Ginewra
Potter wraca na miotłę!
Harpie
z Holyhead ogłaszają powrót swojej gwiazdy!
Po
ponad dwuletniej przerwie do drużyny Harpii z Holyhead wraca najskuteczniejsza
ścigająca w drużynie – Ginewra Potter (dawniej
Weasley)!
„Nie
spodziewałam się, że kiedykolwiek znajdę się ponownie na boisku” –zauważa
zawodniczka w rozmowie z naszym reporterem podczas wtorkowego treningu w Ilkley
Moor.
Przypomnijmy.
Dwa lata temu Potter ogłosiła, że spodziewa się dziecka i pożegnała się ze
sportem, obejmując funkcję komentatorki quidditcha w naszym dzienniku.
„Świat
wywrócił się do góry nogami, gdy pojawił się James” – kontynuuje nasza
rozmówczyni. – „Byłam pewna, że już nie wrócę do quidditcha, zwłaszcza,
gdy niedługo po porodzie dowiedziałam się, że ponownie jestem w ciąży. Nie był
to czas, jak każdy by się spodziewał, pełen radosnego oczekiwania. Zwłaszcza
narodziny Albusa” – dodaje zamyślona, jednak od razu się rozpromienia. –
„Teraz, pół roku później, mogę powiedzieć, że obaj chłopcy są naszymi
promyczkami szczęścia i radości.”
Decyzja
o jej powrocie spotkała się z entuzjazmem fanów, ale też z pytaniami o to, czy
młoda matka dwójki dzieci zdoła utrzymać tempo zawodowego Quidditcha.
„Nie
wracam, żeby komukolwiek coś udowadniać – odpowiedziała z uśmiechem pani Potter.
– Wracam, bo kocham grać w quidditcha. Tutaj czuję się sobą”.
Kapitan
Harpii, Gwenog Jones, nie kryje zadowolenia:
„Ginny
to nie tylko najlepsza ścigająca, jaką miały Harpie, ale też duch naszej
drużyny. A jeśli ktoś uważa, że po przerwie nie da rady, niech zmierzy się z
nią na miotle”.
Trudno
jednak nie zauważyć, że powrót pani Potter do zawodowego quidditcha rodzi
pytania, o których wielu wolałoby nie mówić na głos. Czy jest to triumfalny
powrót do sportowej pasji i realizacji własnych ambicji? Czy też…
ucieczka od codziennych obowiązków domowych, o których młoda matka dwójki
dzieci z pewnością nie powinna zapominać?
Sama
zainteresowana w krótkiej rozmowie po treningu zapewniła jedynie, że „ciągnie
ją na miotłę” i że „dzieci mają wspaniałego ojca, który doskonale sobie radzi”.
Powrót
pani Potter budzi ogromne emocje, choć nie wyłącznie sportowe.
W
ostatnich tygodniach uwagę opinii publicznej przyciągnęły również doniesienia
dotyczące jej męża, aurora Harry’ego Pottera, który został tymczasowo
zawieszony po incydencie podczas procesu Lucjusza Malfoya (str. 3 kol. 1).
Ministerstwo nie komentuje sprawy, podkreślając jej proceduralny charakter.
Tymczasem
w ostatnich dniach doszło do tajemniczego ataku na mugoli w Norfolk. Choć na
razie nie wiadomo, czy oba wydarzenia mają ze sobą jakikolwiek związek, a ministerstwo
odmawia komentarza, nasze źródła potwierdzają, że dochodzeniem zajmuje się –
uwaga! – sam Harry Potter (czytaj dalej: str. 1 kol. 3).
Czy
fakt, że nazwisko Potterów znów pojawia się w nagłówkach, to tylko zbieg
okoliczności?
Jedno jest pewne: powrót Ginewry Potter na boisko przyciąga uwagę samą sportową
wartością, a jej forma – według obserwatorów wczorajszego treningu – zapowiada,
że Harpie mogą mieć w tym sezonie poważne powody do optymizmu.
Odpowiedź
poznamy już w najbliższą sobotę na stadionie Bodmin Moor gdzie Harpie z
Holyhead zmierzą się z Osami z Wimbourne.
-----
Promienie słońca powoli zaczynały przedzierać się przez chmury, wpadając przez kuchenne okno.
Ginny siedziała przy stole w szlafroku, z włosami
upiętymi w niedbały kok. W jednej ręce trzymała kubek, a drugą próbowała
powstrzymać Jima przed zrzuceniem ze stołu miski z owsianką.
Na stole leżał rozłożony „Prorok Codzienny”. Na
pierwszej stronie widniał nagłówek:
Atak na mugoli w Norfolk! Harry
Potter działał bez zgody przełożonych?
– Serio!? – wykrzyknęła oburzona. – Dlaczego zawsze
musisz wpakować się w coś akurat wtedy, gdy zbliża się dla mnie wielki dzień?
Harry pojawił się w drzwiach z Albusem na rękach.
Malec trzymał w dłoniach coś, co przypominało gumowego smoka i żuł z zapałem jego
skrzydełko.
– Gin, wiesz, że nie mam wpływu na Ritę Skeeter.
I na to co się dzieje w kraju.
– Ale dałeś jej powód, prawda? – ucięła ostro,
uderzając dłonią o blat. – Harry Potter był widziany w towarzystwie
mugolskiej policji – zacytowała. – Dlaczego?
Harry odłożył Albusa do bujaczka, podając mu butelkę z
mlekiem. Chłopiec od razu przyssał się do smoka i zaczął mruczeć z
zadowoleniem.
– Natknęli się na coś, czego nie powinni widzieć. Nie
rozumieją tego. A tam naprawdę działo się coś złego, Gin. To nie były zwykłe
zaklęcia. Ktoś… bawi się czarną magią, jakby chciał zostawić wiadomość.
Ginny pokręciła głową i odwróciła gazetę na ostatnią
stronę, gdzie znajdował się artykuł o jej powrocie do quidditcha. Pół kolumny
zajmowało zdjęcie, na którym fotograf uchwycił jej lot na miotle, pochyloną nad
trzonkiem, z rozwianymi włosami i tym znajomym, dzikim skupieniem w oczach.
– „Czy to triumfalny powrót do sportowej pasji,
czy… ucieczka od codziennych obowiązków domowych” – zacytowała z zaciśniętymi
zębami, odstawiając z całą wściekłością kubek na stół. – Czy ja wyglądam na
kogoś, kto ucieka od dzieci?!
James, siedzący w krzesełku obok niej, odrzucił łyżeczkę
i zawołał z powagą, która zupełnie nie pasowała do owsianki na policzku.
– Bam! Mama, bam!
– Dokładnie tak, skarbie. Też uważam, że to „bam”
– burknęła Ginny, rzucając gazetę na blat.
Harry spojrzał na jej zdjęcie, a potem na nią.
– Wiesz… Na tym zdjęciu widać całe szczęście
Ginny Potter. W locie… w swoim żywiole…
– Nie całe – zaprotestowała. – Zapominasz, że
moje szczęście jest tutaj. Z tobą i chłopcami.
– Oczywiście. – Harry przytaknął. Podszedł do
niej i ukucnął przy jej krześle, by ich oczy znalazły się na tym samym
poziomie. – Na zdjęciu widać wolność jaką daje ci quidditch. Ale tutaj… –
Harry zerknął na Jima, a potem wyjął z bujaczka Albusa i wziął go na ręce –
tutaj jest twoje serce.
Albus zapiszczał cicho, zaciskając piąstkę na koszuli
Harry’ego, a Jim zanurzył rączkę w owsiance i mokrymi paluszkami dotknął
zdjęcia w gazecie.
– Mama lata! – oznajmił dumnie, rozmazując białą
papkę. – Mama ładna!
Harry uśmiechnął się, gdy Albus wsadził piąstkę do
buzi, a Ginny poczuła, jak coś w niej mięknie – nie znika, ale przestaje tak
bardzo boleć.
– Tu jest twoja siła. To zdjęcie pokazuje tylko
część ciebie – stwierdził Harry, biorąc jej dłoń w swoją. – Ja mam zaszczyt znać
całość.
Albus pochylił się i chwycił jej kosmyk włosów z
triumfalnym „Aaa!”, jakby potwierdzał słowa ojca.
Ginny wypuściła powietrze, po czym nachyliła się i
cmoknęła Harry’ego w czoło.
– No dobrze, Potter. Tym razem wygrałeś – mruknęła z
uśmiechem. – Ale tylko dlatego, że masz dobre argumenty… oraz uroczy duet
wspierający.
James zaśmiał się głośno i rozmazał owsiankę po artykule.
Ginny objęła siebie ramionami.
– Po prostu… chciałam, żeby choć raz w Proroku
chodziło o mnie. Tylko tyle. Bez porównań do ciebie. Bez afer. Bez twojego
nazwiska wyskakującego z każdej strony.
Harry uniósł kącik ust.
– Wiesz… – powiedział łagodnie. – To także twoje
nazwisko.
Ginny spojrzała na niego z niedowierzaniem.
– No co ty nie powiesz – mruknęła kpiąco. – W
takim razie chciałabym, żeby przez najbliższe dni było kojarzone z bramkami, a
nie z kolejnym aurorskim raportem.
– Wiesz, że nie mogę ci tego obiecać – szepnął.
Ginny przetarła twarz dłonią, odwracając się.
– Wiem – westchnęła. – Po prostu… mam dość bycia w
twoim cieniu. Dwa lata karmienia, pieluch i chaosu. Chciałam dziś pomyśleć
tylko o meczu. O sobie.
Harry usiadł obok niej, kładąc dłoń na jej ramieniu.
– I masz do tego pełne prawo. – Uśmiechnął się lekko. –
Obiecuję, że nie pozwolę, żeby Skeeter ci to odebrała.
– Mamaa… – jęknął James, znudzony przeciągającym się
dramatem dorosłych.
Ginny odetchnęła i spojrzała na synka.
– Masz rację, Jim. Mama przesadza.
Harry zerknął jeszcze raz na rozłożony Prorok,
krzywiąc się lekko.
– Mam wrażenie, że jak przewrócę stronę znowu
pojawi się nazwisko „Potter”.
– Zaskoczony? – Ginny prychnęła, stukając palcem w
gazetę. – Ty okupujesz stronę główną, ja ostatnią, a chłopcy zaraz będą w
kąciku rodzinnym. Jedna rodzina, pełen przekrój redakcyjny.
James wybuchnął śmiechem, jakby zrozumiał żart,
zachwycony samym dźwiękiem jej głosu.
– Mama! Tata! Jimmy! – oznajmił triumfalnie,
rozmazując resztki owsianki w fantazyjny wzór.
– Widzisz? – Ginny spojrzała na Harry’ego z
satysfakcją. – Redakcja już pracuje.
Albus na kolanach Harry’ego wydał głośne, przeciągłe
„eee!”, jakby protestował przeciw pomijaniu jego osoby, po czym złapał gazetę i
spróbował włożyć jej róg do buzi.
Harry zerknął na synów, potem na Ginny, a w jego
uśmiechu było więcej czułości niż obrony.
– Nawet on ma dość Proroka – zauważył sucho. – Albo naszej popularności.
Ginny
zmrużyła oczy i westchnęła, ale tym razem
bez złości. Stuknęła palcem gazetę.
–
Uprzedzam cię. Jeśli jeszcze raz przeczytam, że „żona
aurora wraca do gry”, to ty najbliższy tydzień śpisz z Albusem. On
przynajmniej nie komentuje mojej gry.
James podskoczył na krzesełku.
– Mama, gol!
Harry syknął.
– Brzmi jak groźba.
– Ostrzeżenie – Ginny poprawiła go lekko. – Od
żony.
Albus wydał głośne „ba!”, po czym złapał Harry’ego za
koszulę i pociągnął z entuzjazmem, jakby zatwierdzał warunki umowy.
Harry zerknął na syna.
– Ty też jesteś przeciwko mnie?
Albus odpowiedział mu mokrym uśmiechem.
– Zdrada we własnych szeregach – mruknął
zrezygnowany Harry. – Klasyka.
James klasnął w rączki.
– Mama wyglała!
– Jeszcze nie – mruknęła z uśmiechem Ginny. – Ale
bardzo do tego dążę.
Harry westchnął teatralnie i podniósł ręce w geście
kapitulacji.
– W porządku. – Spojrzał na Ginny uważnie. – Obiecuję,
że do meczu „Prorok” należy do ciebie. Oddaję ci pierwszą stronę. Oddaję
nagłówki. I oddaję ciszę… na tyle, na ile potrafię.
Ginny zmiękła. Oparła czoło o jego ramię.
– Tyle mi wystarczy.
Albus zapiszczał, wtulając się w Harry’ego, a Jim
zaśmiał się radośnie.
– Mama… tata… Potter.
– Tak, skarbie – powiedziała Ginny cicho.
Harry uśmiechnął się pod nosem.
– Widzisz? – mruknął. – Jedno nazwisko. Jedno miejsce.
Przygarnął ją do siebie i pocałował we włosy.
Ginny uniosła głowę i uśmiechnęła się – spokojniej,
pewniej.
– W porządku, Potter. Dziś ci wybaczam. Ale
pamiętaj… – pochyliła się bliżej – na boisku też umiem walczyć o swoje.
Harry odpowiedział tym samym cichym uśmiechem.
– Wiem. I właśnie dlatego zawsze będę po twojej
stronie. Na trybunach. Bez podpowiedzi. Bez komentarzy.
James klasnął w dłonie.
– Mama wyglała!
Albus zamruczał coś niewyraźnie i wtulił się w pierś
Harry’ego, jakby uznawał sprawę za ostatecznie rozstrzygniętą.
Ginny objęła ich spojrzeniem, a potem jeszcze raz
oparła czoło o ramię męża.
– To naprawdę wystarczy.
-----
– Mama!
Ginny zatrzymała miotłę i spojrzała zaskoczona w dół,
skąd dochodził głos jej synka. Na polanie stał Harry i trzymał w ramionach
Jamesa, który wyciągał do niej rączki.
Zniżyła lot, by zatrzymać się obok nich. Zsiadła z
miotły i przywitała się z mężem i z synkiem.
– Co wy tu robicie? – zapytała.
– Ogłaszamy koniec treningu – oznajmił z
uśmiechem Harry.
– Mama!
Ginny spojrzała na Jima, który ciągnął za rękaw jej
szaty sportowej.
– Stęskniłeś się za mamusią?
– Nie. Chcie latać! – zawołał.
– Chcesz latać tak, jak mama?
– Tak, chcie. Latać!
I zamachał rączkami.
Ginny skinęła Harry’emu głową, ponownie wsiadła na
miotłę, robiąc niewielkie kółko, a gdy podleciała z powrotem, Harry podał jej
Jima. Posadziła go przed sobą, i obejmując jedną ręką zrobiła kolejny wiraż
wokół polanki ku uciesze malca.
Zatrzymała się po drugiej stronie, odwracając się
przodem do Harry’ego. Pocałowała czarną czuprynkę synka i zapytała:
– Wracamy do domku, skarbie?
– Nie. Mama latać! – wykrzyknął. – Jeście!
Jeście! – Zaczął podskakiwać i klepać po jej ręce trzymającą miotłę.
Ginny uśmiechnęła się. Zerknęła na Harry’ego, który
wciąż na nich czekał.
– A kto tam stoi? – zapytała, wskazując na niego.
Jim roześmiał się.
– Tata! Jeście, mama! Latać!
Ponownie poklepał ją po ręce, chcąc skupić uwagę na
sobie.
– A
może sprawdzimy, kto będzie w domu szybciej? My czy tata? – zaproponowała.
– Tak!
Latać!
Ginny zacisnęła nogi na miotle i ruszyła w stronę
Harry’ego.
Kiedy przelatywała obok niego na pełnej prędkości,
zawołała:
– Zaczekamy na ciebie przed domem!
Chwilę potem zniknęła wśród drzew.
Harry pokręcił głową z rozbawieniem. Ostatnio niemal
każdy trening Ginny kończył się w ten sam sposób.
– To się jeszcze okaże – mruknął i deportował się
z polanki.
Pojawił
się przy furtce w tej samej chwili, w której Ginny wyłoniła się zza drzew.
– Tata… – zachlipał Jim.
Harry wyciągnął ręce, by wziąć syna.
– Mógłbyś dać nam kiedyś fory – mruknęła Ginny, zsiadając
z miotły. – Teleportacją zawsze będziesz szybciej.
– Pomyślę o tym następnym razem – oznajmił, gdy
przechodzili przez ogródek. – Dzisiaj mamy gościa.
Ginny zmarszczyła brwi.
– Gościa? – syknęła. Odstawiła miotłę na
werandzie i odwróciła się do niego. – I mówisz mi o tym dopiero teraz? Kto to?
– Luna.
– I zostawiłeś ją samą z Albusem?
– Tylko na kilka minut – zauważył, otwierając
drzwi.
Ginny
odetchnęła i weszła do środka.
Przed kominkiem stał dziecięcy leżaczek, na którym
bujał się ich synek i wyciągał rączki w stronę kucającej przy nim blondynki. W
dłoni trzymała niewielką puchatą piłeczkę, która wystawiła cienki i długi
języczek i lizała po buźce malca.
– Cześć, Luna! – zawołała Ginny od progu. –
Przepraszamy, że wykorzystaliśmy cię do opieki nad naszym dzieckiem.
Podeszła bliżej i ukucnęła przy leżaczku. Albus
przekręcił do niej główkę, gaworząc z uśmiechem.
– Nic się nie stało – odparła Luna. – Macie
urocze maluchy.
– Mama, cio to? – zapytał James, stając obok niej
i dźgając stworzonko w rękach Luny.
– To pufek, skarbie – powiedziała Ginny.
Pogładziła palcem miękkie futerko i pufek zamruczał z
zadowoleniem. Luna położyła go na podłodze, a pufek natychmiast przetoczył się
w kąt pokoju, gdzie zjadł ze smakiem chowającego się tam pająka. Jim podskoczył
i pobiegł za nim. Wziął go w ręce i rzucił w drugą stronę, niczym kaflem. Pufek
przeturlał się pod jeden z foteli i wyciągnął języczek, ponownie szukając
pożywienia.
– Jim! – krzyknęła z oburzeniem Ginny. – Tak nie
wolno!
– Nic mu nie będzie – zauważyła Luna, wstając. –
Miałaś kiedyś jednego – dodała.
– Tak, Arnolda. – Ginny skinęła głową. – Nie
wiem, co się z nim stało, pewnie po tylu latach zdechł gdzieś w Norze –
stwierdziła, wzruszając ramionami.
– Co cię do nas sprowadza, Luno? – zapytał Harry.
Kobieta zerknęła na niego.
– Odwiedzam swoich ulubionych przyjaciół –
powiedziała.
Harry skinął głową, jakby ta odpowiedź całkowicie mu
wystarczała.
– W takim razie zapraszamy cię na posiłek. Ginny
w czasie treningów całkowicie zapomina o jedzeniu – powiedział, krzywiąc się,
bo Ginny uderzyła go w ramię.
– Jak możesz zdradzać nasze sekrety! – syknęła z
udawanym oburzeniem. Jednak od razu go przytuliła. – Dobrze, że chociaż jedna
osoba w tej rodzinie o tym pamięta – mruknęła, całując go w policzek.
– Ktoś musi – mruknął Harry. – Poza tym lubisz
jak gotuję.
– I tak najczęściej robi to Zgredek – zauważyła
Ginny.
Harry westchnął.
– Niestety,
taka praca.
Weszli
do kuchni. Luna obserwowała, jak Ginny z Harrym sadzają chłopców; Jim siedział
w swoim krzesełku obok Ginny, a Albus znalazł się na kolanach taty, który
przywołał butelkę z mlekiem i zaczął nią karmić malca.
Luna
przekrzywiła głowę, mrużąc oczy.
– Chłopiec jest bardzo podobny do ciebie –
powiedziała.
– Też myślę, że Al będzie w przyszłości
miniaturką Harry’ego – odezwała się Ginny ze śmiechem. – Czarne włoski i
zielone oczka.
– Dobrze,
że chociaż Jim ma twoje oczy – zauważył Harry.
Ginny
puściła mu całusa przez stół.
– Każde dziecko ma coś ze swoich rodziców –
powiedziała Luna zamyślonym głosem. – Tak jak ja jestem podobna do mamy, a
lubię odkrywać tajemnice jak tata.
– Oby żaden nie był tak uparty, jak tatuś –
mruknęła Ginny, patrząc przepraszająco na Harry’ego.
– Albo mamusia – dodał Harry.
Spojrzeli na siebie i parsknęli śmiechem.
– Mama! Uj!
James wyciągał rączkę w stronę okna.
– Kto tam jest, skarbie? – Ginny zerknęła na
malca, a potem na okno.
– Uj!
– Wujek Ron?
– Nie! Uj!
Harry w tym czasie posadził Albusa do kojca i wyjął
różdżkę. Był pewny, że gdyby to był Ron, przyjaciel już dawno wszedłby do
środka. Jednak to, że Jim mówił „uj” nie dawało mu spokoju. To musiał być ktoś,
kogo mały znał. Spojrzał uspokajająco na Ginny.
– Sprawdzę, kto to – wyjaśnił. – Zaraz wracam.
Wyszedł na werandę i rozejrzał się. Nikogo nie było.
– Revelio – wyszeptał.
Powietrze zafalowało wokół niego i popłynęło wzdłuż
podjazdu do furtki. Z mgły wyłoniła się postać mężczyzny.
Harry podszedł do niego z uniesioną różdżką.
– Jake?
Co tu robisz?
– Potter
– rozległ się zdesperowany głos. – Potrzebuję twojej pomocy.
----
Ginny odprowadziła Harry’ego wzrokiem, a gdy drzwi się
zamknęły, jej uśmiech zniknął jak zdmuchnięty płomień. Oparła dłonie o blat, po
czym spojrzała na okno, za którym zniknął.
– Dlaczego to zawsze dzieje się w takich momentach? –
odezwała się w końcu, cicho, bez pretensji. Bardziej zmęczona niż zła. – Miał
być spokojny wieczór. Jeden. Bez afer w Proroku, bez strachu. Tylko my.
Wypuściła powoli powietrze.
James przestał machać łyżeczką i zmarszczył brwi,
jakby wyczuwał zmianę nastroju. Albus zakwilił cicho w kojcu, przeciągając
sylaby w niecierpliwym „aaa”.
Luna spojrzała na Ginny uważnie, jakby ważyła każde
zdanie.
– Spokój nie zawsze znika dlatego, że ktoś go psuje –
powiedziała łagodnie. – Czasem po prostu się przesuwa. Trzeba go wtedy poszukać
gdzie indziej.
– On przyszedł, bo zna twojego męża – ciągnęła Luna. –
I wie, że Harry spróbuje pomóc. Nawet jeśli nie powinien. Nawet jeśli tamten sprowadził
na siebie kłopoty.
Ginny zacisnęła palce na oparciu krzesła.
– A jeśli przez to zapłacimy my?
– Harry wie, że tam kończy się granica. – Wskazała
za okno. – Bo ty jesteś jego granicą. A oni… – uśmiechnęła się do Jamesa i
spojrzała na kojec Albusa – są powodem, dla którego tej granicy nigdy nie
przekroczy. Zbyt wiele już przeżyliście, żeby teraz narażać waszą rodzinę.
James spojrzał na Lunę z namysłem zupełnie niepasującym
do jego wieku.
– Tata dobly? – zapytał poważnie.
Ginny uśmiechnęła się krótko i pogładziła synka po
włosach.
– Tak, skarbie. Bardzo dobry.
Albus ssał paluszki, spokojniejszy, jakby uznał
sytuację za chwilowo opanowaną.
– Mam nadzieję, że to nic – powiedziała Ginny,
prostując się. – Ale jeśli to coś…
Ucięła, gdy drzwi otworzyły się ponownie.
Harry wszedł do kuchni wolniej, niż z niej wyszedł.
Różdżkę wsunął do kieszeni, ale jego ramiona wciąż były napięte, jakby jeszcze
nie do końca wrócił myślami do domu.
Ginny nie zapytała od razu. Tylko spojrzała na niego
uważnie.
– Kto to był? – odezwała się w końcu.
Harry zawahał się ułamek sekundy. Wystarczająco długo,
by to zauważyła.
– Jake – odpowiedział w końcu.
Ginny skinęła głową.
James przestał bawić się łyżeczką. Albus zakwilił
cicho, po czym uspokoił się, gdy Luna podeszła do kojca i pochyliła się nad nim
z lekkim uśmiechem.
– Dzieci zawsze wiedzą pierwsze – powiedziała Luna. –
One jeszcze nie nauczyły się udawać, że wszystko jest w porządku.
Harry spojrzał na nią, jakby dopiero teraz przypomniał
sobie, że nie są sami.
– Nic się nie stało – powiedział, tym razem wolniej. –
Przynajmniej… jeszcze nie.
Ginny skrzyżowała ręce.
– Harry.
Westchnął i potarł kark.
– Przyszedł prosić o pomoc. – Spojrzał jej w oczy. –
Nie dotyczy jutra. Obiecuję.
Luna uniosła wzrok znad Albusa.
– Ciekawe – mruknęła. – Ludzie zawsze mówią, że coś
„nie dotyczy jutra”, kiedy bardzo boją się, że jednak dotyczy.
Zapadła cisza.
James westchnął głośno, znudzony napięciem dorosłych.
– Mama… – jęknął.
Ginny rozluźniła ramiona, przyciągnęła go do siebie i
przytuliła, czując, jak napięcie powoli osiada – nie znika, ale przestaje ją
palić.
– Już dobrze, kochanie.
Spojrzała z powrotem na Harry’ego.
– Jutro mecz – powiedziała spokojnie. – Dziś możesz nie
mówić mi wszystkiego. Ale nie kłam.
Harry skinął głową.
– Nigdy.
Luna uśmiechnęła się lekko, jakby coś właśnie zostało
postanowione.
– To dobrze – powiedziała. – Bo kłamstwa bardzo źle
znoszą poranki. Szczególnie te po ważnych meczach.
Albus zapiszczał cicho, a Ginny w końcu usiadła.
Napięcie nie zniknęło.
Ale przestało się rozlewać.
Słońce dopiero zaczynało zaglądać przez kuchenne okna Nory, gdy w kominku rozbłysły zielone płomienie, a potem z paleniska wypadła paczka pieluch, za nimi mały czarnowłosy chłopiec, za którym wyskoczył jego ojciec, a na końcu Ginny z Albusem na rękach.
– James, wracaj!
Z salonu wyłoniła się Molly Weasley zaalarmowana
zamieszaniem w kuchni.
– O Merlinie – jęknęła z uśmiechem – jeszcze
dzień się na dobre nie rozpoczął, a tu już mamy małe tornado.
Harry roześmiał się, próbując złapać Jamesa, który
właśnie wdrapał się po krześle na stół i zeskoczył, żeby „polatać jak mama”.
– To tylko rozgrzewka przed meczem – wyjaśnił.
Ginny postawiła torbę na stole, próbując jednocześnie
nie zrzucić miski z owsianką.
– Mamo, jesteś pewna, że dasz sobie z nimi radę?
– Kochanie, wychowałam całą waszą siódemkę,
łącznie z Fredem i George’em. Myślę, że dam sobie radę z dwójką Potterów –
odparła Molly tonem, który nie znosił sprzeciwu.
Na schodach pojawił się Teddy Lupin z włosami w
kolorze intensywnego niebieskiego. Gdy tylko zobaczył Ginny jego włosy
natychmiast zmieniły kolor na rudy, przez co wyglądał jak kolejne pokolenie
Weasleyów.
– Ciocia! – wykrzyknął, uśmiechając się szeroko.
– Idziemy na mecz!
– Będziesz kibicować Harpiom? – zapytała,
podchodząc do niego, by potargać mu włoski.
– Jasne! Harpie górą!
Z górnego piętra rozległ się zaspany głos Rona:
– Merlinie, czy Harpie nie mogłyby grać o
normalnej porze? – ziewnął rozdzierająco, schodząc na dół. – Mecz o tej porze
to zbrodnia.
– Mecz jest o dziesiątej, Ron – zauważył Harry, sadzając
Jamesa na krześle obok niego.
– Ale jest dopiero ósma – mruknął, sięgając po
tost.
– Rosie nie dała ci spać? – zapytała domyślnie
Ginny, kołysząc na rękach Albusa.
– Bardziej Hermionie. – Ziewnął ponownie. –
Dlaczego musimy aportować się tam tak wcześnie? – Spojrzał na Harry’ego. – Mamy
chyba dobre miejsca, co?
– Idealne.
– Za to będzie zimno i mokro. A tłum będzie
śmierdział piwem – marudził Ron.
– To się nazywa atmosfera stadionowa – zauważył
Harry.
James, nie pilnowany przez nikogo, zsunął się z
krzesła i chwycił miotłę stojącą w kącie.
– Mama! Latać!
– Nie dzisiaj, kochanie – powiedziała łagodnie
Ginny, zabierając mu miotłę. – Dzisiaj mama będzie latać sama.
Molly przejęła od niej Albusa, a Jamesa przygarnęła do
siebie drugą ręką.
– Babcia zaraz usmaży dla ciebie naleśniki.
– Leśniki! – zawołał radośnie James i zaczął
podskakiwać. – Mniam!
– A ja myślę, że Harpie wygrają! – wtrącił Teddy
z dumą. – Ciocia Ginny jest najlepsza na świecie!
Ginny uśmiechnęła się szeroko.
– Dzięki, Teddy. Chociaż nie jestem pewna, czy
komentator się z tobą zgodzi.
Ron zrobił wielkie oczy.
– Nie mów, że komentatorem będzie ten dupek z
„Czarownicy”!
– Ronald! Nie przy dzieciach! – skarciła go
Molly, choć w jej oczach błysnęło rozbawienie.
– Ten sam – potwierdził Harry z westchnieniem. – Dzisiaj
w radiu mówił, że „wraca płonąca gwiazda Harpii”.
– I narzekał, że „Harpie tracą ogień po przerwach
macierzyńskich” – dodała Ginny.
Ron gwizdnął.
– No to jeśli dziś oberwie tłuczkiem, to nikt nie
będzie miał wątpliwości dlaczego.
– Niech tylko jeszcze skomentuje moje włosy –
syknęła Ginny – to popamięta.
– Ron Weasley! – skarciła syna Molly, choć w oczach
błysnęło jej rozbawienie. – Nie ucz Teddy’ego przemocy!
– Ja nie uczę, ja tylko… teoretyzuję – odparł Ron
niewinnie.
Harry zmarszczył brwi, spoglądając na Ginny.
– Gin, nie chciałbym jutro otrzymać raportu o
nieprzepisowym zachowaniu podczas meczu quidditcha, w który zamieszana była
zawodniczka Harpii – mruknął.
– O czym ty… – Ginny spojrzała na niego,
zaskoczona, po czym uśmiechnęła się krzywo. – Brzmisz jak auror.
– Bo
nim jestem.
– Wiem
– powiedziała miękko. – Pragnę ci tylko przypomnieć, że to mecz quidditcha, a
nie przesłuchanie. I uwierz mi, potrafię powstrzymać się przed rzuceniem
tłuczkiem w kogokolwiek.
– Tylko
w teorii – mruknął.
– Tylko
w wyjątkowych przypadkach – poprawiła go z uśmiechem. – Ale spokojnie. Dziś
rzucam tylko kaflem. Poza tym… – zrobiła pauzę, po czym dodała z błyskiem w oku
– jeśli ten komentator powie choć słowo o moich włosach, to będziesz mógł
pierwszy przesłuchać podejrzaną.
Harry
westchnął, ale nie mógł powstrzymać uśmiechu.
– Zgoda.
Aaaaa! Tęskniłam za ttm blokiem! Czytam tego fica odkąd byłam nastolatką a jestem już po 30 😅😅😅. Uwielbiam tą historię i zawsze będę do niej wracać nie ważne jak długo trzeba bedzie czekać! Przesyłam uściski i dużo weny i chęci do pisania dalej! 🥰🥰🥰
OdpowiedzUsuńCały czas jestem i czytam :) weny, zdrówka i jeszcze raz weny!
OdpowiedzUsuń~ wierny czytelnik
Jestem wierną fanką przez tyle czas. Czytam i oczekuje na więcej;) Zdrówka i weny życzę Kochana:*
OdpowiedzUsuńAaaa tyle lat czekałam, w międzyczasie przeczytałam Twojego bloga z 10 razy nie mogłam się oderwać noce zarywałam super piszesz mam nadzieję że nie znikniesz na tak długo jak ostatnio😍😍
OdpowiedzUsuńJeeest, w końcu się doczekałam, idealnie. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału ❤️
OdpowiedzUsuń