sobota, 16 czerwca 2012

55. W bibliotece


Był w jakimś dziwnym pomieszczeniu. Ciemne ściany i czarna marmurowa posadzka. Za oknem wiatr uderzał o szyby. Krople deszczu bębniły w parapet. Na zewnątrz panowała nieprzenikniona ciemność. Jego wzrok powoli przyzwyczajał się do panującego mroku, bo blask dogasającego ognia w kominku nie dawał zbyt dużo światła. Pod ścianą leżała skulona postać. Miała na sobie białą szatę, poplamioną w wielu miejscach jakąś ciemną substancją. Gdyby nie białe fragmenty sukienki, które w tej ciemności prawie świeciły, w ogóle by jej nie widział. Zamarł, patrząc na nią. Dobrze wiedział kto to jest. Długie, rude włosy opadające na twarz, drobna sylwetka. Chciał do niej podejść, ale nagle poczuł, że jego stopy znalazły się kilka cali nad ziemią, a potem, że leci do tyłu. Uderzył plecami w kamienną ścianę tak mocno, że aż go zamroczyło, i nim upadł na podłogę zaklęcie rzucone przez niewidoczną osobę podniosło go do góry. Chciał zapytać „Kto tu jest?”, ale głos uwiązł mu gardle. Chwilę później metalowe kajdany oplotły mu nogi, ciało i ręce, przyciskając do ściany. Nie mógł się poruszyć. Wytężał wzrok, próbując wypatrzyć napastnika. Niestety nadal nic nie widział, oprócz nieruchomej Ginny pod ścianą. Nagle usłyszał jej krzyk, gdy zaklęcie Cruciatus poderwało ją w powietrze, a kiedy upadła tuż przy nim, dostrzegł, że patrzy na niego. Jej oczy były wypełnione bólem, a po całej twarzy płynęła krew. Usłyszał jeszcze czyjś ironiczny śmiech i nastała ciemność.

Harry otworzył oczy. Przez kilka chwil oddychał głęboko, opanowując dreszcze. To było takie prawdziwe... takie żywe...
Sięgnął w ciemności po okulary leżące na szafce nocnej. Założył je i nad sobą dostrzegł czerwony baldachim, a przez najbliższe okno zaglądał księżyc. Cichy świadek jego koszmaru. Odetchnął. Leżał w swoim łóżku w dormitorium.
Wstał i podszedł do okna. Tylko gwiazdy mrugające na niebie potrafiły go teraz uspokoić. Koszmary sprzed kilku tygodni wróciły, tylko że nie były już tylko wspomnieniem z tamtych dni. Zawsze jednak odnosiły się do tego samego: Bellatriks torturuje Ginny na jego oczach, a on nie może się ruszyć. Nikt o tym nie wiedział, bo wolał zachować to dla siebie.
Stał przy oknie, wpatrując się w Zakazany Las i zastanawiał się jak długo to trwa. Sny wróciły po śmierci Hedwigi. Tak, chyba tak. Harry cały czas miał ją przed oczami, gdy Hagrid zakopywał ją tamtego wieczoru w swoim ogródku na tyłach domku.
Westchnął. Wiedział, że nie powinien aż tak się tym przejmować. To tylko sowa. Jednak Hedwiga była jego najwierniejszą towarzyszką, mógł nawet powiedzieć: przyjaciółką, gdy musiał spędzać długie, ciężkie tygodnie na Privet Drive. Była jego łącznikiem pomiędzy światem mugoli i światem czarodziejów. To prawda, że od dwóch lat przebywał tylko w magicznym i ukochanym przez niego świecie. Jednak słowa z listu, który przyniosła cały czas go nie opuszczały, a to, co się z nią stało miało mu cały czas o tym przypominać.

Kilka dni później Ginny siedziała w pokoju wspólnym udając, że pisze wypracowanie dla McGonagall, ale tak naprawdę marzyła o spacerze po szkolnych błoniach wraz z Harrym. Zaraz po kolacji te marzenia mają się spełnić, bo on ma przyjść po nią i znikną na cały wieczór...
- Ginny, pójdziesz z nami do biblioteki?
To Jill podeszła do niej i klepnęła ją w ramię, wyrywając z tych marzeń, a Ginny spojrzała na nią lekko nieprzytomnym wzrokiem.
- Z nami? To znaczy z kim? – spytała.
- No, ze mną i Luną. Czeka na nas pod biblioteką.
- Aha – mruknęła, wracając powoli do rzeczywistości.
- To idziesz? – dopytywała się Jill.
- Wiesz, obiecałam Harry’emu...
Jill wzniosła oczy do nieba.
- To powiesz mu, że chcesz nam pomóc, a zresztą ty chyba też masz do zrobienia pracę domową dla McGonagall, co?
Chyba? Ginny spojrzała na rozłożone pergaminy przed sobą. A co akurat robi? Próbuje właśnie to napisać.
- Masz rację – mruknęła. – Harry i tak jest w tej chwili zajęty. Chyba miał sprawdzić jakieś testy, czy coś...
- To chodź. – Jill pociągnęła ją za rękę. – Możemy po drodze zajrzeć do niego i wtedy powiesz mu, gdzie będzie mógł cię znaleźć.
- W porządku.
Zgarnęła wszystkie pergaminy i książki do torby i razem opuściły salon.

Harry przeglądał prace trzecioroczniaków na temat wilkołaków. Za każdym razem, gdy brał kolejną pracę do ręki, zastanawiał się czy oni w tym wieku też pisali tak „zaskakujące” wypracowania? I od kiedy on stał się takim wymagającym nauczycielem?
Po chwili usłyszał pukanie.
- Proszę – powiedział, nie odrywając wzroku od pergaminu.
Drzwi otworzyły się. Ginny powoli weszła do środka. W ostatniej chwili Jill chwyciła ją za nadgarstek.
- Daję ci tylko chwilkę. Nie mam zamiaru tu długo czekać.
- Okej – mruknęła w stronę koleżanki i weszła pewnie do środka.
Harry słyszał jakieś szepty dochodzące od drzwi, a potem zobaczył ją. Ginny. Trochę był zaskoczony, bo mieli się spotkać później, ale jej widok wywołał u niego lekką ulgę, że ma pretekst do oderwania się od tych wypracowań.
- Ginny? Coś się stało? – spytał. – A może... tęskniłaś?
To było pytanie? Raczej stwierdzenie faktu – pomyślał.
- Nie... chociaż tak – mruknęła.
Podeszła bliżej biurka.
- Przepraszam, tak naprawdę nie chciałam ci teraz przeszkadzać...
- Ty mi nigdy nie przeszkadzasz.
Wstał, podszedł do niej i objął ją w talii.
- Harry, nie teraz – szepnęła, próbując mu się wyrwać. – Jill czeka w korytarzu.
- Jill? – spytał zaskoczony. – Na co ona czeka?
- Na mnie. Idziemy do biblioteki. Mamy do odrobienia pracę domową dla McGonagall. Chciałam ci tylko to powiedzieć, żebyś wiedział, gdzie mnie szukać.
- Długo tam będziecie?
- Nie wiem. Trochę czasu na pewno nam to zajmie. Nie gniewasz się, że będziemy musieli przełożyć nasz... no wiesz... spacer...
- Ginny! – Od drzwi doszedł ich poirytowany głos dziewczyny stojącej w korytarzu. Ginny spojrzała na Harry’ego przepraszająco za to, że nie zamknęła za sobą drzwi. – Zaczynam zapuszczać korzenie!
Oboje parsknęli śmiechem.
- Już idę! – odkrzyknęła Ginny w odpowiedzi.
Harry wypuścił ją z objęć.
- Dobrze – mruknął. – Dam wam trochę czasu. Zobaczymy się później.
Ginny pocałowała Harry’ego w usta, dając do zrozumienia, że jest mu wdzięczna, a on odwzajemnił pocałunek.
- Ginny!
Niecierpliwy głos Jill przerwał im tę cudowną chwilę. Oderwali się od siebie, ale nadal patrzyli sobie w oczy.
- Yhm, yhm.
Ciche chrząknięcie i tupot nogi Jill przywołał ich do rzeczywistości.
- Już idę, idę – wymamrotała w końcu Ginny w stronę stojącej w progu koleżanki.
Ruszyła powoli do drzwi. Zamykając je spojrzała jeszcze na Harry’ego. Stał z dziwnym uśmiechem na ustach.
Harry wrócił do biurka. Zaczął przeglądać kolejne prace, ale teraz coraz słabiej docierały do niego słowa, które czytał.
Wilkołak jest pół człowiekiem, pół wilkiem... Taak... Remus ma twarz człowieka, a nogi, raczej łapy, wilka. Parsknął śmiechem. Czy Lupin, czytając klika lat temu ich wypociny na ten temat, miał to samo wrażenie? Co on wtedy myślał?
Odłożył na bok pergaminy. Nie da rady teraz tego sprawdzić. Za bardzo jego myśli były skupione na dziewczynie, która przed chwilą opuściła to pomieszczenie. A może by tak... Pokręcił głową. Nie, nie powinien przeszkadzać jej w nauce. Jednak nie mógł się powstrzymać. Wyszedł z gabinetu i pobiegł do dormitorium.
Peleryna-niewidka jest schowana w kufrze.

Biblioteka, jak zawsze pod koniec roku była pełna uczniów przygotowujących się do nadchodzących egzaminów. Ginny, Luna i Jill siedziały w najdalszym kącie i przeglądały opasłe tomy do transmutacji.
- Nie ma tu tego! – krzyknęła Jill. – Co ta McGonagall wymyśliła? Żeby nie można było tego znaleźć w zwykłej książce?
- Na pewno gdzieś jest – mruknęła Ginny, masując sobie kark. – Pójdę poszukać w starych wydaniach „Transmutacji Współczesnej”. Muszę przy okazji rozprostować trochę kości, bo siedzimy tu już mnóstwo czasu i wszystko mnie boli.
Wstała od stołu i odeszła do ostatnich rzędów książek. Nie zdawała sobie jednak sprawy, że ktoś ją obserwuje.
Stała przez pewien czas, przeglądając kolejne numery gazet, gdy nagle poczuła na szyi jakiś podmuch. Rozejrzała się. Czy to wiatr? Niemożliwe. Do okna jest daleko, więc co to było? Przerzuciła kilka kartek gazety i znowu to poczuła. To na pewno nie był wiatr. Zbyt ciepły. Przeszedł ją dreszcz. Znieruchomiała, gdy ktoś położył rękę na jej ramieniu.
- Odsuń włosy – wyszeptał jej do ucha.
- Harry? Co ty robisz? – Chciała się odwrócić, ale on chwycił ją w talii i przytrzymał.
- Jestem przy tobie.
- A jeśli ktoś nas zobaczy?
- Jestem pod peleryną, więc widzą tylko ciebie. Odsłoń szyję...
Ginny odgarnęła włosy do przodu, a Harry wtulił się w jej szyję, delikatnie ją całując. Odchyliła lekko głowę, dając mu do niej lepszy dostęp. Było jej tak dobrze. Poczuła jak miękną jej nogi i kręci się w głowie, więc oparła się jedną ręką o najbliższy regał, oddychając głęboko, a Harry podtrzymał ją mocno. Cicho westchnęła.
Jego ciepły oddech owiewał jej szyję, a dłoń zaczęła powoli wsuwać się pod bluzkę. Podskoczyła zaskoczona, zrzucając na podłogę kilka gazet.
- Harry, przestań – mruknęła.
- Jesteś pewna? Przecież widzę, że ci się podoba...
- Ale zaraz może ktoś tu wejść i...
Urwała. Za najbliższym regałem ktoś był. Usłyszeli czyjeś kroki i trzeszczący but pani Pince. Znieruchomieli na chwilę przytuleni do siebie. Po chwili zza regału wyłoniła się wysoka postać bibliotekarki. Mruczała pod nosem, że nikt nie szanuje jakże wspaniałych książek znajdujących się w bibliotece. Ginny próbowała opanować drżenie rąk, gdy Harry głaskał ją po boku.
- Powinnam już iść – mruknęła. – Dziewczyny zaraz zaczną mnie szukać.
- Wątpię, żebyś teraz mogła się skupić... Jestem pewny, że wolisz tu zostać... – Całował ją po całej szyi, nie przerywając dotykać jej pleców.
- Harry, proszę...
- Ginny? Jesteś tu?
To była Luna. Weszła między regały z książkami, tam gdzie stali.
- Udaj, że czytasz i zrób coś, żeby ona poszła – mruknął Harry do ucha Ginny, przy okazji ściskając ją mocniej w talii.
- Luna... tu nic nie ma... – wymamrotała.
- Tylko chochliki książkowe – powiedziała Luna, przyglądając się leżącym wszędzie książkom i starym wydaniom „Proroka” i „Transmutacji Współczesnej”.
Ręka Harry’ego wędrowała po boku Ginny w górę i w dół i ledwo docierało do niej, co mówi Luna.
- Ż-że co?... – wyjąkała.
- Chochliki. Takie milimetrowe karzełki, które zasłaniają literki, gdy chcemy coś ważnego przeczytać.
Mocny pocałunek w kark. Ręce zaciskające się na jej biodrach. Było tak cudownie. Dlaczego oni są tutaj, a nie gdzieś nad jeziorem? Traciła poczucie rzeczywistości. Nie mogła powstrzymać cichego jęknięcia.
- Ginny, dobrze się czujesz? – Luna spojrzała krytycznie.
- Ja?... Taak... Idź do Jill, ja zaraz... – Dłoń Harry’ego przesunęła się na brzuch. – Niedługo do was wrócę...
Luna odeszła.
- Kocham cię, wiesz? – wyszeptał Harry, delikatnie przygryzając jej ucho.
- Wiem, ja też... – wymruczała w odpowiedzi, odchylając do tyłu głowę, kładąc ją na jego ramieniu.

7 komentarzy:

  1. Hm...
    Jakie gorące wątki :)
    Ten Harry to jednak zboczeniec - żart :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak on ją przez peleryne całował?!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dokładnie MAGIA!!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Moglaś opisać TO trochę dłóżej

    OdpowiedzUsuń
  5. WOW.Masz talent dziewczyno Ps.Jak pod peleryną-niewidką ją całował?

    OdpowiedzUsuń