sobota, 16 czerwca 2012

69. Nowy nauczyciel


Wysiadając z windy na drugim piętrze ministerstwa Harry i Tim zobaczyli jakieś zamieszanie. Wszyscy aurorzy biegali od boksu do boksu, wymieniając ze sobą informacje.
- Coś się stało – powiedział poważnym tonem Tim, rozglądając się wokół.
Z gabinetu Robardsa wyszedł starszy mężczyzna, i gdy tylko zobaczył Tima, krzyknął:
- Gdzieś ty się podziewał, do cholery?
- Miałem pilną sprawę do załatwienia na mieście i po drodze spotkałem Pottera – odparł.
Harry kiwnął głową w stronę czarodzieja, ale nic nie powiedział. Starszy auror nie zwrócił jednak na niego uwagi, tylko cały czas patrzył wściekły na Tima.
- Mamy tu krytyczną sytuację, a ty pałętasz się po Londynie?
- Chciałbym dowiedzieć się, co się stało – odburknął i podszedł do jednego z biurek. – Mogę?
Starszy mężczyzna spojrzał wreszcie na Harry’ego, wyciągając do niego rękę w geście powitania.
- Witam, panie Potter. Jestem Terence Fireburn. Gawain mówił mi, że dzisiaj pojawisz się u nas. Niestety jest zajęty i nie będzie mógł na razie się z panem spotkać.
Zaprosił go do swojego biura. Usiadł za biurkiem i zaprosił Harry’ego, by ten zrobił to samo na krześle naprzeciwko.
- Rozumiem – powiedział Harry, kiwając głową. Rozejrzał się po biurze. – Co się tak naprawdę stało?
- Dziś w nocy był atak na dom na przedmieściach Londynu. Drzwi były zamknięte od środka, żadnych śladów włamania, czy walki. Mugole z sąsiedztwa byli zaskoczeni. Wysłaliśmy kilku ludzi, żeby rozwiać wątpliwości i przejąć sprawę od pałecjantów.
- Policjantów – poprawił go automatycznie Harry. – Wiadomo kto to?
- Zginęła cała rodzina mugoli. Cztery osoby. Oczywiście zmieniliśmy wszystkim sąsiadom pamięć i powiedzieliśmy, że to wybuch gazu. Podejrzewamy, że to śmierciożercy.
- Na pewno zrobili to dla zabawy – mruknął Harry. – Coś planują, albo chcą, żebyśmy o nich nie zapomnieli, a przynajmniej ja. Chcą pokazać swoją siłę. To ostrzeżenie dla mnie, że ja i moi najbliżsi jesteśmy następni. – A, gdy dostrzegł zaskoczoną twarz czarodzieja, dodał: – na magicznym peronie spotkałem Bellatriks Lestrange.
- To poważna sprawa. – Fireburn zamyślił się chwilę. – Trzeba będzie powiadomić o tym Gawaina, jednak w tej chwili ma pilniejsze sprawy. Gdybyśmy jednak wiedzieli, co oni planują...
- Przydałby się nam jakiś szpieg... – stwierdził cicho Harry. – Tak, jak kiedyś Snape, który szpiegował dla Dumbledore’a...
- Taak... Tylko gdzie znajdziemy takiego szaleńca?

Wieczorem Harry wrócił do Doliny Godryka. Ogródek był podeptany, w środku panował bałagan...
Od Tima dowiedział się, że prawdopodobnie następnego dnia po ich ślubie, śmierciożercy wpadli tutaj, przeszukując cały dom i próbując dowiedzieć się gdzie mogli uciec. Jednak niczego się nie dowiedzieli.
Wspiął się na górę i wszedł do pokoju, obok sypialni, który zajmował kiedyś. Na podłodze pod oknem leżało mnóstwo ślubnych prezentów. Tak, to były ich prezenty, których nawet nie obejrzeli po ślubie, bo musieli uciekać. Jak to się stało, że nikt ich nie zobaczył? A może zostały dostarczone dopiero niedawno?
Wyciągnął ze stosu jedną z większych paczek i usiadł na łóżku. Rozwinął papier i zobaczył drewnianą skrzyneczkę, przykrytą listem. Wziął pergamin do ręki i, gdy miał odłożyć na bok pudełko, zobaczył na nim dwie wskazówki, na których były napisane dwa imiona: „Harry” i „Ginny”. Zamarł wpatrzony w to, co zobaczył. Zawsze podobał mu się zegar Weasleyów: dziewięć wskazówek z imionami wszystkich członków rodziny. Teraz patrzył na bardzo podobny: zegar rodziny Potterów. Wskazówka Ginny znajdowała się na pozycji „szkoła”, a jego wskazywała na „dom”. Położył zegar na łóżku, rozwinął w końcu list i zaczął czytać.

Kochani Ginny i Harry.
To jest magiczny zegar rodzinny. Jest prawie taki sam, jak nasz. Są tu oczywiście tylko wskazówki z Waszymi imionami, ale w przyszłości, gdy Wasza rodzina zacznie się powiększać pojawią się tu także imiona Waszych dzieci.
Życzymy Wam, aby nigdy nie zabrakło Wam szczęścia, miłości i aby ten zegar nigdy nie wskazywał „śmiertelnego zagrożenia”. 
Molly i Artur.

Nie był w stanie oderwać wzroku od listu. Opuścił rękę, opierając ją o kolano i zamyślił się. Nie czuł się na siłach, aby otworzyć resztę paczek. Bez Ginny to nie miało sensu. Zerknął z powrotem na zegar.  To dopiero pierwszy dzień, gdy nie są razem, ale on miał wrażenie, że nie widzieli się co najmniej od kilku miesięcy.
-         Oby nigdy ten zegar nie wskazywał śmiertelnego zagrożenia – powtórzył cicho ostatnie zdanie z listu, po czym położył się i wkrótce zasnął.
------- 
Ginny obawiała się tego roku. Może to było dlatego, że w zeszłym roku, dzięki Harry’emu wszystko wyglądało inaczej i było lżej? Zawsze mogła do niego przyjść, porozmawiać, choć zwykle ich rozmowy kończyły się na pocałunkach i pieszczotach. A może bała się tylko dlatego, że teraz czekały ją owutemy i na każdej lekcji słyszała jednostajny tekst wszystkich nauczycieli przypominający o zbliżających się egzaminach? Miała wrażenie, że za każdym razem, gdy rozpoczynała się lekcja tekst wypowiadany przez kolejnego nauczyciela wciąż był taki sam, tylko dźwięk głosu był inny.
Dwa dni po rozpoczęciu roku nadeszła w końcu pierwsza lekcja z nowym nauczycielem. Ginny z duszą na ramieniu weszła do klasy obrony przed czarną magią, która w zeszłym roku należała do Harry’ego. Może to wspomnienia i lekki luz, jaki zawsze dawał Harry podczas wspólnych lekcji, spowodował, że teraz czuła strach? A może wzbudził to ten tajemniczy człowiek, który ma ich uczyć w tym roku? Nie mogła oprzeć się wrażeniu, że Knight, bo tak miał na nazwisko, skądś ją zna, bo zbyt intensywnie ją obserwuje.
Klasa powoli zaczęła wypełniać się uczniami, którzy, tak jak ona uczyli się zaawansowanej magii obronnej. Usiadła w najbardziej oddalonej ławce, ale skierowanej tak, że miała dość dobry widok na biurko nauczyciela i wszystko znajdujące się w jego pobliżu.
Rozejrzała się z ciekawością po sali, która zmieniła się diametralnie od ostatnich zajęć. Dotąd prawie puste pomieszczenie wypełniono różnymi przedmiotami, najczęściej czarno magicznymi, ale również tymi służącymi do obrony przed czarną magią. Gdzieniegdzie na ścianie wisiały ruchome obrazy przedstawiające różne magiczne stwory, od złośliwych chochlików kornwalijskich, po zmieniające wygląd boginy i przerażające inferiusy.
Uczniowie w większości rozmawiali między sobą ściszonym głosem, inni spoglądali nerwowo na drzwi, za którymi słychać było zbliżające się kroki nauczyciela. Ginny słyszała  wcześniej wiele rozmów na temat nowego profesora i większość nie wiedziała, co o nim myśleć, dobrze czy źle. Zresztą tak, jak ona.
Knight wszedł do środka równo z dzwonkiem rozpoczynającym lekcję, po czym rozejrzał się obojętnym wzrokiem, oceniając uważnie wszystkich obecnych w sali. Rozmowy ucichły, a głucha cisza w klasie była wręcz nienaturalna. Każdy patrzył z trwogą i wyczekiwaniem na nauczyciela. Ginny siedziała ze zmrużonymi oczami i z założonymi rękami, czekając, co on powie.
- Yhm... Yhm... – odchrząknął. – Jak już wiecie, nazywam się Winston Knight i w tym roku będę przygotowywać was do ostatecznych egzaminów z obrony przed czarną magią – powiedział, spoglądając na przestraszonych uczniów. – Mam za zadanie sprawdzić i uzupełnić waszą wiedzę, która z pewnością nie jest taka, jaka powinna być na waszym poziomie. Zanim zaczniemy lekcję, czy chcecie zadać jakieś pytanie na mój temat?
Wszyscy spojrzeli po sobie, na ich twarzach gościło zdziwienie i niedowierzanie. Ale nikt się nie odezwał, nikt nie był na tyle odważny, by cokolwiek powiedzieć.
- Nie? W takim razie przeczytam listę obecności. Gdy wyczytam nazwisko, niech dana osoba wstanie, żebym mógł lepiej was poznać.
Knight zaczął wyczytywać nazwiska z listy, a uczniowie wstawali ze swoich miejsc, trzęsąc się ze zdenerwowania i strachu. Gdy zrozumieli, że nauczyciel nie jest groźny, a uśmiecha się do nich zachęcająco, uspokoili się, dzięki czemu sprawdzenie obecności przebiegło w miarę szybko i sprawnie.
Kiedy wyczytał nazwisko Ginny, spojrzał na nią badawczo, prawie tak, jak na uczcie powitalnej. Nic jednak nie powiedział, a Ginny nie wiedziała, co o tym myśleć.  Usiadła z powrotem na swoim miejscu, cały czas go obserwując, a Knight schował listę i przekartkował leżące na biurku notatki, po czym przemówił.
- Na dzisiejszej lekcji sprawdzę waszą wiedzę, żeby się upewnić czego nauczyliście się do tej pory. Na początku będziemy mówić o Zaklęciu Patronusa. Kto powie, co to za zaklęcie?
Ginny rozejrzała się po klasie. Oprócz niej i Jill nie było nikogo, kogo by znała. Nie chciała wychylać się, że dzięki Harry’emu i temu co przeżyli w święta w zeszłym roku, wie dużo o dementorach i patronusach. Tak naprawdę chciała sprawdzić ile tamci zapamiętali z zeszłego roku, gdy Harry starał się im przekazać tę wiedzę, dlatego też odetchnęła ze spokojem, gdy dostrzegła, że twarze Krukonów i Puchonów oznajmiały, że większość z nich słyszała o patronusie. Nikt jednak nie podniósł ręki, przez co Knight pokiwał z rezygnacją głową.
- Nie musicie się mnie bać, ja nie gryzę. To jeszcze raz: ktoś umie odpowiedzieć na moje pytanie?
Tym razem kilkoro uczniów podniosło ręce do góry.
- Tak już jest o wiele lepiej – powiedział mężczyzna, uśmiechając się nieznacznie. – Proszę o odpowiedź, panie Johnson.
Dobrze zbudowany chłopiec o jasnych włosach podniósł się z krzesła, po czym wziął głęboki oddech.
- Jest to zaklęcie przywołujące naszego osobistego patrona, który przegania dementorów, profesorze.
- Wspaniale. Pięć punktów dla Ravenclawu. Tak, jak powiedział nam wasz kolega, jest to zaklęcie przywołujące naszego opiekuna, który ma odganiać dementorów. Jak wiecie, są to stworzenia, które wysysają szczęście z każdego miejsca, w którym się znajdą. – Podszedł do jednego z obrazów i wskazał na niego ręką. – To jeden z nich. Ich najstraszniejszą bronią jest tak zwany Pocałunek Dementora, podczas którego wysysają duszę, sprawiając, że ich ofiara staje się na zawsze żyjącą, ale bezmyślną rośliną. Pokonać go możemy tylko w jeden sposób, a mianowicie Zaklęciem Patronusa. Patronus jest pewnego rodzaju opiekunem, obrońcą. To jedynie pozytywna energia, przybierająca kształty zwierząt. Tylko dobrze wyszkolony czarodziej potrafi wyczarować jego cielesną formę. Patronus każdego człowieka ma swój indywidualny wygląd, a ponieważ nie można go podrobić – jest znakiem rozpoznawczym.
Krukoni chłonęli całą wiedzę, patrząc jak urzeczeni na Knighta. Ginny wykrzywiła z irytacji wargi. „Przecież Harry mówił to samo, a oni wyglądają tak, jakby usłyszeli o tym po raz pierwszy.”
- Proszę mi powiedzieć, w jaki sposób można przywołać patronusa? – zapytał nauczyciel.
Tym razem rękę podniosła tylko jedna dziewczyna o kruczoczarnych włosach.
- Tak, panno White?
- Podczas rzucania zaklęcia należy pomyśleć o jakimś szczęśliwym wspomnieniu. Im szczęśliwsze wspomnienie, tym patronus jest silniejszy – odpowiedziała.
- Otóż to. Nie liczą się tylko szczęśliwe uczucia, wrażenia, jak dla przykładu pierwszy lot na miotle, ale takie z prawdziwego zdarzenia, które są trwałe, trudne do zniszczenia, dające nadzieję.
Ginny zamarła zaskoczona. Ten człowiek powtórzył słowa Harry’ego, kiedy mówił o swoich własnych trudnościach podczas prywatnych nauk u Lupina. Wielu Krukonów zrobiło minę, jakby wiedzieli o tym od niemal zawsze i uważali, że profesor niepotrzebnie o tym przypomina. Knight położył na chwilę ręce na piersiach, przechylając lekko głowę, przez co miało się włażenie, że jego spojrzenie potrafi paraliżować.
- A teraz może ktoś z was zademonstruje nam, jak działa to zaklęcie? – Knight rozejrzał się po siedzących przed nim uczniach i w końcu spojrzał na Ginny. – A może ty nam pokażesz?
- Ja? – spytała zaskoczona.
- Zapraszam na środek, panno... – profesor zajrzał do listy – ...Weasley.
Ginny powoli wstała, rzuciła ostatnie spojrzenie na Jill i podeszła na środek klasy. Czuła się dziwnie, gdy wszyscy na nią patrzyli. Znała zaklęcie, nie raz widziała, jak z różdżki Harry’ego wyskakiwał srebrny jeleń, ale sama nigdy nie wyczarowała własnego patronusa. Przecież ostatnim razem zemdlała na widok dementorów. Próbowała uspokoić oddech, oddychając głęboko, wyciągnęła różdżkę i spojrzała na nauczyciela. Teraz nie ma żadnego zagrożenia, to tylko lekcja, więc czym ona się przejmuje? Miała wrażenie, że Knight chce w ten sposób coś udowodnić, a może tylko sprawdzić na jakim poziomie są jego uczniowie?
- No proszę - mruknął. – Jak brzmi formuła tego zaklęcia?
- Expecto patronum – odparła cicho.
Zacisnęła mocniej rękę na różdżce. Najszczęśliwsze wspomnienie. Tylko jedno przyszło jej do głowy. Moment składania przysięgi małżeńskiej i ciepły wzrok Harry’ego. Odetchnęła ponownie i krzyknęła:
- Expecto Patronum!
Z różdżki wyleciała srebrzystoszara mgiełka, która, ku wielkiemu zaskoczeniu Ginny i innych, zmieniła się w konia, który obiegł ją dookoła i zniknął. Opuściła różdżkę, stojąc w szoku i patrząc cały czas w miejsce gdzie rozpłynął się jej patronus. „Jakim sposobem jej się to udało? Nigdy, nawet przy Harrym to się jej nie udawało, a teraz?” Nie potrafiła sobie tego wytłumaczyć. A może to wspomnienie sprawiło, że mogła wreszcie zobaczyć formę własnego patronusa?
Knight patrzył przez chwilę zaskoczony, po czym zaczął dalej prowadzić lekcję.
- Tak więc już wiecie, jak wygląda taki patronus. Dziękuję panno Weasley – nauczyciel zwrócił się do niej. – Możesz usiąść. Dwadzieścia punktów dla Gryffindoru.
Ginny usiadła na swoim miejscu, wpatrując się tępym wzrokiem w tablicę. Nie była w stanie się otrząsnąć po tym, co przed chwilą zobaczyła.
Jakby z daleka usłyszała pytanie Puchonki z drugiego końca sali, która mówiła wcześniej o szczęśliwych wspomnieniach.
- Profesorze?
- Tak, panno White?
- Czy na lekcji będziemy próbować rzucać zaklęcie patronusa?
„Próbować? Nie robiliście tego nigdy?”, pomyślała zaskoczona Ginny, patrząc na dziewczynę. Spojrzała na profesora. Była ciekawa reakcji Knighta na to pytanie. Wiedziała, że jej patronus zaskoczył nie tylko ją samą, ale także jego. Pochmurna mina mężczyzny została zastąpiona uśmiechem, po czym odpowiedział:
- Możecie spróbować, ale nie obiecuję, że dzisiaj uda wam się wyczarować coś więcej niż jakąś małą srebrną chmurkę, choć, jak widać po pannie Weasley, są wyjątki.
Mężczyzna wyszedł zza biurka, machając delikatnie różdżką, w ten sposób rozsuwając biurka i krzesełka pod ścianę sali. Następnie pokazał uczniom, gdzie powinni się poustawiać.
- Zanim wypowiecie formułę zaklęcia, pomyślcie o czymś szczęśliwym.
Ginny stanęła pod ścianą, obserwując wysiłki innych. Jill i reszta uczniów wymachiwała zawzięcie różdżkami, wypowiadając formułkę zaklęcia, ale nic im z tego nie wychodziło. W końcu lekcja dobiegła końca i wszyscy wyszli z klasy, rozmawiając ze sobą podnieconymi głosami.
Na korytarzu Jill chwyciła ją za rękę.
- Byłaś niesamowita! Jakim cudem udało ci się wyczarować pełnego patronusa? Nawet Knight był zszokowany!
- Nie wiem, Jill – mruknęła cicho. – Może tego nie zauważyłaś, ale ja też byłam zaskoczona. To był pierwszy raz, gdy to zrobiłam. Nawet Harry nie potrafił mnie tego nauczyć, choć wielokrotnie próbował – westchnęła i pokręciła głową. – Muszę mu o tym napisać.
- To on był twoim szczęśliwym wspomnieniem, prawda? – spytała Jill, patrząc jej w oczy. Po chwili jednak zmieniła temat i dodała: – ale gdybyś zobaczyła minę Knighta, gdy ten koń zamachnął na niego ogonem! To było super!
- Tak... – mruknęła w odpowiedzi.
Ginny kiwnęła głową i nie powiedziała już nic więcej. Spojrzała na lewą rękę. Od początku zajęć używała zaklęcia maskującego, aby nikt nie zobaczył obrączki i pierścionka. Musiała być „panną Weasley” i tak miało pozostać, ale nikt nie mógł wymazać z niej wspomnień  i uczuć.

9 komentarzy:

  1. Super. To
    "Przydałby się nam jakiś szpieg... – stwierdził cicho Harry. – Tak, jak kiedyś Snape, który szpiegował dla Dumbledore’a...
    - Taak... Tylko gdzie znajdziemy takiego szaleńca?"
    ...było genialne. Poryczałam się ześmiechu. Dodam, że Snape to jedna z moich ulubionych postaci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nooo niezle to bylo hehheheheheheheheh

      Usuń
  2. Dziewczyno NAPISZ WŁASNĄ KSIĄŻKĘ! Jeden z lepszych rozdziałów, miałam jednak nadzieję że nauczyciel ,,przez przypadek'' wypowie nazwisko Potter

    OdpowiedzUsuń
  3. To jest wspaniałe :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. kocham twój blog! ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. To jest super, naprawdę. Kocham twojego blooga.
    I w tym rozdziale jest błąd. Piszesz że Ginny pierwszy raz udało się wyczarować patronusa, ale w 5 części to Ginny pierwsza wyczarowała go na spotkaniach GD :D

    OdpowiedzUsuń
  6. 1. Ginny się zbyt nad sobą rozczula. Ojejku, a Harry to tamto, a Harry to sramto...
    2. Jakim cudem zna się na patronusach i dementorach?! Laska zemdlała, gdy zobaczyła dementora... :/

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie hejtuj jej ale fakt jest 1 błąd ale każdemu się zdaża: D

    OdpowiedzUsuń