sobota, 23 czerwca 2012

119. Szczerość


Ginny obserwowała bacznie Harry’ego, gdy razem z Teddym i Andromedą schodził na dół. Jego słowa jej nie uspokoiły, raczej przeraziły. Czy kilka godzin temu to naprawdę nie był on? Po raz kolejny uwierzyła w to, co widziała a nie to, co mówiło serce. Tyle, że wtedy wściekłość przeważyła i nic się więcej nie liczyło, oprócz złości wywołanej artykułem. Miała niejasne przeczucie, że nie powiedział jej wszystkiego i gdyby nie Teddy, na pewno wyjaśniliby sobie więcej.
Dotknęła różdżką łóżeczka, zmieniając je w nosidełko z uchwytem, za który chwyciła, i zeszła do salonu. James cały czas smacznie spał; nie przeszkadzały mu krzyki Teddy’ego, który, siedząc na kolanach Harry’ego opowiadał jakąś historię, gdy latał w ogródku na swojej małej miotełce i przez przypadek wpadł na przebiegającego gnoma, ani śmiech Harry’ego, który z wielką uwagą przysłuchiwał się chłopcu.
Przemieniła nosidełko w kołyskę, ustawiając ją przy kanapie i usiadła obok, huśtając nią delikatnie. Kiedy podniosła głowę, dostrzegła przepraszające spojrzenie Harry’ego i jakiś ruch, coś pomiędzy rozłożeniem rąk a wzruszeniem ramionami. Spróbowała się uśmiechnąć, ale wyszedł z tego jakiś dziwny grymas.
- Przepraszam za Teddy’ego – szepnęła do niej Andromeda. – Ten jego niewyparzony język....
- Nic się nie stało, to tylko dziecko. Mówi, co myśli. Pewnie spodziewał się, że będzie miał kogoś do zabawy, a tu zobaczył takie maleństwo. – Wskazała brodą na kołyskę.
Pani Tonks pokiwała głową. Przez chwilę słychać było tylko śmiech Teddy’ego podskakującego na kolanie Harry’ego, jakby jechał na koniu lub hipogryfie.
- Wiem, że to nie jest odpowiedni moment... – zaczęła pani Tonks – bo ty dopiero co urodziłaś i pewnie woleliście w samotności nacieszyć się maleństwem, ale chciałabym was prosić o pomoc.
- Czy coś się stało? – Harry uciszył Teddy’ego, wysuwając się do niej.
- Nie jestem pewna, ale dostałam wczoraj dziwny list...
- Jeśli to coś poważnego, to proszę powiedzieć – powiedział ostro Harry. – Postaram się zapewnić pani ochronę...
Andromeda pokręciła głową.
- Dziękuję, Harry, ale myślę, że nie będzie to potrzebne. Ten list dostałam od rodziny Teda, mojego męża. Nie kontaktowali się ze mną od lat... od jego śmierci... Poprosili mnie, bym przyjechała do nich na tydzień. Niestety nie mogę zabrać ze sobą Teddy’ego.
- To znaczy, że mały miałby zostać u nas, tak? – spytała Ginny.
- O to chciałabym was prosić – przyznała Andromeda.
Harry i Ginny spojrzeli na siebie. To w ogóle nie było im na rękę. Jak teraz, po tym wszystkim, co się dziś wydarzyło, będą mogli w spokoju porozmawiać i wyjaśnić wszystko?
Teddy wtulił się w Harry’ego.
- Wujku, proszę... Będę grzeczny...
Ginny spojrzała na Harry’ego z miną „Rób co chcesz, to twój chrześniak”, po czym odwróciła się do Jamesa, a Harry przymknął powieki, dając jej do zrozumienia, że sam w tej chwili wolałby pozbyć się Teddy’ego.
Maluch oplótł Harry’ego ramionami za szyję i powtarzał w kółko:
- Proszę, proszę, proszę...
Jesteście jedynymi najbliższymi nam ludźmi, którym mogłabym zostawić go pod opiekę – stwierdziła Andromeda.
- Wujek, będę mógł?  – Teddy odwrócił główkę do Ginny, gdy Harry cały czas patrzył na nią. – Ciociu, proszę...
- Nie prosiłabym was, gdyby to nie było konieczne, ale Tonksowie to mugole i nie wiem, jak zareagowaliby na małego metamorfomaga.
Ginny wzruszyła ramionami, a Harry kiwnął powoli głową.
- W porządku – powiedział.
Teddy zsunął się z jego kolan i zaczął biegać i podskakiwać dookoła nich.
- Tylko masz być grzeczny – ostrzegła go babcia – bo jak się dowiem, że było inaczej, to będziesz miał szlaban na słodycze i miotełkę.
- Babciu... – jęknął, zatrzymując się przy niej.
- Przez miesiąc – dodała sucho.
- No doobrze... Obiecuję, że będę grzeczny – powiedział niepocieszony.
- I co się mówi?
- Dzięki wujku. – Podbiegł do Harry’ego i złożył pocałunek na jego policzku, a potem doskoczył do Ginny, by też ją pocałować. – Dziękuję ciociu.
Ginny pogłaskała go po główce. To, że ona i Harry mają dziś kiepski dzień, nie znaczy, że inni mają przez to cierpieć.
Teddy zajrzał do kołyski.
- Ciocia, a dlaczego on cały czas śpi? Przecież jest dzień.
- Jeszcze nie rozróżnia, kiedy jest dzień, a kiedy noc – odparła Ginny. – A śpi tyle ile potrzebuje.
-  A kiedy będzie się ze mną bawił?
- Jak trochę podrośnie – mruknął Harry, który usiadł obok Ginny. – A wiesz, że ty też byłeś taki malutki?
- E, nie... – Teddy pokręcił główką.
- Pamiętasz, jak pokazywałam ci wczoraj zdjęcia? – spytała Andromeda – i tam też był taki bobas? Tylko miał turkusowe włoski?
- Noo...
- To byłeś ty i twoi rodzice – powiedziała.
Teddy zmarkotniał. Wspiął się na kanapę pomiędzy Harry’ego i Ginny ze zmarszczonym czółkiem i oparł główkę na piąstkach.
- To niesprawiedliwe... – mruknął.
Ginny puściła kołyskę, objęła go ramieniem i spytała:
- Co jest niesprawiedliwe, skarbie?
- Bo wy pamiętacie moją mamę i mojego tatę, a ja nie.
Dorośli spojrzeli na siebie skonsternowani.
- A wiesz... – zaczął Harry, przysuwając się do niego i przyciągając go do siebie – że ja też nie pamiętam swoich rodziców? Miałem rok, gdy zginęli...
- To tak jak ja! – zawołał Teddy.
- Dokładnie jak ty – przyznał.
Z kołyski rozległ się płacz Jamesa i Ginny odwróciła się od nich. Wzięła go na ręce i zaczęła krążyć po salonie, tuląc małego i słuchając słów Harry’ego.
- ...I mieli wielu przyjaciół, dzięki którym dowiedziałem się jacy byli, jak bardzo mnie kochali i dlaczego umarli. Twój tata był jednym z nich. To on opowiedział mi o nich, a teraz ja mogę mu się odwdzięczyć, robiąc to samo dla ciebie. Jak będziesz chciał, to wieczorem, przed snem, coś ci o nim opowiem.
- Fajnie! – Teddy zaklaskał i spojrzał na babcię. – Babcia, idziesz już?
Andromeda wykorzystała moment, gdy chłopiec był zajęty rozmową z wujkiem i wstała.
- Tak kochanie. Zrobiło się późno, ja muszę się jeszcze spakować, a wujek musi chyba przygotować ci pokoik...
- Szkoda... – Teddy zeskoczył z kanapy i podbiegł do niej. Złapał ją i przytulił się. – Kocham cię babciu.
Harry podszedł do nich i odciągnął chłopca.
- Teddy, puść babcię. Za tydzień znowu się z nią zobaczysz.  
- Tu są twoje rzeczy i zabawki. – Andromeda wskazała na dwie torby przy drzwiach.
- A moja miotełka?
- Też tutaj jest.
Andromeda pocałowała go w czoło, pożegnała się z Harrym i Ginny i wkroczyła w kominek.
- Jutro polatamy, prawda wujku? – Teddy spojrzał na Harry’ego z wyraźną nadzieją.
- Jutro zostaniesz z ciocią, bo ja muszę iść do pracy – oświadczył Harry stanowczo. – Ale jak wrócę to polatamy, obiecuję.
Ginny przechodząca obok, syknęła do niego cicho:
- Kolejna obietnica bez pokrycia? Biedne dziecko.
Harry spojrzał na nią wściekły. Czemu to powiedziała? Wciąż była zła i rozżalona za dzisiejszy dzień? Widział jak kręci głową. W jaki sposób będzie mógł ją przeprosić?
- Wujek, a gdzie ja będę spał? – Teddy chwycił Harry’ego za rękę. – Będę mógł z wami?
- Nie. – Harry pokręcił głową. – Będziesz spał w pokoiku Jamesa, tylko muszę go trochę przerobić... Ty zostaniesz tutaj z ciocią i pobawisz się przy kominku, dobrze?
- No doobrze... – jęknął maluch i zaczął wygrzebywać klocki z jednej z toreb pozostawionych przez babcię, a Harry wbiegł na górę.
Nie mógł zaprzeczyć, że Ginny miała rację. Rzucając zaklęcia transmutacyjne na poszczególne rzeczy, by Teddy miał gdzie spać i schować swoje ubrania i zabawki, rozmyślał o wszystkim, co się dzisiaj wydarzyło. Zdziwiło go, że do tej pory Ginny nie rzuciła w niego żadnym zaklęciem, na przykład upiorogackiem, którego kiedyś z taką zawziętością używała za każdym razem, gdy ktoś zalazł jej za skórę. Czym on się różnił od tamtych? A może czeka na odpowiedni moment? Może zamierza go użyć wieczorem, gdy Teddy pójdzie spać?
- Pan Harry zechce zejść na dół – zakrakał nagle skrzat przy jego nodze. – Kolacja gotowa.
- Dzięki Stworku. Zaraz zejdę.
- Jeśli Harry Potter sobie życzy, to Zgredek przygotuje resztę, sir – zapiszczał drugi.
- To przenieś komódkę z ubrankami Jamesa do sypialni po drugiej stronie korytarza – powiedział stanowczo.  – I trzeba będzie pomyśleć o rozbudowie domu... – mruknął do siebie, schodząc po schodach.
Przechodząc przez salon zobaczył porozrzucane klocki, jakieś maskotki i piłki do quidditcha, przy kanapie stała pusta kołyska, a z kuchni dochodziła go rozmowa Teddy’ego z Ginny. Zatrzymał się w progu, opierając się o framugę z założonymi rękami na piersi. Teddy siedział tyłem do wejścia, a Ginny karmiła piersią ich synka.
- Ciocia, a czemu on zjada ci cycuszek?
Harry z trudem powstrzymał się od parsknięcia śmiechem.
- On go nie zjada, tylko ssie, bo w środku jest mleko – wyjaśniła cierpliwie Ginny. – To jest jego kolacja, tak jak dla ciebie i dla mnie jest ta zupa i paszteciki.
- Aha.
- Jak zje, to mogę ci pokazać, że jest cała – zaproponowała.
Chłopiec zamyślił się, grzebiąc łyżką w talerzu. Harry podszedł do stołu, przeczesując mu włoski palcami, i usiadł obok niego.
- A ty czemu nie jesz? Nie smakuje ci? – zapytał, nakładając sobie na talerz porcję parującej zupy cebulowej.
- Niee... – Teddy potrząsnął główką – tylko... Jesteście na siebie źli? – Podniósł głowę i spojrzał na Ginny i na Harry’ego, którzy wymienili się spojrzeniami. – Czy to moja wina i babci? – zapytał zaciekawiony.
Harry upuścił łyżkę, która z brzękiem upadła na talerz.
- Dlaczego tak mówisz? – spytała zaskoczona Ginny.
- Skąd ci to przyszło do głowy? – dopytał się Harry.
- No bo... Oboje uciekacie od siebie, choć zawsze staraliście się być jak najbliżej, wujek jest zły, a ty ciociu... słyszałem jak warczałaś na wujka... wtedy, gdy babcia wróciła do domu...
Spojrzeli na siebie ponownie. To było aż tak widać?
- Czasami zdarza się, że ludzie się kłócą i są na siebie źli – powiedział Harry, wstając i podchodząc do niego. Ukucnął przy jego krześle. – To dlatego, że każdy jest inny i ma różne zdanie na pewne tematy.
- I nie potrafią się dogadać – dodała Ginny, która przestała karmić Jamesa i ułożyła malucha na ramieniu, klepiąc go lekko po pleckach, by mu się odbiło po jedzeniu. – Tak jak my z wujkiem. Ale to nie jest twoja wina ani twojej babci. Po prostu dzisiaj wydarzyło się coś, co oboje musimy sobie wyjaśnić.
- A o co się pokłóciliście?
- To już jest sprawa między nami – powiedział Harry ostro. – I małe dzieci nie powinny się wtrącać.
- Harry! – upomniała go Ginny.
- Ale wyjaśnicie to sobie? Proszę. Bo ja lubię jak się uśmiechacie. – Teddy spojrzał na nich błagalnym wzrokiem.
- Postaramy się – oświadczył Harry. – A teraz, młody człowieku, jeśli już zjadłeś, to marsz na górę do mycia, a potem do spania – rozkazał.
Teddy zeskoczył z krzesła, uściskał wujka i ciocię i wybiegł z kuchni.
- Zgredku – zwrócił się do skrzata – przygotuj mu kąpiel i zostań z nim, aż my się tam pojawimy.
- Tak, Harry Potter, sir.
W pomieszczeniu zapanowała cisza przerywana tylko krótkimi piskami Jamesa i grzechotem zmywających się naczyń w zlewie. Ginny kołysała niemowlę w ramionach, próbując je uśpić. Harry podniósł się i bez słowa wyszedł do salonu. Wyjął różdżkę i, używając magii, zaczął sprzątać zabawki Teddy’ego.
Sekundy zmieniały się w minuty, a te zaraz mogły stać się godzinami. Ginny westchnęła. Słyszała stukot klocków i rzucane przez Harry’ego zaklęcia. Domyślała się, że w ten sposób próbował rozładować złość.
Zaczekała aż James uśnie, wstała i ruszyła do salonu. Udając, że nic sobie nie robi z zachowania Harry’ego, ułożyła maleństwo w kołysce i usiadła na kanapie.
- Chyba powinniśmy pogadać, co?
- Teraz? – warknął. – Kiedy Teddy może w każdej chwili tu przybiec? Chyba to nie najlepszy pomysł. – Pokręcił głową i odesłał kolejny klocek do torby z zabawkami.
- Ale ja nie mam zamiaru czekać – mruknęła. – Zresztą Teddy się kąpie, słyszę szum płynącej wody w łazience.
Przekręciła się i usiadła po turecku, opierając głowę o oparcie kanapy.
- Harry, wiem co cię dręczy – zaczęła.
Spojrzał na nią wściekle i zatrzymał się przy kominku.
- Wiesz? Wiesz jakie myśli przechodziły mi przez głowę odkąd dowiedziałem się, że to Dean podszywał się pode mnie?  Gdy mówił mi, że nadal cię kocha i będzie o ciebie walczył? Po tylu latach?
Poruszyła się niespokojnie.
- No dobrze, może tego nie wiem, ale Harry... Już ci mówiłam, że Dean był tylko osobą, która na siłę miała mi zastąpić ciebie. No i oczywiście nam nie wyszło. Zresztą nie pamiętasz, jaki był wściekły po naszym zerwaniu?
- Pamiętam, że wyglądał na załamanego...
Ginny warknęła cicho i wstała, by stanąć koło niego.
- A skąd mogę mieć pewność, że to naprawdę był Dean? Ja widziałam tylko ciebie, aż do opuszczenia naszego domu!
- A ja... byłem na zewnątrz i obserwowałem was, a potem zabrałem go do ministerstwa i tam dowiedziałem się prawdy.
- Co? Byłeś tu i nie zareagowałeś?
- A co byś pomyślała, gdybyś zobaczyła nas dwóch walczących w salonie?
- Pewnie, że to jakaś czarna magia...
- No widzisz – syknął. – Chciałem ustrzec cię przed użyciem zaklęć, których potem byś żałowała. Poza tym... Czy on zainteresował się choć przez chwilę Jamesem? – zapytał i podszedł do kołyski.
Pogłaskał maleństwo po główce, a gdy dotknął jego otwartej dłoni, paluszki zacisnęły się mocno wokół jego palca.
Ginny potrząsnęła głową. Czy stwierdzenie „przynoszę wstyd własnemu synowi i tobie” może być formą zainteresowania? Ten Harry, który teraz stał przy kołysce, trzymał Jamesa na rękach, mówił do niego, a tamten? Nawet nie zareagował, gdy James zaczął płakać. Siedział na kanapie i czytał „Proroka”. Czy on by się tak zachowywał? Co prawda nigdy by też nie przypuszczała, że Harry będzie podejrzewać ją o kontakty z Deanem za jego plecami.
Usiadła z powrotem na kanapie, podciągając stopy do góry i obejmując kolana ramionami.
- Jak chcesz, zadaj mi te pytania, które pojawiły się w twoich myślach, a ja wyjaśnię ci wszystko – powiedziała cicho, spoglądając na niego.
Harry odwrócił się do niej, spojrzał niedowierzającym wzrokiem i w końcu odezwał się.
- Jesteś pewna? Nie musisz...
- Muszę – przerwała mu. – I to chyba dla nas obojga.
Harry zdjął okulary i potarł twarz.
- Czy Dean kontaktował się z tobą przez te wszystkie lata po zakończeniu Hogwartu?
- Nigdy.  
- A wiesz, co się z nim działo?
- Tylko tyle, że założył Magiczną Agencję Reklamową. Widziałam reklamę w „Proroku” kilka lat temu.
- Czy... – Harry zawahał się chwilę i założył okulary – czujesz... coś jeszcze do niego?
- Żartujesz? – spytała zaskoczona.
- Odpowiedz.
Westchnęła ciężko i odpowiedziała:
- Tak naprawdę nigdy nie czułam do niego niczego oprócz pewnego rodzaju przyjaźni. To ciebie najbardziej kochałam i nadal tak jest.
Ponownie cisza zdawała się nie mieć końca, gdy wpatrywali się w siebie nawzajem. W końcu Harry odsunął się od kołyski i usiadł obok niej, chowając twarz w dłoniach. Zadawanie jej pytań nie było takie proste. A przy tym ostatnim poczuł się jak ostatni drań.
Ginny drgnęła, zsunęła nogi na podłogę i przysunęła się do niego, opierając głowę o jego ramię.
- To wszystko, co chciałeś wiedzieć?
Zaskoczyła go tym pytaniem. Spodziewał się, że teraz role się odwrócą i to ona zacznie go przepytywać. Potrzasnął głową.
- Jesteś ze mną szczęśliwa?
Jej głowa poderwała się do góry.
- Co? Skąd w ogóle przyszło ci do głowy takie pytanie? To Dean, prawda? To on zasiał w tobie tę niepewność i lęk...
- Ale jesteś? Proszę, odpowiedz.
- Oczywiście, że tak! Jestem najszczęśliwszą kobietą od lat.
- A kiedy cię porywali? Gdy czytałaś te informacje o mnie i moich... – tu podniósł ręce do góry i palcami zaznaczył cudzysłów – podbojach miłosnych?
Z trudem przełknęła ślinę.
- To bolało... Ale to było dawno i przecież już sobie wyjaśniliśmy, że to były kłamstwa Skeeter.
Harry skinął głową.
- Kiedyś rzeczywiście straciłam poczucie szczęścia i nadziei – szepnęła zamyślona.
Odsunęła się od niego i zwinęła się w kłębek po drugiej stronie kanapy.
- Ty byłeś daleko, nic nie pomagało, a na dodatek Jill kierowała moimi myślami i postępowaniem. I wtedy Hermiona wskazała na moją lewą rękę. – Podniosła ją i pocałowała obrączkę znajdującą się na palcu. – Powiedziała mi wtedy, że to jest znak naszego szczęścia. Od tamtego czasu, gdy pojawiają się wątpliwości spoglądam na nią i wiem gdzie szukać pocieszenia.
- To skąd ten pomysł z rozwodem? – zapytał oschle.
Ginny przygryzła wargę. Wstała i zaczęła krążyć dookoła kanapy. Dręczyły ją te słowa, odkąd je wykrzyczała kilka godzin temu.
- Byłam wściekła od samego rana, gdy przeczytałam ten artykuł w „Proroku”, a ty... to znaczy on, próbował wymigać się od odpowiedzialności, odchodząc z domu – zaczęła wyjaśniać. – Gdy po jego wyjściu zostałam sama z Jamesem, a potem położyłam się w sypialni, rozważałam to, co się wydarzyło – zamilkła i zatrzymała się przy kominku. – Wtedy uświadomiłam sobie, że... chyba ktoś mną manipulował, zmuszając do wypowiedzenia tych słów. Po pewnym czasie poczułam jak coś ze mnie schodzi... To było coś dziwnego, nie umiem tego wytłumaczyć... Ale to było tak, jakby ktoś zdejmował ze mnie jakieś zaklęcie... I wtedy zrozumiałam, że...
Harry wciągnął ze świstem powietrze. Zaklęcie, które Dean rzucił na nią ustąpiło, gdy on odstawiał go do Munga.
- Wiem. Że to Dean, a dla ciebie to byłem ja, rzucił w ciebie Confundusem, tak? – zapytał.
- Tak – przytaknęła. – I teraz żałuję tego wszystkiego, co powiedziałam.
Przez jakiś czas patrzyli na siebie w skupieniu.
- Wybaczysz mi? – zapytała cicho. – Wybaczysz mi to wszystko, co powiedziałam o tobie? Że boisz się odpowiedzialności i... – zająknęła się, a łzy spłynęły jej po policzkach – ...James nic dla ciebie nie znaczy? Wiem, że ty nigdy nie zrobiłbyś tego, co zamierzał zrobić Dean w twoim imieniu. Zrozumiałam to dopiero, gdy mówiłeś Jamesowi, że będziesz o nas walczył...
Harry wstał i zmierzwił rękami już i tak potargane włosy.
- To po części moja wina – powiedział. – Zostawiłem cię samą z Jamesem i poszedłem się zabawić. Gdyby nie twoi bracia...
- Sama cię do tego namówiłam, pamiętasz? – przerwała mu.
- A ja się zgodziłem – żachnął się. – I oboje teraz płacimy.
Ginny skrzywiła się i podeszła do niego.
- Harry, to nie jest twoja wina. Nie mogłeś przewidzieć, że Dean wykorzysta wasze męskie spotkanie do swoich celów...
- Ale to zrobił. Na Merlina! – krzyknął wściekły, uderzając się otwartą dłonią w czoło. – Jestem kompletnym kretynem! Przecież w ten sposób wystawiłem się im jak na talerzu! Co by było, gdyby ktoś podał mi truciznę?
- Dobrze, że to sobie uświadomiłeś – warknęła i objęła go mocno w pasie. – Ale wiesz co?... Mimo wszystko ja kocham tego kretyna – mruknęła, po czym przycisnęła wargi do jego ust.
Harry chwycił ją w pół i przyciągnął do siebie. Ginny zapiszczała w proteście i zaparła się lekko o jego pierś, lecz Harry przekręcił głowę, językiem rozchylił jej wargi i zaczął całować ją mocno i namiętnie.
- Harry... – jęknęła, gdy wreszcie oderwali się od siebie, a jego usta ześlizgnęły się po jej szczęce i krtani – chyba musimy iść na górę...
- Po co?
- Zapomnieliśmy o kimś... – szepnęła.
- Cholera – syknął i przewrócił oczami. – Teddy.
Nagle usłyszeli cichy chichot od schodów. Oderwali się od siebie i spojrzeli w tamtą stronę. Na ostatnim schodku siedział Teddy w swojej piżamce z wyszytymi zniczami i gołymi stópkami.
- Teddy! – krzyknęli zgodnie.
- Nie wolno podsłuchiwać – powiedziała Ginny.
- Długo tu siedzisz? – spytał Harry, podchodząc do niego. – Dużo widziałeś?
- Noo... – mruknął, a jego policzki zrobiły się czerwone. – Jak dawaliście sobie buzi... i wujek nazwał się kretynem, a potem powiedział cholela...
- Teddy! – krzyknął Harry. – Nie wolno tak mówić!
- Ale ty powiedziałeś – jęknął.
- Nie powinienem był – przyznał Harry i wziął go na ręce. – Na Merlina! Masz zimne nogi! Natychmiast do łóżka!
- A pogodziliście się? Bo ja chciałem tylko to wiedzieć...
Harry i Ginny spojrzeli na siebie. Wiele sobie wyjaśnili, ale czy wszystko? Na pewno nie są chyba już na siebie źli, jak to wcześniej stwierdził Teddy.
- Raczej tak – mruknęli oboje.
Nie muszą przecież wtajemniczać we wszystko małe dziecko.
Uśmiechnięty Teddy chwycił mocno wujka za szyję, który wbiegł na schody. Ginny wyciągnęła różdżkę, wskazała nią na kołyskę Jamesa i używając Zaklęcia Swobodnego Zwisu przeniosła ją przed sobą za nimi na górę.

9 komentarzy:

  1. Wspaniała notka , Teddy to moja ulubiona postać na tym blogu;)!

    OdpowiedzUsuń
  2. Teddy jest świetny:D

    OdpowiedzUsuń
  3. Pisz tak dalej ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham twój blog;)

    OdpowiedzUsuń
  5. I love Teddy, a jak James podrośnie to będzie jeszcze fajniejszy niż Teddy. Mieszanka bliźniaków i jego imiennika - ojca Harry'ego na pewno będzie zabójcza! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. " - Ciocia, a czemu on zjada ci cycuszek?
    Harry z trudem powstrzymał się od parsknięcia śmiechem.
    - On go nie zjada, tylko ssie, bo w środku jest mleko – wyjaśniła cierpliwie Ginny. – To jest jego kolacja, tak jak dla ciebie i dla mnie jest ta zupa i paszteciki. " HAHAHAHA XD Wspaniały Teddy XD ~Mrs.Potter

    OdpowiedzUsuń
  7. ,,- Ciocia, a czemu on zjada ci cycuszek?'' xD :D
    Teddy jest jedną z moich ulubionych postaci!
    Ma takie teksty..!!! :D

    OdpowiedzUsuń
  8. - Ciocia, a czemu on zjada ci cycuszek?

    OdpowiedzUsuń