niedziela, 28 grudnia 2014

169. Halloween

Ginny nie podejrzewała, że propozycja Hermiony wywoła w rodzinie taki entuzjazm. Oczywiście wszystkie jej bratowe przyklasnęły tej ofercie i wyraziły chęć spędzania wspólnie czasu, opiekując się swoimi pociechami. Najczęściej spotykały się u Potterów lub w Norze, gdzie było najwięcej miejsca. Hermiona i Audrey od razu znalazły wspólny język i w czasie tych spotkań w najlepsze rozmawiały o swoich dziewczynkach - Rose i Molly.
Najciekawiej, a raczej najgłośniej, robiło się, gdy jeden z tych maluchów zaczynał płakać. Od razu dołączał do niego następny z kuzynów i tak po kolei, aż w całym domu rozlegało się wycie piątki maluchów, a uciszania, tulenia nie było końca.
Ginny z rozrzewnieniem wspominała czasy, gdy Jim większość czasu spędzał w swoim łóżeczku lub kojcu, tak jak obecnie Al, i w spokoju mogła zająć się domem. Teraz, gdy nauczył się chodzić, nie potrafił usiedzieć w jednym miejscu dłużej niż kilka minut. Nic nie było w stanie go zatrzymać, ani stojąca kanapa czy fotel, ani schody. Wszędzie, gdzie tylko się dało, Ginny z Harrym ponakładali zaklęcia zabezpieczające, ale mały rozrabiaka i tak znajdował jakąś lukę i wędrował po wszystkich meblach, dopóki mama albo tata nie ściągnęli go na ziemię, a każde odkręcenie malca przez któregoś z rodziców w drugą stronę spotykało się z protestem biegnącego chłopca i kończyło się płaczem.
Czas mijał. Ostatniego dnia października Ginny przygotowywała kolację na nadchodzącą Noc Duchów, którą mieli spędzić razem z najbliższymi przyjaciółmi. 
 Al spał w swoim łóżeczku stojącym w kącie kuchni, na które Ginny nałożyła dość silne zaklęcia wyciszające, podczas gdy Jim siedział na podłodze i wyciągał z dolnych szafek garnki, talerze i sztućce, z których tworzył perkusję, jak kilka miesięcy temu na wakacjach, albo kręcił się między jej nogami, poznając wszystkie zakamarki pomieszczenia i obserwował jak mama wyczarowuje kolejne zabawne i czasami potworne ciasteczka.
- Może pobawisz się w salonie, skarbie? – zapytała, gdy Jim po raz kolejny zaczął stukać łyżką w odwrócony garnek. – Obudzisz Ala.
- Ne. Dzia śpi. – Jim pokręcił główką i przytulił się do jej nogi. – Mama. 
- Wszystkie twoje zabawki tam na ciebie czekają – próbowała go jeszcze przekonać – a mamusia w tym czasie przygotuje kolację dla taty. 
Jim złapał ją za rękę i pociągnął.
- Ne. Mama, oć.
- Mam iść z tobą? – Wzięła go na ręce, a Jim złożył pocałunek na jej policzku. – A co z kolacją?
- Oć – malec ponowił prośbę.
- Dobrze, poproszę tylko Zgredka, by zajął się resztą przygotowań. Zgredku?
W progu pojawił się skrzat, który skłonił się nisko.
- Pani Ginewra wołała Zgredka?
- Tak. Przypilnuj pieczeni. Co robiłeś w salonie?
- Zgredek ubiera dom na dzisiejszy wieczór.
- Co? – krzyknęła zaskoczona i wybiegła z kuchni.
Dobrze wiedziała do czego może być zdolny ten skrzat. Wiedziała ile razy próbował ratować Harry’ego podczas jej pierwszego roku w Hogwarcie, najczęściej wpędzając go w jeszcze większe kłopoty, przez które lądował w Skrzydle Szpitalnym. Znała historię złotych bombek o twarzy Harry’ego i napisem Wesołych i Harrych Świąt, jakie przygotował Zgredek na ostatnie spotkanie GD przed gwiazdką, a których Harry pozbył się w ostatniej chwili przed przyjściem wszystkich członków ich grupy. Choć od tamtych wydarzeń minęło już wiele lat, skrzat niewiele się zmienił.
W salonie stanęła zaskoczona. Nie było nic zaskakującego w obecnym wystroju. Oczywiście jak na wystrój tego szczególnego wieczoru.
Na stoliku przy kanapie stała miseczka ze słodyczami. Ginny dostrzegła w niej czekoladowe gały i szkielety, pieprzne diabełki i jadalne mroczne znaki, ale także zwykłe dropsy i cukierki mugolskie. Po całym pokoju latały miniaturowe nietoperze, gdzieniegdzie wędrowały pająki różnej maści, a we wszystkich kątach, na gzymsie kominka i na parapetach stały wyżłobione w różne miny dynie, w których płonęły świece.
Jim wtulił się mocniej w jej ramię, przestraszony, gdy nad nimi przeleciał niewielki nietoperz i zwisł po drugiej stronie na jednym z kinkietów.
- O co chodzi, Słoneczko? To tego tak się bałeś? 
Jim przytaknął niepewnie, przekrzywił główkę i wyciągnął rączkę.
- To-o? – zapytał.
- To są zaczarowane nietoperze – wyjaśniła. – Są nieszkodliwe. Dzisiaj wieczorem polatają sobie nad nami, a jutro już ich nie będzie.
Nagle w kominku rozbłysły zielone płomienie i pojawiła się głowa Hermiony.
- Cia Na! – wykrzyknął Jim, podskakując w ramionach mamy.
- Cześć Jimmy – Hermiona uśmiechnęła się do chłopca.
Ginny uklękła przy palenisku. Jim wykręcił się z objęć mamy i na czworakach podszedł bliżej, wyciągając rączkę. Ginny w ostatniej chwili odsunęła go od płomieni.
- Nie wolno Jim, bo się poparzysz! – krzyknęła, na co malec zaczął płakać. – Witaj Hermiono – zwróciła się do bratowej, gdy opanowała protesty syna. – Co tu robisz? Przecież mamy spotkać się wieczorem.
- Ginny, słuchasz radia?
- Dobrze wiesz, że przy tych dwóch brzdącach nie mam na to czasu. Stało się coś?
- Od godziny trąbią o zamieszkach na przedmieściach Edynburga. Podobno doszło do walki między napastnikami a aurorami. Myślisz, że Harry też tam jest?
- Nawet jeśli tak, wiem, że to jego praca. Gdybym po każdej akcji aurorów, o której słyszę, zaczęła panikować, to pewnie już dawno wylądowałabym na oddziale zamkniętym Świętego Munga. 
Hermiona przytaknęła.
- Pewnie masz rację.
Ginny zmarszczyła brwi. Nie podobała się jej mina przyjaciółki. Hermiona się czegoś boi? To zupełnie do niej nie podobne.
- Coś cię trapi, Hermiono? Gdzie Ron?
- Poszedł do ministerstwa. Wiesz, że już dawno chciał dołączyć do Harry’ego i zostać aurorem. Czekał tylko do narodzin Rose. Teraz to jedynie ja go powstrzymuję i opieka nad małą. Od kilku dni aż go nosiło, więc prawie wyrzuciłam go z domu. Miał się dowiedzieć, czy będzie mógł studiować, nie znikając na całe lata, jak Harry.
- Wiem, nawet ostatnio rozmawiał z nim o tym – przyznała Ginny.
- I nic mi nie powiedziałaś? – krzyknęła zaskoczona Hermiona.
Ginny usłyszała kliknięcie zaklęć zabezpieczających, informujących, że na teren ogródka wszedł znajomy, ale niezbyt oczekiwany gość. 
- Przyjdź z Rose do mnie – powiedziała do Hermiony, wstając. – Razem poczekamy na Harry’ego. Może wróci z Ronem. A teraz przepraszam, mam niezapowiedzianego gościa. 
Gdy odwracała się do drzwi, usłyszała za sobą ciche pyknięcie – znak, że Hermiona zerwała połączenie, i jednocześnie głośne pukanie.
- Ginny, otwórz! To ja, Ron! – rozległo się z zewnątrz, a z kuchni dobiegł ją płacz Ala.
- Co za kretyn – warknęła cicho, po czym rzuciła zaklęcie otwierające i krzyknęła: – Wchodź, jestem w kuchni! 
Posadziła Jima w kojcu i biorąc na ręce Ala, zobaczyła wpadającą do pomieszczenia smugę jasnego światła, z której wyłonił się biały jeleń Harry’ego, i przemówił jego głosem:
- Wrócę później. Nie czekaj na mnie z kolacją i przeproś wszystkich, że mnie nie będzie. Mam urwanie głowy w ministerstwie. O resztę pytaj Rona.
Jim krzyknął „Tata!”, a Al poruszył się w jej ramionach. Gdy patronus zniknął, za plecami usłyszała prychnięcie. Odwróciła się do brata, który stał w progu ze skrzyżowanymi ramionami na piersiach, oparty o framugę.
- Urwać głowę to może mu tylko Kingsley, gdy tego nie załatwi – mruknął, kręcąc głową. – Chyba, że najpierw oberwie mu się od Rity. – Odepchnął się od drzwi i wszedł głębiej do kuchni. – Zaczaiła się na niego od rana pod  Kwaterą Główną i nic nie jest w stanie jej stamtąd wyrzucić – dodał i pocałował siostrę w policzek. – Cześć siostra. Masz coś do jedzenia? Nie jadłem nic od śniadania.
Zgredek od razu postawił przed nim talerz kanapek.
- Dzięki, Zgredku. – Odetchnął, opadając na krzesło i wsadzając sobie niemal całą kanapkę do ust.
- Możesz mi powiedzieć, co ty tu robisz? – Gdyby nie Al w jej ramionach, na pewno stałaby teraz z rękami na biodrach, jak zawsze przypominając tym ich matkę. Ron aż się wzdrygnął i w duchu współczuł Harry’emu i malcom.
- Harry mnie prosił… - zaczął.
- Jak sam zauważyłeś – przerwała mu – dostałam od niego patronusa. O co chodzi z tym „urwaniem głowy w ministerstwie”? Przecież w radio trąbią o jakiejś akcji w Edynburgu.
Ron poderwał głowę i rozejrzał się.
- Skąd o tym wiesz? Przecież niczego nie słuchasz.
- Od Hermiony. Tak a propos – wyjrzała na podwórko, gdzie przed furtką zobaczyła postać swojej bratowej, pchającą dziecięcy wózek – właśnie tu idzie. Zdaje się, że najpierw będziesz musiał tłumaczyć się swojej żonie.
----- 
Harry oderwał spojrzenie od czarnych od sadzy, popękanych murów bez drzwi i okien i spojrzał w głąb opustoszałej, wąskiej alejki. Znajdował się na obrzeżach Edynburga w dzielnicy portowej. Niebo zasnute było ciężkimi chmurami, niepozwalającymi na to, by przedarł się przez nie blask słońca, zapowiadając ulewę. Od strony zatoki roztaczał się słony zapach morza pomieszany ze smrodem z pobliskiego targu rybnego i pieczonej ryby.
- Potter, jesteś pewien, że to tutaj? – zapytał jeden z towarzyszących mu aurorów, a on kiwnął głową. – Nie wygląda to zachęcająco.
We trzech stali u wylotu zaułka i obserwowali wyjście na główną ulicę. 
- A czego się spodziewałeś? Luksusowego dworku Malfoyów? – prychnął drugi. 
- Ale to zwykły mugolski magazyn, jakich wiele w dokach – zauważył pierwszy. – Żaden mugol nie byłby tu bezpieczny. Skąd możesz mieć pewność, że to akurat tutaj?
- Bo wyraźnie wyczuwam tu magię. Czarną Magię – przerwał im Harry stanowczo, odrywając spojrzenie od brudnych murów. – Jestem pewien, że oni tu są. Mark, idź sprawdź, czy na tyłach nie ma innego wyjścia – zwrócił się do stojącego najbliżej Marka Newtona – a ty – odwrócił się do drugiego – wyślij wiadomość do Biura i pilnuj, by nie wszedł tu żaden mugol. Nie możemy dopuścić do kolejnego morderstwa. Zaraz wracam.
Poprzedniego dnia Biuro Kontaktów z Mugolami, które codziennie przegląda mugolską prasę, wysłało do Kwatery Głównej krótką notatkę wraz z wyciętą stroną gazety „The Scotsman” z Edynburga, że w pobliżu portu znaleziono zwłoki kilku mugoli. Policja nie znalazła na ofiarach żadnych uszkodzeń ciała – żadnych ran kłutych, śladów duszenia czy postrzelenia. Po prostu, jakby umarli tak, jak stali. Dla czarodziejów mogło to oznaczać jedno – ci ludzie zostali zabici Zaklęciem Zabijającym. Harry natomiast, tego samego dnia, kiedy aportował się w wąskiej uliczce przy wejściu do ministerstwa, spotkał Blaise’a Zabiniego, który poinformował go, że w tym miejscu może ukrywać się grupa byłych śmierciożerców, a może i nawet sam Malfoy.
Od razu powiązał obie sprawy ze sobą i stwierdził, że to nie jest przypadek.
Zrobił kilka kroków, przechodząc wzdłuż muru i zatrzymał się, wbijając spojrzenie w pozbawione drzwi wejście do magazynu. Czuł ucisk schowanej w rękawie różdżki. Musiał ją mieć jak najbliżej swojej dłoni, a sięganie do kieszeni szaty mogłoby mu zabrać zbyt dużo cennych sekund, których, w razie jakiegokolwiek nieporozumienia, mogłoby mu zabraknąć.
- Harry Potter – usłyszał przed sobą przeciągający sylaby, lekko zachrypnięty głos. 
Zza węgła wyszedł mężczyzna o długich, zlepionych w strąki białych włosach sięgających ramion, ubrany w krótką, przypominającą płaszcz szatę o postrzępionych brzegach. Lucjuszowi Malfoyowi nie służył ani dawny pobyt w Azkabanie ani obecne miejsce ukrycia. Prawa ręka spoczywała na oplatającym jego chude biodra, skórzanym pasie, za który miał wetkniętą różdżkę.
- Zastanawiam się, czy twoja głupota jest naprawdę tak wielka, że wchodzisz na mój teren bez zaproszenia? I to w dodatku sam? – warknął mężczyzna.
- Nie jestem tu sam, Malfoy – syknął Harry, spoglądając w jego ledwie widoczne w ciemności, przypominające szpary oczy. Nie zamierzał z nim rozmawiać. Miał zrobić, co trzeba i wrócić. – Przyszedłem cię aresztować. To ty zabiłeś tych mugoli i podrzuciłeś ich ciała w porcie, prawda? 
- Ach, mugole – prychnął Malfoy. -  Te nędzne robactwo weszło na mój teren, więc otrzymali to, na co zasłużyli. Wszędzie się od nich roi. Są jak karaluchy. Dwóch czy trzech mniej nie robi żadnej różnicy… 
- Nie według Ustawy o Ochronie Mugoli – mruknął Harry, a w jego dłoni pojawiła się różdżka, tak samo jak w ręce Lucjusza Malfoya. – Aresztuję cię za zabicie czterech mugoli…
- Oczywiście – prychnął Malfoy. – Wielki Harry Potter, obrońca mugoli i całego tego szlamu, nigdy się nie poddaje. Ale widzisz… nie zamierzam tak łatwo oddać się w ręce sprawiedliwości i zamknąć się w Azkabanie – oznajmił, odsuwając się lekko w bok. 
Harry dostrzegł za plecami Malfoya prawie niezauważalny ruch i wyłaniające się ciemne sylwetki. Naliczył ich pięć, może sześć.
Czyli w ten sposób zamierzał grać... Harry poruszył palcami prawej dłoni, zaciskając je mocniej na różdżce. Sześciu do jednego. 
- Dopóki nie wyślę do Azkabanu wszystkich śmierciożerców, takich jak ty, Malfoy, to nie. Nigdy się nie poddam.
Ułamek sekundy później pogrążony w mroku zaułek rozjarzył się oślepiającym kolorowym światłem, gdy ze wszystkich stron napłynęły wykrzykiwane zaklęcia. Z mgły na końcu alejki wyłoniło się pięciu aurorów, ciskając zaklęciami z taką szybkością, że ich różdżki były zaledwie smugami światła.
- Avada Kedavra! - Zielony promień przeleciał ponad ramieniem Harry’ego i trafił w ścianę za jego plecami.
- Expelliarmus!
- Drętwota!
Sprzymierzeńcy Malfoya zwarli szereg, kontratakując. Harry ciskał zaklęciami w nacierających przeciwników. Jednego z nich powalił, ale już nie zdążył odbić zaklęcia, które trafiło w Williamsona, przewracając ich obu na ziemię. Jednocześnie się podnieśli i błyskawicznie uskoczyli na bok, zasypywani grudkami ziemi i gruzu. W miejscu, w którym jeszcze przed chwilą leżeli, ział niewielki krater.
- Lucjuszu Malfoy! Jesteś aresztowany za atak na funkcjonariuszy Ministerstwa Magii i stawianie oporu! – krzyknął Harry. – Incarcerus!
Malfoy uchylił się przed zaklęciem wiążącym i roześmiał się.
- Nie masz tu żadnej władzy, Potter! Tu rządzę ja i moi przyjaciele. Nigdy mnie nie dostaniesz! 
Zaklęcie, które potem rzucił eksplodowało w miejscu, gdzie wcześniej znajdowała się głowa Pottera. Harry zamarł, zmuszając umysł do pracy na najwyższych obrotach, starając się wymyśleć, co dalej. 
Jeden z popleczników Malfoya przesunął się szybko do przodu i machnął swoją różdżką w powietrzu. Harry przyglądał się z zimnym spokojem, jak w jego kierunku mknie czerwony promień klątwy. Już dawno nauczył się, aby podczas walki zachowywać spokój i czystość umysłu. Wszystko zwykle wydawało się toczyć nieco wolniej, kiedy panowało się nad emocjami.
- Protego! – Bariera zadrżała pod wpływem siły skierowanego w niego zaklęcia, ale z największym wysiłkiem zdołał ją utrzymać. Znajdujący się dwa metry od niego Dawlish powalił nacierającego na nich napastnika w tej samej chwili, w której ostatni, jeszcze wolny, były śmierciożerca cisnął w niego zaklęciem, które posłało jego ciało w górę i rzuciło o ziemię z taką siłą, że Harry usłyszał chrupnięcie łamanego karku i już wiedział, że Dawlish z pewnością się po tym nie podniesie. Będzie mógł to dodać do spisu zarzutów przeciwko Malfoyowi i reszcie jego wspólników. 
Jego tarcza skutecznie powstrzymała następne zaklęcie, ale po sekundzie musiał się martwić nadlatującymi w jego stronę kolejnymi dwoma. Przed jednym się uchylił, a przed następnym znów wyczarował tarczę. Za swoimi plecami słyszał szaleńczo wykrzykujących zaklęcia pozostałych aurorów, którzy pojawiali się wokół magazynów, blokując wszystkie drogi ucieczki. 
Oddychając ciężko, Harry wyprostował się i przeczesał dłonią spocone włosy. W którymś momencie jakieś zaklęcie minęło go o włos, rozcinając mu szatę na ramieniu i skórę pod nią, ale rana była płytka i niegroźna. 
- Koniec zabawy, Malfoy – warknął, celując w Malfoya różdżką. – Jesteś aresztowany. 
Wokół Malfoya i jego sojuszników ustawił się kordon aurorów. Jednocześnie ze wszystkich gardeł rozległy się okrzyki rzucanych zaklęć, a z różdżek błysnęły różnokolorowe promienie.
Malfoy, wraz z resztą swoich towarzyszy, został sparaliżowany, związany i przetransportowany do ministerstwa.
------ 
Ginny odstawiła do zlewu brudne naczynia po kolacji i zerknęła na zegar rodzinny. Od kilku godzin wskazówka Harry’ego spoczywała w jednej pozycji – „W pracy”. Jak tak dalej pójdzie, to nikt z ich przyjaciół się na niego nie doczeka – pomyślała. 
Rzuciła na talerze zaklęcie myjące i przywołała ze spiżarni kolejną porcję jedzenia.
- Ginny, masz jeszcze trochę tych pasztecików?
Drzwi do kuchni uchyliły się i pojawiła się głowa jej najmłodszego brata. Wraz z nim wdarły się głośne rozmowy przyjaciół z salonu.
- Są tutaj. – Wskazała na stół. 
Ron wszedł do środka, biorąc od razu jednego do ust. Tuż za nim zajrzała Hermiona, niosąc w ramionach swoją zapłakaną córeczkę. 
- Ron, zostaw to – warknęła, siadając na krześle – bo nic nie zostanie dla Harry’ego. Tak a propos... masz jakieś wieści? - zapytała, spoglądając na Ginny.
- Wciąż w pracy. - Wskazała głową na zegar.
Rose zakwiliła i Hermiona zerknęła na dziewczynkę.
- No, już dobrze, Rosie, mama da ci jeść. A ty przestań wreszcie się obżerać - zbeształa Rona - jesz więcej niż ona.
Ułożyła wygodnie małą na kolanach i zaczęła ją karmić.
- To tylko jedno ciastko – jęknął jej mąż.
- Teraz jedno, a co było wcześniej? Pochłonąłbyś prawie cały talerz ciastek, gdyby Fred i George nie podrzucili ci na talerz gigantojęzycznych toffi. Dzięki za szybką reakcję, Ginny. – Skinęła głową w stronę przyjaciółki.
- Nie ma sprawy – odparła w odpowiedzi. – Chociaż to było zabawne. Przez chwilę – dodała, zaciskając szczęki i patrząc wymownie na brata.
- Ale to było nie fair! – zaprotestował. – Dobrze wiecie jak je lubię.
- Ty lubisz wszystko, co da się zjeść – mruknęła Hermiona.
- Jeśli tylko nie jest tak spalone jak potrawka… - zaczął, a Ginny przechodząca za nim, niby przypadkiem trzepnęła go w potylicę. – Hej! A to za co? – Spojrzał oskarżycielsko na nią.
- Za język. Zresztą, przestańcie się kłócić i wracajcie do salonu. Ja sprawdzę co z chłopcami.
- My się nie kłócimy – zaprotestowali jednocześnie.
- Właśnie słyszę – mruknęła.
Odwróciła się do wyjścia. 
- Ginny? – rozległ się niespokojny głos Hermiony. – Wasz dom jest chroniony, prawda?
- Oczywiście, wszystkimi znanymi mi zaklęciami. – Ponownie odwróciła się i spojrzała na bratową. – Dlaczego pytasz?
- Bo chyba ktoś się kręci po ogródku…
Ginny doskoczyła do najbliższego okna i wyjrzała na zewnątrz. Deszcz rozpadał się na dobre. Strugi wody lały się po szybie, zasłaniając widoczność. Nagle ciemna sylwetka zamajaczyła przy grobie Potterów. 
Zerknęła na zegar. Wszystkie wskazówki wskazywały „DOM”.
- To Harry – szepnęła.
Przywołała pelerynę i wybiegła w ciemność.
---- 
Harry aportował się pod lasem. Światła w kuchni, jak i w salonie, były włączone, rzucając ciepłe prostokąty światła na ziemię. W oknie widział przesuwający się cień Ginny, która chodziła tam i z powrotem, zapewne wykańczając kolejny wspaniały posiłek.
Aresztowanie Malfoya i w ostateczności odprowadzenie go do Azkabanu zajęło więcej czasu niż to sobie wyobrażał. Na dodatek, gdy transportowali wszystkich oskarżonych na przesłuchanie, na korytarzu czekała na niego Skeeter.  Na jej każde pytanie odpowiadał „Bez komentarza", więc pewnie jutro w „Proroku” ukaże się artykuł, że Harry Potter jest arogancki i niekulturalny, albo włoży w jego usta słowa, jakich nigdy by nie użył na tym etapie przesłuchania. Nie przejmował się tym. Najwyżej King skomentuje jutro, że powinien być bardziej przychylny dla prasy. 
Na szczęście z Dawlishem wszystko było w porządku. Jak się okazało miał pęknięcie czaszki i wstrząs mózgu, ale uzdrowiciele ze Świętego Munga natychmiast się nim zajęli. Zostanie w szpitalu kilka dni, a potem wróci do pracy.
Odetchnął, gdy dotarło do niego, że dzisiaj sam ledwie uniknął śmierci. Malfoy rzeczywiście nie zamierzał tak łatwo oddać się w ręce sprawiedliwości i zamknąć w Azkabanie. 
Na szczęście był już w domu, gdzie czekała na niego rodzina i przyjaciele.
Jego spojrzenie powędrowało ku grobom rodziców w dalekim kącie ogrodu. Uświadomił sobie nagle, że dziś mija dwadzieścia cztery lata, odkąd oni oddali swe życie dla niego, a on już dawno nie poświęcił im chociaż jednej myśli. Miał na to co najmniej jedną wymówkę - miał teraz własną rodzinę, o której myślał przez cały czas, a przynajmniej przez większość.
Przeszedł przez furtkę, minął dom i zatrzymał się przed ich grobami.
Czy Lily byłaby tak nadopiekuńcza, jak Molly, gdy zajmuje się wnukami? Czy James rozpieszczałby maluchy, tak jak robi to Artur? A może taka jest rola dziadków? Nigdy ich nie miał, więc takie pytania nie były dla niego niczym nowym. Od lat zadawał sobie podobne, myśląc o własnych rodzicach i obserwując Artura i Molly. 
Kiwnął głową w stronę nagrobków i odwrócił się. Wtedy poczuł, jak coś wpada na niego. To „coś”, a raczej „Ktoś”, objął go w pasie i przytulił się. Poczuł delikatny zapach kwiatów. To była Ginny. Dopiero, gdy wpadła w jego ramiona, dotarło do niego, że leje jak z cebra. 
- Co ty tu robisz? - zapytał zdumiony. - Przecież pada. 
Mruknął „Impervius” i deszcz zaczął załamywać się nad ich głowami i spływał bokami, jakby stali w przeźroczystej bańce.
- To nic - szepnęła. - Przepraszam.
Harry spojrzał na nią.
- Za co? Przecież to ja...
- Zapomniałam o rocznicy śmierci twoich rodziców - szepnęła. - My dobrze się bawimy, a ty...
- A ja miałem właśnie do was dołączyć - wpadł jej w słowo. - Już dawno powinniśmy zacząć żyć przyszłością, a nie przeszłością. Mamy siebie i dwóch wspaniałych chłopców, i to powinno być dla nas najważniejsze. Kiedyś trzeba będzie opowiedzieć im historię naszych rodzin, ale póki co, zachowajmy ją w naszych sercach.  


82 komentarze:

  1. Nawet nie wiesz, jak się ucieszyłam, kiedy zobaczyłam powiadomienie o notce :) Jestem ciekawa, co się stanie z Malfoyem i mam szczerą nadzieję, że nie będzie to nic miłego.
    Końcówka świetna! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. super rozdziały i ten ostatni przed tym również jak i cały blog bardzo się ciesze że dodałaś rozdział i czekam na następny

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale mnie zaskoczyłaś!
    Jejku na reszcie!
    Rozdział po prostu rewelacyjny! Nic dodać nic ująć!
    Już nie mogę się doczekać kolejnego!
    Przeszłam na wykrzyknienia xd z wrażenia :D.

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział fajny warto było czekać :) kiedyś miałam faze na ten blog ale tak szczerze mi już paring Harry-Ginny sie znudził. Teraz z zapałem czytam Dramione z wątkiem Blinny. I tak naprawde uważam że do Harrego pasuje Pansy (też lubie ten paring). To wszystko nie znaczy że nielubie tego opowiadania. Czytam go na bierząco. Nie stracisz jednej wiernej czytelniczki którą jestem ja. Pozdrawiam i życze weny oraz czekam na nowy rozdział Angel

    OdpowiedzUsuń
  5. Super rozdział tylko szkoda, że tak długo się czeka :(
    :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Minęły 3 godziny od kiedy wstawiłaś ten rozdział a masz już 6( zaraz będzie 7) komentarzy. Mam nadzieję że pokaże Ci to jak wiele osób tu zagląda i oczekuje na nowy rozdział. A sam rozdział świetny jak zwykle. I muszę Ci powiedzieć że ostatnio zajrzałam do Twoich pierwszych rozdziałów którymi tak się wówczas zachwycałam- te nie dorastają tamtym do pięt!!!!!
    I jeszcze muszę się powtórzyć- wielki szacunek dla Ciebie, że od tylu lat prowadzisz i piszesz to fanfiction. Na Twoje rozdziały warto tak długo czekać - nie zapominaj o tym :)
    Korzystając z okazji chciałabym złożyć Ci życzenia na nowy rok: aby 2015 był lepszy niż 2014 , ale gorszy niż 2016, żebyś miała mega dużo pomysłów na nowe rozdziały i żeby wszystkie Twoje problemy rozwiązały się pomyślnie.
    Pozdrawiam i WENY :)
    fanka1

    OdpowiedzUsuń
  7. Zostałaś nominowana do Liebster Blog Award! Tu info >>> http://bellatrix-smierciojadka.blogspot.com/2014/12/liebster-blog-award.html?m=1

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny rożdział. Co prawda długo się czekało, ale warto było. Pisz tak dalej. a propos kiedy następny rozdział?

    OdpowiedzUsuń
  9. Super nareszcie nowy rozdział.
    Tylko szkoda,że się długo czeka.

    OdpowiedzUsuń
  10. super rozdzial!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Aż mi się smutno zrobiło, jak skończyłam czytać, bo pomyślałam o tym oczekiwaniu na kolejną notkę... ale nic to. Szczęśliwego Nowego Roku, dużo weny :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam do ciebie sprawę. Chodzi o Rona. Dlaczego robisz z niego takiego gamonia? Ron od pani Rowling wcale taki nie był. Nawet jak była ta "wielka kłótnia " pomiędzy. Ronem a Hermioną to oczywiście ron wyszedł na takiego ciamciaka. Denerwuje mnie to już od dawna. Zwłaszcza że. Hermiona jest taką paniusią. Jej można wszystko jemu nic. A po za tym to super. Bardzo lubię ten blog.

    OdpowiedzUsuń
  13. Extra blog!!SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!!DUŻO WENY!!POWODZENIA W ŻYCIU!!!!

    OdpowiedzUsuń
  14. Szczęśliwego Nowego Roku. dziękuję że nie zapomnialas o swoich czytelnikach. Dziękuję za wspaniałą niespodziankę z nowym rozdziałem. Jak zawsze był strach, ból, smutek, akcja Ale także miłość, radość i nadzieja. Czyli wszystko co potrzeba. Życzę Ci aby w tym roku czytelników ci przybyło oraz abys miała czas na prywatne życie jak i na bloga. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  15. Nigdy a to przenigdy nie kończ pisać tego bloga. Mam nadzieje że będziesz pisać o Dzieciach Harrego i Ginny jak poznają swoją pierwszą miłość itp. KOcham tego bloga i nie ma dnia którego bym go nie czytała. Przestałam czytać Harrego Pottera i czytam to <33

    OdpowiedzUsuń
  16. nie pogardzę jak będzie coś o Dursleyach że Harry ich odwiedzi czy coś :d

    OdpowiedzUsuń
  17. Interesujesz się serią o Harrym Potterze? My założyliśmy wirtualny hogwart, gdzie możesz sie uczyć podstaw astronomii, zaklęć, obrony przed czarną magią czy nawet tworzyć wlasne eliksiry! A może macie drodzy czytelnicy ochotę rolę nauczyciela? Jeśli macie czas i wiedzę nie ma problemu!
    www.ihogwart.xaa.pl Serdecznie zapraszamy :)
    A co do blogerki, to świetnie piszesz opowiadania, masz przepiękna wyobraźnie i używaj jej mądrze, masz talent dziewczyno, mysle ze każdy fan HP bedzie zaskoczony milo. :)!

    OdpowiedzUsuń
  18. jedno słowo: BOSKO! Jak zawsze :3
    Przepraszam za krótki komentarz,ale nie mam czasu ;)

    Pozdrawiam! :*

    OdpowiedzUsuń
  19. Nowy Rok, nowa notka :) Dobrze poczytać znów coś na tym blogu, mimo tak długiego oczekiwania :) Było trochę śmiechu, i przekomarzania, fajnie, może poza momentem gdy myślałam, że Dawlish nie żyje, ale na szczęście został uratowany :)

    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku! )

    OdpowiedzUsuń
  20. Jejku. To jest wspaniałe. Szkoda że nie włożyłaś tu tego wątka z Jimem, nożami i gumową zabawką :)

    OdpowiedzUsuń
  21. łooo popieram komentarze!! o Dursleach

    OdpowiedzUsuń
  22. Nieh bedzię o Darslejach

    OdpowiedzUsuń
  23. Fajnie że wróciłaś superowy rozdział

    OdpowiedzUsuń
  24. SSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEERRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRR!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  25. CUDO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!PRZEŚLICZNIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!UWIELBIAM TWÓJ BLOG!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!TAK CUDOWNIE PISZESZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  26. Kiedy nn ? nie moge się doczekać ^.^ ciesze się że wróciłaś

    OdpowiedzUsuń
  27. No, nareszcie! Już myślałam, że zupełnie o nas zapomniałaś. Cieszę się, że wróciłaś i to w wielkim stylu ;)
    Życzę weny i pozdrawiam~ Mała Mi

    OdpowiedzUsuń
  28. Istne cudeńko *-*
    Pisz dalej bo nie ma co czytać ;-;
    Weny :D

    OdpowiedzUsuń
  29. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  30. Super,uwielbiam czytać twoje notki niektóre są wzruszające :)
    Zapraszam na mojego bloga o podobnej tematyce.
    http://dalszelosyginnyiharry.blogspot.com/

    Dzięki :-)

    OdpowiedzUsuń
  31. Super,uwielbiam czytać twojego bloga przeczytałam chyba wszystkie twoje notki :-)
    Zapraszam na mojego bloga o podobnej tematyce z góry dzięki
    http://dalszelosyginnyiharry.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  32. Tak się cieszę, że jednak dodałaś coś! :) I to coś tak wielkiego.
    Proszę również, abyś nie odpuszczała, nawet gdyby wiązało się to z dłuższym oczekiwaniem...
    Ta ostatnia scena... taka romantyczna, wprost: rewelacja! Pamiętaj: nie przestawaj pisać!

    OdpowiedzUsuń
  33. Nominuję Cię do Blog Liebster Award.
    Tutaj masz wszystko --> hermioneaan.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  34. Ja chce kolejny!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  35. Super rozdział :)
    by-weronika.blogspot.com
    Sama niedawno zaczęłam pisać opowiadania ale nie mam tylu pomysłów co ty.
    Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
  36. Zostałaś nominowana do Liebster Blog Award!
    Tutaj są pytania:
    http://domia-abr-wyrda-wladza-losu.blogspot.com/2015/03/liebster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń
  37. Czytam Twoje opowiadanie od początku. Jeszcze na Onecie byłam Twoją wierną czytelniczką, chociaż nie komentowałam często, ledwie kilka razy. Mimo że nie byłam bardzo aktywna, za każdym razem, kiedy miałaś przestój, brak weny, mimo wszystko czekałam cierpliwie na kolejne rozdziały, teraz też pewnie będę, choć nie zanosi się na to, byś go miała prędko dodać. Ale mimo wszystko, muszę to napisać - jako wiernej Czytelniczce jest mi przykro, że tak traktujesz mnie i innych. Rozumiem - brak czasu na napisanie rozdziału, brak czasu na odpowiadanie na komentarze poszczególnych osób. Ale trzy miesiące kompletnej ciszy na blogu? Czy naprawdę, jako Twoi czytelnicy nie zasługujemy na chociaż zdanie, czy dwa, raz na jakiś czas? Nie chodzi mi o rozdział/miniaturkę. Ale mogłabyś dać znać, czy, a jeśli tak, to kiedy możemy się spodziewać u Ciebie czegoś nowego, jeśli zaś nie, to mogłabyś chociaż dać znać, że u Ciebie wszystko w porządku, albo że jest kiepsko, stąd przestój... Wiem, że właśnie przez tę ciszę, absolutną ciszę, zero jakiegokolwiek odzewu przez dni, tygodnie, miesiące, wiele osób odwróciło się od Ciebie, rezygnując z czytania, bo po co mają wchodzić na blog, który właściwie jest już niemal... martwy? Pusty? Wiem, że nie chcesz zawieszać, czy w ogóle tej strony, nie dziwię się, włożyłaś w to tyle czasu i pracy, widać to choćby właśnie po tym, że nadal są osoby, które czekają, ale z drugiej strony, czy naprawdę uważasz, że długie tygodnie ignorowania komentarzy, milczenia, są wyrazem szacunku wobec czekających? Nie wydaje mi się... Jako Autorce chyba powinno Ci na tym zależeć, na Czytelnikach właśnie, a skoro tak, to dlaczego tak nas olewasz? Jeśli chcesz jeszcze kontynuować pisanie i publikowanie tutaj, przemyśl, proszę, to, co napisałam. Ale jeśli nie... Naprawdę chcesz tak to kończyć? Po prostu znikając bez słowa? Uważasz, że warto? Bo moim zdaniem, okazałabyś tym brak szacunku nie tylko nam, ale sobie, swojej pracy, szczególnie jej.
    Nie wiem, jak odbierzesz moje słowa, mam nadzieję, że tak, jak chciałabym, byś je odebrała : to nie jest hejt, ani jakieś wylewanie frustracji, po prostu szkoda, że taka fajna Bloggerka jak Ty po prostu zaczyna olewać zupełnie sprawę... Wiem, blog to nie jest najważniejsza sprawa, ba, jedna z mniej ważnych, ale z drugiej strony, skoro oficjalnie nie zawiesiłaś go, byłoby fajnie, gdybyś tu od czasu do czasu zajrzała, właśnie z szacunku do nas i do siebie...
    Pozdrawiam Cię ciepło,
    Jolene.

    OdpowiedzUsuń
  38. ona nawet tego nie zobaczy...

    OdpowiedzUsuń
  39. nie oskazrzajcie jej tak bardzo. ona tez ma swoje prywatne zycie, swoj dom i musi zadbac oto, a nie tylko o opowiadania, ale zgadzam sie z wami, ze tak przerwa byla troche za dluga bo 4 miesiace too bardzo duzo, ale dajcie jej troche odetchnac :)

    OdpowiedzUsuń
  40. Spokojnie! Pisałam do Jogi i powiedziała mi, że rozdział jest w trakcie pisania :)
    http://harry-potter-dalsze-losy-opowiadania.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  41. Do Anonimowego nr 2 i Zuzmenki : Owszem, rozumiem, że Autorka ma dom, rodzinę, że blog jest najmniej ważną rzeczą, ale jednak 4 miesiące to naprawdę długo... Skoro faktycznie nie miała czasu, żeby pisać nowych części (nie wiem, czy zrozumieliście mój poprzedni komentarz ; nie winię Jogi za to, że nie dodaje nowych rozdziałów codziennie, ale za to, że po prostu olewa komentujących i czytających, zupełnie porzucając blog na długie miesiące i ignorując wszelkie odwiedziny na stronie i aktywność tu, w komentach), nie mogła po, no nie wiem, miesiącu czy dwóch napisać tu, w ogłoszeniach CZEGOKOLWIEK? Nie mam GG, Facebooka owszem, ale wchodzę na niego sporadycznie, ba, chyba nawet nie "zalajkowałam" fanpage'a, więc nie miałam możliwości, by jak Ty, Zuzmenko, skontaktować się z Jogi. Ale z drugiej strony - czy to właśnie nie tu Jogi powinna się z nami kontaktować? A nie - odpowiadać tylko "wybranym", faworyzować tych, którzy będą ją nagabywali w innych miejscach? Piszesz, Anonimowa osobo, żebyśmy dali jej odetchnąć - serio? To absurd. No chyba, że nie przeczytałeś/-aś tego, co napisałam tych kilka dni temu. Rozumiem brak czasu na posta. Nie rozumiem braku możliwości wygospodarowania w ciągu tygodnia pięciu minut na odpowiedzenie na komentarze czytelników/wystosowania jakiegoś ogłoszenia na górze, w odpowiedniej zakładce. Nie jestem dobra z matematyki, nie będę więc się bawiła w liczenie ile te 5 minut stanowi % całych siedmiu dób. Ale to raczej niewiele. Więc skoro oczekujemy niewiele, jak możecie mówić o tym, że nie dajemy jej odetchnąć?! Jak już pisałam powyżej : to absurd. Może i to mocne słowa, to, co napisałam wcześniej i to, co piszę teraz - w sumie, co mnie obchodzi jakiś tak podrzędny blogasek, jakiejś tam osóbki? Pewnie Waszym zdaniem jestem jakimś no life'em, gimbusem, któremu się w życiu nudzi. Ale co inteligentniejsi z Was, mam nadzieję, zauważą, że to nie pusty "hejt". Lubiłam Jogi, uważałam ją za mój wzór, jeśli chodzi o blogosferę - prowadziła stronę jasną, przejrzystą, pisała dobrze, poprawnie, dużo, może nie powalająco często, ale jednak, utrzymywała kontakt ze wszystkimi Czytelnikami - i na blogu i na GG i chyba również drogą mailową. Szkoda, że tego zaprzestała. Niewielu jest już takich bloggerów... Jak mówiłam - szkoda. Tyle w temacie.
    Pozdrawiam wszystkich, Jogi zwłaszcza,
    Jolene.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale nie miałam zamiaru na Ciebie... 'naskakiwać' :) Też mnie denerwuje to, że Jogi tak rzadko wstawia cokolwiek. No cóż, ale chyba musimy uzbroić się w cierpliwość...
      Pozdrawiam.

      Usuń
  42. Nie mówiłam nic o naskakiwaniu, nie do Ciebie w każdym razie :). Końcówka była... taka ogólna, jeśliby ktoś miał jakieś "anse" do moich mocnych słów, długich komentarzy. Jeśli chodzi o Ciebie, Zuzmenko, miałam na myśli wyłącznie to (tylko ta część była skierowana do Ciebie, mam nadzieję, że rozumiesz), że udało Ci się skontaktować z Jogi, ale prywatnie, a nie na blogu, a to chyba nie o to do końca chodzi, prawda? Blog powinien być tym miejscem nr 1 DO KONTAKTU, jeśli natomiast ktoś chce się np. dowiedzieć czegoś więcej o Autorce, albo po prostu o coś zapytać, niekoniecznie związanego z blogiem, po to GG, czy mail, czy co tam jeszcze jest podane. Cieszę się, że się ze mną zgadzasz, jeśli chodzi o "aktywność" Jogi, a właściwie jej brak. Miło słyszeć, że nie tylko ja tak sądzę, zwłaszcza w obliczu tego, co napisali Anonimowi komentatorzy. Większość komentarza, który tu wcześniej opublikowałam dotyczył bardziej właśnie Anonimowego, który chyba nie przeczytał tego, co napisałam poprzednim razem i zarzucał mi, że "oskarżam" o coś Autorkę i że jestem jedną z osób, które nie dają jej odetchnąć :). Nie będę się powtarzać, swoją opinię na ten temat wyraziłam ostatnio.
    Przy okazji, jeszcze jedno pytanie do Ciebie, Zuzmenko - jak dokładnie kontaktowałaś się z Jogi? Przez GG, FB, czy jeszcze jakoś inaczej?
    Pozdrawiam Cię serdecznie, a także innych Czytelników i Autorkę!
    Jolene.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Przez FB :)
      Tak, masz rację. Ja, gdy widzę, że ktoś na moim blogu zadał mi jakieś pytanie w komentarzu, to od razu odpisuję, a często jest mi głupio, że dopiero teraz, chociaż, został on napisany godzinę temu.
      Jogi pisze wspaniałe opowiadania, jednak wielkim minusem jest to, że tak rzadko. Ja nie cenię tylko umiejętności- ale i zaangażowanie :) Nawet jeśli nie ma czasu, to chyba należą nam się jakieś wyjaśnienia, chociaż jeden post na FB, czy blogu...
      Pozdrawiam.

      Usuń
  43. Sama częstotliwość publikacji, ich treść, poprawność, zgodność z jakimiś ramami, gramatyką, to jedno, ale śmiem twierdzić, że kontakt z czytelnikami jest równie ważny. To dla nich to wszystko przecież powstaje, prawda? Publikuje się po to, żeby ktoś to czytał, jeśli nie chce się, żeby ktoś naszą twórczość oglądał, to raczej nie zakłada się bloga i nie dąży do jak największej popularności. Szkoda, że tak często zdarza się, że gdy liczba obserwatorów wzrasta (jak tu), Autor, wymawiając się brakiem czasu, zaczyna odpisywać tylko wybranym osobom, albo w ogóle znika. Gdy ma się jednego, czy dwóch fanów, na początku przygody z blogowaniem, bardziej się ich szanuje i docenia. Nie śmiem twierdzić, że Jogi odbiła "sodówka" (wiecie, chodzi mi o typ bloggera "mam tyle komentarzy, że nie mam czasu na nie odpisywać, bo gdybym to robił/-a, nie miał(-a)bym czasu w ogóle pisać") - po pierwsze, to poważne oskarżenie, po drugie, mijałoby się to chyba w tym wypadku z prawdą, ale z drugiej strony - efekt jest ten sam... Cisza, zero odzewu, zero odpowiedzi na komentarze na blogu.
    Jeśli chodzi o FB, jestem zaskoczona tym, że to właśnie tam "dogadałaś się" z Jogi - jest to dziwne, że na stronie poświęconej blogowi, można uzyskać jakiś odzew, ale na samym blogu już nie - nie uważasz, że to trochę absurdalne? Gdyby nie blog - nie było by czego być fanem na Facebooku. Smutne to trochę, że strona "żyje", a niegdyś prężnie działający blog "umiera"... Zobaczymy, jak będzie. Może kiedyś (wbrew przewidywaniom Anonimowego, który wyraził swoją opinię 9 marca o 19.09 :P) jednak Autorka pofatyguje się i będzie aktywniej udzielała się, jeśli chodzi o wdawanie się w rozmowy z Fanami...
    Pozdrawiam!
    Jolene.

    OdpowiedzUsuń
  44. Cichaczem się włączę do rozmowy i zapraszam do przeczytania ogłoszenia na górze strony. Tam staram się wyjaśnić moje postępowanie.
    Bardzo dobrze Was rozumiem i przepraszam.

    OdpowiedzUsuń
  45. Szkoda, że potrzeba było rozbudowanej dyskusji, popartej argumentami, pomiędzy kilkoma osobami, żebyś "ujawniła się". Rozumiem Twoją sytuację i bardzo Ci współczuję - sama nie chciałabym się znaleźć w takim niezręcznym położeniu (mówię o zepsutym sprzęcie), ale nadal - szkoda. Zwłaszcza, że, jak sama napisałaś, od jakiegoś czasu obserwowałaś, czytałaś to, co pisaliśmy (-łyśmy? Są tu jacyś panowie?). Inaczej, zupełnie inaczej byłoby, gdybyś choćby odrobinę wcześniej wstawiła jakieś ogłoszenie, z krótkim wyjaśnieniem, albo włączyła się w tę konwersację, a nie "czaiła się", reagując dopiero, gdy dyskusja nabrała rumieńców. Po raz kolejny - tym razem nawet bardziej, niż wcześniej, okazałaś brak szacunku. Co innego bowiem nie wchodzić na bloga i nie czytać w ogóle zamieszczanych tam komentarzy - siłą rzeczy się wówczas na nie nie odpowie, ale co innego śledzić sytuację na bieżąco, jak Ty i mimo to przez długi czas ignorować to, co się dzieje. Dobrze, że napisałaś, że wyjaśniłaś, ale z drugiej strony cały czas czuję przez tę sytuację lekki niesmak. Spodziewałam się, że bardziej Ci zależy na Fanach, zwłaszcza, że trochę ich tu jest... Tymczasem - chociaż miałaś możliwość, nie odpisywałaś "bo na telefonie trudno się pisze". Ech, szkoda...
    Pozdrawiam,
    Jolene.

    OdpowiedzUsuń
  46. zgadzam się z Jolene, ale tez bardzo współczuje i rozumiem Jogi i wszyscy powinniśmy ja zrozumieć, a nie tylko ja oskarżać ( oczywiscie nikogo oto nie oskarzam )

    OdpowiedzUsuń
  47. Mój komentarz nie był li tylko oskarżeniem. Myślę, że nie ma się nad tym co rozwodzić - jeśli masz co do tego, drogi Anonimie, jakieś wątpliwości, to znaczy, że albo nie zrozumiałeś, albo nie przeczytałeś tego, co napisałam powyżej. Pozdrawiam.
    Jolene.

    OdpowiedzUsuń
  48. Chciałam Was bardzo zaprosić na mojego bloga opowiadającego o smutnej, a czasem wesołej historii miłosnej piosenkarza Michaela Jacksona i piosenkarki Sue. Serdecznie zapraszam do czytania i komentowania! http://michael-and-sue.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  49. Od niedawna zaczęłam czytać tego bloga, jednak od razu spodobało mi się Twój styl pisania. Czytam te nowsze rozdziały, do starszych przejdę później ;). Podoba mi się pokazanie już doroslych bohaterów "Harrego Pottera". Jak może wyglądać ich życie gdy już nie śledzimy ich losów. Ogólnie uwielbiam bloogi o tematyce potterowskiej, więc jest to coś dla mnie. Gdybyś miała chęć i czas to zapraszam cię na mojego bloga. Są tam zaledwie dwa rozdziały więc nie ma za wiele do czytania a twoja opinia byłaby dla mnie bardzo cenna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój blog to http://magiczne-zycie-vampirs.bloog.pl

      Usuń
  50. Zostałaś nominowana przeze mnie do LBA z bloga huncwotko.blogspot.com Gratuluje Ci.
    Pozdrawiam dawna Ginny teraz Marcela
    Ps nadal czekam na to co wydarzy się w następnym rozdziale

    OdpowiedzUsuń
  51. Jakkolwiek w pewnym stopniu zgadzam się z osobami na górze, które twierdzą, że notki są rzadko dodawane, tak chciałabym Ci, Jogi, podziękować, ponieważ podczas pisania prezentacji na temat pisania mojego bloga z fanfiction (dzięki któremu widzę, jak trudno jest wygospodarować czas na notki i były one ostatnio dodawane baaaardzo dawno temu ;) ) zdałam sobie sprawę, że byłaś jedną z moich inspiracji do rozpoczęcia własnej przygody z fanfiction. Mam nadzieję, że mój komentarz zmotywuje Cię do dalszego pisarstwa, bo to, co tu robisz, było cegiełką, dzięki której osiągnęłam swój mały sukces :) Dziękuję Ci :)

    OdpowiedzUsuń
  52. Droga przedmówczyni - w pewnym stopniu? Uważam, że częstotliwość pisania, a to, o czym mówisz to dwie rozbieżne sprawy. Ja też bardzo lubię czytać prace Jogi i szanuję ją za to, co stworzyła, na mnie też miały one niemały wpływ, nie umiem jednoznacznie powiedzieć, czy to dzięki niej zaczęłam pisać, ale niewątpliwie w moim przypadku - jej opowiadanie przyczyniło się do tego, że zainteresowałam się fanfiction. Nie umniejszam jej zasług. Co nie zmienia faktu, że obecnie ma swoich Czytelników w czterech literach (nie, nie chodzi mi o "ręce", "nogi", "oczy", czy "uszy"), ignoruje ich obecność tutaj, że nie wspomnę o tym, że minął kolejny (sic!) miesiąc, a ona nadal nie dodała żadnego nowego rozdziału. I mimo mojego szacunku, wspomnianego i uzasadnionego wyżej - obecnie czuję się zawiedziona tym, co Jogi robi (a właściwie nie robi). Pozdrawiam,
    Jolene.

    OdpowiedzUsuń
  53. Ja też BARDZO doceniam jogi, pamiętam ją jeszcze z Onetu i naprawdę dostaję banana na twarzy, kiedy widzę nowy rozdział. Ale przecież czytanie (i pisanie) ff, to przede wszystkim rozrywka, do tego darmowa. Praca i milion innych spraw niestety już nie, liczy się także dobry pomysł na fabułę, więc nie rozumiem, skąd biorą się ponaglania i pytania, kiedy nowy rozdział. Sama jogi mówiła, że pisze przede wszystkim dla siebie. Twierdzenia, że "olewa czytelników" także nie rozumiem - to najdłużej prowadzone opowiadanie, jakie czytałam, poświęciła mu (i tym samym swoim czytelnikom) szmat czasu! I przecież przede wszystkim dlatego tu jesteśmy, dla treści. Do tego przy chyba każdym rozdziale pojawia się w ogłoszeniach parę słów wyjaśnienia.
    Nie kieruję tego komentarza do nikogo konkretnego, po prostu widziałam masę podobnych wypowiedzi i jedyne, co ciśnie mi się na klawiaturę, to: spokojnie. :) To jasne, że każdy dobry autor powinien przyjmować do siebie nie tylko pozytywne komentarze (których jest dużo i są jak najbardziej zasłużone), ale także krytykę, nie ma jednak powodu, żeby mówić, że Asia ma bloga gdzieś.

    OdpowiedzUsuń
  54. Ona nie ma bloga gdzies!!! Przeciez mowila, ze ma zepsutego kompa i notka ktora pisala poszla w niebyt i probuje to odzyskac, i jak mowila to nie jest proste, a mowila to raptem miesiac temu! To tak dlugo? ostatnio czekalismy wiele dluzej i sie doczekalismy. Teraz on potrzebuje wiecej czasu!!! Poprostu musimy byc cierpliwi, a nie odrazu mowic, ze Jogi ma bloga gdzies, bo to jest nieprawda. Dajcie jej wiecej czqasu, a zobaczycie, ze wkrotce doda jakas wspaniala notke :)

    OdpowiedzUsuń
  55. Gdyby Asia pisała dla siebie, tylko i wyłącznie, to by nie publikowała. Publikuje się po to, by, jak sama nazwa wskazuje, obejrzała/przeczytała to PUBLIKA, czyli my, Czytelnicy. Skoro robi to dla siebie, a nie dla nas, osób czytających, to jaki to ma sens? Ok, zdecydowała się na to, by tu dodawać, powinna się więc liczyć z tym, że każda decyzja niesie za sobą jakieś konsekwencje - akcja-reakcja. Skoro to robi, dodaje tu posty, by zostały przeczytane i ocenione, dlaczego nie możemy tego skomentować, osoby tym ciągłym ignorowaniem trochę (mniej lub bardziej) zirytowane? Wiadomo, że jest milion ważnych spraw, dużo ważniejszych, niż prowadzenie takiej strony. Ale, skoro tego czasu brakuje do tego stopnia, żeby już praktycznie w ogóle nie wchodzić na własnego bloga, to nie lepiej zawiesić stronę na czas nieokreślony/określony? Tu już nawet, jak mówiłam, nie chodzi o rozdziały. Jogi nie ma czasu, żeby pisać - ok, normalne. Ale nie wmówisz mi, że kilka miesięcy kompletnej nieobecności, ignorowania komentarzy, braku jakichkolwiek komunikatów (kto powiedział, że muszą się one pojawiać tylko przy okazji nowej publikacji?) to coś absolutnie normalnego. Blog istnieje długo, to fakt. Ale nie mogę się z Tobą zgodzić, droga may, że opowiadanie jest PROWADZONE. Tego o tym opowiadaniu już nie można powiedzieć, nie po takiej nieobecności, ciszy. Natomiast co do komentarza Anonimowego (i po części may) : ile to jest "więcej czasu"? Mówicie, że liczy się fabuła, że nie powinniśmy ponaglać. Serio, tak jesteście zachwyceni fabułą tego bloga? Owszem, kiedyś był naprawdę super, inny, wyjątkowy. Ale teraz, albo Harry, Ginny lub ktoś z rodziny jest atakowany, albo państwo Potter się kłócą o jego pracę, albo "godzą się" w sypialni. I tak od kilkunastu rozdziałów. Jeśli uważasz, że to odkrywcze - sorry, ja wysiadam.
    Pozdrawiam,
    Jolene.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż... nadal uważam, że to wszystko z igły widły. Tak jak już mówiłam - to przede wszystkim... rozrywka. I "rozrywamy się" czytaniem z własnej woli.
      Rozumiem, że można się przywiązać do opowiadania, być ciekawym dalszego ciągu, ale skoro nie jest już ciekawe i stało się powtarzalne, to może warto poczytać coś innego? :)

      Usuń
    2. PS - nie chciałam, żeby zabrzmiało to tak, jakby jogi była jakąś strasznie niedostępną osobą i czytelnicy mieli to zaakceptować, albo żeby kogokolwiek zniechęcać do czekania na notkę! Tylko o jeszcze troszkę więcej cierpliwości.

      Usuń
    3. A ja się zgadzam ;) zwłaszcza jeśli chodzi o końcówkę, w której Jolene pisze o fabule. Dawniej to było coś ;) odkryłam tego bloga, kiedy miał z 80 rozdziałów i czytam wszystko od tamtej pory.. Klimat niestety się ulotnił, a akcja ujednoliciła. Dawna atmosfera powróciła tylko na chwilę razem z Jill, która pojawiła się gdzieś niedawno ;) pozdrawiam autorke i życzę nowych pomysłów. dobrego dnia

      Usuń
    4. Każda historia ma swój początek i koniec. Może, skoro Jogi nie ma już serca/czasu/pomysłu na prowadzenie tej, powinna napisać jakiś zgrabny epilog i, jeśli oczywiście będzie chciała (a mając do tego taki dryg, jak ona i mając tak "poprowadzoną" bazę, tę właśnie historię uważam to za dobry pomysł - to moje subiektywne odczucie i nie musicie się z nim zgadzać, proszę jednak bez hejtu i chamstwa), napisać drugi "tom" tego opowiadania? O losach Huncwotów (taki prequel to fajna rzecz!), albo o ich dzieciach (Harry'ego i Ginny)... Może to oklepane pomysły, słabe i nieciekawe, ale moim skromnym zdaniem mimo wszystko chyba minimalnie lepsze, niż to, co dzieje się tu teraz.
      Pozdrawiam,
      Jolene.

      Usuń
  56. mi sie to podoba i ja bede czekac na nastepne rozdzialy chodzby po 5 miesiecy. Jak wam sie nie chce czekac i tylko oskarzacie Jogi to poco wogule tu wchodzicie?

    OdpowiedzUsuń
  57. Po pierwsze, drogi Anonimie, który najwyraźniej masz problemy z ortografią (serio, zainwestuj w słownik, bo aż oczy bolą - "misie" to są w lesie!), te słowa kieruję również do Ciebie, may jailer (nie te słowa o ortografii, tylko te, które padną za chwilę - gwoli ścisłości :)) - wchodzę tu, bo owszem, opowiadanie stało się oklepaną i prostą historią, ale mimo wszystko, z szacunku dla tego, jak i co Jogi pisała kiedyś, czekam, bo a nuż widelec może znowu jej historia stanie się wciągająca. Teraz taka nie jest. Ale może za rozdział, czy dwa Jogi znowu coś pokaże? Jeśli nie - trudno. Może warto rozejrzeć się za czymś "nowym". Na ten moment, biorąc pod uwagę ostatnie rozdziały i "tendencję spadkową" - nie warto, wbrew temu, co piszesz, czekać aż 5 miesięcy. Owszem - miesiąc, dwa (inni bloggerzy, których poczynania "śledzę" mają teraz zastój przez matury/egzaminy gimnazjalne - to zrozumiałe, poczekać choćby i parę tygodni, zwłaszcza, że o tym napisali, wspomnieli. Ale 5 miesięcy - niekoniecznie, szczególnie iż Jogi dała "znak życia" dopiero, kiedy w komentarzach posypało się trochę krytyki dla tego, co robi, a właściwie, czego nie robi - konstruktywnej, bo konstruktywnej, kulturalnej, bo kulturalnej, ale jednak - krytyki. Rozumiem doskonale, że Wam (Anonimie bez słownika i Ty, Szanowna may) może taki stan rzeczy odpowiadać, mnie i innym - niekoniecznie. Trochę mnie to zirytowało, brak odpowiedzi na komentarze, brak jakiejkolwiek informacji o potencjalnym czasie pojawienia się nowego rozdziału. Dlatego zwróciłam Jogi na to uwagę. Wchodzę tu, bo mam do tego pełne prawo (znów kieruję się do Anonima-dysortografika) by to zrobić, zwrócić uwagę - dopóki robię to w kulturalny sposób, bez wyzwisk i chamstwa, jak to czyniłam dotychczas. Nawet mocne słowa nie muszą koniecznie oznaczać chamstwa i braku kultury osobistej, mam nadzieję, że to rozumiecie.
    Pozdrawiam,
    Jolene.

    OdpowiedzUsuń
  58. http://kontrolowanedecyzje.blogspot.com/
    Hej.
    Polecisz mojego bloga ?
    Będę bardzo wdzięczna.
    Pozdrawiam
    Mrs.Bane

    OdpowiedzUsuń
  59. Jogi, ile czasu zajmie Ci jeszcze pisanie notki?

    OdpowiedzUsuń
  60. Gratuluję nominacji do LBA! Szczegóły tutaj http://ohh-dramione.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  61. Droga Jogi czy Ty nas naprawdę opuściłaś? Jeśli tak, a na to wszystko wskazuje to przynajmniej to oficjalnie ogłoś, a nie cały czas się ukrywaj. Jeśli jednak Nas nie opuściłaś (a mam taką wielką nadzieję) to ujawnij się wreszcie i wklej jakąś notkę bo ile może trwać naprawa kompa i pisanie notki?! Wszyscy czytelnicy czekają cierpliwie, ale cierpliwość ma swoje granice i w końcu nikt tu nie będzie wchodził i cały czas czekał, i czekał, i czekał na to aż w końcu po półrocznej przerwie coś napiszesz. Przemyśl sobie moje słowa i potraktuj je poważnie i to bardzo poważnie.
    Pozdrawiam gorąco
    Twoja wierna Czytelniczka

    OdpowiedzUsuń
  62. Hmmm... Właśnie przeczytałam wszystkie opowiadania i jest SUPER! Naprawdę, tak się wciągnęłam że poprostu wow...


    A teraz czas na chamską reklamę:

    Jeśli jesteś fanem gry Five Nights At Freddy's , to zapraszam ma mojego bloga!
    PS: Dopiero zaczynam:P



    #KONIECCHAMSKIEJREKLAMY

    OdpowiedzUsuń
  63. Jogi.
    Ja naprawdę rozumiem, że masz jakieś problemy z komputerem, ale przecież miałaś coś napisać od czasu do czasu, dać nam znać. Ile może trwać naprawa komputera? Rozumiem, że może Ci też braknąć czasu, ale gdybyś poświęcała codziennie te 15 minut, to rozdział dawno by się już pojawił. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  64. Zdecydowanie zgadzam się z Zuzmenką i Anonimem, który napisał tu komentarz 20 maja. Myślę, Jogi, że zachowujesz się wobec nas nieuczciwie i niegrzecznie - nie dotrzymałaś danego słowa - że będziesz pisała częściej, a nawet, jeśli nie wkleisz rozdziału, to chociaż dasz znać, co i jak, będziesz się z nami, Czytelnikami, jakoś kontaktować. Rozumiem brak czasu, ale minął kolejny miesiąc, a na blogu nadal cisza. Zdaję sobie z tego sprawę, iż może nie chcesz porzucać tej strony, ale ciężko Ci się zebrać, jednak, jak pisały dziewczyny wcześniej - cierpliwość osób czekających na nowy rozdział, czy odpowiedź na komentarz też ma swoje granice. Nie chcesz pisać, komentować - usunąć bloga, albo chociaż zawiesić go, do czasu, gdy trochę Ci się rozluźni sytuacja w pracy/życiu nie jest technicznie trudno. Nie zamierzasz zmieniać jakoś panującej tu atmosfery, uaktywnić się - może lepiej będzie to zrobić. Pisałaś dobrze, gdybyś utrzymywała ten poziom z początków bloga, jeszcze na Onecie - warto byłoby czekać - nie byłoby to na pewno nic miłego, takie oczekiwanie, ale dobry rozdział zrekompensowałby to. A teraz? Niestety, przykro mi to mówić, ale nie uważam, żebyś pisała ciekawie. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że nie masz już pomysłów na ciągnięcie tej historii. Proszę, w imieniu swoim i Czytelników - przemyśl to, co Ci napisaliśmy w naszych komentarzach, tych ostatnich i wcześniejszych i daj znać, co w związku z tym - choćby parę słów. Z szacunku nie tyle do nas, co do swojej własnej pracy, którą włożyłaś w poprzednie rozdziały. Pozdrawiam,
    Jolene.

    OdpowiedzUsuń
  65. Czy Ona to wogule przeczyta?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co to jest ten "wogul"?

      Usuń
  66. Jogi Daj nam chociaż jakiś znak, że tu wchodzisz, że czytasz, że wkrótce pojawi się jakaś notka, a nie tylko ciągła cisza. Nie było notki pół roku, może nareszcie coś wkleisz? Mam taką głęboką nadzieję...
    Żeby odróżniać moje komentarze od innych Anonimowych to od teraz będę się podpisywać Lily :)

    OdpowiedzUsuń
  67. Chciałabym zaprosić do zapoznania się z moim blogiem. Jest on w dojść nietypowej tematyce, jednakże jest to moja historia, z którą chciałabym się podzielić. Nie robię tego, by wzbudzić jakieś współczucie, bo to nie o to chodzi. Sama daję sobie z tym wszystkim radę. Bardzo bym chciała, aby ten blog był dla innych oparciem, dla osób, które doskonale wiedzą o czym piszę, co czuję. W ten sposób będą mogli uchronić się przed popełnieniem najgorszych błędów…


    Zapraszam : http://bol-ktorego-nie-zapomnisz.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  68. Świetny rozdział!
    Pozwólcie na drobną autoreklamę. Zaczęłam pisać o Lily i Jamesie. Przyda się trochę konstruktywnej krytyki. Obiecuję częste rozdziały!!
    liljam.blog.pl
    Zapraszam!!!

    OdpowiedzUsuń
  69. Kocham kocham :* świetna notka jak zwykle. Bardzo podobała mi się końcówka, ale reszta też było wspaniała.

    OdpowiedzUsuń