wtorek, 12 czerwca 2012

18. Pokątna i powrót do Hogwartu


Nadszedł ostatni tydzień wakacji, w którym pojechali na Pokątną, żeby kupić wszystkie rzeczy potrzebne do szkoły.
Magiczna ulica nie była już taka jak kiedyś. Zrobiła się ponura i szara. Większość sklepów była pozamykana, a w oknach nadal wisiały wyblakłe plakaty zbiegłych śmierciożerców sprzed dwóch lat, albo informacje z ministerstwa. Gdzieniegdzie były też okna i drzwi pozabijane deskami. Prawdopodobnie ich właściciele już nie wrócili, bo zginęli z rąk śmierciożerców, albo samego Voldemorta.
- Straszne. Jak tu się zmieniło – stwierdziła Ginny rozglądając się wokół, gdy przeszli przez magiczną bramę na brukowaną uliczkę.
- Tak. Myślałem, że po porażce Voldemorta wrócą, ale prawdopodobnie, albo nadal boją się ataku, albo... – nie dokończył, bo właśnie mijali lodziarnię Floriana Fortescue zabitą deskami.
W Banku Gringotta szybko wyciągnęli ze skrytek trochę pieniędzy i poszli na zakupy. W centrum Eeylopa Harry kupił trochę przysmaku sów, bo jego zapasy dla Hedwigi już się kończyły, w aptece uzupełnili zapasy do eliksirów, a w księgarni Esy i Floresy brakujące książki. Po zrobionych zakupach poszli też odwiedzić Freda i George’a.
- Witamy zakochaną parę w naszych skromnych progach – powitał ich Fred, który stał w drzwiach sklepu.
- Niestety nasze zapasy eliksirów miłosnych powoli się kończą, ale wam to chyba nie potrzebne, co? – dodał George, który stanął obok brata.
- Nie, nie potrzebne, ale tobie by się chyba przydało? – spytała Ginny, wchodząc do środka.
- Mi? Po co? – George spojrzał za nią zaskoczony.
- Przecież widzę, jak ciągle patrzysz w stronę tej waszej pracownicy, Verity.
- Ja tylko sprawdzam, czy nie potrzebuje pomocy.
- I ja mam niby w to uwierzyć? – spytała kpiąco.
- A kiedy wasz ślub? – wtrącił Fred – nie powiedzieliście nam tego ostatnio. Tylko powiedzcie w miarę wcześnie, bo nasza biedna mama musi się przygotować. Dwa śluby w ciągu dwóch lat, to było trochę za dużo.
- Sami jeszcze nie wiemy. Na razie wystarczy nam to, że jesteśmy razem – odparł Harry, a Ginny dodała:
- Przed nami szkoła. Mamy jeszcze czas, żeby się zastanowić.
- A tak w ogóle to macie coś nowego? – spytał Harry, podchodząc do Freda.
- Na razie nic. Mamy kilka zamówień na naszą Serię Tarczy. Ministerstwo nadal je kupuje, a poza tym wszystkie nasze produkty szybko znikają. Głównie Bombonierki Lesera. Pewnie dlatego, że zbliża się wrzesień i początek roku szkolnego.
- Mam nadzieję, że nie na nowego nauczyciela obrony przed czarną magią – powiedziała Ginny, zerkając tajemniczo na Harry’ego.
- Ja też. Ale przekonamy się w szkole – odparł, patrząc na nią i dodał cicho, tak, żeby tylko ona to usłyszała – mam nadzieję, że nie będziesz jedną z tych, którzy to kupili, co?
- Ja? Jakbym mogła. Będę na każdej twojej lekcji – szepnęła z wyrzutem.
- No dobrze, dobrze – zaśmiał się i przytulił ją do siebie. – Zobaczymy, co będziesz mówiła w szkole. Nie myśl, że będziesz miała lepiej od innych, tylko dlatego, że jesteś moją narzeczoną.
- Oj, nie strasz mnie. Już się nie mogę tego doczekać.
W ostatnim dniu przed wyjazdem pani Weasley zarządziła, aby wszyscy się spakowali do wieczora, bo następnego dnia nie będzie na to czasu. Jak zawsze miała rację, ale i tak rano wszyscy biegali po całym domu, nawołując się i poszukując swoich rzeczy, których nie zdążyli zapakować.
Na King’s Cross dotarli piętnaście minut przed jedenastą. Bez przeszkód przeszli na peron 9 i 3/4, gdzie stał już czerwony pociąg do Hogwartu.
Harry rozejrzał się po peronie. Uwielbiał zapach tego środka transportu i cieszył się, że znowu nim pojedzie. Ginny wzięła go za rękę i szepnęła mu do ucha:
- Tęskniłeś?
- Tak. Jak dobrze znowu się tu znaleźć – powiedział wciągając mocno powietrze.
- Harry, znajdźcie jakiś wolny przedział, a my przyjdziemy do was niedługo – Ron krzyknął do nich, bo on z Hermioną musieli iść do pierwszego wagonu na spotkanie prefektów.
- Jasne, wracajcie jak najszybciej – odpowiedział za nim Harry i poszedł z Ginny w drugą stronę.
Znaleźli wolny przedział w ostatnim wagonie. Postawili kufry na półce i usiedli obok siebie, a Ginny położyła głowę na jego ramieniu.
- Mam nadzieję, że nie ma Slughorna w pociągu – powiedział Harry – chciałbym w spokoju dojechać na miejsce. A poza tym nie mam zamiaru chodzić w tym roku na te jego wieczorki, które organizował dwa lata temu.
- Ja też nie lubiłam tych jego przyjęć. Może w tym roku też będziesz organizował treningi tak, żeby na nie nie chodzić? – Ginny spojrzała niego.
- Chyba tak zrobię. Muszę przemyśleć kogo wziąć na nowego ścigającego, bo przecież nie ma w tym roku już Katie Bell, a poza tym będę miał więcej zajęć, więc nie wiem czy będę miał na to czas.
Po chwili Ginny wskazała na przechodzącą obok przedziału dziewczynę.
- Patrz, czy to nie Luna? 
Harry też spojrzał i kiwnął głową.
- Tak, to ona. Pewnie szuka wolnego miejsca.
- Zaprośmy ją do nas.
Po tych słowach Ginny wstała i podeszła do drzwi. Otworzyła je i krzyknęła:
- Luna! Chodź do nas. 
Dziewczyna podeszła. W jednym ręku, jak zwykle, trzymała nowy numer „Żonglera”, a drugą ciągnęła kufer.
- Nie chciałam wam przeszkadzać - szepnęła.
- Oj, przestań. Wiesz, że nie będziesz. Siadaj – Ginny wskazała jej wolne miejsce, a Harry pomógł jej włożyć kufer na półkę.
- Dzięki. Cześć Harry – zwróciła się do chłopaka.
- Cześć. Jak tam wakacje? – spytał, ale od razu ugryzł się w język, gdy zobaczył, że Luna się skrzywiła, a Ginny spojrzała na niego porozumiewawczo. – Przepraszam, nie chciałem – dodał szybko.
- Nic się nie stało – odparła. – Nie były takie najgorsze, chociaż... miałam je spędzić z... – urwała, odwracając głowę. - Tylko z wami czuję, że mam kolegów – dodała. Harry spojrzał na Ginny. Wiedział, że oboje myślą to samo. Te wakacje miała spędzić z Neville’em, ale...
Nagle drzwi do przedziału otworzyły się, na co Harry i Ginny odwrócili głowy od Luny, żeby zobaczyć kto wchodzi. Zdziwili się, gdyż w drzwiach stał Lupin.
- Można się do was przysiąść? – spytał.
- Jasne, zapraszamy profesorze – powiedział Harry, wskazując mu wolne miejsce.
- Dzięki Harry i przestań do mnie mówić „panie profesorze”, bo czuję się strasznie staro. Mów mi po prostu po imieniu. Mamy przecież razem pracować.
- W porządku – odparł.
Lupin usiadł naprzeciwko Harry’ego i zaczęli rozmawiać, o tym, co będą robić na lekcjach obrony przed czarną magią, a Ginny przysiadła się do Luny.
Ron i Hermiona dotarli do nich dopiero po godzinie, kiedy przyjechał wózek z drugim śniadaniem. Kupili więc dyniowe ciastka i kociołkowe pieguski, bo byli strasznie głodni.
-  O, cześć Luna - przywitała się z dziewczyną Hermiona.
- Cześć - Luna spojrzała na wchodzących.
- Wiadomo już, kto jest drugim prefektem naczelnym? – spytał Harry.
- Tak. Ernie Macmillan – odparł Ron.
- Ernie? Na pewno jest dumny, co?
- Żebyś wiedział – stwierdził kwaśno.
- A, co poza tym? Było coś nowego? – Ginny oderwała się od jakiegoś artykułu, który czytała w „Żonglerze” i spojrzała na Hermionę.
- Nie. Choć mówili o jakiejś niespodziance, która ma być ogłoszona na uczcie powitalnej.
- Jakiej? Przecież nie o tej, o której wiemy?
- Nie wiem. Raczej nie.
Reszta podróży minęła im w spokoju. Na stacji w Hogsmeade usłyszeli znajomy głos Hagrida, który nawoływał nowych uczniów, żeby przeprawić ich przez jezioro.
- Pirszoroczni! Pirszoroczni do mnie!
- Jak dobrze usłyszeć znajomy głos - powiedział Harry wysiadając z pociągu.
- Tak. Ciekawe, czy Hagrid będzie nadal uczył opieki nad magicznymi stworzeniami? – spytała Ginny.
- Na pewno. Choć my się już tego nie uczymy, ale będziemy musieli go odwiedzić – powiedziała Hermiona stając obok nich. – Chodźcie, bo blokujemy przejście.
- Jasne. Bardzo mi go ostatnio brakowało.
Podeszli do jednego z powozów, który miał zabrać ich do zamku. Harry spojrzał na testrale i pomyślał: „Co bym dał, żeby was nie oglądać?”. I pokręcił głową.
- Harry, wszystko w porządku? – Ginny z troską popatrzyła na niego.
- Co? – otrząsnął się i spojrzał na nią. – Tak, wszystko w porządku.
- To chodź. – Pociągnęła go za rękę, bo w powozie czekali już Ron i Hermiona.

8 komentarzy:

  1. Musisz napisac książkę! Będzie mi miło jeśli o tym napiszesz gdzieś na blogu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialny początek sceny u Freda i George'a! W końcu widzę prawdziwą Ginny, Fred i George z typowym humorem - ideał, ale później strasznie drętwo.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale dlaczego Newill????? Co no Ci zrobil???

    OdpowiedzUsuń
  4. A w jakim miejscu drętwo? Nie pytam z wredności, alw z ciekawości, bo nie moge go wychwycic. Mi się cały tekst wydaję ciekawy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ech... fajnie byłoby gdyby Harry i Ginny zaliczyli wpadkę w szkole♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Ernie Macmillian był w Hufflepuffie, ale i tak świetnie piszesz

    OdpowiedzUsuń
  7. Mówiłam, że Luna będzie cierpieć

    OdpowiedzUsuń
  8. Biedna Luna:(( A taka cudna z niej kobitka! Mam nadzieje, że jej kogoś znajdziesz!;p Ulica pokątna aż ciężko się niej czyta;//

    OdpowiedzUsuń