niedziela, 28 lipca 2013

162. Dowód życia

Harry zatrzymał się w progu pokoju izolatki, w którym umieszczono ich syna i patrzył na Ginny głaszczącą przeźroczystą bańkę otaczającą nowonarodzone dziecko. Jej rozpuszczone włosy opadały falami na plecy, otulone w długą koszulę nocną i szlafrok. Słyszał jej szept, by uspokoić malca. 
Dawno nie widział jej tak zdeterminowanej. Choć poród był zaledwie wczoraj i ona powinna była jeszcze leżeć, stała od samego rana przy tym magicznym pojemniku i obserwowała jak mały oddycha, zaciska swoje malutkie rączki w piąstki i płacze, bo chciałby przytulić się do mamy.
Jemu samemu pękało serce, gdy widział, jak kładzie ręce, jakby chciała naprawdę dotknąć i pogłaskać malca. Co ona musiała czuć? Nie mogąc dotknąć żadnego z malców?
Wczoraj po południu, w Biurze Aurorów rozległ się alarm o użyciu zaklęć niewybaczalnych na Pokątnej. Już miał tam wyruszyć, gdy dotarła do niego krótka informacja od Hanny o wszystkim, co stało się z Ginny i Jamesem. To w nią były wymierzone zaklęcia. Tylko dlaczego? Czy to wszystko miało coś wspólnego z wcześniejszym listem z pogróżkami? 
Gdy tylko wybrzmiało ostatnie słowo wypowiedziane przez Hannę, poczuł się rozdarty i przerażony. Tak naprawdę nie czuł takiego strachu nawet wtedy, gdy przed laty stawał przed Voldemortem. Oczywiście, jak każdy, bał się śmierci, ale teraz to wszystko było wymierzone w jego rodzinę, o której marzył od lat, którą stworzył razem z Ginny, a której nie miał wtedy. I co zawinił ten mały chłopiec, że go skrzywdzili, odbierając go rodzicom?  
Wiedział, że Ginny będzie go potrzebować, ale jednocześnie zdawał sobie sprawę, że James potrzebuje go jeszcze bardziej. To ostatecznie Mark zdecydował za niego i kazał mu iść do Munga. Co prawda nie obyło się bez kłótni, ale zrozumiał, że i tak nie pomoże jednemu malcowi, ale za to może pomóc w przyjściu na świat drugiemu i wesprzeć Ginny. 
Gdy znalazł się wreszcie w Mungu po raz pierwszy od lat widział jak Ginny płacze.
Wziął głęboki wdech i wszedł do środka. Poczuł silne zaklęcia alarmujące i zabezpieczające. Uzdrowiciele nikogo nie dopuszczali do tej sali, oprócz nich. Nawet Molly, choć próbowała od rana na różne sposoby dostać się do środka, została odrzucona przez blokujące zaklęcie na przeciwległą ścianę, po której się osunęła. Magomedycy od razu przybyli jej na ratunek, oznajmiając: „To dla bezpieczeństwa noworodka”. 
Podszedł do Ginny i od tyłu objął ją ramionami. Westchnęła głęboko i oparła się o jego pierś. 
- Jestem okropną matką – szepnęła.
Harry przycisnął mocniej jej ramiona.
- Nigdy tak nie mów! – zaoponował. – Jesteś wspaniałą matką. Tylko ty potrafiłaś zapanować nad magią Jamesa... Zawsze wiesz, co robić...
- Ale nie byłam w stanie go uratować, a przez to on... – pogładziła dłonią po pojemniku – cierpi. 
- Ginny, nie jesteś winna wszystkiemu. Starałaś się jak mogłaś, by ochronić Jamesa. To tamci są winni. Gdy użyli zaklęć niewybaczalnych zasłużyli na Azkaban.
Odwróciła lekko głowę i spojrzała na niego.
- Wiesz już coś? 
- Wciąż szukają śladów na Pokątnej.
- Niczego nie znajdą. – Jej głos, choć cichy, był pewny. – Byli zbyt dobrze przygotowani i zatarli wszystko.
- Wiem, mówiłem Markowi.
Gdy wczoraj po porodzie, Ginny wreszcie zasnęła zmęczona całym dniem, sam poszedł na Pokątną. Chciał dopilnować wszystkiego. Niestety nikt nie był w stanie mu pomóc. Wiele osób przepytywanych przez niego i aurorów twierdziło, że nic nie widzieli. Tylko Jake opowiedział jak Ginny wyszła na Pokątną bez jego ochrony, choć jej to proponował. Harry uśmiechnął się półgębkiem. Dobrze wiedział, że ona nigdy nie chciała ochrony. Nawet jego. 
Z opisu Jake’a, Harry wywnioskował, że wszystko wydarzyło się u wylotu Śmiertelnego Nokturnu i trwało parę chwil. Ginny zagadywała Jamesa i gdy mijała skręt na tamtą ulicę zrobiło się tam dziwnie ciemno, coś się zakotłowało, błysnęły zaklęcia, a po chwili rozległy się jej krzyki o pomoc. Jake poprosił Hannę o wysłanie wiadomości do Harry’ego, a sam pobiegł do Ginny, która zaczęła rodzić. Nikogo już przy niej nie było. Tylko z boku leżał przewrócony wózek. Chwilę potem deportował ich oboje do Munga, gdzie bardzo szybko zajęli się nią uzdrowiciele.
Harry zerknął w stronę magicznej bańki. Najmniejsze dziecko, jakie kiedykolwiek widział. Wyciągało swoje malutkie rączki, podkurczało nóżki i cichutko kwiliło. Mała łza spłynęła po jego policzku, kiedy tak patrzył na swojego syna.
- Nie nadaliśmy mu jeszcze imienia – zauważył.
- Co powiesz na Albus? – zapytała, odwracając się do niego.
- Albus? Po Dumbledorze? – Harry był zaskoczony. – Skąd ten pomysł? Myślałem o Arturze, po twoim ojcu. James... – głos mu się lekko zachwiał – ma imię po moim...
- E, nie... – mruknęła, kręcąc głową. – Wystarczy jeden Artur w rodzinie. Poza tym... – zastanowiła się chwilę, czy mówić mu o wszystkim – kiedyś, przed laty miałam sen. Nie wiem, czy to była wizja, czy tylko podświadomość podała mi taką możliwość, ale widziałam nasz rodzinny zegar z pię... – szybko zmieniła słowo, mając nadzieję, że nic nie zauważył – kilkoma wskazówkami. Obok naszych była wskazówka Jamesa, a na innej widziałam imię Al – mruknęła cicho, by ukryć załamujący się głos. – Wydaje mi się, że to skrót od Albus. A czy przypadkiem nie jest on ostatnio w twoich myślach? 
- Wiesz, że nie tylko on.
- Wiem – przyznała. – Nie zwrócisz im życia, ale może uhonorujemy obu mężczyzn, nadając ich imiona naszemu synowi? Ja też jestem winna wdzięczność profesorowi Snape’owi. Za ciebie.
Przytuliła się do niego, chowając twarz w jego szatach. Harry zmarszczył brwi.
- Albus Severus? Tak ma być? – zapytał, czule całując ją w czubek głowy. 
- Dlaczego nie? Tak naprawdę tego małego szkraba nazywałam Alem już od kilku miesięcy, gdy jeszcze hasał mi w brzuchu, aż do wczoraj... – przyznała się.
- W takim razie witaj na świecie Albusie Severusie – wyszeptał Harry i odwróciwszy się do bańki położył na niej dłoń.
Chłopiec, jakby wyczuwając ojca, wykrzywił buźkę. Rodzice od razu uznali to za znak.
- Pierwszy uśmiech do taty – mruknęła Ginny, odchylając głowę, by oprzeć się o ramię Harry’ego.
Niestety nagle aktywował się czar alarmujący. Ginny znieruchomiała i natychmiast uwolniła się z objęć Harry’ego. 
- Co się dzieje z naszym synkiem? – wykrzyknęła przerażona wpatrzona w leżącego Albusa.
Harry też spojrzał na malca. Jego małe ciałko wygięło się do góry, jakby z ogromnego bólu, a jego usteczka otwierały się, z trudem łapiąc powietrze.
Chwilę potem do sali wpadło dwóch uzdrowicieli. 
- Co się stało? – Ginny pytała spanikowana. – Proszę, niech ktoś mi powie, co z Albusem. Błagam!
Harry wyczuł, że jeśli czegoś nie zrobi, ona zaraz rzuci się na nich i rozszarpie wszystkich. Chwycił ją za ramiona i odsunął na bok, pozwalając pracować uzdrowicielom.   
- Uspokój się – szeptał – nie pomożesz w ten sposób...
- Harry... – powiedziała przez łzy, odwracając się, by spojrzeć co się dzieje. – Czy on umrze? 
W gardle Harry’ego pojawiła się twarda gula.
- Nie wiem, Ginny.
Trwali w swoim uścisku, kiedy uzdrowiciele krzątali się nad ich synem. Wreszcie ułożyli chłopca z powrotem w bańce i z przeźroczystą kulą wokół jego główki. Było to zmodyfikowane Zaklęcie Bąblogłowy. 
- Czemu nałożyliście na niego ten bąbel? – zapytał Harry.
Uzdrowiciel odwrócił się do nich.
- Nie ma powodu do niepokoju, panie Potter. To tylko zapobiegawczo. Chłopiec ma problemy z oddychaniem, a ten „bąbel”, jak pan powiedział, mu w tym pomoże.
Harry przygarnął Ginny do siebie i czule gładził jej plecy.
- Jak długo?
- Dzień, może dłużej. Jeśli jest silny jak rodzice, to zdejmiemy mu go w miarę szybko, panie Potter. Proszę być dobrej myśli – odparł uzdrowiciel i wymknął się z sali, kiedy zaniepokojeni rodzice szukali pocieszenia w swoich ramionach.
Po kolejnej godzinie uzdrowiciel wrócił i zaczął badać malca. Ginny, nie puszczając dłoni Harry’ego podeszła do mężczyzny.
– Co z Albusem?
Octopus przestał poruszać różdżką nad chłopcem i spojrzał na nią.
– Pani Potter, jest za wcześnie na wydanie opinii.  Od narodzin nie minęło jeszcze dwadzieścia godzin. Umieszczenie państwa syna w inkubatorze i nałożenie zaklęcia oddechowego wydaje się dobrym posunięciem i rzeczywiście jest coraz lepiej. Największe zagrożenie minęło. Musimy mu teraz zapewnić dobrą opiekę. Pani też powinna odpocząć. Proszę wrócić do swojego pokoju i się położyć.
– Uzdrowiciel ma rację, skarbie – szepnął Harry. – Musisz nabrać sił. 
– A dlaczego nie mogę mieć łóżka tutaj? Tak chciałabym być blisko Ala.
– Niestety nie mogę się na to zgodzić – oznajmił Octopus. – Musimy odnowić zaklęcia na pokoju i inkubatorze, by chłopiec miał zdrowe powietrze.
– Ginny – Harry odwrócił ją do siebie, by spojrzała mu w oczy – wiem, że jest ci ciężko po tym wszystkim, co się wczoraj wydarzyło, ale nie możesz zapominać o sobie. Kiedy znajdziemy Jima, a Al będzie zdrowy, by znaleźć się przy tobie, musisz mieć siłę. Obaj będą cię potrzebować wtedy najbardziej. Nie możemy się poddać. Ani ty ani ja. A wiesz, że tylko wy dajecie mi tę siłę do działania. Zrobię co w mojej mocy, by Jim był z nami jak najszybciej. 
Ginny przytuliła się do niego, kładąc policzek na jego torsie.
– Dobrze – mruknęła. – Zróbmy to dla naszych synów.
Harry podał jej dłoń. Ginny chwyciła ją i po spojrzeniu ostatni raz na bańkę wyszli z izolatki.
----- 
– NIE!
W małym domku w Upper Flagley rozległ się krzyk kobiety, która stała przerażona w salonie i trzymała w dłoni rozłożoną gazetę. Chwilę potem do środka wbiegł rozczochrany rudowłosy mężczyzna z różdżką w jednej i z torbą w drugiej ręce.
– Co się dzieje, Hermiono? – zawołał. – Już czas? Rodzisz? 
Hermiona odetchnęła głęboko i ze łzami w oczach spojrzała na męża.
– Jeszcze nie, ale u Potterów... – Nie była w stanie dokończyć. Wyciągnęła rękę z gazetą w jego stronę – spójrz na to.
Ron opuścił różdżkę i wypuścił torbę z ręki. Odebrał od niej „Proroka” i zerknął na fragment, który pokazywała Hermiona.

Wczoraj na ulicy Pokątnej został uprowadzony z wózka niespełna roczny chłopiec James Syriusz Potter, syn Harry’ego i Ginewry Potterów. Na razie nie ustalono, kim są porywacze. Wiadomo, że to przynajmniej dwie osoby: mężczyzna i kobieta.Chłopiec ma czarne włosy i brązowe oczy. Ubrany był w niebieską bluzeczkę z wyszytym wizerunkiem smoka, szare spodenki oraz granatowe buciki.Wszystkie osoby, które mają jakiekolwiek informacje mogące pomóc w ustaleniu miejsca pobytu dziecka, proszone są o natychmiastowy kontakt z Biurem Aurorów.


Pod spodem widniało zdjęcie uśmiechniętego Jamesa.
Porwali... Jamesa?... – wymamrotał. – Jak to się stało?
Nie wiem, ale Ginny miała być wczoraj u Angeliny i się nie pojawiła...
Ron zerknął na kolejną stronę i wśród różnych ogłoszeń, gdzie czarodzieje zamieszczali informacje dotyczące ślubów, narodzin i pogrzebów dostrzegł kolejną małą notkę.
Ginny urodziła, ale z małym coś jest nie tak – powiedział odrętwiały. – Posłuchaj.

15 lipca przyszedł na świat drugi syn Harry’ego i Ginewry Potter. Chłopiec w ciężkim stanie przebywa na oddziale noworodków Kliniki Magicznych Chorób i Urazów Szpitala Świętego Munga pod stałą kontrolą uzdrowicieli.


– Co? – wykrzyknęła Hermiona i zaklęciem przywołała gazetę, wyrywając mu ją z ręki. – Przecież to ponad miesiąc przed terminem! 
– Wiem.
Opadła na najbliższy fotel, ciężko oddychając.
– Nic dziwnego, że nie dotarła do sklepu Freda i George’a. 
– Myślisz, że to przez porwanie? – spytał cicho Ron, siadając na oparciu fotela. 
– A co innego mam myśleć? Pewnie przy porwaniu zaatakowali Ginny, co spowodowało przedwczesny poród. Trzeba się dowiedzieć, czy możemy im jakoś pomóc. Zafiukasz do Harry’ego?
W kominku zaszumiało połączenie i wśród płomieni pojawiła się głowa Molly Weasley.
– Ron, Hermiono, jesteście? – zapytała.
– Tak, mamo. Wiesz coś więcej, co z Ginny, Jamesem i tym maluchem? – zapytała Hermiona, wskazując na leżącą na stoliku przed sobą gazetę.
– Właśnie miałem zafiukać do Doliny... – powiedział Ron.
– Czyli już wiecie – westchnęła.
Zniknęła z kominka, by chwilę potem wyjść do salonu. Przywitała się z synem i synową i usiadła na kanapie.
– Nie ma nikogo w Dolinie Godryka oprócz Zgredka – oznajmiła.
– Jak to? To gdzie jest Harry?
– Krąży między Pokątną, szpitalem a ministerstwem. 
– Widziałaś go?
Molly przytaknęła.
– Dzisiaj rano byłam w Mungu, ale mnie nie wpuszczono ani do Ginny, ani tym bardziej do małego i widziałam go, jak rozmawiał z uzdrowicielem. Nie wiem jak on to wytrzymuje. Wygląda jak trzy ćwierci do śmierci. Od dwudziestu czterech godzin nie jadł, nie spał. Jak tak dalej pójdzie, to rozszczepi się przy kolejnej teleportacji. Stara się być jak najwięcej przy Ginny i maleństwie, a gdy ta zasypia, deportuje się do Biura Aurorów, żeby sprawdzić jak idą postępy w poszukiwaniu porywaczy.
– A co z dzieckiem? – zapytała Hermiona. – W „Proroku” jest informacja, o jego ciężkim stanie...
Molly z trudem przełknęła ślinę.
– To wcześniak, więc nie wszystko jest jeszcze w porządku. Harry powiedział, że mały miał dzisiaj problemy z oddychaniem – Ron i Hermiona na moment wstrzymali oddech – ale sytuacja od razu została opanowana. Jak powiedział mi uzdrowiciel, który wcześniej rozmawiał z Harrym: „Trzeba być dobrej myśli”. Tylko skąd je brać, gdy drugi malec nie wiadomo gdzie jest? 
Sięgnęła po gazetę i spojrzała na zdjęcie chłopca. Palcem obrysowała jego kontury.
– Nasz mały Jimmy – szepnęła ze łzami w oczach, odkładając gazetę. – Nie chcę nawet myśleć, co przeżywają teraz jego rodzice. 
Ron wstał i podszedł do matki.
– Może trzeba z Harrym pogadać? Jakoś mu pomóc? Przekonać, żeby odpoczął choć chwilę?
– Próbowałam to zrobić przez ponad pół godziny i nic nie wskórałam. Jest uparty, jak zawsze.
– Merlinie! Dlaczego wcześniej o tym nie pomyślałam? – wykrzyknęła Hermiona, z trudem zrywając się z fotela.
Ron natychmiast znalazł się przy niej. 
– O co chodzi Hermiono? Rodzisz?
– Na gacie Merlina, czy mam prawo krzyczeć, tylko, gdy zacznę rodzić? – warknęła. – Nie? – Ron potrząsnął głową. – To daj mi spokój. Mamo, gdzie teraz może być Harry?
– Prawdopodobnie w ministerstwie – odparła zamyślona starsza kobieta. – Ginny pewnie zasnęła, więc wykorzystał tę chwilę... Nie powiem, że jestem tym zachwycona... – Zrobiła niezadowoloną minę. 
– Muszę z nim porozmawiać. Natychmiast.
------- 
Hermiona miała pewność, że wszystko pójdzie dobrze. Co prawda, gdy zobaczyła Harry’ego stojącego w Atrium ministerstwa i patrzącego z bólem na zdjęcie swojego syna w „Proroku Codziennym”, w pierwszym odruchu miała ochotę zabrać go do domu i położyć do łóżka. Wyglądał jak wcielenie rozpaczy. Blada i udręczona twarz przyjaciela wyraźnie zdradzała jak bardzo jest tym przybity. I choć spojrzał na nią z namiastką uśmiechu, wiedziała, że to tylko pozory. Za dobrze go znała.
Uściskała go i pozwoliła się poprowadzić do małej mugolskiej kawiarenki niedaleko ministerstwa. Usiedli w dalekim kącie, ukryci za kotarą i kilkoma ochronnymi zaklęciami rzuconymi przez Harry’ego, głównie Muffliato, by nikt ich nie podsłuchał.
– Nie mam zbyt wiele czasu, Hermiono – zastrzegł Harry. – Zaraz muszę wracać do Ginny.
– A nie powinieneś wrócić do domu? Nie spałeś od wczoraj.
– Rozmawiałaś z Molly, prawda? – Hermiona przytaknęła. – To wiesz, że nie mogę. Dopóki nie odnajdę Jamesa...
– Chcesz się wykończyć? – Harry pokręcił głową. – To chociaż coś zjedz. Wyglądasz, jakbyś za chwilę miał zemdleć. Ginny nie będzie miała z ciebie żadnego pożytku, jeśli padniesz z wyczerpania.
Podniosła rękę i przywołała młodą kelnerkę. Zamówiła dwie porcje jakiegoś posiłku i herbatę.
– Myślisz, że dlaczego nie chcę wracać do pustego domu, Hermiono? – Harry skrzywił się i odwrócił twarz do okna. – Bo nie chcę widzieć wskazówki Jima na śmiertelnym zagrożeniu, rozumiesz?
Spojrzał na nią stanowczo. Tę chwilę akurat wybrała kelnerka, przynosząc im zamówienie. Ponownie odwrócił twarz do okna, by tamta nic nie zauważyła. Gdy kelnerka odeszła, Hermiona chwyciła jego dłoń w swoją i szepnęła:
– Skąd wiesz...
– To mój syn, Hermiono! – wykrzyknął, uderzając pięścią w stolik. – Ci, którzy zaatakowali Ginny i porwali Jamesa, tak naprawdę chcieli uderzyć we mnie! I im się to udało. To przeze mnie cierpią wszyscy wokół mnie.  Jak ty byś się czuła, gdyby to twoje dziecko porwali?
– Robiłabym wszystko, by je odnaleźć – przyznała.
– No widzisz. Czyli mnie rozumiesz.
– Wiesz, że tak. – Ścisnęła mocniej jego dłoń. – Dlatego też jestem tutaj. Chcę ci pomóc. 
– Nikt nie jest w stanie mi pomóc, Hermiono. 
– Używałeś Zaklęcia Lokalizującego?
– Oczywiście! – wykrzyknął oburzony. – Jak tylko znalazłem się na Pokątnej. Niestety nic nie zadziałało, bo tamci musieli być już daleko. A Lokalizator działa tylko do kilometra.
– No tak. – Hermiona pokiwała głową. 
Harry ponownie odwrócił głowę do okna, akurat w momencie, gdy w szybę obok niego zastukała nieznana mu sowa. Dobijała się tak, jakby miała najważniejszą wiadomość na świecie. Harry rozejrzał się ostrożnie, czy nie widzi i nie słyszy tego żaden mugol. Gdy uznał, że mimo głośnego stukania ptasiego dzioba o szybę, nikt nie reaguje, wstał i wpuścił sowę. Ptak upuścił list i wyleciał z powrotem. Harry spojrzał na kopertę. Nie była to ani wiadomość z Biura ani ze szpitala. Rozdarł pergamin i ze środka wypadła jakaś kartka i zdjęcie jego synka.
– O mój Boże! – wykrzyknęła Hermiona, biorąc fotografię do ręki. – To James!
Harry rozwinął list. Był to anonim wyklejony z liter wyciętych prawdopodobnie z „Proroka Codziennego”.

Mamy Twojego syna.
Chcemy 50 tysięcy galeonów. Pieniądze włożysz do worka na śmieci, który zostawisz na tyłach Dziurawego Kotła w koszu znajdującym się w kącie zaplecza.
Nie wciągaj w to Biura Aurorów, bo twój syn zginie.
Jeśli nie będziesz sam, twój syn zginie.
Jeśli zostaną użyte jakiekolwiek zaklęcia namierzające na worek, twój syn zginie.
Masz 48 godzin.
Napatrz się na dzieciaka, dopóki możesz.
Niedługo skontaktujemy się z tobą. 

Harry bez słowa odebrał fotografię od Hermiony. James otoczony był magiczną bańką, podobną do tej, w której on był trzymany przez Voldemorta, i płakał. Z boku wystawała czyjaś różdżka skierowana w stronę chłopca i dzisiejsze wydanie „Proroka”. 
Gdy zobaczył synka, poczuł się, jakby ktoś wbił mu nóż pod żebra i ciągnął ostrzem w stronę serca. Merlinie, jak to bolało! To było jeszcze gorsze niż Cruciatus. 
Zerwał się z miejsca i nie zważając na protesty Hermiony wyszedł na zewnątrz. Chciał być sam. Żal i ból przemieniły się w złość. Miał ochotę komuś przywalić. Deportował się na polanę w lesie przy Dolinie Godryka i zaczął miotać zaklęciami, gdzie popadnie, krzycząc i złorzecząc wszystkim bogom.
Wreszcie, po pół godzinie nieustającej kanonadzie zaklęć, upuścił różdżkę i opadł na kolana, chowając twarz w dłoniach i łkając żałośnie.

47 komentarzy:

  1. Zacznę od tego, że super niespodzianka na niedzielny wieczór, a już miałem iść spać.
    Co do notki, jak zawsze, gdy czytam twoją historię, mam duszę na ramieniu i serce w gardle, co też się wydarzy zaraz, a i tętno jak w stanie przedzawałowym.
    Zawsze zastanawiałem się, jak rozegrasz sprawę z imieniem, a właściwie jak rozegra ją Ginny. Bo tak, pamiętam jej wizję, tą w której poznała także inne imiona dzieci. Zgrabnie to wyszło.
    "Zafiukać" - Ron mnie rozwalił tym tekstem, teraz muszę okulary ocierać z łez. Nieładnie, oj nieładnie.
    50 tyś Galleonów!!!! Czy aby nie przesadziłaś? Harry wygrał 1tyś za turniej trójmagiczny. A ty wyskakujesz z 50 kaflami? Według Rowling brygada Hit Wizards zarabia 750 galeonów miesięcznie. Rowling stwierdziła też w jednym z wywiadów, że jeden Galleon to 7 Funtów brytyjskich. 350 tyś funtów? Matko. Prawie jak RoyalBaby ;)

    Fajnie, że udało ci się dwa opowiadania w jednym miesiącu i to dwa naprawdę dobre. Złapałaś zadyszkę a teraz ponownie jesteś na fali :)

    PS.

    Wszystkich zapraszam do mnie, gdzie już zamieściłem prolog do "Roku Dziewiątego" oraz kalendarium najbliższych notek.

    http://harry-potter-kontynuacja.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesz się, że tylko tyle. jeden z czytelników proponował mi wcześniej bym dała kilka milionów ;D
      Zresztą w Insygniach Śmierci za głowę Harry'ego była wyznaczona nagroda 10 tysięcy galeonów.
      Royal baby? No cóż... Harry może królem nie jest, ale był Chłopcem Który Przeżył, Wybrańcem i po zabiciu Voldemorta wielu czarodziejów nie zapomniało jego zasług. "Prorok" wciąż skupia się na Harrym, więc może i tak być traktowany James.
      Co prawda ci, którzy porwali Jamesa raczej tego nie uważają, ale chcą zgarnąć jak najwięcej dla siebie, myśląc, że Harry zgarnął niezłą kasę za uratowanie czarodziejskiego świata. - Oczywiście nic takiego nie miało miejsca.

      Usuń
    2. W jednym opowiadaniu SF było takie zdanie: "Korporacje trzepią kasę, generałowie zbierają medale, a dla Marines zostają kopy w d... Więc, czy chcecie żyć wiecznie, Marines?" Czy aby Harry nie miał podobnie?
      Wiesz, ja się nie mam co cieszyć. Cieszyć to się może Harry, może tyle wycygani od Kinga, albo obrobi jakiś skarbiec u Gringotta (ma już wprawę), paru milionów to nie miał by szans wykombinować. :D

      Usuń
    3. Bardzo trafnie to ująłeś. Harry ma identycznie ;D

      Usuń
  2. Piękne.!!!!!!!!!!!
    Kocham to <3
    Mam nadzieje, że wszystko się ułoży :)

    Życzę weny w tworzeniu ;)

    Pozdrawiam ;) Magda ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawy rozdział :-) Z nutką strachu :-) Biedny Albus i James :-(

    OdpowiedzUsuń
  4. Super rozdzoał *-* Weny życze :*

    OdpowiedzUsuń
  5. płacze. Jezu jak i ich szkoda. wszystkich po koliei. giny bo to matka, haremu, bo ojciec, jamesowi, bo go porwali, i albusowi, bo jest wcześniakiem. i jak tu nie płkć? a kasa? harry pewnie zaplaci. ma przecież tyle galeonów nie? dobra tro ja tyle
    pozdrawiam
    gabi

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział trzymający w napięciu do samego końca, z niecierpliwością czekam na dalsze losy. Już nie mogę się doczekać. Oby wszystko skończyło się szczęśliwie. Pozdrawiam serdecznie i życzę weny!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. 50 tyś. galeonów?! Wsadzę im w odbyt słoik -.-

    OdpowiedzUsuń
  8. A tak naprawdę to świetna notka !! Koccham !

    OdpowiedzUsuń
  9. no jogi pięknie! szkoda że się tak skończyło. :( :(
    czekam cierpliwie.
    ~~Oliwia

    OdpowiedzUsuń
  10. piekny rozdzial! :)
    Pisz szybko, prosze! :)
    Zycze weny
    xxx

    OdpowiedzUsuń
  11. Na Merlina, jakie emocje...
    Z jednej strony dobrze, że urodził się Al, z drugiej James został porwany. Nie wyobrażam sobie być teraz w sytuacji Harrego albo Ginny.
    Teraz trzeba czekać na rozwój sytuacji, mam nadzieję, że niedługo ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Notka piękna! Dużo akcji, która mocno ruszyła do przodu. Nie żeby coś, ale uwielbiam gdy znęcają sie nad Harrym xd
    Ale z jednym przesadziłaś. Jak mogłaś wyrządzić Jamesowi taka krzywdę?! Mam nadzieję, że szybko napiszesz kolejny rozdział i nie wyjaśnisz całej sytuacji w tym jednym. Obyś sie rozpisała na co najmniej 2 rozdziały ;3
    Ten Jake...coś zaczynam go trochę podejrzewać..żebym tylko się myliła ;c
    Miałam jeszcze coś napisać ale zapomniałam :C
    I najważniejsze, weny życzę! Twoje opowiadanie mnie wciągnęło, ale z bólem musze przyznać, iż przez te długie przerwy między rozdziałami kompletnie zapominam o opowiadaniu i co sie w nim działo. Przez to gdy jest nowa notka muszę czytać poprzedni rozdział by sobie przypomnieć o co chodzi, bo mieszają mi się już ff ;c
    Ale się rozpisałam xD
    Przepraszam,, jeżeli coś nieskładnie i niezrozumiale, ale ten upał..
    ~Ada ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha, troche banalny ten okup :/
      Myślałam, że będzie jakieś BUM tylko sama nie wiem o co mi może chodzić xD
      Teraz ze śmierciożerców, którzy służyli wiernie(lub nie) swojemu panu i to za niego mścili się na Harrym, stali się zwykłymi porywaczami czającymi się na galeony Harry'ego...
      Kosz na śmieci za Dziurawym Kotłem? Przeciez tam chodzi mnóstwo osób, ktoś może ich zobaczyć! No chyba, że zrobia to swoje wejście w chmurze ciemności, zwiną worek, zostawią Jamesa i uciekną...albo nie zostawią Jamesa! Moga znowu rządać okupu i tak po raz 3,4,5...
      Oby Harry im nie zapłacił ;c
      ~Ada ;3

      Usuń
  13. Świetny rozdział,mam nadzieje ,że James się niedługo znajdzie a z Albusem będzie wszystko w porządku.Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział mam nadzieje ,że dodasz go na początku września.
    ŻYCZĘ WENY!!!

    OdpowiedzUsuń
  14. świetny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Naprawdę świetny rozdział. Weny! ;**

    OdpowiedzUsuń
  16. Ale emocje! :o
    Rozdział świetny, nawet nie próbuję sobie wyobrazić, co Harry i Ginny przeżywają. :c
    Pozdrawiam i życzę weny! :*

    OdpowiedzUsuń
  17. Ciekawie :) tylko szkoda mi Jamesa i Harry'ego.. Już sobie wyobrażam jak miota tymi zaklęciami gdzie popadnie, ale to w końcu jego syn więc nie dziwi mnie jego zachowanie.. Ciekawa jestem co Harry zrobi.. Z niecierpliwością czekam na następny rozdział i mam nadzieję, że kolejna notka pojawi się dosyć szybko ;) I Ty mówisz, że nie masz pomysłów na następne rozdziały, kłamczucha :P Powodzenia, duużo chęci i weny ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Może to i dziwne, ale chciałabym, żeby przy narodzinach Lily od początku do końca był Harry ;) Bo tak to zawsze przychodził na sam finisz. Ale fajnie by było, żeby podczas tego ostatniego porodu był z Ginny cały czas :D Taka prośba wiernej czytelniczki ;)
    Czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg... Współczuję Harremu, ileż to on musi przejść... Strasznie mu życie zagmatwałaś, nie mniej jednak - dzięki, bo mam co czytać i przeżywać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bym tak chciała :D I jeszcze żeby był opisany poród Hermiony, choć to nie ona jest główną bohaterką.

      Usuń
    2. Taaa, tak samo prosiłam żeby był obecny przy rodzeniu Ala. przecież to taka ważna chwila i w życiu obojga rodziców i dziecka. Druga z trzech szans już zawalona. nie zawal trzeciej, autorko. tzw "do trzech razy sztuka". a przynajmniej akcja bedzie urozmaicona o takie wydarzenie, jakbys je napisala od poczatku do konca, bo tak to same tylko napady, porwania, uprowadzenia itd. byloby mniej nudno.

      Usuń
  19. Klasyczne zagranie z tym okupem, literki z gazety, bez aurorów, zdjęcie "na zachętę" i mnóstwo forsy. Ciekawe jak to się rozegra...

    A Ron urzeka tą opiekuńczością :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Wow, nawet nie myślałam, że to może być okup. Ale ty zawsze jesteś nieprzewidywalna, więc mogłam się domyślić, że napiszesz coś zwariowanego xD
    Mam nadzieje, że James się znajdzie, ale gdy się znajdzie pewnie będzie się robić nudno...
    Dobra, nie przedłużam ;)
    Pozdrawiam i życzę dużo weny,
    Zniecierpliwiona czekaniem,
    Mi$ia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, żę w tych opowiadaniach nudy nigdy nie będzie :D Ja myślałam, że będzie nudno po tym, jak urodzi się James i że nie będzie między jego rodzicami już tak młodzieńczej miłości, a tu niespodzianka... :D

      Usuń
  21. Super piszesz! Przedwczoraj zaczęłam czutać twojego bloga i przeczytałam już wszystkie rozdziały! Serio, bardzo mi się podoba. Mam nadzieję , że z Albusem będzie wszystko dobrze i że James się znajdzie! Kiedy będzie nn bo się nie mogę doczekać?!
    Wpadnij do mnie-

    ginny-jej-cenne-zycie.blogspot.com
    elisblackmojswiat.blogspot.com

    Pozdrawiam Lena

    OdpowiedzUsuń
  22. Rozdział jak zwykle świetny ale chciałabym żeby już polepszyło się Albusowi i żeby James cały i zdrowy wrócił do domu i tak na marginesie to kiedy w końcu Hermiona urodzi ??

    OdpowiedzUsuń
  23. Może i nie komentuję każdego twojego rozdziału, ale to nie oznacza , że nie czytam...
    Ten akurat przeczytałam z zapartym tchem...
    Wiem, że porwanie małego nie może się zamkąć w 1 czy 2 rodziałach i doskonale Cię rozumiem...

    Miło też zauważyć , że ... jeżeli mogę to tak nazwać to wyostrzył Ci się pazur... chodzi mi o pisanie. Stałaś się taka bardziej śmiała i ostra... Taka nieprzewidywalna i świadoma tego co piszesz. Bardzo mi się to podoba :)

    Pisz dalej :)

    Pozdrawiam Marlena

    OdpowiedzUsuń
  24. Po 1.
    Świetna nOtka :)
    Po 2.
    Proszę zaaktualizuj bohaterów pliss :)
    Po 3.
    Nigdy lepszego bloga nie widziałam :*

    ~ Patrycjaa13

    OdpowiedzUsuń
  25. Jesteś cudowna ! Ta notka była taka napięta.. ale emocje ! mam nadzieję że Jamesowi nic nie będzie ;D czytam od niedawna twojego blooga i muszę przyznać że jest świetny! napisz książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Uwielbiam Cię!!!
    Ps. Dudley mógł by się zmienić...

    OdpowiedzUsuń
  27. Genialny blog. Czytam i nie mogę się oderwać. Niemogę się już doczekać NN.

    OdpowiedzUsuń
  28. Kiedy napiszesz, kiedy napiszesz. '~'

    OdpowiedzUsuń
  29. Od początku wakacji mnie nie było, a teraz wróciłam i przeczytałam te ostatnie notki. Nie wiem, co jest śmieszniejsze, to, że spadłaś na tak totalne dno, czy to, że widzę same komentarze aprobaty. Pustej, zapranej samymi superlatywami gadaniny. Zero krytyki! A przydałaby się. Twój styl zaczyna dziecinnieć, nie widzisz tego? Piszesz jak przeciętny trzeciak (pod względem budowy, do pomysłów i treści przejdę później). Dawniej tak nie było. Kiedy widzę te wszystkie "napisz książkę, notka genialna jak zwykle, fantastycznie, nie mogę się doczekać kolejnej, blaa bla bla" to nie wiem skąd te słowa się biorą. Oczywiście, rozumiem, twoja historia jest dobra i też czytam każdy rozdział, ale nie znoszę całkowitej bezkrytyczności. Nie ma niczego gorszego dla autora, bo popada w samozachwyt i przestaje nad sobą pracować, a tutaj nie widzę żadnych konkretów!
    Okej, więc tak. Pierwsze dwa akapity porządne, dobre, nie czepiam się. Ładne opisy. Wszystko okej. Trzeci już poleciał. Banalna struktura, powtórzenie wyrazowe. A powtórzenia okropnie rażą, sprawiają wrażenie jakbyś miała bardzo mały zakres słownictwa.
    Akapit (chyba) piąty. Ten o krótkim nawiązaniu do walki z Voldemortem i porównanie tego do rodziny. Moim zdaniem bez sensu. Nie należy tego absolutnie porównywać, bo to dwie kompletnie inne sprawy. Harry nie miał wtedy nawet osiemnastu lat, a każda istota, ludzka i nie tylko, rodzi się z wrodzonym egocentryzmem. Wiem, że dzieci kocha się najbardziej na świecie, że dzieci to skarby rodziców i oddaliby za nie wszystko, ale nie mów, że strach był większy. To wygląda zbyt altruistycznie, wręcz nienaturalnie, a Harry nawet sam siebie nie mógłby oszukać w ten sposób, myśląc uczciwie. Taka jest natura ludzka.
    Później znowu powtórzenie wyrazowe (malec), a akurat dla dzieci jest tyle synonimów! To określenie nie jest godne używania go tyle razy. Tracisz na jakości. Akapit ten z Pokątną, Jamesem i Markiem, który kazał mu iść do szpitala - w porządku.
    Nie podobało mi się natomiast, jak Harry pocieszał Ginny. Mówienie w tej sytuacji o panowaniu nad magią Jamesa było kompletnie nie na miejscu. Nie pasuje. Na dodatek nowe powtórzenie wyrazowe. Wystarczyłoby "jesteś wspaniała". Rozumiem, że trzeba się wczuć w bohaterów, a oni przecież nie myślą nad tym, co mówią, i nie zastanawiają się nad takimi bzdurami, zwłaszcza w tak trudnych momentach. Jednak powtarzam, powtórzenia rażą.
    Ten długi akapit, w którym opisałaś jeszcze raz całą historię, był po nic. Przecież piszesz dla czytelnika! A czytelnik to wszystko wie już z poprzedniego rozdziału. Jaki jest sens wałkowania tego od nowa? Wystarczyłaby krótka wzmianka o tym, że Harry się wszystkiego dowiedział w jakiś tam sposób. Jedno zdanie. Z resztą totalnie nie trzymał się kupy.
    (koniec cz. 1 xD)

    OdpowiedzUsuń
  30. Nadawanie imienia mi się podobało, wszystko ładnie. Aż do tego napadu. Niby dramatyczna chwila, a zepsuta pod koniec tym niby zaklęciem "bąblogłowy". Zgapione od ROwling, ja wiem, że ona stworzyła ten świat, ale zawsze pojawiało się coś nowego. Nie było raczej powracania do starych rzeczy, ciągle zaskakiwała nowościami. Ty tylko wykorzystujesz stare pomysły. I - Al ma problemy z oddychaniem? W inkubatorze, i to magicznym?
    Później przez dłuższy kawałek wszystko w porządku, aż do pojewienia się Molly w Upper Flagley. Nienaturalnie się to potoczyło. Te dwie wypowiedzi były stanowczo za długie, wyglądały normalnie jak przygotowana mowa a nie jak potoczne informacje - i to nerwowe. (Mała dygresja: to "odbicie" Molly od tej magicznej ściany przy izolatce było absurdalne. Zrobiła z siebie głupią. Nie podobało mi się, stanowczo).
    Najgorszy w tym rozdziale był list, w którym żądali okupu. OKUP? Bez jaj! To najgłupsze, najprostsze, mugolskie wyjście. Tragedia. Spaliłaś tą szansę. Kompletny brak ambicji. Spodziewałam się nawet, że już coś się powtórzy z wcześniejszej akcji, ale coś mającego związek z magią przynajmniej. Ale OKUP? Pojechałaś po całej linii. Najgorsza z możliwości.
    Natomiast do końcówki nie mam się gdzie przyczepić, oprócz błędu interpunkcyjnego ["Zerwał się z miejsca i, nie zważając na protesty Hermiony, (...)" - powinny być te przecinki]. Podciągnęłaś ostatnimi akapitami. Były naprawdę bez zarzutu, wplotłaś emocje. A finał się liczy.
    Sorry, że tak ostro powyżej. Ogólnie jestem dość bezpośrednia. Nie chcę cię obrazić, absolutnie, dlatego też nie widzę powodu, żeby poleciały po mnie tzw. "hejty".
    No i mam nadzieję, że kolejna notka będzie już lepsza. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to nie hejt, ale... ulżyło ci już? ^^

      Usuń
    2. żebyś wiedział(a) xD

      Usuń
    3. to bardzo miło :) ale z tym dziecinnieniem stylu? jest wręcz odwrotnie.

      Usuń
    4. To zależy, o co Ci chodzi. Bo ja, używając określenia "styl" pisania, mam na myśli budowę zdań - konstrukcje, dobieranie wyrazów, to, czy ktoś ma polot, czy pisze lekko, fantazyjnie, czy rzeczowo, krótko i zwięźle, czy jego opowiadania (czy tam już każde inne formy, nie zgłębiajmy się w to) są pisane językiem wyraźnie dojrzałym. Nie wiem, co Ty przez to rozumiesz. ;)

      I gratuluję cierpliwości, szczerze wątpiłam, że ktoś poza autorką to przeczyta. :D

      Usuń
  31. Hej:) Przeczytałam wszystkie twoje notki i stwierdzam, że to jest suuper!! ;D Szkoda tylko, że nie dodajesz ich częściej;( I również chciałabym, aby Harry był przy narodzinach Lily (taka tam prośba ;D);)) Pozdrawiam i duużoo weny życzę!:d :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Ej mam pytanie w którym rozdziale Ginny ma ten sen?

    OdpowiedzUsuń
  33. Sen o którym wspomina Ginny jest w rozdziale nr 86 Czym jest szczęście -http://harry-ginny-milosc.blogspot.com/2012/06/86-czym-jest-szczescie.html?m=0

    OdpowiedzUsuń
  34. Cudowny wpis ! Popłakałam się w nim.

    OdpowiedzUsuń
  35. Ja doskonale rozumiem Harry'ego. Tak mi szkoda Jima. 😭 Ja na miejscu Harry'ego też bym rzucała zaklęcia. Super piszesz. Czy są wpisy dalej od 170 bo nie wiem.

    OdpowiedzUsuń