wtorek, 12 czerwca 2012

22. Porwanie


Nastał październik.  W pewien piątek Ginny i Harry umówili się na błoniach, nad jeziorem. Było to stałe miejsce ich spotkań. Nikt im tutaj nie przeszkadzał, gdy chcieli być sami. Z jednej strony było jezioro, a z drugiej kępa krzaków, która odgradzała ich od rzeczywistości i Hogwartu.
Ginny siedziała nad jeziorem oparta o drzewo, czekając na Harry’ego. Zbliżał się wieczór i za pobliskimi górami zachodziło słońce. Tego dnia Harry się spóźniał. Wiedziała, że kończył zajęcia z drugą klasą, więc prawdopodobnie jakiś uczeń go zatrzymał, zadając pytania. Tak myśląc patrzyła na jezioro. Po chwili usłyszała jakiś szmer wśród krzaków, wstała i zaczęła się rozglądać.
- Harry? Harry, to ty? – zapytała.
Wiedziała, że Harry potrafił podejść cicho do niej od tyłu całując ją w szyję. Ale nigdy nie musiała tak długo czekać, aż się pojawi. Pokręciła głową, myśląc: „Czy każdy szmer będzie traktowała jak jego przyjście?” Zamknęła oczy wsłuchując się w szept wiatru. Gdy po chwili je otworzyła, przed sobą zobaczyła trzech śmierciożerców. Krzyknęła ze strachu.
- Nie! Ratunku!
Jeden z nich złapał ją natychmiast od tyłu, zasłaniając jej usta. Próbowała mu się wyrwać, ale drugi machnął różdżką i Ginny znieruchomiała.
- No to mamy z nią spokój – powiedział i wszyscy trzej ryknęli głośnym śmiechem.
W tym samym czasie trzeci przytwierdzał list do drzewa.
- Mam nadzieję, że tym razem Potter będzie grzeczny.
- Będzie, będzie. Dla niej zrobi wszystko.
Po tych słowach odeszli.
Parę minut później nad jezioro dotarł Harry. Rozglądał się szukając Ginny, ale nigdzie jej nie było.
- Ginny? Gdzie jesteś? – zawołał, ale odpowiedział mu tylko wiatr.
Oparł się o drzewo zastanawiając się co się stało. Przecież Ginny zawsze na niego czekała. Odwrócił głowę i zobaczył, że na drzewie wisi pergamin, a na nim Mroczny Znak. Zerwał go i zaczął czytać.

WITAJ POTTER,
TO, CO ZROBIŁEŚ CZARNEMU PANU JEST NIEWYBACZALNE. MUSISZ PONIEŚĆ KARĘ. TWOJA DZIEWCZYNA JEST Z NAMI. JEŚLI ZACZNIESZ JEJ SZUKAĆ – ONA ZGINIE. JEŚLI POWIADOMISZ KOGOKOLWIEK – ONA ZGINIE. NIE RÓB NIC ZA NASZYMI PLECAMI, BO I TAK BĘDZIEMY O TYM WIEDZIEĆ. WIECZOREM DOSTANIESZ OD NAS NOWE INSTRUKCJE.

Nogi się pod nim ugięły. Przeklął i uderzył pięścią w drzewo. Był wściekły i za razem przerażony. Wiedział jedno. Musi iść ją szukać. Zmiął pergamin w ręku i poszedł do zamku. W drzwiach wejściowych wpadł na Hermionę.
- Harry? Gdzie jest Ginny? Chciałam z nią porozmawiać.
- Nie wiem – odparł sucho.
- Coś się stało? Pokłóciliście się? To niemożliwe.
- Nie. Hermiono, wybacz, nie mogę... – Próbował ją wyminąć, ale Hermiona nie dawała za wygraną. Złapała go za ramię i spytała:
- O co chodzi, Harry? Przecież widzę, że jesteś zdenerwowany.
- Ona... ona... – nie wiedział jak to powiedzieć. Słowo „porwanie” nie mogło mu przejść przez gardło.
- Co ona?
- Porwali ją! – krzyknął.
- Porwali? Kto? – Hermiona spojrzała wystraszona.
- Śmierciożercy. Zostawili mi list. Masz, czytaj – powiedział.
Podał jej pergamin, a sam zaczął chodzić w tę i z powrotem po sali wejściowej. Hermiona zaczęła czytać, a jej oczy z każdym przeczytanym słowem robiły się coraz większe.
- I co teraz? – spytała i spojrzała na niego. – I jakim cudem oni dostali się na teren szkoły? Przecież aurorzy nadal pilnują zamku.
- Nie wiem jak, ale jakoś im się udało. Muszą mieć szpiegów w Hogwarcie – odparł, zatrzymując się przy niej.
- Skąd wiesz?
- A co ci mówią słowa „ będziemy o tym wiedzieć”?
Hermiona nie odpowiedziała, tylko spojrzała w stronę Wielkiej Sali, z której wyszli Crabbe i Goyle. Harry też spojrzał w tamtym kierunku.
- Hej, Potter, gdzie twoja dziewczyna? – krzyknęli w jego stronę z pokrętnymi minami i przeszli obok nich, śmiejąc się.
- Co zrobiliście z Ginny! Gdzie ona jest! – krzyknął w ich kierunku, wyciągając różdżkę.
- Harry, nie! – Hermiona złapała go za rękę próbując go powstrzymać.
- Nie wtrącaj się! – warknął odtrącając ją.
Crabbe zatrzymał się i podszedł do nich.
- Mądry ruch, Granger. No i co teraz zrobisz, Potter? Dasz nam szlaban? – syknął w kierunku Harry'ego wyciągając różdżkę, a Goyle, który stał z tyłu zachichotał.
Harry podszedł do niego bliżej z wyciągniętą ręką, w której trzymał swoją różdżkę wycelowaną prosto w jego serce.
- Jeszcze jedno słowo... – warknął. Wszystko teraz mogło go wyprowadzić z równowagi.
- To zrób to na czym ci wyraźnie tak zależy. A może nie masz na tyle odwagi, co?
- Slytherin traci pięćdziesiąt punktów!
- Tylko na to cię stać? – zaśmiał się. – Jeszcze zobaczymy.
- Co zobaczymy? A ty, to co? Potrafisz tylko gadać? Jak Malfoy? Widzę, że teraz jak go nie ma ty przejąłeś po nim pałeczkę.
- Harry, nie! – Hermiona, która stała obok, pociągnęła go za rękę. – Zostaw go, masz coś do zrobienia.
- Zobaczymy, jak długo jeszcze oboje pożyjecie. Może już niedługo spotkasz się z tym swoim Syriuszem.
Harry podniósł różdżkę wyżej. Był tak wściekły, że nie zważał na to, co się koło niego dzieje. Jednak nie zrobił nic. W głowie kłębiły mu się słowa Hermiony „masz coś do zrobienia” i słowa Crabbe’a „jak długo oboje pożyjecie”. Crabbe i Goyle zaczęli się śmiać i wyminęli ich, kierując się do lochów. Gdy zniknęli w korytarzu prowadzącym do ich pokoju wspólnego, Harry odwrócił się do Hermiony i powiedział:
- Oni coś wiedzą. Na początku roku Crabbe dał mi do zrozumienia, że już nie żyję. A teraz próbują działać i się mszczą. Za Malfoya.
- Oni? Harry, przecież to Crabbe i Goyle.
- Słyszałaś co on przed chwilą powiedział? „Zobaczymy, jak długo jeszcze pożyjecie” – powtórzył słowa Crabbe’a. – Moim zdaniem po śmierci Malfoya wreszcie zaczęli myśleć. A przynajmniej on. Wyszli z jego cienia, ale niestety trafili na kolejny, ale tym razem poważniejszy, cień śmierciożerców. Przecież ich ojcowie są śmierciożercami.
- No, nie wiem – Hermiona pokręciła głową. Nie chciała się z nim kłócić. – Teraz trzeba powiedzieć McGonagall o tym, że jeden z uczniów zaginął.
- Ginny nie zaginęła, tylko ją porwali! - krzyknął. – I nikt nie powinien o tym wiedzieć. Czytałaś list. Nie wiem nawet, czy powinienem rozmawiać z tobą.
- To co zamierzasz?
- Idę jej szukać.
- Sam? Harry, nie działaj na własną rękę. To może źle się skończyć. Chodź. McGonagall jest w Wielkiej Sali, powiesz jej od razu – pociągnęła go za rękę. – Trzeba też powiedzieć Ronowi, to jego siostra.
- No dobrze. Ale tylko im – odparł zrezygnowanym tonem.
McGonagall siedziała przy stole nauczycielskim. Podeszli do niej.
- Pani dyrektor, mogę prosić panią na słowo? – zaczął Harry.
- O co chodzi, Potter? – spytała.
- Nie tutaj – syknął rozglądając się po Wielkiej Sali. – To pilne, ale wolałbym porozmawiać na osobności.
- W porządku. Przyjdźcie za pięć minut do mojego gabinetu.
Podeszli do gargulca strzegącego wejścia do gabinetu dyrektora. Harry podał hasło „Kocica”, weszli na schody i stanęli przed drzwiami gabinetu. Harry zawahał się. Nie był w nim od śmierci Dumbledore’a. Hermiona zapukała i gdy usłyszeli „proszę”, drzwi otworzyły się, a Hermiona pchnęła Harry’ego do środka. Chłopak rozejrzał się. Był to piękny okrągły pokój, na ścianach którego wisiały portrety poprzednich dyrektorów Hogwartu. Nic w nim się prawie nie zmieniło. Nie było tylko złotej żerdzi, na której w poprzednich latach zawsze siedział feniks Fawkes. Nad biurkiem, przy którym siedziała teraz McGonagall wisiał portret ostatniego dyrektora, profesora Dumbledore’a. Harry spojrzał na niego, ale ten spał, albo udawał. Oczy miał zamknięte.
McGonagall podniosła głowę i spytała:
- O co chodzi Potter? Co jest takie pilne?
- Przed chwilą miałem spotkać się na błoniach z Ginny Weasley, ale gdy tam dotarłem zamiast niej znalazłem list. Proszę – podał jej pergamin drżącą ręką i zaczął chodzić po gabinecie ze zdenerwowania. McGonagall zaczęła czytać. Po chwili popatrzyła na niego.
- Czy ktoś o tym wie? Oprócz was? – spytała.
- Nie, ale wydaje mi się, że wiedzą o tym Crabbe i Goyle.
- Harry, nie masz dowodu – wtrąciła Hermiona.
- Słyszałaś, co mówili w sali wejściowej? – Harry zatrzymał się na chwilę i spojrzał na nią. Cały się trząsł.
- No tak, ale to nie jest dowód. Przecież ostatnio wszędzie byliście razem, a tym razem byłeś sam.
- W porządku – przerwała ich sprzeczkę McGonagall. – Masz jakieś podejrzenia gdzie mogli ją zabrać?
- Niestety nie. Zamierzam przeszukać wszystkie możliwe miejsca – stwierdził Harry.
- Kiedy? Teraz?
- Oczywiście, że teraz. Nie wiadomo, co mogą jej zrobić.
- Trzeba powiadomić Ministerstwo!
- Nie! – Harry próbował jej przerwać. – I tak za dużo osób o tym wie. Jak się dowiedzą, że z panią rozmawiam to... to... – odwrócił głowę.
- Potter, aurorzy będą ci potrzebni. Trzeba też powiadomić Remusa. Ktoś musi prowadzić zajęcia, gdy ciebie nie będzie – dodała widząc skrzywioną minę Harry’ego.
Wstała i podeszła do kominka. Wrzuciła garść proszku Fiuu i krzyknęła:
- Profesorze Lupin, zapraszam na chwilę do siebie.
Po chwili w tym samym kominku pojawił się owy mężczyzna.
- O co chodzi pani dyrektor? – spytał, a gdy zobaczył Harry’ego, dodał patrząc na niego – co się stało, Harry?
- Porwali Ginny. Idę jej szukać.
- Remusie, proszę, abyś na czas nieobecności Pottera zajął się obroną przed czarną magią – McGonagall zwróciła się do Lupina, a do Harry’ego powiedziała – może jednak zaczekasz na aurorów?
- Nie! Muszę ją znaleźć zanim tamci coś jej zrobią, a czas ucieka.
- No dobrze – westchnęła. – Czy jej brat – zawahała się chwilę – pan Weasley już wie?
- Jeszcze nie zdążyliśmy mu powiedzieć. Idę go powiadomić – powiedziała Hermiona.
- W porządku. Idźcie już. Potter, masz moje pozwolenie na wszystko. I powiadomcie mnie jak będziecie coś wiedzieć.
- Dobrze pani dyrektor - odparła za Harry’ego Hermiona, bo on nie był w stanie nic już powiedzieć i wyszli z gabinetu.
Szli ciemnym korytarzem w stronę wieży Gryffindoru nie odzywając się do siebie. Harry zastanawiał się od czego ma zacząć szukać, a Hermiona patrzyła na niego z obawą.
- Harry, idziemy z tobą – stwierdziła po chwili.
- Nie.
- Mi tak samo zależy jak tobie, żeby Ginny nic się nie stało.
- Nie! – prawie krzyknął. – Wracam tylko na chwilę do dormitorium sprawdzić na Mapie Huncwotów czy nie ukryli jej gdzieś na terenie Hogwartu, w co wątpię, zabieram pelerynę i idę. Sam. To moja wina, że ją porwali.
- Harry, to nie jest twoja wina...
- Nie próbuj mnie przekonywać. Dobrze wiem, że to moja wina. Ktoś powinien być z nią, jak nie ma mnie w pobliżu. Dzisiaj nie miała żadnej ochrony. Dlatego to się stało. Nie chcę jej znowu stracić. Im zależy na mnie, a nie na niej.
Weszli do pokoju wspólnego. Było spokojnie, bo większość była jeszcze na kolacji. Przy kominku stał Ron. Gdy zobaczył, że oni wchodzą, podszedł do nich.
- Gdzie byliście? Nikt nie widział was od dłuższego czasu.
- Byliśmy u McGonagall – powiedziała Hermiona patrząc zdenerwowana na Harry’ego.
- Co się stało? Harry, gdzie jest Ginny i dokąd ty się wybierasz? – dodał, gdy Harry szybkim krokiem minął go, nawet na niego nie spojrzawszy i poszedł do dormitorium.
- Zostaw go – Hermiona złapała Rona za rękę – muszę ci coś powiedzieć. Usiądź.
- O co chodzi? Czemu jesteście tacy tajemniczy?
- Porwali Ginny – zaczęła, a Ron opadł na fotel odrętwiały i wpatrzył się w ogień płonący na kominku. – Śmierciożercy chcą się zemścić na Harrym za to, co się stało w czerwcu. Harry i Ginny mieli właśnie się spotkać nad jeziorem, ale Harry zamiast niej znalazł list. Napisali, że jeśli cokolwiek zrobi bez ich wiedzy, to ją zabiją – powiedziała to jednym tchem, tak, żeby Ron łatwiej to przyjął. – Harry rozmawiał właśnie z McGonagall. Idzie jej szukać. Lupin ma go zastąpić na zajęciach.
- Ja też chcę iść. To moja siostra – powiedział Ron wstając.
- Ja też chciałam. Powiedziałam to Harry’emu, ale on nie chce o tym słyszeć. Obwinia się za to, że nie był przy niej.
Nastała niepokojąca cisza. Oboje zastanawiali się, co teraz będzie i gdzie jest Ginny. Po paru minutach Harry zszedł na dół. Podszedł do nich, ale nie patrzył im w oczy.
- I co? Wiesz już coś? Ginny żyje? Wiesz, gdzie ją trzymają? – pytali go na przemian.
- Wiem. Właśnie dostałem kolejny list. Trzymają ją w Hogsmeade, we Wrzeszczącej Chacie. Mam być przy ogrodzeniu dzisiaj wieczorem. Możecie iść do McGonagall powiedzieć jej o tym. Z tego, co napisali wywnioskowałem, że nie znają wejścia przez tunel pod Wierzbą Bijącą. Powiedzcie o tym aurorom. Ja tam idę już teraz. Będę w pelerynie. Muszę się tam rozejrzeć, zobaczyć ilu ich jest... – powiedział to nienaturalnym i nie swoim głosem.
- Harry, bądź ostrożny, proszę – Hermiona złapała go za rękę.
- McGonagall na pewno już powiadomiła aurorów – ciągnął dalej. – Jak chcecie to im pomóżcie i powiedzcie wszystko, co wiecie. Weźcie mapę. Mnie nie będzie potrzebna, bo i tak sięga tylko do granic Hogwartu. Sprowadzę Ginny z powrotem.
Podał im pergamin i szybkim krokiem opuścił pokój wspólny.
- Co się z nim dzieje? – Ron odwrócił się do Hermiony.
- A ty, jakbyś się czuł, gdyby to mnie porwali? – odpowiedziała pytaniem.
- No... tak. Zdenerwowałbym się, a potem prawdopodobnie poszedłbym cię szukać.
- No widzisz. A Harry właśnie to robi. Jest do tego załamany, bo myślał, że tutaj wszyscy jesteśmy bezpieczni, a tymczasem... – Hermiona pokręciła głową.
- Skąd o tym wiesz? Powiedział ci?
- Nie, ale znasz Harry’ego. Jest taki uparty. Jak coś postanowi to musi to zrobić. A teraz, jak chodzi o Ginny to traci głowę. Boję się o nich – Hermiona rzuciła się na Rona z płaczem, dając upust emocjom.
- Hermiono, chodźmy do McGonagall – zaczął, przytulając ją do siebie, a jego głos lekko się trząsł – ja też się boję, ale zróbmy tak, jak mówił Harry. Powiedzmy wszystko, co wiemy i pomóżmy aurorom. Tym sposobem pomożemy także jemu. Coś mi się wydaje, że Harry nie powiedział nam wszystkiego. Nigdy nie uciekał przecież przed nami.
- Nie wiń go. On na pewno też się boi – Hermiona oderwała się od niego i spojrzała mu w oczy. – Nie chce, żeby ktoś to zobaczył, dlatego ucieka.
- Nie winię. Nawet nie mam zamiaru.
- To chodź, McGonagall prosiła żeby ją powiadomić jak będziemy coś wiedzieć.
- W porządku.
Wzięli się za ręce i wyszli z pokoju wspólnego.

6 komentarzy:

  1. No no no nie wiedziałam, że aż tak sięrozwinie. Już późno bęe dalej czytać jutro.

    OdpowiedzUsuń
  2. akcja się rozkręca :)

    OdpowiedzUsuń
  3. troche sztuczne. fajne by było jakieś komentarze z otoczenia (szepty itd... gdy się coś dzieje) ale i tak jest ekstra

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytam twojego bloga bez przerwy od polnocy. *-*

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakież to jest dramatyczne!

    OdpowiedzUsuń
  6. Biedny Harry! Leć ratuj Ginny! Mam tylko nadzieje że te dziady nic jej nie zrobią!

    OdpowiedzUsuń