piątek, 21 grudnia 2012

155. Hermiona ma plan


Na końcu głównej ulicy Upper Flagley pojawił się wysoki mężczyzna. Czarny płaszcz otulał jego sylwetkę, a ciemny kaptur przykrywał jego głowę, kryjąc twarz przed deszczem.
Podszedł do ogrodzenia jednego z domów i spojrzał w ciemne okna. Miał nadzieję, że Hermiona śpi, albo przynajmniej leży. Takie były zalecenia uzdrowiciela, ale czy ona kiedykolwiek słuchała? Pewnie znajdzie ją siedzącą przed kominkiem z książką, którą ostatnio czytała: „Poradnik przyszłej mamy – ciąża i rozwój czarodziejskiego dziecka”. Ciekawe, że Ginny dała jej tę pozycję, gdy sama miała problemy z Jamesem.
Westchnął i przeszedł przez bramkę na teren ogródka. Najciszej jak się dało otworzył wejściowe drzwi i wszedł do środka. Zdjął z siebie płaszcz, ukazując włosy w biało-czarne pasy, niczym u skunksa, wśród których były też pasma rudych, jego własnych.  
Zobaczył światło na końcu korytarza i ruszył w tamtą stronę. Z zaskoczeniem usłyszał wołanie z kuchni:
- Ron, to ty?
Pokręcił niedowierzająco głową i ruszył korytarzem w stronę głosu. 
- Tak, Hermiono – odparł. – Już do ciebie idę.
Wszedł do jasnej kuchni i pochylił się nad siedzącą przy stole kobietą. Wokół niej rozłożone były różne pootwierane książki, a ona sama pisała na długiej rolce pergaminu, której koniec zwisał z drugiej strony stołu. Pocałował ją w policzek na powitanie.
- Nie powinnaś leżeć? – zapytał, wiedząc co i tak za chwilę usłyszy. 
- Musiałam napisać ten komentarz do nowego prawa czarodziejów – powiedziała, przeciągając się na krześle i przecierając zmęczone oczy. – W piekarniku jest gotowa pieczeń na kolację. Zaraz ci ją podam.
- Musiałaś, czy chciałaś? – spytał, unosząc brwi. Położył jej dłoń na ramieniu, gdy zaczęła się podnosić. – Nie wstawaj. Sam sobie nałożę. – Nałożył na talerz podwójną porcję, postawił sobie na stole i usiadł na wprost niej.
- Wiesz, że te poprzednie zarządzenia ministerstwa są przestarzałe – wyjaśniała, zwijając dokument i zamykając książki. – Oczywiście, wiadomo, że czarodzieje stosują się do nich od kilkuset lat, ale zmiany są konieczne. Kingsley to rozumie i... – urwała, gdy spojrzała na niego zaskoczona. – Ron, co ty masz na głowie?
- Aa, to... – przeczesał włosy palcami i wzruszył ramionami – to kolejny pomysł bliźniaków... Jeszcze godzinę temu byłem cały biało-czarny... już mi schodzi.
- Ron... – Sięgnęła po różdżkę, by zniwelować zaklęcie, ale on chwycił ją za nadgarstek i położył z powrotem na blacie stołu.
- To nie pomoże, sam próbowałem.
- Jak długo zamierzasz to ciągnąć? Kiedyś może to i było zabawne, ale teraz? Fred i George sami sobie radzą i dobrze im to wychodzi. 
- Nawet nie wiesz, jak bardzo – zauważył ze śmiechem. – To już nie jest ten sam sklep, co kiedyś...
- Ronaldzie Weasley! – wykrzyknęła, uderzając ręką w stół. – Czy ty zamierzasz do końca życia być królikiem doświadczalnym dla swoich braci? Gdzie się podziały twoje marzenia?
- Są przy moich dziewczynkach – mruknął z czułością, przechylając się przez stół i kładąc dłoń na dość dużym już brzuchu Hermiony. – Dzień dobry, skarbie – przywitał się, gdy poczuł kopnięcie.
Hermiona wywróciła oczami.
- Wiesz dobrze, że nie o tym mówię. Z tego co pamiętam, chciałeś być aurorem, jak Harry. Kiedy zamierzasz z nim o tym porozmawiać?
Ron usiadł z powrotem na krześle. Wziął jej dłoń w swoją.
- Wiesz, że nie chcę zostawiać cię samej do lipca – wyjaśnił. – Może, jak mała się urodzi... Poza tym... Harry jest zajęty, Kingsley tym bardziej, a przyjęcia do Akademii Aurorów są dopiero od września, więc nie ma sensu...
- Nie ma sensu? – powtórzyła. – A co według ciebie ma sens? Użalanie się nad swoim losem? Bieganie na posyłki w ministerstwie? Od tego mają pocztę wewnętrzną¬!
- Dobrze o tym wiem. 
- To co cię powstrzymuje? 
- Nie widziałaś ostatnio Harry’ego, prawda? – zapytał w odpowiedzi. 
Hermiona potrząsnęła głową.
- Nie, nie widziałam – potwierdziła. – Widziałam się za to z Ginny i wiem, że Harry ma na głowie dużo więcej, niż kiedyś. Co prawda ona mi tego nie powie, ale ja widzę, że odkąd Harry został szefem Nowej Brygady Aurorów podlegającej bezpośrednio pod Kingsleya i zajął się ochroną ministra, mają mniej czasu dla siebie, nie wspominając o Jamesie. Ona też jest wciąż w rozjazdach, bo jeździ na mecze...
- Na mecze? – wpadł jej w słowo Ron. – Przecież od ponad roku nie gra!
- Jest korespondentem sportowym, Ron. Pisze artykuły dla „Proroka” – wyjaśniła powoli.
- Ale dzieci! – wykrzyknął zaskoczony. – Ona jest w ciąży, tak jak ty!
- I to zabrania jej normalnie żyć? Dobrze ją rozumiem – wskazała na leżące książki obok niej. – Zresztą do porodu zostało jej jeszcze trzy miesiące.
Ron kiwnął głową. Znał swoją siostrę na tyle, by wiedzieć, że ona nie potrafi długo wysiedzieć w jednym miejscu. I tak, że wytrzymała w domu prawie rok, to dla niej wyczyn. Pod tym względem bardzo przypominała Harry’ego, który na nawet najmniejsze wspomnienie o śmierciożercach reagował agresywnie i zaczynał działać. I nic dziwnego, że są razem, choć każde robiło co innego, bo ona wyżywała się w sporcie, a on w ministerstwie.  Oboje byli uparci... 
Hermiona też nie wytrzymywała długo bez książki, zawsze miała jakąś pod ręką. Tak było w Hogwarcie, tak jest i teraz.
- Ron, mówię do ciebie! – usłyszał, jakby z oddali jej głos.
Podniósł głowę i zobaczył, że Hermiona stoi w progu pomieszczenia i czeka na niego. 
- Idziesz się położyć? – zapytał nieprzytomnie. 
Hermiona z trudem powstrzymała się od wzniesienia oczu do nieba. 
- Czy ty słuchałeś w ogóle tego, o czym mówiłam przed chwilą? 
- No... tak... Ginny pisze dla „Proroka”... – wyjąkał.
Hermiona westchnęła.
- Musimy coś zrobić, by pomóc Ginny i Harry’emu – powiedziała stanowczo. – I tak, idę się położyć – oznajmiła i wyszła.
Te słowa wyrwały go wreszcie z odrętwienia. Zerwał się z miejsca, wrzucił brudne naczynia do zlewu i wybiegł za nią. 
Znalazł ją w sypialni, gdy układała się na poduszkach i otulała się szczelnie kołdrą. 
- Pomóc Harry’emu i Ginny? W czym? Przecież wszystko u nich w porządku.
- Naprawdę uważasz, że u nich wszystko jest w porządku? – Patrzyła na niego niedowierzająco. – Kiedy widziałeś ich razem?
- Przecież byli ostatnio w Muszelce, na urodzinach Victoire i chrzcinach Dominique’a.
- I nic nie zauważyłeś?
Ron zamyślił się, by w końcu potrząsnąć przecząco głową.
- Nie.
- A ja dość dużo – stwierdziła. – Kiedyś emanowało od nich szczęście, że są razem. Miłość między nimi, była niemal namacalna. Czasami nawet aż za bardzo. A teraz? 
- Są przecież razem – zauważył Ron, kładąc się obok.
- Razem? Przebywanie obok siebie nie oznacza bycia razem, Ron. Od pół roku coś ich od siebie odsuwa. Nie wiem co, ale to ich zmieniło. 
- Myślisz, że oni wciąż rozważają... – zawahał się – rozwód?
- Merlinie, broń! – wykrzyknęła. – Mam nadzieję, że pamiętają o dzieciach - o Jamesie i tym w drodze. 
- W takim razie, co?
Hermiona zamyśliła się.
- Nie wiem... – mruknęła. – Dlatego chciałabym im pomóc. Żeby przypomnieli sobie co ich połączyło.
----- 
„... Miejmy nadzieję, że fani Armat nie będą zawiedzeni”.

Ginny odłożyła pióro, zwinęła pergamin i spojrzała na siedzącego przy jej nogach Jamesa. Malec kręcił się na wielokolorowej macie i bawił się, przyciskając zabawki, z których dobywały się różne dźwięki. Odpowiadał po swojemu na piski i odgłosy, śmiejąc się przy tym radośnie. Przeniosła się na rozłożony koc obok niego, wyciągając nogi i siadając wygodnie. James w tym czasie przekręcił się i przeraczkował do niej.
- Ma-ma – zagadał, przekrzywiając główkę.
Ginny uśmiechnęła się. James już od miesiąca potrafił powiedzieć „mama” i „tata”, ale za każdym razem te słowa wywoływały łzy w jej oczach. 
- Chcesz pobawić się z mamą? – zapytała, ocierając oczy.
Chłopczyk wyciągnął rączkę w stronę ulubionej zabawki leżącej po drugiej stronie salonu. Nic się nie wydarzyło.
- Eee... – zaczął marudzić, spoglądając na nią. – Mama, daaj...
Ginny wyciągnęła różdżkę i przywołała zabawkę do siebie. 
- Przykro mi, Jimmy – szepnęła i podała mu ją. – Magia wróci do ciebie za kilka lat, skarbie. Tak mówił ten miły pan, który wielokrotnie cię badał, pamiętasz?
Maluch oparł się o dość duży brzuch mamy i spróbował wstać. 
- Ma-ma – zagadał.
Ginny zacisnęła zęby, czując ból, i chwyciła jego rączki, by mu pomóc.
- Uważaj, bo zgnieciesz braciszka – mruknęła.
Usłyszała ciche kliknięcie zaklęcia monitorującego, oznaczające, że ktoś przekroczył granicę zaklęć ochronnych. Zerknęła na zegar rodzinny. Wskazówka Harry’ego przesunęła się na pozycję DOM. Chwyciła Jamesa pod paszkami i posadziła na kolanach, tuląc go do siebie. 
- Tatuś wraca – oznajmiła i chwilę potem rozległ się cichy stuk w drzwi, które natychmiast się otworzyły. W progu stał Harry.
- Ta-ta! – zawołał James, wyciągając rączki do niego. 
Harry uśmiechnął się i podszedł do nich. 
- Cześć, rozrabiako.
Wziął Jamesa na ręce, a potem pomógł Ginny się podnieść. Ginny dostrzegła u niego cienie pod oczami. Dawno nie widziała go tak zmęczonego.
- Ciężki dzień? – zapytała.
- Jak zwykle – odparł, całując ją w policzek. – A jak wy spędziliście dzisiejszy dzień?
Spojrzał na Jamesa, który wykręcał się w jego ramionach i próbował mu opowiedzieć wszystko po swojemu.
- Zwyczajnie – odparła Ginny. – Jak co dzień.
- Znowu byłaś na meczu – stwierdził niezadowolony, rzucając szybkie spojrzenie na stolik.
- Muszę wysłać ten artykuł do wieczora, żeby jutro mógł się ukazać w „Proroku” – wyjaśniła.
- Ginny, wiesz, że nie musisz tego robić. Zarabiam wystarczająco dużo, by nas utrzymać. Zresztą...
Tę chwilę wybrał sobie Zgredek, który wszedł do salonu.
- Zgredek przygotował dla państwa kolację – oznajmił. – Wszystko czeka w kuchni. Czy Zgredek może jeszcze w czymś państwu pomóc?
- Dziękujemy, Zgredku, to wszystko – powiedział Harry.
Skrzat ukłonił się i zniknął. Harry odwrócił się i wszedł do kuchni. 
- Zresztą, co? – warknęła Ginny, wchodząc za nim. 
Zatrzymał się przy stole i spojrzał na nią. Stała z założonymi rękami, opierając się o framugę. 
- Ginny, twoja mama nie pracuje, dlaczego ty też nie możesz tego robić?
- Mam siedzieć w domu i zajmować się dziećmi, tak? – zapytała nienaturalnie wysokim głosem. Harry kiwnął głową. – Wybacz, ale to nie dla mnie – syknęła. – Wystarczająco długo siedziałam tutaj przez ostatni rok i mam dość. Muszę czymś się zająć, bo zwariuję.
Harry zacisnął usta w wąską kreskę, odwracając od niej wzrok i skupił się na wiercącym się w jego ramionach Jamesie. 
- A ty, co masz mi do powiedzenia? 
- Am... – James wychylił się w stronę stołu. – Tata, am!
Harry spojrzał na Ginny. Kąciki jej ust drżały od ledwo powstrzymywanego śmiechu.
- Am? – spytał, unosząc brew. Odsunął malca od siebie i popatrzył to na niego to na Ginny. – A może to tata zrobi „Am”? – Wziął rączkę Jamesa i włożył sobie do ust. – Hmm... jaka pyszna.
- Nee! – krzyknął James i zaczął płakać. 
Ginny w końcu się roześmiała. Podeszła do nich i wzięła malca od Harry’ego. 
- Jimmy, przecież wiesz, że tatuś żartuje. Nigdy nie pozwolimy żeby coś ci się stało. Zjemy i pójdziemy się pobawić, dobrze?
James kiwnął główką i spojrzał niepewnie na tatę.
- Tatuś też się z nami pobawi, prawda? – Ginny przysunęła się bliżej Harry’ego.
- Niestety nie. Muszę zająć się raportem dla Kinga.
- Nadal jesteś zły? Jeśli nie chcesz bym pracowała dla „Proroka”, poproszę Lunę, może w „Żonglerze” znajdzie się...
- Nie o to mi chodzi. Po prostu martwię się, czy jeżdżenie na mecze w szóstym miesiącu ciąży...
- Czuję się świetnie, Harry, naprawdę – wpadła mu w słowo. – A spędzanie czasu z innymi ludźmi, to jest to, czego teraz potrzebuję. 
- W porządku.
Ginny odetchnęła w duchu i posadziła Jamesa na wysokim krzesełku, przypinając go do niego pasami, żeby nie wypadł. Przysunęła miseczkę z kaszką i zaczęła go karmić. Kątem oka obserwowała Harry’ego. Spodziewała się dalszych narzekań, ale on do końca kolacji nie odezwał się ani słowem. Dopiero, gdy wstał, powiedział „Dziękuję” i wyszedł, zamykając się w gabinecie na resztę wieczoru.
Ginny westchnęła. Ostatnio nie mogła w ogóle wyczuć jego nastroju. Nawet przed chwilą jego humor zmieniał się z częstotliwością błyskawicy. Jak powinna teraz postąpić? Iść za nim i zmusić go do rozmowy? 
Tak bardzo brakowało jej wieczorów, podczas których rozmawiali o wszystkim. Ich ostatnia szczera rozmowa odbyła się w Mungu, gdy opowiedział jej o czasie wojny, o ucieczce, Snapie i Voldemorcie. Od tamtej pory minęły trzy miesiące.
Wiedziała, że przez ten czas w ministerstwie wiele się zmieniło. Kingsley Shacklebolt zamknął Biuro Aurorów, zdegradował i zawiesił w obowiązkach szefa Gawaina Robardsa i jego zastępcę Terence’a Fireburna, a na jej miejsce powołał Nową Brygadę Aurorów z Harrym na czele. Od tamtej pory pracował dużo ciężej, a najgorsze, jak zorientowała się niedawno, spał może cztery godziny na dobę. 
Jej rozmyślania przerwał jakiś stukot. Spojrzała na Jamesa, który pukał swoim plastikowym kubeczkiem o podstawkę krzesełka.
- Jim, przestań! – krzyknęła. 
Odebrała od niego kubeczek i odstawiła na bok. Malec wykręcił się w krzesełku, wyciągając rączki w stronę salonu i zaczął marudzić.
- Chcesz się bawić, tak?
- Ne. Ta-ta.
- Tata?
Ginny wstała i po odpięciu malca od krzesełka wzięła go na ręce i wyszła z kuchni.
- Tata, jest zajęty skarbie i nie będzie...
Urwała, gdy przy kominku zobaczyła Harry’ego.
- Nie będzie mógł się bawić? – zakończył za nią.
- Taak... – mruknęła zaskoczona. – Co...
- Właśnie uświadomiłem sobie, że nie spędziłem z wami ostatnio zbyt wiele czasu. King mi jutro tego nie daruje, ale wy jesteście ważniejsi – powiedział, biorąc od niej Jamesa i zanosząc go na górę.
Resztę wieczoru spędzili w pokoiku dziecięcym. Harry z Jamesem turlali się po podłodze, potem układali klocki z Ginny, a na koniec, razem zasnęli na kanapie, gdy Ginny czytała Jamesowi bajkę na dobranoc.
----- 
Hermiona aportowała się na polnej drodze w pobliżu Nory. Odetchnęła z ulgą, gdy zobaczyła wydobywający się dym z komina i przeszła na podwórko. Molly jest w domu.
Przez kuchenne drzwi wybiegła do niej mała dziewczynka.
- Cześć, ciociu ‘Ermiono!
- Cześć, Victoire – przywitała się, głaszcząc ją po główce. – Jesteś z mamą?
- Tak. I z braciskiem. Czemu on ciągle płacze?
- Och, Dominique jest malutki i tak reaguje, gdy jest śpiący albo głodny, wiesz?
- Wszystkie dzieci tak płaczą?
- W większości. Ty też płakałaś. Jest babcia Molly?
- Taa... Robi obiad dla dziadka. Ciociu, a kiedy ty będziesz mieć dzidziusia? – zapytała dziewczynka, przyglądając się dużemu brzuchowi Hermiony, gdy razem weszły do środka. 
- Mój dzidziuś jeszcze rośnie, Victoire. – Pogłaskała małą po główce.
- Victoire, próbuję uśpić Dominique’a – rozległ się szorstki głos Fleur, której głowa wyjrzała z salonu. – Och, witaj ‘Ermiono – przywitała się.
- Witaj, Fleur. – Hermiona kiwnęła jej głową. – Dzień dobry, mamo – zwróciła się do Molly, która podeszła do niej. – Chciałabym z tobą porozmawiać.
- Oczywiście, Hermiono. Usiądź. Coś się stało?
- Victoire, chodź tu do mnie i nie przeszkadzaj – zawołała Fleur i zniknęła w salonie.
Dziewczynka skrzywiła się. Popatrzyła na babcię i ciocię, a gdy te nie reagowały poszła niezadowolona do mamy.
Hermiona usiadła na wskazanym krześle.
- Wszystko u nas w porządku, ale potrzebuję pomocy w pewnym planie.
Molly popatrzyła uważnie na synową.
- Nie wiem czy to się uda, kochaneczko – stwierdziła. – Harry jest taki zapracowany... Trudno będzie go przekonać.
Hermiona zaniemówiła na chwilę. Skąd ona wiedziała, o czym chce rozmawiać? Czy przed tą kobietą nic się nie ukryje?
- Wiem i właśnie dlatego przychodzę z prośbą o pomoc.
Molly nalała im po kubku herbaty, przywołała dwa kawałki świeżo upieczonego placka i usiadła przy Hermionie.
- Myślałam ostatnio o nich – zaczęła.
- Ginny mówiła mi, że Harry po tamtej kłótni zaproponował jej odnowienie przysięgi, chciał gdzieś ją wziąć... Ale te ostatnie wydarzenia w ministerstwie... – pokręciła niezadowolona głową – aresztowania, przesłuchania, a na dodatek jeszcze ta sprawa z Robardsem...
- Tak... słyszałam – mruknęła Molly. – Jak bardzo to jest poważne?
- Bardzo – odparła. – Jest prowadzone wewnętrzne śledztwo w tej sprawie. Kingsley jest wściekły. Zawiesił Robardsa i pozostałych starszych rangą w obowiązkach. Dopóki wszystko się nie wyjaśni, Biuro Aurorów nie istnieje. Teraz wszystko przejęła Nowa Brygada Aurorów prowadzona przez Harry’ego. I wszystkie jego obietnice diabli wzięli – zakończyła, opadając na oparcie krzesła.
- Ale o co dokładnie chodzi? W „Proroku” niewiele o tym pisali.
- Harry wiedziałby więcej – zauważyła Hermiona. – Z tego co ja wiem, to okazało się, że Robards sabotował wszystkie działania Harry’ego w znalezieniu śmierciożerców. 
- Po co? No, chyba że... – Molly zamyśliła się, patrząc przez okno. – Jemu było na rękę, żeby śmierciożercy wciąż byli na wolności – powiedziała. 
Hermiona kiwnęła głową.
- To nieoficjalna informacja, ale podobno Robards i inni byli dobrze opłacani przez śmierciożerców.
- Nic dziwnego, że Harry miał tyle problemów przez te lata. – Kobieta westchnęła i spojrzała bacznie na synową. – Więc jaki jest ten twój plan?
Hermiona wypiła do końca herbatę i spojrzała na nią.
- Chcę wysłać ich oboje gdzieś, gdzie będą tylko we trójkę, gdzie przypomną sobie, co powinno być dla nich najważniejsze. Z dala od ministerstwa, śmierciożerców i w ogóle wszystkiego.
- Bill mógłby załatwić im coś w Egipcie...
- Myślałam bardziej o jakiejś wyspie... Poza tym Harry ma złe wspomnienia związane z tamtym miejscem...
Molly przytaknęła, gdy zrozumiała, co miała na myśli.
- Tylko jak przekonać Kingsleya, by go puścił? No i ich samych?
Hermiona odetchnęła głęboko.
- Jutro muszę zanieść Kingsleyowi próbną wersję nowego prawa, więc przy okazji zapytam. Do ciebie będę miała tylko jedną prośbę - żebyś ich spakowała.
------ 
Hermiona stała w holu Ministerstwa Magii i czekała na windę. W ręku trzymała zwinięty pergamin i grubą księgę z wygrawerowanym tytułem „Historia Magicznego Prawa”.
Gdy winda wreszcie nadjechała wsiadła ze spuszczoną głową, w skupieniu przeglądając swoje zapiski. Mimochodem zauważyła obecność starszej czarownicy. Kiwnęła jej głową i weszła głębiej, robiąc miejsce dla kolejnych osób wchodzących za nią. Drzwi się zamknęły i winda ruszyła. 
Jak zawsze zatrzymywała się na każdym piętrze, wpuszczając nowych pasażerów i wypuszczając starych. Hermiona westchnęła, chcąc wreszcie znaleźć się na pierwszym piętrze i w miarę możliwości wrócić jak najszybciej do domu. 
Dojeżdżając do pierwszego piętra była już sama, jeśli nie liczyć papierowych samolocików wirujących wokół lampy na suficie. Tam złota krata się rozsunęła i Hermiona zrobiła krok do wyjścia, gdy poczuła, że wpada na kogoś, kto właśnie wsiadał. 
- Hermiona? – rozległ się znajomy męski głos i mężczyzna wyciągnął z jej ręki ciężką księgę. 
Hermiona uniosła głowę, chcąc zrugać „złodzieja”, gdy zdała sobie sprawę, że patrzy na swojego przyjaciela.
- Harry! Co ty tu robisz?
- Pracuję, jakbyś zapomniała. – Harry wyszczerzył zęby. – Właśnie byłem u ministra i wracam do Biura.
- To ono wciąż istnieje?
- A czemu miałoby nie istnieć? 
- No, chodzi mi o Roba...
- Ćśś... – uciszył ją, rozglądając się. Na szczęście nikogo nie było na korytarzu. – Ściany mają uszy. Idziesz do Kinga? – Hermiona kiwnęła głową. – W takim razie odprowadzę cię do niego.
------ 
Kingsley Shacklebolt przejrzał notatki Hermiony, uśmiechając się pod nosem. Skąd w tej młodej kobiecie tyle wiedzy? 
- Hermiono, jestem pod wrażeniem twoich wnikliwych wniosków do nowego prawa czarodziejów – powiedział w końcu. 
- To tylko wstępne dane, ale mogę je rozwinąć – wyjaśniła.
- Domyślam się. Szef Departamentu Przestrzegania Prawa odkąd zaczęłaś tu pracować, był zawsze zadowolony z twoich opracowań. Zresztą pamiętam cię sprzed lat. Byłaś najlepszą czarownicą na roku.
Hermiona zaczerwieniła się.
- To prawda.
- Wiesz, że te zmiany pomogą nam doprowadzić wreszcie do końca sprawę śmierciożerców, która ciągnie się od lat – Hermiona kiwnęła potwierdzająco głową – i będziemy mogli zreformować przestarzałe działania Biura Aurorów. Harry już wiele zrobił, demaskując szpiega w szeregach.
- Czyli to prawda? To był Robards?
Kingsleyowi zadrżała broda.
- Hermiono, wiesz, że nie mogę ci tego powiedzieć, bo to ściśle tajne. 
Hermiona skinęła ponownie głową.
- Tak, przepraszam.
- Nie masz za co, Hermiono. Coś jeszcze? – zapytał, odkładając na bok pergamin z jej zapiskami.
Hermiona wzięła głęboki wdech i zaczęła mówić.
- Kingsley, wiem, że Harry jest ci niezbędny tutaj, na miejscu, ale nie uważasz, że on potrzebuje trochę odpoczynku? 
- Każdy z nas potrzebuje – zauważył.
- To prawda – przyznała – ale spójrz na to ze strony Harry’ego. Od lat wszyscy wrzucają mu na barki kolejne problemy, a on się im poddaje, uważając, że tak powinno być. Nie narzeka, bo to nie leży w jego naturze. Od pół roku pracuje ciężej niż inni, bo sądzi, że nie może powiedzieć „nie”, gdy wszyscy liczą na niego. Tylko gdzie w tym wszystkim ma mieć czas dla własnej rodziny? Ginny, Jamesa, drugiego synka? Nie miej mi tego za złe, Kingsley, ale to co się stało Ginny trzy miesiące temu, było właśnie skutkiem tego wszystkiego.
Kingsley oparł się o biurko, przecierając oczy i westchnął ciężko.
- Rozmawiałem z nim wtedy. Tuż przed wypadkiem. Próbowałem go przekonać, że nie może zapominać o rodzinie, bo to do niczego go nie zaprowadzi. A teraz? Sam obciążyłem go obowiązkami, odsuwając go od najważniejszego – powiedział zamyślony. – To, co proponujesz?
- Wyślijmy ich gdzieś, najlepiej w jakieś ciepłe kraje. Nie wiem tylko jak przekonać Harry’ego.
- Nic mu nie mówiąc – stwierdził minister. – Już ja to załatwię.

35 komentarzy:

  1. No... Czekałem na tę notkę od dawna, :) Twoje opowiadanie jest naprawdę świetne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ohh nareszcie nowa notka ^^
    jak się cieszę że wspomniałaś o wątku Ron+Hermiona <3
    Znalazłam 1 błąd Moja Droga; mianowicie Dominique to dziewczynka nie chłopiec ;*
    pozdrawiam
    Avene

    OdpowiedzUsuń
  3. WoW. Czytałem tą notkę z mocno bijącym sercem. Mając w Pamięci twoje wątpliwości z przed miesiąca obawiałem się jaka będzie ta notka i.... Jest WoW. Ta notka to świetnie otwarcie nowego "rozdziału" w ich życiu. Widzę, że wykorzystałaś kilka pomysłów które podsuwaliśmy ci na fanpageu. Czy możemy czuć się dumnymi rodzicami chrzestnymi notki? Super, że pchnęłaś akcję do przodu o te kilka miesięcy, super że przeskoczyłaś kilka ciągnących się wątków jak właśnie zdrajca w szeregach biura.
    Super, że Czarną Owcą okazał się Robards. Kibicowałem temu całym sercem i moje marzenie się spełniło.
    Przez ten skok do przodu momentami ciężko było się połapać bo "bohaterowie wiedzieli więcej od czytelnika" ale to dobrze. Trochę gimnastyki umysłowej się przyda i mamy teraz zagwostkę jak oni doszli do tego kto jest winny.
    Mam nadzieję, że blokada została pokonana i teraz pójdzie z górki. Kibicuję i zachłannie oczekuję na więcej.

    na koniec autoreklama.
    Zapraszam do mnie na harry-potter-kontynuacja.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. mam nadzieje ze moze w ramach swiatecznego prezentu pojawi sie kolejna ! ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. nareszcie !nowa notka jak zwykle cudna :D nareszcie jest coś o Ronie i Hermionie :D a niech wyjadą na Hawaje ;p Życzę weny kochana :D

    OdpowiedzUsuń
  6. O, nowa notka, wreszcie! Już myślałam, że nigdy jej nie dodasz ;p. Notka oczywiście świetna, genialnie piszesz. Pozdrawiam ;**

    OdpowiedzUsuń
  7. Oooo :) Nie ja nie zamierzam narzekać :) Czytam od wielu lat twojego ff chociaż chyba nigdy nie komentowałam( sama nie wiem czemu :P) I tak: faktycznie jak zauważyła Avene Dominigue to dziewczynka :P( chyba że postanowiłaś inaczej końcu to twoja autorska kontynuacja i mogłaś tak stwierdzić ;) )Czekam na następny rozdzialik jeśli nawet miałby się pojawić za rok :P I tak będę tu zaglądać i sklecić i facebooku ;) Pozdrawiam Solcia

    OdpowiedzUsuń
  8. No ej! Co taka krotka? xD Liczylam na dluzsza notke, biorac pod uwage twoj talent. Ale mimo wszystko.... notka superowa. Tak jak pisali wyzej, zastanawialam sie jak to sie stalo ze ominelam kilka miesiecy. Przez moment przeszla mnie mysl ze ominelam kilka rozdzialow. A dopiero pozniej wszystko sie wyjasnilo :) Swietnie :) Dolaczam sie do listy osob ktore w tym roku byly grzeczne i chca prezent w postaci swiatecznej notki :D

    OdpowiedzUsuń
  9. TAAK!:) Całkiem nieźle. nie moge się doczekać tych wakacji Ginny Jemsa i Harry'ego oczywiście:)
    Czekam na szybkie nn:D

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetna notka Jogi! Widzę że wzielas sobie do serca poprzednie uwagi a ta notka była bardzo ciekawa :) Nie mogę się doczekać :D

    OdpowiedzUsuń
  11. W końcu nowa notka, nie mogłam się już jej doczekać. Notka świetna jak zawsze i już nie mogę się doczekać kolejnej (w szczególności tych wspólnych wakacji Jemsa, Ginny i Harrego)!! Pisz jak najszybciej. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Notka bardzo mi się podobała.
    Mam jedno zastrzeżenie: drugie dziecko Fleur i Billa to chłopiec o imieniu Louis. Ich najmłodsza córeczka to Dominique, pomyliłaś imiona. No chyba że to celowe, to się nie czepiam :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetna notka ,już przeczytanie samego tytułu mnie zaintrygowało ^^. W końcu coś więcej się wyjaśnia ale mam nadzieję ,że pojawią się nowe tajemnice ,kocham takie wątki =). Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału i tych wakacji Potterów.
    Pozdrawiam i życzę weny =].

    OdpowiedzUsuń
  14. Rozdział świetny :)
    Weny życzę! ;**

    OdpowiedzUsuń
  15. 10/10 Życzę weny

    OdpowiedzUsuń
  16. Piękna piękna piękna <3 <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  17. Nareszcie nadrobiłam zaległości! Nie miałam ostatnio czasu by przeczytać twojej notki ale już nie wytrzymałam <3. Zgredek ;p. Wspaniały rozdział. Czekam na następne.

    OdpowiedzUsuń
  18. aaaaaaaaaa szybko dawaj następną, bo nie wytrzymam1

    OdpowiedzUsuń
  19. jestem twoją fanką czytam bloga od początku a tak wogóle to weny życze i mam nadzieje że następna notka pojawi się juz niedługo pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Dobrze, że wzięłaś sobie do serca pomysły z facebooka, czuję świeży powiew w twojej historii. :-D

    OdpowiedzUsuń
  21. Dzieki mojej chorobie w niecałe 2 dni przeczytałam wszytskie 155 notek! Jestem pod wielkim wrażeniem twojego sposobu pisania! Jak już kiedyś pisałam, jesteś u mnie w 3 najlepszych pisarek (razem z Rowling u Collins). :) Uwielbiam Twoją wyobraźnię u z niecierpliwością czekam na kolejne wpisy! :))

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja jestem zadowolona, że mają trochę spokoju. Należy im się, za te ciągłe niebezpieczeństwa. Podobał mi się ten rozdział. Pomysł Hermiony jest dobry, liczę, że się uda ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Super! Jest kolejna notka!
    Tylko dodajesz je zbyt rzadko. Ja nawet nie pamiętam, o czym był poprzedni rozdział, bo czytałam go miesiąc temu.
    Pisz częściej. Z niecierpliwoscią czekam na kolejny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  24. Jesteś mega!! Tylko mam prośbę: mogłabyś trochę częściej dodawać notki? Bo z nudów 2 razy pod rząd przeczytałam! :)
    Życzę Ci w święta duuużo weny! ;))

    OdpowiedzUsuń
  25. http://kraina-cienia-flex-san.blogspot.com/
    zapraszam i sorry za błędy ale pisałam na telefonie

    OdpowiedzUsuń
  26. Wspaniałe, idealne, przecudowne. Powtarzam już chyba tysięczny raz - uwielbiam Twoje opowiadanie!
    Może jakiś bonusik na święta, prosimy? :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Bardzo mi sie to podoba. Coraz nowsze pomysły. Jestem bardzo ciekawa tych wakacji!!! Pozdrawiam i zapraszam do mnie dobry-adres.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  28. No nie powiem, bardzo mi się tu podoba ;)
    Zapraszam do mnie, dopiero zaczynam ----> rainfirebolt.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  29. Kochana moja! Fajniasty blog! Cudownie piszesz i wogole masz najlepszego bloga o Potterze jakiego czytalam :D
    Tak jak moi poprzednicy prosze o wiecej i przede wszystkim czesciej :):) Buzi :*
    Genialne!

    OdpowiedzUsuń
  30. a ja myślałam,że Dominique Weasley to dziewczynka... http://pl.harrypotter.wikia.com/wiki/Dominique_Weasley
    a po za tym, blok przecudowny, wszystkie rozdziały przeczytałam po kilka razy ♥

    OdpowiedzUsuń
  31. Wzystko pięknie i ładnie Jogi ale brakuje mi tu czegoś. Nie chodzi o notke bo jest świetna, ale ja się trochę pogubiłam. Między tym rozdziałem a poprzednim zabrakło mi tego w jaki sposób Harry dowiedział się o Robardsie i reszcie starszych rangą nie zostało to opisane i dla tego mam wrażenie takiej pustki.

    OdpowiedzUsuń
  32. Achhhh, wiedziałam, że to Robards
    Świetnie, cudownie, wspaniale, Asiu, choć pewnie o tym wiesz
    Weny życzę na długie lata:D:D

    OdpowiedzUsuń