aż do szpiku kości, które nie miało związku z mrozem panującym tej zimy. Podniósł się, pomógł wstać Ginny i rozejrzał się. Dotarli na polankę pośrodku lasu. Remus stał z drugiej strony z wyciągniętą różdżką. Wokół nich roztaczała się dziwna mgła. I wtedy ich zobaczył. Kilkanaście zakapturzonych postaci w czarnych szatach sunęło wśród drzew w ich kierunku. Wyciągnął różdżkę i zasłaniając Ginny krzyknął:
- Expecto patronum!
Z jego różdżki wystrzelił strzęp srebrnej mgły. Ginny też wyciągnęła swoją i stając obok niego próbowała wyczarować patronusa. Niestety jej patronus też nie był zbyt silny. Starała się myśleć o czymś szczęśliwym, że Harry jest tu obok niej, ale dreszcz przebiegający jej po plecach i przerażenie na widok tylu dementorów całkowicie nią zawładnęło. Przypomniała sobie porwanie. Jeszcze raz spróbowała użyć zaklęcia  patronusa, ale nie potrafiła. Ostatnim razem próbowała wyczarować patronusa trzy lata wcześniej na ostatnim spotkaniu GD, gdy Harry ich tego uczył, tuż przed tym jak Umbridge odkryła ich tajne miejsce spotkań, ale przecież wtedy nie było w pobliżu żadnego dementora, a teraz... Poczuła, że już dłużej nie wytrzyma, że brakuje jej tchu.
Dementorzy zbliżali się do nich ze wszystkich stron, a oni cofając się dotarli na środek polanki. Harry poczuł nagle, że Ginny osunęła się po jego ramieniu i upadła na ziemię.
- Nie! Expecto patronum! Remus, pomóż! – ryknął w kierunku drugiego końca polanki.
Z jego różdżki ponownie wystrzelił strzęp srebrnej mgiełki. Zobaczył, że najbliżej stojący dementor wysunął spod płaszcza gnijącą rękę i zaczął zbliżać ją do jego szyi. „Muszę się skoncentrować...” Poczuł lodowate zimno, gdy palce dementora dotknęły jego gardła. „Myśl... Ginny... jesteśmy razem, nic nas nie rozdzieli... ona tylko zemdlała... nie pozwolę jej tknąć...” Walcząc o powietrze zobaczył z boku jak jakiś ogromny srebrny ptak leci w jego kierunku. To był jastrząb wyczarowany przez Lupina. Uderzył dziobem w dementora, a Harry uwalniając się z uścisku podniósł rękę i krzyknął:
- EXPECTO PATRONUM!
Olbrzymi srebrny jeleń wystrzelił wreszcie z końca różdżki i pogalopował przez polankę, odpędzając dementorów, którzy rozpływali się w ciemnościach lasu. Oba patronusy zawróciły po chwili, kierując się w stronę swoich panów i w połowie między lasem a nimi rozpłynęły się w srebrną mgłę i znikły.
Harry stał tak przez chwilę, czując jak cały dygoce. Zdał sobie sprawę, że po plecach płynie mu zimny pot. Podszedł do leżącej Ginny i klęknął przy niej.
- Ginny? – szepnął i delikatnie zaczął klepać ją po twarzy. – Ginny!
- Zaczekaj – Remus podszedł do niego, łapiąc go za rękę. – Zabierzmy ją do domu. 
Wyczarował nosze i położył na nich dziewczynę.
- Molly na pewno czeka z kolacją i się denerwuje, że nas nie ma. Już późno – powiedział Lupin.
- Harry... – usłyszeli cichy szept.
Ginny podniosła się wyciągając rękę. Harry chwycił ją i pomógł jej wstać. Złapał ją w pasie, gdy lekko się zachwiała.
- Wracajcie razem do Nory. Ja wrócę za kilka minut tylko pójdę do twojego domu i zabiorę rzeczy – powiedział Lupin.
Harry chwilę patrzył za oddalającym się mężczyzną, a potem objął mocniej Ginny i koncentrując się mocno na celu teleportacji – Norze, obrócił się i zniknął.

9 komentarzy:

  1. Kurde no ja nie mogę! Jak mogli się tu pojawić dementorzy??? Trochę mi się nie podoba, że Harry musiał krzyczeć Remus pomóż mi!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurcze dzisiaj zaczęłam czytać to opowiadanie i musze powiedziec ze jestem nim oczarowana <3
    A ten rozdzial poruszyl mnie tak bardzo ze az sie poplakalam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się poryczałam... <3 Jak moja mama weszła do pokoju i to przeczytała to też miała łzy w oczach... ;__;

      Usuń
  3. Wiem, że trochę późno, ale dopier teraz odkryłam tego bloga ;) Jest super!!! Czuję się jakbym czytała kolejną część HP ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. jeju wczoraj znalazłam tego bloga i jest super!
    Poryczałam się jak Lupin opowiadał historie domu Harry'ego i jak Harry siedział przy grobie rodziców

    OdpowiedzUsuń
  5. dopiero teraz znalazłam tego bloga. super opowiadania.

    OdpowiedzUsuń
  6. Łzy zaczęły mi lecieć jak Harry był przy grobie

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozdziały są genialne,tylko niekture tytuły trochę za dużo zdradzają.

    OdpowiedzUsuń